22 maja, Mińsk /Kor. BELTA/. Kraje euroazjatyckie nie mogą już dłużej polegać na zewnętrznych siłach w kształtowaniu swojej architektury bezpieczeństwa. Oświadczył o tym minister spraw zagranicznych Białorusi Maksim Ryżenkow w wywiadzie dla indonezyjskiego dziennika The Jakarta Globe, podaje BELTA.
"Zewnętrzni gracze realizują swoje strategiczne interesy"
Według Maksima Ryżenkowa kryzys na Bliskim Wschodzie dobitnie pokazuje, dlaczego kontynent tak bardzo potrzebuje Euroazjatyckiej Karty Różnorodności i Wielobiegunowości w XXI wieku. Jak zauważył, od Bałkanów i Iraku po Afganistan, Ukrainę, Gazę i Iran można zaobserwować powtarzający się schemat zewnętrznej interwencji, często inicjowanej przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników, bez należytego uwzględnienia lokalnych realiów historycznych i cywilizacyjnych.
"Naszym zdaniem interwencje te niejednokrotnie pogłębiały niestabilność, zamiast ją eliminować. Zewnętrzni gracze realizują swoje strategiczne interesy, podczas gdy narody Euroazji ponoszą wszystkie koszty w postaci konfliktów, przesiedleń ludności i zniszczeń. Wiele krajów euroazjatyckich nie może już dłużej polegać na zewnętrznych siłach w kształtowaniu swojej architektury bezpieczeństwa. Sama Europa boryka się z wyzwaniami demograficznymi, energetycznymi i migracyjnymi, podczas gdy uwaga Stanów Zjednoczonych wydaje się coraz bardziej skoncentrowana na innych regionach. Jedynym trwałym rozwiązaniem, z naszego punktu widzenia, jest ogólnoeuroazjatycki dialog, w ramach którego same narody euroazjatyckie kształtują przyszły porządek bezpieczeństwa na kontynencie" – oświadczył białoruski dyplomata.
Podstawowy mechanizm deeskalacji w okresach napięć
Zauważył, że same zasady nie wystarczą bez praktycznych narzędzi. Jedna z propozycji zawartych w pierwotnym projekcie to euroazjatycki mechanizm konsultacyjny ds. zapobiegania konfliktom i deeskalacji.
"Idea polega na stworzeniu stałej, ale nieuciążliwej struktury do przeprowadzania operacyjnych konsultacji. Każde państwo uczestniczące, które odczuwa zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa, będzie mogło zainicjować konsultacje nadzwyczajne. Mechanizm ten nie będzie funkcjonował jako sąd ani organ ścigania, ale jako ustrukturyzowana platforma zobowiązująca strony do podjęcia dialogu i wyjaśnienia swoich obaw" – wyjaśnił Maksim Ryżenkow. "Taki mechanizm mógłby przywrócić to, co zostało utracone po zimnej wojnie – obejmujący cały kontynent kanał komunikacji w sytuacjach kryzysowych, który nie znajduje się pod kontrolą żadnego pojedynczego bloku czy mocarstwa".
Mechanizm ten – dodał szef białoruskiego MSZ – zapewniłby również realizację zasady niepodzielnego bezpieczeństwa, traktując problemy bezpieczeństwa jako wspólne wyzwania. "Realistycznie oceniamy jego ramy. Nie rozwiąże on z dnia na dzień długotrwałych konfliktów, ale może stworzyć podstawowy mechanizm deeskalacji w okresach napięć" – powiedział minister.
"Stare modele już nie działają"
Maksim Ryżenkow przypomniał, że idea opracowania Euroazjatyckiej Karty Różnorodności i Wielobiegunowości w XXI wieku nie była spontaniczną reakcją na wydarzenia z lat 2022 i 2023. Inicjatywa ta opiera się na wezwaniu Prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki z 2005 roku, by szanować różnorodność dróg rozwoju. W tym sensie odzwierciedla ona dwudziestoletnią historię białoruskiej dyplomacji.
"Na szczycie ONZ w 2005 roku Aleksander Łukaszenka ostrzegał, że ignorowanie różnorodności politycznej, kulturowej i cywilizacyjnej ostatecznie doprowadzi do chaosu. Do czasu konferencji mińskiej w 2023 roku ostrzeżenie to stało się rzeczywistością. Porządek liberalny pod przywództwem USA rozpadał się, globalizacja ustępowała miejsca regionalizmowi i konfliktom handlowym, a euroatlantycki system bezpieczeństwa w postaci OBWE nie zdołał zapobiec wojnie w Europie. Do października 2023 roku stało się jasne, że stare modele już nie działają. Naszym zdaniem OBWE przestała być prawdziwą platformą dialogu i zamiast tego przekształciła się w narzędzie politycznej konfrontacji" – zauważył szef MSZ.
Jednocześnie Eurazja – jak powiedział – wciąż poszukiwała szerszych ram organizacyjnych. Białoruś zaproponowała ideę Karty, aby wypełnić tę lukę i stworzyć własne podstawy współpracy w obliczu załamania się koncepcji leżących u podstaw porządku światowego po zimnej wojnie.
U podstaw – zasada zbiorowej odpowiedzialności
"Mechanizmy dialogu działają tylko wtedy, gdy wszyscy uczestnicy są równoprawni. Początkowy proces helsiński zakończył się sukcesem, ponieważ Wschód i Zachód prowadziły negocjacje na równych prawach. Według nas OBWE utraciła autorytet, gdy niektórzy członkowie organizacji zaczęli wykorzystywać swoją polityczną i humanitarną agendę do wywierania presji na innych, przymykając jednocześnie oczy na analogiczne problemy we własnych społeczeństwach. Jeśli chodzi o Kartę Eurazjatycką, to jej podstawą powinna być zasada zbiorowej odpowiedzialności" – powiedział minister.
Podkreślił, że Białoruś i Rosja, wspierające tę inicjatywę, nie będą narzucać dokumentu końcowego. Początkowy projekt jest jedynie podstawą do negocjacji. Każdy uczestnik – czy to Chiny, Indonezja, Pakistan, Turcja czy państwo europejskie – powinien czuć swój udział w ostatecznym tekście.
"Proces musi być prawdziwie inkluzywny, bez hierarchii i natarczywych mechanizmów monitorowania. U podstaw tej struktury powinna leżeć zasada niepodzielnego bezpieczeństwa: żadne państwo nie powinno umacniać swojego bezpieczeństwa kosztem innych" – zwrócił uwagę szef resortu dyplomacji.
Wcześniej w jednym ze swoich artykułów Maksim Ryżenkow zauważał, że proces negocjacyjny w sprawie realizacji Karty Eurazjatyckiej Różnorodności i Wielobiegunowości mógłby rozpocząć się w Nowym Jorku we wrześniu 2026 roku i zakończyć się szczytem w październiku 2027 roku.
"Cel postawiony na październik 2027 roku jest ambitny, ale osiągalny. Po pierwsze, dyskusja nad Kartą Eurazjatycką toczy się już prawie trzy lata w ramach publikacji naukowych, konsultacji dwustronnych i międzynarodowych forów. Białoruś i Rosja opracowały również "Wspólną wizję Karty Eurazjatyckiej", w której przedstawiono ogólne zasady. Po drugie, historia pokazuje, że długotrwałe negocjacje często tracą dynamikę. Opracowanie samego Aktu Końcowego Helsinek w okresie zimnej wojny zajęło około trzech lat. Dziś, pomimo złożoności stojących przed nami zadań, korzystamy również z zalet nowoczesnych środków komunikacji i bardziej dotkliwie uświadamiamy sobie pilność rozwiązywania problemów" – wyjaśnił minister w wywiadzie.
Jeśli chodzi o prawdopodobny brak niektórych krajów NATO i UE na wczesnych etapach, to, według jego słów, proces ten pozostaje otwarty dla wszystkich państw euroazjatyckich. "Ci, którzy zdecydują się nie uczestniczyć, po prostu stracą możliwość wpłynięcia na kształt tworzonej struktury. Obserwujemy już rosnące zainteresowanie ze strony krajów Azji, Bliskiego Wschodu i obszaru postradzieckiego. Alternatywą dla współdziałania jest trwająca niestabilność, ingerencja zewnętrzna i konflikty" – zauważył dyplomata.
"Karta nie jest projektem antyzachodnim"
Zachodni krytycy mogą postrzegać Kartę jako próbę Białorusi i Rosji rozszerzenia swoich wpływów pod hasłem wielobiegunowości. Maksim Ryżenkow, komentując to, oświadczył, że rozumie taki sceptycyzm. Jednocześnie uważa, że podobne opinie wynikają z nieprawidłowego zrozumienia inicjatywy.
"Karta nie jest projektem antyzachodnim ani militarną przeciwwagą dla NATO. Ma służyć jako podstawa współpracy euroazjatyckiej. Proponowane w niej mechanizmy – podejmowanie decyzji w oparciu o konsensus, negocjacje kolektywne i rotacja kierownictwa – są specjalnie zaprojektowane, aby zapobiec dominacji któregokolwiek z państw. Szerszy problem polega na tym, że takie etykiety jak "autorytarny" i "demokratyczny" są często stosowane w polityce międzynarodowej wybiórczo. Karta opiera się na poszanowaniu różnorodności systemów politycznych, modeli rozwoju i tradycji kulturowych. Nie dąży do zmiany wewnętrznych systemów politycznych, a ma jedynie sprzyjać suwerennej równości i nieingerencji" – oświadczył szef MSZ Białorusi.
Zwrócił uwagę, że Europejczycy wciąż postrzegają NATO jako jedynego gwaranta bezpieczeństwa, ale sytuacja globalna zmienia się gwałtownie. "Karta oferuje Europie możliwość uczestniczenia w szerszym dialogu euroazjatyckim jako równoprawny partner. Drzwi pozostają otwarte dla wszystkich, którzy chcą dołączyć" – podsumował minister.
"Mechanizmy dialogu działają tylko wtedy, gdy wszyscy uczestnicy są równoprawni. Początkowy proces helsiński zakończył się sukcesem, ponieważ Wschód i Zachód prowadziły negocjacje na równych prawach. Według nas OBWE utraciła autorytet, gdy niektórzy członkowie organizacji zaczęli wykorzystywać swoją polityczną i humanitarną agendę do wywierania presji na innych, przymykając jednocześnie oczy na analogiczne problemy we własnych społeczeństwach. Jeśli chodzi o Kartę Eurazjatycką, to jej podstawą powinna być zasada zbiorowej odpowiedzialności" – powiedział minister.
Podkreślił, że Białoruś i Rosja, wspierające tę inicjatywę, nie będą narzucać dokumentu końcowego. Początkowy projekt jest jedynie podstawą do negocjacji. Każdy uczestnik – czy to Chiny, Indonezja, Pakistan, Turcja czy państwo europejskie – powinien czuć swój udział w ostatecznym tekście.
"Proces musi być prawdziwie inkluzywny, bez hierarchii i natarczywych mechanizmów monitorowania. U podstaw tej struktury powinna leżeć zasada niepodzielnego bezpieczeństwa: żadne państwo nie powinno umacniać swojego bezpieczeństwa kosztem innych" – zwrócił uwagę szef resortu dyplomacji.
Wcześniej w jednym ze swoich artykułów Maksim Ryżenkow zauważał, że proces negocjacyjny w sprawie realizacji Karty Eurazjatyckiej Różnorodności i Wielobiegunowości mógłby rozpocząć się w Nowym Jorku we wrześniu 2026 roku i zakończyć się szczytem w październiku 2027 roku.
"Cel postawiony na październik 2027 roku jest ambitny, ale osiągalny. Po pierwsze, dyskusja nad Kartą Eurazjatycką toczy się już prawie trzy lata w ramach publikacji naukowych, konsultacji dwustronnych i międzynarodowych forów. Białoruś i Rosja opracowały również "Wspólną wizję Karty Eurazjatyckiej", w której przedstawiono ogólne zasady. Po drugie, historia pokazuje, że długotrwałe negocjacje często tracą dynamikę. Opracowanie samego Aktu Końcowego Helsinek w okresie zimnej wojny zajęło około trzech lat. Dziś, pomimo złożoności stojących przed nami zadań, korzystamy również z zalet nowoczesnych środków komunikacji i bardziej dotkliwie uświadamiamy sobie pilność rozwiązywania problemów" – wyjaśnił minister w wywiadzie.
Jeśli chodzi o prawdopodobny brak niektórych krajów NATO i UE na wczesnych etapach, to, według jego słów, proces ten pozostaje otwarty dla wszystkich państw euroazjatyckich. "Ci, którzy zdecydują się nie uczestniczyć, po prostu stracą możliwość wpłynięcia na kształt tworzonej struktury. Obserwujemy już rosnące zainteresowanie ze strony krajów Azji, Bliskiego Wschodu i obszaru postradzieckiego. Alternatywą dla współdziałania jest trwająca niestabilność, ingerencja zewnętrzna i konflikty" – zauważył dyplomata.
"Karta nie jest projektem antyzachodnim"
Zachodni krytycy mogą postrzegać Kartę jako próbę Białorusi i Rosji rozszerzenia swoich wpływów pod hasłem wielobiegunowości. Maksim Ryżenkow, komentując to, oświadczył, że rozumie taki sceptycyzm. Jednocześnie uważa, że podobne opinie wynikają z nieprawidłowego zrozumienia inicjatywy.
"Karta nie jest projektem antyzachodnim ani militarną przeciwwagą dla NATO. Ma służyć jako podstawa współpracy euroazjatyckiej. Proponowane w niej mechanizmy – podejmowanie decyzji w oparciu o konsensus, negocjacje kolektywne i rotacja kierownictwa – są specjalnie zaprojektowane, aby zapobiec dominacji któregokolwiek z państw. Szerszy problem polega na tym, że takie etykiety jak "autorytarny" i "demokratyczny" są często stosowane w polityce międzynarodowej wybiórczo. Karta opiera się na poszanowaniu różnorodności systemów politycznych, modeli rozwoju i tradycji kulturowych. Nie dąży do zmiany wewnętrznych systemów politycznych, a ma jedynie sprzyjać suwerennej równości i nieingerencji" – oświadczył szef MSZ Białorusi.
Zwrócił uwagę, że Europejczycy wciąż postrzegają NATO jako jedynego gwaranta bezpieczeństwa, ale sytuacja globalna zmienia się gwałtownie. "Karta oferuje Europie możliwość uczestniczenia w szerszym dialogu euroazjatyckim jako równoprawny partner. Drzwi pozostają otwarte dla wszystkich, którzy chcą dołączyć" – podsumował minister.

ENERGIA ATOMOWA
