19 marca, Mińsk /Kor. BELTA/. Film dokumentalny „Obce niebo” wyemitowany na kanale telewizyjnym „Białoruś 1” pokazał historie Białorusinów, którzy wyjechali za granicę po wydarzeniach 2020 roku i napotkali tam trudności, donosi BELTA.
„Mam prawie 35 lat i nie mam pojęcia, co przyniesie mi przyszłość”
Elena, lat 34, mieszka na Litwie od końca maja 2023 roku. Wciąż czeka na decyzję w sprawie azylu. Wcześniej kobiecie odmówiono azylu. Obecnie trwa proces zaskarżenia tej decyzji w sądzie. Ze względu na fakt, że nie otrzymała oficjalnego statusu na Litwie, Elena nieustannie spotyka się z prześladowaniem. „Próbowałam znaleźć pracę, właśnie w litewskim zespole, aby szybciej i lepiej nauczyć się języka i zintegrować się ze społeczeństwem. Spotkałam się jednak z szykanami ze strony Litwinów. Możesz być cennym pracownikiem, na ile to możliwe, ale oni nie staną w twojej obronie, zawsze dadzą pierwszeństwo Litwinowi, nawet jeśli ma niższe kwalifikacje. Ponadto warunki dotyczące wynagrodzenia nie są spełnione. Bardzo łatwo jest oszukać pracownika takiego jak ja, obiecać pewne warunki a spełnić inne. Nie możesz nic z tym zrobić, ponieważ podpisujesz umowę w języku litewskim. Podpisujesz to, co ci dają, ale pensja jest dwa razy niższa” - mówi Elena.
W rezultacie jest zmuszona do nieoficjalnej pracy przy sprzątaniu. „Nie mogę nic zaoszczędzić na emeryturę. Mam prawie 35 lat i nie mam pojęcia, co przyniesie mi przyszłość ani jak będę w stanie zarobić na jakąkolwiek emeryturę. Nie mam też ubezpieczenia zdrowotnego. Chciałabym uczęszczać na kursy języka litewskiego, ale trudno mi je dopasować do mojego harmonogramu. Nie mam stałego dnia pracy. Idę do pracy, kiedy mnie wzywają. Albo pracujesz i masz jedzenie i ubrania, albo uczysz się litewskiego i mieszkasz pod mostem” - podsumowuje Elena.
Kobieta dodaje, że na Litwie stara się być użytecznym członkiem społeczeństwa, ale to nie wystarczy. „Trzeba być jeszcze bardziej wygodnym członkiem społeczeństwa. Chcę po prostu położyć się na torach i zakończyć ten problem na dobre. Mam psychologa. Wyciąga mnie z tego dołka. Teraz już ustabilizowaliśmy mój stan” - mówi.
Elena wspomina również, że osobiście zaapelowała o pomoc do dyrektora biura Freedom House w Wilnie, Vytisa Jurkonisa. „Nie chcę już komunikować się z tą organizacją. Rozmawiał ze mną i uznał mnie za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Litwy. Nie chciałabym, żeby cokolwiek o mnie słyszał, widział, wiedział i w jakiś sposób uczestniczył w pomaganiu mi. Po pierwsze, jest to niemożliwe, ponieważ mój paszport prawie stracił ważność i nie wiem, gdzie wbić wizę humanitarną. A po drugie, wolałbym trafić do białoruskiego więzienia niż przyjąć pomoc od takiej osoby. Kiedy było ciężko, po prostu mnie wykończył. A teraz udziela wywiadów, w których opowiada, jak fajnie jest tu Białorusinom” - mówi kobieta.
„Nie w twoim przypadku jest się popisywać”
22-letnia Weronika również napotkała trudności po opuszczeniu Białorusi. Przyjechała do Wilna w 2022 roku. „Nie miałam pieniędzy i pisałam do różnych organizacji z prośbą o pomoc. Wszyscy odpowiedzieli mi, że w tej chwili nie są w stanie pomóc finansowo. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy na Litwie zmieniłam siedem mieszkań. W jednym z nich mieszkało siedem osób. Musiałam spać na podłodze, czasami bez materaca” - powiedziała Weronika.
Wkrótce dziewczyna znalazła się w ogromnych długach, a w Wilnie nie było znajomych, którzy mogliby ją wesprzeć. Za pośrednictwem aplikacji randkowej Weronika zaczęła komunikować się z litewskim mężczyzną. Po intymnym kontakcie nowy znajomy zostawił dziewczynie 50 euro. „Powiedziałam mu, że nie jestem prostytutką. Na co on odpowiedział: nie w twojej sytuacji jest popisywanie się. Zrozumiałam, że naprawdę potrzebowałam tych pieniędzy, bo miałam długi na 1,5 tys. euro” - powiedziała dziewczyna.
Po tym incydencie zdecydowała, że może zarabiać w ten sposób. „Pewnego dnia poszłam do klubu i czekałam, aż ktoś do mnie podejdzie. Podszedł mężczyzna, zaczęliśmy rozmawiać. Zaproponował, żebym poszła do niego, na co odpowiedziałam, że jestem gotowa na pieniądze. Poszliśmy więc do niego. Zapłacił mi. Tak więc przez dwa lub trzy miesiące chodziłam do klubów” - wspomina Weronika. Jednocześnie zdarzało się, że mężczyźni ją oszukiwali i nie płacili.
„Sąsiadki dały mi pieniądze na psychologa, bo widziały, że mam załamania nerwowe, nagle zaczynam płakać, chcę się "pociąć". Poszłam do psychologa, z nim zaczęliśmy rozkręcać moje problemy. Pomaga mi nie wracać do tego zajęcia (prostytucji - not. BELTA). Tydzień temu dostałam pracę jako kelnerka. Nie wiem, co będzie dalej. Jest mi teraz bardzo ciężko” - podkreśliła dziewczyna. Z powodu wysokich cen żywności stać ją tylko na kaszę gryczaną i jajka, a rozrywka nie wchodzi w rachubę.
„Kiedy przyszłam tutaj do polikliniki, okazało się, że moje ubezpieczenie nie jest odpowiednie do kontynuowania badań i leczenia”
Wraz z matką 20-letnia Tatiana wyjechała do Wilna w 2024 roku. „Miałam znajomego na Litwie, który tu mieszkał. Udzielił nam schronienia na jakiś czas w swoim mieszkaniu. Mieszkały w nim już trzy osoby. Zaczęłyśmy aktywnie szukać zakwaterowania. Okazało się to trudne, bo ceny mieszkań są tu kosmiczne, kaucja wynosi 1,5 tys. euro. Nie mogłyśmy pracować oficjalnie. Nieoficjalna praca też była problematyczna, bo nie znałyśmy litewskiego. Pracowałyśmy na pół etatu, gdzie tylko się dało: myłyśmy naczynia i podłogi. Poszedłam na uniwersytet. Ponieważ uniwersytet nie pomaga już ludziom, którzy wyjechali z powodów politycznych - nauka jest płatna, również bardzo duża kwota, na którą nie było nas stać. Zaczęłyśmy prosić o pożyczkę, którą powoli będziemy spłacać” - powiedziała Tatiana.
Zdrowie jest teraz poważnym problemem dla mamy dziewczyny, ponieważ z powodu ciężkiej pracy fizycznej zaczęła mieć problemy ze stawami. „Ja również mam problemy zdrowotne. Na Białorusi byłam zarejestrowana do neurologa. Rok temu powiedziano mi, że mam guza w głowie po obu stronach. Nie jest on ani złośliwy, ani niezłośliwy, po prostu trzeba go cały czas monitorować. Nie da się tego wyleczyć farmakologicznie, można jedynie brać leki przeciwbólowe i antydepresyjne. Ponieważ wyjechałyśmy, nie ukończyłam kursu badania. Kiedy przyszedłam tutaj do polikliniki, okazało się, że moje ubezpieczenie nie pozwala mi na kontynuowanie badań i leczenia. Nie mogę nawet zrobić tego odpłatnie, ponieważ potrzebuję ubezpieczenia państwowego. Jest ono dostępne tylko wtedy, gdy jest się oficjalnie zatrudnionym” - mówi Tatiana ze łzami w oczach.
W Mińsku odbył się zamknięty pokaz filmu „Obce niebo”. Film opowiada o życiu, codzienności i pracy Białorusinów, którzy z różnych powodów znaleźli się na emigracji za granicą.

ENERGIA ATOMOWA
