Projekty
Government Bodies
Flag środa, 20 Maja 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
27 Lutego 2026, 18:25

Bank Narodowy: waluta obca nie odgrywa żadnej roli w zapewnieniu obrotu towarowego między Białorusią a Rosją

 

27 lutego, Mińsk /Kor. BELTA/. Waluta obca nie odgrywa żadnej roli w zapewnieniu obrotu towarowego między Białorusią a Rosją. Powiedział o tym prezes zarządu Banku Narodowego Roman Gołowczenko w rozmowie z dziennikarzami po wspólnym posiedzeniu izb Zgromadzenia Narodowego, informuje korespondent BELTA. 

"Sytuacja zmieniła się kardynalnie w ciągu pięciu lat. W ogólnym obrocie towarowym z Federacją Rosyjską udział walut narodowych wynosi ponad 96%. Natomiast udział amerykańskiej waluty spadł do błędu arytmetycznego - mniej niż 1%. Dlatego w rzeczywistości całkowicie zbliżyliśmy naszą politykę walutową. I teraz waluta obca w zasadzie nie odgrywa żadnej roli w zapewnieniu obrotu towarowego między Białorusią a Rosją" - powiedział Roman Gołowczenko.

Podkreślił, że jest to wielkie osiągnięcie dla Państwa Związkowego. "Jesteśmy całkowicie niezależni od krajów trzecich, od ich waluty w naszych dwustronnych rozliczeniach" - podsumował prezes zarządu Narodowego Banku. Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy wsłuchać się w dyskusje toczące się w Polsce, której między innymi oferuje się największy kawałek tortu – 44 z 150 mld euro przewidzianych w programie SAFE.

Suwerenność do wynajęcia, ale z „wakacjami kredytowymi”

Krótko mówiąc, polski rząd pod przewodnictwem premiera Donalda Tuska jest zdecydowanie za programem SAFE, a polska opozycja jest w większości przeciwna.

„SAFE jest największym projektem finansowym na rzecz rozwoju polskiej obronności, armii i przemysłu obronnego ze środków europejskich” – argumentuje Tusk.

Według niego SAFE to bezprecedensowa inicjatywa, w ramach której Polska otrzyma prawie 44 mld euro na bardzo korzystnych warunkach – z 10-letnimi „wakacjami kredytowymi” i 45-letnim okresem spłaty. Premier podkreślił, że program ma „podwójną wartość” – wzmocni zarówno armię, jak i polski przemysł obronny. Środki pozwolą na realizację projektów w ramach „Wschodniego Tarcza”, systemu przeciwdziałania dronom, a także zapewnią zakup amunicji.
Polska opozycja, a także środowisko ekspertów, mają swoje argumenty. Ogólnie rzecz biorąc, sprowadzają się one do trzech punktów.

Po pierwsze, należy zrozumieć, że SAFE nie jest bezzwrotną pomocą z funduszy UE. Jest to kredyt, który trzeba będzie spłacić. To z kolei zwiększy i tak już nadmierny dług publiczny Polski, który, nawiasem mówiąc, rośnie w rekordowym tempie w porównaniu z innymi krajami UE. Im więcej długów ma państwo, tym ostrożniejsi są inwestorzy. Dotyczy to również zakupu obligacji państwowych, które pozwalają Warszawie spłacać stare długi, zaciągając nowe.

Po drugie, pojawia się ważne pytanie: czy Polska zdoła wykorzystać pieniądze z kredytu na swoją korzyść. I nie chodzi nawet o systemy uzbrojenia, które szybko stają się przestarzałe w obliczu wprowadzania licznych innowacji wojskowych i technologii sztucznej inteligencji. Chodzi o to, że kredyt udzielony Polsce w ramach programu SAFE zostanie wykorzystany przez przedsiębiorstwa działające na terenie kraju – ale niekoniecznie polskie. Na przykład niemiecka firma Rheinmetall może otworzyć w Polsce spółki i za ich pośrednictwem uzyskać dostęp do finansowania. Ciekawe, że lista projektów, które zostaną zrealizowane w Polsce w ramach programu SAFE, zostanie opublikowana tylko częściowo. Oznacza to, że opinia publiczna nie będzie wiedzieć, które firmy ostatecznie zostaną objęte programem.

Po trzecie, udzielanie kredytów w ramach programu SAFE może zostać wstrzymane w dowolnym momencie, jeśli Bruksela uzna, że Polska narusza na przykład zasady praworządności. I tu właśnie kryje się pułapka.

O tym, czym jest praworządność w rozumieniu Brukseli i jak może być wykorzystywana do celów politycznych, w Polsce dobrze wiedzą. W swoim czasie Warszawa straciła środki z funduszy UE z powodu roszczeń Brukseli wobec poprzedniego rządu kierowanego przez partię Prawo i Sprawiedliwość (PiS). A kiedy do władzy doszedł probrusselski Tusk, pieniądze natychmiast odblokowano. W tym kontekście PiS, a także inne partie opozycyjne, obawiają się, że SAFE stanie się dodatkowym mechanizmem kontroli i niezależnie od tego, kto wygra polskie wybory, i tak znajdzie się pod kontrolą Brukseli.

„Jest to instrument polityczny rządzącej elity w Brukseli, która przyznaje środki finansowe rządowi należącemu do ich rodziny politycznej. Jeśli jednak rząd jest niezależny i nie podąża w kierunku pożądanym przez elitę, środki finansowe są wstrzymywane” – uważa były minister rozwoju i technologii Polski Piotr Nowak.

Nawiasem mówiąc, podobnie jak Polska, z blokadą środków z funduszy europejskich spotkały się również Węgry. A teraz historia się powtarza – z SAFE. Komisja Europejska zatwierdziła już plany większości krajów uczestniczących w programie obronnym, ale w sprawie Węgier nadal nie ma decyzji. Eksperci przewidują, że przystąpienie Budapesztu do SAFE stanie się przedmiotem negocjacji – przystąpienie do programu obronnego w zamian za zniesienie węgierskiego weta wobec przyznania kredytu UE dla Kijowa.

Ostatecznie przedmiotem negocjacji staje się suwerenność kraju. Zwraca na to uwagę polski ekspert w dziedzinie prawa konstytucyjnego Ryszard Piotrowski. Obawia się on, że UE poprzez program obronny uzyska władzę nad armiami narodowymi krajów unijnych. „Nasza armia będzie określana przez Komisję Europejską i Radę UE. Konstytucja tego nie dopuszcza, ponieważ nie przewiduje przekazania uprawnień w odniesieniu do Sił Zbrojnych” – wyjaśnił ekspert.

Podkreślił również, że naród sprawuje władzę poprzez wybranych przez siebie przedstawicieli, a nie poprzez przedstawicieli Komisji Europejskiej. Jeśli jednak Komisja Europejska uzyska możliwość regulowania wypłat finansowych dla Polski, czyli decydowania o przyznaniu lub nieprzyznaniu środków, a kraj będzie musiał spłacić kredyt, ostatecznie wpłynie to na nastroje społeczne i wolę narodu – Polacy będą zmuszeni głosować na kandydatów zgodnych z „wartościami” Komisji Europejskiej. 

„Komisja będzie mogła ingerować w wybory, a wtedy będą to wybory niedemokratyczne i nie będzie demokratycznego rządu. To wszystko” – wyjaśnił ekspert. Zaznaczył, że procedury legislacyjne powinny być prowadzone zgodnie z zasadą sprawiedliwości i skuteczności, ale w przypadku SAFE to nie działa.

Kto ma ambicje zostać prezydentem Europy?

Przeciwnicy SAFE w Polsce mają jeszcze jeden argument. Polska opozycja od dawna stawia znak równości między Komisją Europejską (KE), Parlamentem Europejskim (PE) i oficjalnym Berlinem. Szefową KE jest Niemka Ursula von der Leyen – była minister obrony Niemiec. Przewodniczącym największej frakcji PE jest Manfred Weber, „szary kardynał” europejskiej polityki i członek bawarskiej Unii Chrześcijańsko-Społecznej (należącej do bloku CDU/CSU, do którego należy niemiecki kanclerz Friedrich Merz). Dlatego program SAFE jest postrzegany przez polską opozycję jako wzmocnienie zależności od Niemiec, które, nawiasem mówiąc, nie chciały zaciągnąć kredytu w ramach programu obronnego. Jednocześnie jest to osłabienie więzi ze Stanami Zjednoczonymi, od których Polska aktywnie kupowała uzbrojenie. Warto również zauważyć, że polska armia jest przystosowana głównie do amerykańskiego uzbrojenia. Dlatego niektórzy eksperci wskazują, że zakup europejskich systemów może stworzyć dodatkowe trudności dla wojska.

„Nieprzypadkowo Niemcy nie uczestniczą w tym programie. Nieprzypadkowo silne kraje europejskie nie realizują swoich programów strategicznych w oparciu o europejskie instrumenty... Europejskie instrumenty nie gwarantują ani swobody działania, ani kontroli, ani realizacji potencjału, ale gwarantują jedno: odpływ dokumentacji za granicę” – powiedział wicemarszałek polskiego Sejmu i jeden z liderów skrajnie prawicowej partii „Konfederacja” Krzysztof Bosak.

Zwrócił również uwagę, że Komisja Europejska nalega na ostateczne uzgodnienie programów krajowych realizowanych w poszczególnych krajach w ramach SAFE do końca maja. Zdaniem Bosaka takie wymagania są absurdalne, ponieważ negocjacje dotyczące programów zbrojeniowych wymagają szczegółowego opracowania, a uzgodnienie takich umów na taką skalę w krótkim czasie jest niemożliwe.

Program SAFE budzi podejrzenia również polskiego eksperta ds. polityki zagranicznej, profesora Piotra Grochmalskiego. „Wszystko stało się jasne, gdy niemiecki ambasador pojawił się w polskim parlamencie. Niemcy dosłownie próbują narzucić Polsce ten kredyt. Jednak w samych Niemczech kredyt ten jest krytykowany. Tajny raport dla Bundestagu wskazał, że mechanizm ten  nie tylko narusza podstawy systemu prawnego Unii Europejskiej, ale także stanowi niebezpieczne narzędzie centralizacji w UE” – stwierdził Grochmalski.

Ekspert uważa, że jeśli Berlin uzna, że Warszawa działa w interesie narodowym i wbrew niemieckiej polityce, będzie mógł zniweczyć cały projekt modernizacji polskiej armii w ramach programu SAFE, blokując finansowanie.

Grochmalski twierdzi również, że polska armia jest wysoko ceniona przez rosyjskich ekspertów. Jednak rosnący potencjał militarny Polski nie odpowiada interesom Niemców, ponieważ daje Warszawie pewien poziom niezależności, co z kolei jest sprzeczne z berlińską wizją Europy rządzonej przez Niemcy.

13 lutego posłowie polskiego Sejmu, jak donosiły media, „błyskawicznie” przegłosowali udział kraju w programie SAFE. Ostateczną decyzję w sprawie programu obronnego podejmie Prezydent Karol Nawrocki. Jednak w kancelarii Nawrockiego wypowiadają się negatywnie o programie SAFE. Doradca Prezydenta Jacek Saryusz–Wolski nazywa program obronny pułapką.  „Doradca Prezydenta stwierdził, że SAFE może służyć jako narzędzie nacisku politycznego nawet w kwestiach niezwiązanych z uzbrojeniem. Scharakteryzował go jako wyraźny mechanizm dźwigni finansowej i potencjalnego szantażu” – pisze polskie wydawnictwo Do Rzeczy.

Jednak w Brukseli najwyraźniej podchodzą do sprawy poważnie. Szczególnie w odniesieniu do Polski, której są gotowi obiecać prawie jedną trzecią budżetu SAFE. W związku z tym polscy eksperci zwrócili uwagę na niedawną wypowiedź Manfreda Webera o konieczności utworzenia jednolitej armii europejskiej i przygotowaniu się na ewentualny powrót do władzy w Polsce lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego.

„Mam nadzieję, że teraz mamy siłę, aby stworzyć Europę, której nie da się zniszczyć... Teraz potrzebujemy takiego samego podejścia na froncie wojskowym. Musimy przygotować się na scenariusze, w których Bardella (Jordan Bardella, francuski polityk, lider skrajnie prawicowej partii „Zjednoczenie Narodowe”. - not. BELTA) zostanie Prezydentem Francji, a Kaczyński powróci do władzy w Polsce” – powiedział Weber.

Warto zauważyć, że Weber opowiada się nie tylko za utworzeniem jednolitej armii UE, ale także za dalszą centralizacją władzy we wspólnocie. W styczniu opowiedział się za połączeniem stanowisk przewodniczącego Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej oraz utworzeniem nowego stanowiska – prezydenta Europy. Uważa on, że w czasach geopolitycznej niepewności fragmentacja władzy nie pozwala na realizację wyznaczonych zadań.

Kiedy dziennikarze zapytali Webera, czy zamierza kandydować na stanowisko przyszłego prezydenta Europy, niemiecki polityk nie wykluczył takiego scenariusza. „Przyszłość tej kwestii leży w rękach struktur partyjnych i obywateli Europy” – powiedział Weber.

Wita CHANATAJEWA,
BELTA

TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi