Aktualności tematyczne
"Białorusini w kadrze "
Nasz bohater wie prawie wszystko o lesie. Tutaj grał jako dziecko, obserwował pracę dziadka i ojca, którzy pracowali jako leśnicy, uczył się polować. Dziś Władimir Iwanowicz Gutkowski jest głównym leśniczym państwowej instytucji leśnej "Leśnictwo Słuckie", deputowany do Wiejskiej Rady Deputowanych i delegat VII Ogólnobiałoruskiego Zgromadzenia Narodowego. Co sądzi o codziennej pracy i wysokim zaufaniu?
W stronę jutra
Z Władimirem Gutkowskim idziemy wewnątrz jednej ze szklarni szkółki Leśnictwa Słuckiego, znajdującego się w Leśnictwie Worobjewskim. Po obu stronach ścieżki rozciągają się jasnozielone sadzonki iglaste. Dziś jest to materiał do sadzenia, prawie nie przekracza wysokości trawy na trawniku. Jednak po kilku dekadach maleńkie drzewka zamienią się w potężnych gigantów, wśród których będą chodzić nasze dzieci i wnuki.
- Tutaj uprawiamy świerk europejski, sosnę i dąb. Ostatnio zaczęliśmy eksperymentować z modrzewiem - Władimir Iwanowicz z dumą pokazuje rosnące drzewa. - W pełni zapewniamy materiał do sadzenia. Używamy go przede wszystkim dla ponownego zalesiania - co roku przywracamy około 200 ha.
Z wygłądu nasz dzisiejszy rozmówca jest bardzo spokojną i miłą osobą. Pewnie tak i musi wygłądać przedstawiciel dynastii, której całe życie związane jest z lasem.
- Dziadek pracował jako leśniczy w Leśnictwie Żylin-Brodskim - mówi Władimir Gutkowski. - Ojciec poszedł w jego ślady, został leśniczym w Leśnictwie Amgowickim. Mój starszy brat wstąpił do Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Technologicznego ( BPUT) - pracuje jako leśniczy w Leśnictwie Golczyckim. Po ukończeniu uniwersytetu przyszedłem do pracy jako specjalista do mojego ojca. Teraz mój syn wstąpił do BPUT - dynastia trwa. Okazuje się, że mamy w rodzinie jeden kierunek w wyborze pracy.
Ale pytanie, dlaczego Gutkowscy od czterech pokoleń wybierają zawody związane z lasem, budzi zdziwienie Władimira Iwanowicza. Jak wytłumaczyć, za co kochasz tę czy inną rzecz? W końcu kochają nie za coś konkretnego, ale po prostu.
- Urodziłem się we wsi Omgowicze w powiecie słuckim. Całe życie spędziliśmy z bratem blisko lasu - wyjaśnia rozmówca. - Kiedy wnuki przyjeżdżały do sąsiadów na wakacje, szliśmy z nimi w gąszcz i tam bawiliśmy się. Całe moje życie jest związane z lasem, więc nie było większego wyboru. Nigdy nie patrzyłem na inne zawody, a nawet nie myślałem o tym, że los może być inny.
- Ojciec przez 43 lata pracował leśniczym w lokalnym leśnictwie - wspomina Władimir Gutkowski. - Często zabierał mnie do służby. Tym bardziej, że nasz dom stał obok lasu. A reszta - każde dziecko interesuje się zabawkami, samochodami. Mnie też najbardziej pociągała technika, choć wtedy w gospodarstwie było jej mało. Ale stopniowo kupowano nowe maszyny i urządzenia. Jako chłopiec, zawsze chciałem siedzieć w kabinie nowego agregatu.
Filozofia polowania
Władimir Gutkowski przyznaje, że uwielbia jeść dzikie jagody, ale je zbierać już nie bardzo. Podobnie z grzybami. Natomiast lubi polować.
- Wcześniej wszyscy, którzy mieszkali w pobliżu lasu lub pracowali w tej dziedzinie, byli myśliwymi - wyjaśnia Władimir Iwanowicz. - Jako dziecko często chodziłem z ojcem na polowanie. To wyjątkowy świat. Interesujące jest słuchanie ciszy przerywanej szczekaniem psów szukających zwierzęcie. A sam proces jest bardzo fascynujący, ponieważ jest to przede wszystkim ekscytacja. Moim pierwszym zdobytym zwierzęciem była sarna, wciąż pamiętam to polowanie.
Dziś Leśnictwo Słuckie słynie z gospodarstwa łowieckiego. Miłośnicy tego aktywnego wypoczynku przyjeżdżają tutaj z całego kraju. Dla nich są tu wyposażone wieże strzeleckie, oferowane są usługi doświadczonych myśliwych. Powstał kompleks myśliwski "Radziwiłłowski" - dwupiętrowy domek wyposażony we wszystko, co niezbędne do życia. Obok znajduje się zadbany Arboretum, po którym wędrują dzikie daniele...
Ale filozofia polowania, bez względu na to, jak dziwne może się to wydawać, oznacza również ochronę zwierząt, tworzenie dla nich komfortowych warunków. Władimir Gutkowski pokazuje nam wolierę gospodarstwa, w którym mieszka osiem samców i osiem samic Danielia Europejskiego. Te pierwsze są dość łatwe do odróżnienia po rozłożystych rogach dla tak niskich zwierząt. Trzy osobniki są bardzo małe - urodziły się dopiero w tym roku.
Odwiedzający uwielbiają te piękne i czułe zwierzęta, zawsze podchodzą do siatki, przynoszą coś pysznego. Daniele są do tego przyzwyczajone i same zbliżają się do ogrodzenia, aby otrzymać smakołyk.
- Stały się prawie że ręczne - wyjaśnia Władimir Iwanowicz. - Na zewnątrz łania wygląda na cichą i miłą, ale nie zapominajcie, że jest to dzika bestia, która, oprócz swojej woli, mieszka obok człowieka.
"Ludzie zaczęli zwracać większą uwagę na las"
Las to ogromny żywy organizm, w którym wszystko jest ze sobą powiązane: świat roślin i zwierząt, przybywający tam człowiek. Wcześniej ludzie nie zawsze to rozumieli, uważa rozmówca.
- Cieszę się, że ostatnio wszyscy zaczęli zwracać większą uwagę na las i jego zasoby. Regularnie prowadzimy działania terenowe w zakresie ochrony przed pożarami, oczyszczania ze śmieci, monitorujemy obecną sytuację, wyjeżdżamy z inspekcjami rajdowymi - mówi Władimir Gutkowski. - Zwracam uwagę, że dziś wczasowicze traktują z czułością las. Jeśli trzeba zaparkować samochody, zostawiają je na poboczach dróg i nie wjeżdżają w głąb. Nawet w sytuacjach, w których nie ma zakazu wstępu. Ludzie po prostu wchodzą, aby wędrować między drzewami, zbierać grzyby lub jagody. Wszyscy rozumieją, że nie można rozpalać ognisk, ścinać drzew. Dobrze, że jest mniej śmieci. My ze swojej strony staramy się je szybko usuwać, ponieważ las musi być czysty.
Po prośbie o porównanie swoich rówieśników, którzy po raz pierwszy przyszli do pracy w leśnictwie, i obecnej młodzieży, Władimir Gutkowski ponownie się zastanawia:
- Ludzie są różni. Niektórym, kto przychodzi tu po uczelni, praca bardzo się podoba. Zawsze chcą dowiedzieć się więcej, nauczyć się nowych rzeczy. I po tych młodych ludzi widać, że przyszli nie popracować przez kilka lat, ale chcą kontynuować karierę w leśnictwie. Z drugiej strony, oczywiście, są wczorajsi studenci, którzy chcą po prostu przeczekać ten okres. Ale nie ma ich zbyt wiele. W naszym zawodzie prawie nie ma przypadkowych ludzi.
Władimir Iwanowicz wspomina, jak sam po studiach przyszedł pracować do ojca:
- Przy nim było łatwo. Ale szybko zdałem sobie sprawę, że teoria jest teorią, a praktyka jest zupełnie inna. Wiele mi podpowiedzieli specjaliści Leśnictwa, pomocnik leśniczego (to bardzo kompetentna osoba). Ciągle jeździliśmy z nimi do lasu, a oni pokazywali, jak i co robić.
Teraz historia się powtarza. Władimir Gutkowski będzie uczył swojego syna.
- Każdy rodzic marzy, aby jego dziecko osiągnęło sukces w życiu, dobrze się zatrudniło, robiło to, co kochało, realizowało się jak profesjonalista. Ja też życzę moim dzieciom tylko tego, co najlepsze - podkreśla rozmówca. - W naszym "leśnym" zawodzie musisz zacząć od podstaw, popracować przynajmniej jako specjalista. A potem powoli osiągać wyższe wyniki i stanowiska.
"Bycie delegatem jest bardzo odpowiedzialne"
Władimir Gutkowski jest członkiem Sorogskiej Rady Deputowanych. Obowiązek społeczny jest nie tylko honorowy, ale także wymaga aktywnego udziału w życiu regionu.
- Oczywiście wiele problemów rozwiązuje przewodniczący wiejskiego komitetu wykonawczego: odnośnie dróg, zagospodarowania terenów, spraw domowych - wyjaśnia Władimir Iwanowicz. - My, deputowani, pomagamy mu: organizujemy i prowadzimy sobotniki, zajmujemy się porządkowaniem grobów i pomników żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Rozmówca przyznaje: jednym z najbardziej ekscytujących momentów jest to, że przewodniczący Sorogskiego Wiejskiego Komitetu Wykonawczego poinformował, że Władimir Gutkowski został wybrany delegatem Ogólnobiałoruskiego Zgromadzenia Narodowego.
- To była wielka niespodzianka, że zostałem wybrany do udziału w tak reprezentatywnym organie. Bycie delegatem jest bardzo odpowiedzialne. Dużo słyszałem o poprzednich Ogólnobiałoruskich Zgromadzeniach Narodowych Białorusi, widziałem je w telewizji. Setki delegatów, całe kierownictwo kraju, uroczysta atmosfera. Ale nigdy nawet nie myślałem, że będę na jednym z takich spotkań - przyznaje Władimir Iwanowicz. - Już wtedy rozumiałem ogromną odpowiedzialność. I było zrozumienie, że jestem zaangażowany w rozwiązywanie problemów globalnych, w opracowywanie ważnych rozwiązań, które zapewnią dalszy rozwój Białorusi. Na tak ważnym wydarzeniu czujesz się inaczej. Wydaje się, że stał się niezbędnym ogniwem najważniejszego procesu.
Rozmówca twierdzi, że nikt w rodzinie ani wśród znajomych nigdy nie był na tak wysokich wydarzeniach. Ale kiedy krewni i przyjaciele dowiedzieli się, że Władimir Iwanowicz jest teraz delegatem Ogólnobiałoruskiego Zgromadzenia Narodowego, zaczęli dzwonić, pytać, jak wybrali, dlaczego właśnie go, leśniczego.
- Jestem pewien, że na tak reprezentatywnym wydarzeniu, jak Ogólnobiałoruskie Zgromadzenie Narodowe, powinni być przedstawiciele różnych zawodów i warstw ludności - podkreśla Władimir Gutkowski. - Podczas spotkania w Pałacu Republiki, gdzie wiosną ubiegłego roku odbyło się pierwsze posiedzenie, nie było żadnych różnic. Nikt nie podkreślał, że to dojarka, a to dyrektor przedsiębiorstwa rolnego. Wszyscy ludzie są tacy sami i wszyscy czuli się odpowiedzialni za to, co się dzieje. Co więcej, wszyscy rozumieli, że przyszliśmy podejmować ważne dla kraju decyzje, od których będzie zależeć, jak jutro będziemy żyć nie tylko my, ale także nasze dzieci i wnuki. Wszyscy zbieramy się po to, by pracować nad jedną wspólną sprawą.
Aleksiej GORBUNOW,
zdjęcia Ramil NASIBULIN i BELTA.

ENERGIA ATOMOWA
