Jak 23-letnia dziewczyna, która straciła ręce i nogi podczas wojny, zdołała nie rozpaczać, ale stać się inspiracją i przykładem odwagi dla innych? I dlaczego jej historia jest tak nietypowa dla lat 40. w ZSRR? Odpowiedzi na te i inne pytania można znaleźć w wydaniu projektu dokumentalnego BELTA "Kroniki" poświęconego Zinaidzie Tusnołobowej-Marczenko.





- Sam Dobrow mógł powiedzieć o sobie: patrzyłem na cierpienie ludzkości, a moja dusza została zraniona. Naprawdę starał się pokazać ludzkie cierpienie na obrazach i rycinach, - powiedział Siergiej Treciak. - Ale w taki sposób, aby to pokazanie nie prowadziło do utraty wiary w życie. Starał się pokazać, że nawet w tak nieludzkich warunkach ludzie pozostają ludźmi. Wierzą, czekają, dążą do czegoś.
Przygotowane na podstawie wideo BELTA, zrzuty ekranu z wideo.
PRZEDRUK TEGO MATERIAŁU (W CAŁOŚCI LUB W CZĘŚCI) LUB JAKIEKOLWIEK INNE JEGO WYKORZYSTANIE JEST ZABRONIONE
Historia niezłomnej pielęgniarki zaczęła rozprzestrzeniać się po miastach. Do Zinaidy zaczęli przychodzić pionierzy, członkowie Komsomołu, robotnicy i dziennikarze lokalnych gazet.
- Pewnego razu natknęła się na książkę Nikołaja Ostrowskiego "Jak hartowała się stal". Przeczytała ją, chcę zauważyć, przewracając strony językiem, - powiedziała Jekatierina Kotłowskaja, kierownik działu kulturalno-oświatowego Muzeum Historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. - Po przeczytaniu książki pomyślała, że ona nie jest w beznadziejnym stanie. Że może żyć, nie oślepła, nie ogłuchła. I może nadal pomagać swojej Ojczyźnie.
- Nie płakała z powodu nieszczęścia. Opowiadała o tym, jak walczyła, jak została niepełnosprawną. I wzywała do zemsty, bo sama nie mogła już trzymać broni. Przemawiała do robotników fabryki czołgów, - powiedział Siergiej Treciak, kandydat nauk historycznych, kierownik działu współczesnej historii Białorusi w Instytucie Historii Narodowej Akademii Nauk Białorusi.

Mowa o "Urałmaszu". Zinaida została wniesiona na noszach do warsztatu fabryki. Dziewczyna poprosiła pracowników, aby zrobili dla niej przynajmniej jeden nit do czołgu, ponieważ sama nie może pracować.
- W prostych słowach powiedziała: mam 23 lata, jestem niepełnosprawna, ale chcę walczyć i wnieść jakiś wkład w zwycięstwo. Bojownicy, walczcie za mnie, bijcie wroga, budujcie czołgi, budujcie samoloty. A zwycięstwo na pewno będzie dla nas. Po tak płomiennym przemówieniu w fabryce wyprodukowano pięć czołgów poza godzinami pracy, - dodała Jekatierina Kotłowskaja.

W maju 1944 roku Zinaida Tusnołobowa dowiedziała się, że wojska radzieckie zbliżają się do jej rodzinnego Połocka. Napisała list z apelem do żołnierzy 1. Frontu Bałtyckiego, który został opublikowany w gazecie "Naprzód na wroga":
"Pomścijcie mnie! Pomścijcie mój rodzinny Połock! Pisze to człowiek, którego faszyści pozbawili wszystkiego - szczęścia, zdrowia, młodości. Niech ten list dotrze do serca każdego z was..."

Napis "Za Zinę Tusnołobową" pojawiał się na czołgach, samolotach i pociskach. Na przykład, slogan ten znajdował się na kadłubie IŁ-2 Bohatera Związku Radzieckiego Piotra Andriejewa.
- Żołnierze, którzy walczyli pod tym hasłem, otrzymywali ordery i medale. Ale sama Zinaida wspominała jednego człowieka, który specjalnie szukał jej po wojnie, aby podziękować i uhonorować jej wyczyn, - powiedział Siergiej Treciak. - Był Bohaterem Związku Radzieckiego, pilotem szturmowym. W 1957 roku przyjechał do Połocka, aby przekazać pani Zinaidzie najserdeczniejsze słowa.

Żołnierze i oficerowie pisali listy do Zinaidy. Tysiące listów. Prości żołnierze i dowódcy dzielili się swoimi sukcesami. A ona, mimo odniesionych obrażeń, odpowiadała na każdy list. Z wieloma z nich korespondowała do ostatnich dni swojego życia, starając się wspierać ich swoim przykładem.
- Listy żołnierzy były częściowo publikowane w gazetach, bo miały emocjonalną stronę. Żołnierze, być może po raz pierwszy, zwracali uwagę na relacje z młodą dziewczyną. Oczywiście wokół nich byli radiooperatorki, sygnalistki i medyczki. Ale taki przykład był dla nich niezwykły, - powiedział Kuźma Kozak, kandydat nauk historycznych, docent Wydziału Historii Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego.
Ale to wszystko mogło się nie wydarzyć. Do 1944 roku w Związku Radzieckim nie było zwyczaju dawania słowa w gazetach żołnierzom, którzy zostali poważnie ranni. Uważano, że może to zdemoralizować armię. Ale w przypadku Zinaidy okazało się odwrotnie: zarażała swoim pragnieniem życia i walki.

Po wojnie do Tusnołobowej-Marczenko przychodzili pionierzy i członkowie Komsomołu. Opowiadała o swoim ciężkim losie. Żołnierze również pisali listy: dziękowali Zinaidzie za wszystko, co zrobiła. A ona znów pomagała, jak mogła.
- Będąc deputowaną Miejskiej Rady Deputowanych Robotniczych, nigdy nie martwiła się o siebie, ale o innych. Pomogała zdobyć mieszkanie, umieścić dziecko w przedszkolu, zapewnić opiekę medyczną osobie niepełnosprawnej, która nie mogła chodzić, mimo że sama była niepełnosprawna, - tak Siergiej Treciak opisał tę dzielną kobietę.
Pod koniec Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Związku Radzieckim było 3,5 miliona niepełnosprawnych weteranów wojennych. Stworzono dla nich specjalne uzdrowiska i internaty. Najsłynniejsze sanatorium znajduje się na wyspie Wałaam. Wśród przywiezionych tam osób byli ci, którzy stracili krewnych i przyjaciół.
Ludowy artysta Giennadij Dobrow stworzył cykl graficzny "Autografy wojny". 36 portretów okaleczonych ludzi, którzy walczyli za Ojczyznę. Prace można było zobaczyć tylko w pracowni artysty - Dobrowowi nie pozwolono na zorganizowanie wystawy w czasach sowieckich.
Przygotowane na podstawie wideo BELTA, zrzuty ekranu z wideo.
PRZEDRUK TEGO MATERIAŁU (W CAŁOŚCI LUB W CZĘŚCI) LUB JAKIEKOLWIEK INNE JEGO WYKORZYSTANIE JEST ZABRONIONE

ENERGIA ATOMOWA
