Projekty
Government Bodies
Flag środa, 20 Maja 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
21 Stycznia 2024, 15:00

Konie też potrafią płakać. Historia sportsmenki, która została wolontariuszką i ratuje zwierzęta

Dawne rasowe „sportowcy”, zwykłe wiejskie „pszczółki”, świeżo urodzone źrebięta... je łączy jedno – okazały się niepotrzebne byłym właścicielom. A Ekaterina Bujkiewicz wraz z pomocnikami w ciągu dziesięciu lat zdołała uratować trzysta koni, nie licząc parę stad „żółtodzióbów”. Niektóre z nich pozostały z nią w wiosce Czernikowszczyzna, niedaleko Smolewiczów.

Pierwsza Jaskółka

Miłość do koni Ekaterina ma od dzieciństwa. Niedaleko Radoszkowiczów, gdzie odpoczywała latem, znajdował się kanał wodny. Tam po raz pierwszy zobaczyła piękną klacz roboczą o imieniu Jaskółka.

- Dosłownie przypiąłam się do Jaskółki. Karmiłam, czesałam, rozmawiałam z nią. Siedzimy razem o zachodzie słońca - szczypie trawę, a ja jestem blisko w moich marzeniach. I tak łekko i jasno było na duchu. Miejscowi robotnicy wsadzili mnie nawet na Jaskółkę, a ona bardzo ostrożnie, jak kryształowy wazon, woziła mnie. Pewnego dnia sama się odważyłam i wspięłam się na nią leżącą na trawie. Klacz nawet się nie wzdrygnęła, wciąż coś żując. A ja głaskałam ją, przyklejając się do ciepłego ciała - wspomina wolontariuszka.

Następnie dziewczynka uczyła się w dziecięcej szkole jeździeckiej w Ratomce. Wydawało jej się, że to jedyne miejsce, w którym można być blisko swoich ulubionych zwierząt.

- Ale stopniowo chęć jazdy konnej znikała - przyznaje Ekaterina. - Konie w sporcie są zmuszane do wykonywania określonych funkcji. Nie podobały mi się te metody pracy ze zwierzętami. Koń nie może narzekać, z wyjątkiem tego, że jego ogromne oczy, poruszone łzą, mówią o bólu. A kiedy konie są kontuzjowane lub starzeją się, są usuwane ze sportu. Potem jedna droga do zakładu mięsnego.

Mają szansę

Pewnego dnia Ekaterina musiała przejść z koniem, który złamał nogę, całą tę straszną drogę – od punktu, w którym postawiono na nim krzyż, do przybycia do zakładu mięsnego.

- To prawdziwe piekło dla wszystkich zwierząt, nie tylko dla koni. Szkoda ich wszystkich - przyznaje Ekaterina. - I to był prawdopodobnie ten sam punkt wyjścia, kiedy zdałam sobie sprawę, że mogę być nie tylko blisko koni i zaspokajać niektóre z moich ambicji, potrzeb duchowych, ale także przynosić korzyści zwierzętom.

Jednak dziewczyna nie wiedziała, jak zmienić sytuację i uratować jak najwięcej koni przed nieuchronną śmiercią. W 2013 roku poszła na swój pierwszy urlop macierzyński. Był czas pomyśleć o różnych opcjach. Przy wsparciu Międzynarodowego charytatywnego stowarzyszenia pomocy zwierzętom „ZOOszans” zorganizowała własny zespół.

- Z wdzięcznością od dobrych ludzi przyjmujemy pasze, płaszcze dla koni oraz inne niezbędne rzeczy w gospodarstwie - mówi rozmówczyni. - Istniejemy dzięki pomocy troskliwych ludzi. Serdeczne podziękowania dla nich za to. Dobrze wiedzieć, że są wiarygodni przyjaciele, podobnie myślący ludzie, którzy są gotowi wspierać podopiecznych w trudnych chwilach. W zeszłym roku skończyliśmy 10 lat. Rocznica wydaje się niewielka, ale udało się coś zrobić. Nigdy nie prowadziliśmy specjalnego liczenia, ale według szacunków w tym czasie co najmniej 300 koni zostało uratowanych przed nieuchronną śmiercią. A do tego jeszcze stada ogierów, z którymi też udało się coś wymyśłić.


Białoruski koń pociągowy

Według Ekateriny Bujkiewicz na Białorusi przemysł plemienny jest dobrze rozwinięty. Ale jedną rzeczą jest „wyprodukowanie” konia, a drugą – go utrzymanie lub sprzedaż. Czasami wolontariusze otrzymują informacje, że kołchoz, powiedzmy, zamierza wysłać do zakładu mięsnego konie, które są na ich koncie. Chłopaki nie są w stanie ich wszystkich wykupić, ponieważ czasami mówimy o stadach liczących 20-100 koni. W tym przypadku działają jako platforma informacyjna: informują przez internet oraz znajomych, że istnieje możliwość zakupu młodego dobrego konia lub zdrowych źrebiąt za niską cenę.

Ekaterina ma bardzo wysoką opinię na temat konia białoruskiej rasy zaprzęgowej. Powiedziała, że jest to jedna z najmłodszych ras spośród wszystkich tych, które zostały wyhodowane na terytorium byłego Związku Radzieckiego. Oficjalnie białoruska rasa zaprzęgowa została uznana dopiero w 2000 roku, ale proces formowania tej rasy odbywał się przez niewiarygodnie długi czas.

- Wydawałoby się, że nasza rasa narodowa powinna być rozwijana i zachowywana. Ale niejednokrotnie zdarzało się, że musieliśmy pomagać, aby te konie znalazły dom, a nie poszły „na kiełbasę” - przyznaje. - Faktem jest, że w niektórych kołchozach, które zajmują się hodowlą, sprzedaż nie jest zorganizowana na odpowiednim poziomie. Nie opracowano polityki marketingowej, która pomogłaby systematycznie promować swój produkt na rynku.

Nie bez pomocy Ekateriny i jej zespołu źrebięta, wszystkie do jednego, znalazły „ręce”. Bardzo dużo wyjechało do sąsiedniego kraju.

- Rosjanie kochają naszą rasę. Podkreślają, że są to bardzo dobre konie, prawdziwe pracownicy - mówi. - Są cenione za swoją wszechstronność: mogą nie tylko ciągnąć wóz i pracować w polu, ale także uzyskiwać wysokie wyniki w zawodach oraz można na nich pojeździć. A jakie umaszczenia są eleganckie - białe, szare, żółte, z niebieskimi oczami. Kiedy odrasta grzywa, koń wygląda jak bohater! Szkoda, że niewiele uwagi poświęca się rasie białoruskiej na jej hodowlę oraz popularyzację.

Z wielkim ciepłem mówi o tych, którzy biorą pod swoją opiekę konie-emerytów:
- Właściciel takiego staruszka notorycznie skazuje się na duże wydatki finansowe, bo koń nie jest psem ani kotem, je dwa razy więcej. I konia nie zabierzesz do domu do mieszkania na balkon. Musisz albo wynająć coś odpowiednego, albo trzymać konia w prywatnym domu, budując tam stodołę, pastwisko. A ile problemów zdrowotnych mają takie stare konie! Jeśli nie mają zębów, potrzebujesz specjalnych płatków. Problemy z oddychaniem - to dodatkowe wydatki na leki i inhalacje. Dlatego prywaciarz, który wykupuje staruszka i utrzymuje, w moim rozumieniu, prawdopodobnie jest bohaterem.


Reguły przetrzymywania

Pierwszego uratowanego konia Ekaterina zapamiętała na zawsze. W prywatnym stołecznym sektorze Malinowka dziadek trzymał klacz, która dawno już przekroczyła 20 lat, a to już wiek emerytalny u koni. Sąsiedzi powiedzieli, że właściciel jeździł nią w upale i chłodzie do lasu, ciągnął tu i tam wszelkiego rodzaju kłody. Pewnego dnia klacz wpadła do jamy, poważnie zraniła nogę i w rezultacie została bez najmniejszej pomocy. Kiedy wolontariusze przybyli, aby zbadać zwierzę, wzdrygnęli się! W upale ropną ranę dosłownie zjadały muchy, które się w niej tkwiły. Aby ludzie nie widzieli tego horroru, stary mężczyzna związał ranę kartonem.

Na Białorusi, podobnie jak w wielu innych krajach, nie ma odrębnej ustawy o ochronie zwierząt gospodarskich przed okrucieństwem. Istnieją jednak reguły przetrzymywania. W nich w szczególności znajduje się klauzula, że właściciel jest zobowiązany do zapewnienia zwierzęciu w razie koneczności opieki weterynaryjnej. Właśnie dzięki temu punktowi Ekaterinie i chłopakom udało się przekonać mężczyznę do sprzedaży konia.  Tylko w ten sposób wolontariusze mogli wyleczyć i uratować klacz.

Okrucieństwo wobec koni, według rozmówczyni, to nie tylko biczowanie lub chłosta, ale także nieznośne warunki przetrzymywania, brak opieki nad zwierzętami.

Teraz pod opieką drużyny ratunkowej są trzy konie i kucyk. Wszystkie historie są bardzo wzruszające.

- Nasz pierwszy mieszkaniec tutaj, w Czernikowszczyźnie, to kucyk Lelik, ma już 24 lata. Jest rasy szetlandzkiej - opowiada Ekaterina. - Ale niestety z wrodzoną deformacją stawów skokowych. Bawił kiedyś dzieci w jednej z grodzieńskich szkół sportowych. A kiedy szkoła się zamknęła, los staruszka był przesądzony. Postanowiliśmy zabrać ten mały cud do zespołu.

Niełatwy los ma też wiejski robotnik, który po urodzeniu został nazwany Sułtanem. Ekaterina początkowo ochrzciła śnieżnobiałego przystojniaka Obłoczkiem, ale widząc go bezinteresownie toczącego się w błocie, przemianowała na Chmurkę. W wiosce koń pomagał właścicielowi w gospodarstwie. Następnie Sułtana nabył klub jeździecki zajmujący się wypożyczaniem. Tam koń otrzymał astmę, więc ciągle kaszle. Ataki trzeba zaprzestać - przez inhalacje, zastrzyki, zakraplacze.

Tuż obok Chmurki mieszka Elmer. Całkowicie ślepy i to już od dziesięciu lat. A kiedyś był och, jak dobry! W Mohylewskiej szkole sportowej dla dzieci uczestniczył w wszechstronnych konkursach konia wierzchowego, wydawał się obiecującym. Ale został ranny - uderzył w tył głowy i najwyraźniej w wyniku krwotoku mózgowego oślepł. Bardzo dobrze orientuje się za pomocą słuchu. Podchodzi prawie blisko ogrodzenia – i obraca się.

Jedna z faworytek Ekateriny jest była zawodniczka Energia.
- W przeciwieństwie do mnie latała samolotem. I na Olimpiadę w Pekinie - opowiada.
Energię, prawdziwe piękno i królowę, kochająca właścicielka nazywa „Diwą z Instagrama”. Na zdjęciu wygląda po prostu niesamowicie! I wywołuje wiele entuzjastycznych reakcji. Najwyraźniej Energia rozumie swój urok, dlatego często pozwala sobie na kapryśność. Uwielbia marchewkę, ale jeśli coś jej się nie spodoba, nie weźmie jej z rąk.
- Konie dają mi satysfakcję psychiczną. Psychologowie mają pojęcie „zamknij gestalt”, co oznacza zakończenie tego, co zaczęli, doprowadzenie do końca. Najwyraźniej udało mi się w pełni poznać mój wewnętrzny świat i zamknąć gestalt dopiero po tym, jak te wyjątkowe zwierzęta pojawiły się w moim życiu – przyznaje Ekaterina. - Kiedy konie są w pobliżu, czuję się szczególnie dobrze. Nie wszyscy mogą wiedzieć, że dla ponad dwudziestu narodów świata konie są świętymi zwierzętami. I myślę, że zasłużyły na szacunek i uznanie za to, co zrobiły dla ludzkości i nadal robią.

Ekaterina pół roku temu została matką po raz drugi. Oczywiście trudno jest wychowywać dwoje dzieci i jednocześnie poświęcać dość uwagi zwierzętom. Ale pomaga jej mąż Igor, co jest dużym wsparciem. Rodzina mieszka w prostym drewnianym domku, w skromnych warunkach. Jednak Katia, pomimo surowego życia, nie zapomniała się uśmiechać,żartować oraz dawać ciepło swojego serca wszystkim, którzy są przy niej.
Projekt powstał ze środków celowej zbiórki na produkcję kontentu krajowego.
Helena JEŁOWIK, autor zdjęć

TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi