Rozpoczął się sezon urlopów i wydaje się, że życie polityczne w Polsce uspokoiło. Jest to bardzo dalekie od prawdy, ale aby państwa nie zanudzać, powiem kilka anegdot. Nie będę, oczywiście, unikać trudnych tematów. Niektóre z nich są po prostu tragiczne.
Szum wokół granicy niemiecko-polskiej nie ustępuje. Pomimo działalności patroli obywatelskich Ruchu Obrony Granic, i tego, jak często pojawiają się tam politycy związani z partia Prawo i Sprawiedliwość, można się zastanawiać, czy to wszystko tak naprawdę ma charakter społeczny.
Sprawa dotyczy transportu migrantów na polską stronę niemieckimi służbami. Poinformowano, że polska Straż Graniczna i policja nie tylko nie angażowały się w tę procedurę, ale i pomagali Niemcom. Jak oficjalnie poinformowano, polskie władze od dawna rozważali decyzję o wprowadzeniu kontroli granicznej na polsko-niemieckiej granicy. Decyzja ta została podjęta po pojawieniu się na granicy tzw. patroli obywatelskich.
Donald Tusk, odrzucając kampanię Prawicy związaną z Ruchem Obrony Granic, przyznał, że polskie służby graniczne nie mogą w pełni kontrolować sytuacji. Dlatego od 7 lipca Polska wprowadza kontrolę na granicy z Niemcami.

"Poddanie się ruchu prawicowemu tzw. obrońców granicy jest złe dla demokracji, dla UE, dla Schengen i dla nas, mieszkańców granicy" - tak oceniła decyzję polskiego rządu polityk Katarzyna Werth z Löcknitz.
Można się zastanawiać, co oznacza wprowadzenie kontroli po polskiej stronie granicy dla stosunków polsko-niemieckich, dla rządu Merza, a przede wszystkim dla mieszkańców regionu przygranicznego?
Wygląda na to, że premier Tusk wpadł w pułapkę, która stawia pod wielkim znakiem zapytania plany zacieśnienia współpracy, a nawet koalicji Polski z Niemcami pod rządami kanclerza Merza.
Problem granicy polsko-niemieckiej potęgują tragiczne przypadki. 27 czerwca zginęła 24-letnia kobieta, której nielegalny imigrant zadał kilkanaście ciosów nożem. Informacja ta trafiła do mediów z opóźnieniem, by nie wzbudzać już niespokojnych nastrojów społecznych w Polsce.
W Nowe (woj. kujawsko-pomorskie) doszło do kolejnej tragedii. Podczas bójki z udziałem grupy Kolumbijczyków został ranny nożem i zmarł Polak. Na znak protestu ulicami miasta przeszedł marsz.
Te dwa tragiczne przykłady wskazują, że w Polsce istnieje ogromny problem z niekontrolowaną imigracją. Cała ta procedura rozpoczęła się jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości. W sprawie słynnego skandalu wizowego nie wydano jeszcze wyroku sądu, nikt nie poniósł kary. Jednak, jak widać, wszystko się kontynuuje również pod koalicyjnym rządem Donalda Tuska.
Obcokrajowcy przyjeżdżają do Polski często nie po to, by pracować, ale dla działalności przestępczej lub życia na koszt państwa. Świadczy o tym na przykład liczba ukraińskich lub gruzińskich grup przestępczych w kraju.
Tak więc egzotyka w Polsce jest, ale w najgorszym jej przejawie. Obiecałem jednak kilka anegdot.
„Jestem Polakiem, katolikiem” – mówi mój przyjaciel. Odpowiedź: „Wiem, kim jest Jan Paweł II, on też był Polakiem, ja też jestem katolikiem”. Dialog został nawiązany. Przyjacielowi pozwolono zostać, pokazano mu, gdzie można bezpiecznie się poruszać. Nikt go nie zaczepiał, mógł zostawić swój portfel, i zwrócono by mu go z całą zawartością.
Szum wokół granicy niemiecko-polskiej nie ustępuje. Pomimo działalności patroli obywatelskich Ruchu Obrony Granic, i tego, jak często pojawiają się tam politycy związani z partia Prawo i Sprawiedliwość, można się zastanawiać, czy to wszystko tak naprawdę ma charakter społeczny.
Sprawa dotyczy transportu migrantów na polską stronę niemieckimi służbami. Poinformowano, że polska Straż Graniczna i policja nie tylko nie angażowały się w tę procedurę, ale i pomagali Niemcom. Jak oficjalnie poinformowano, polskie władze od dawna rozważali decyzję o wprowadzeniu kontroli granicznej na polsko-niemieckiej granicy. Decyzja ta została podjęta po pojawieniu się na granicy tzw. patroli obywatelskich.
Donald Tusk, odrzucając kampanię Prawicy związaną z Ruchem Obrony Granic, przyznał, że polskie służby graniczne nie mogą w pełni kontrolować sytuacji. Dlatego od 7 lipca Polska wprowadza kontrolę na granicy z Niemcami.

"Poddanie się ruchu prawicowemu tzw. obrońców granicy jest złe dla demokracji, dla UE, dla Schengen i dla nas, mieszkańców granicy" - tak oceniła decyzję polskiego rządu polityk Katarzyna Werth z Löcknitz.
Można się zastanawiać, co oznacza wprowadzenie kontroli po polskiej stronie granicy dla stosunków polsko-niemieckich, dla rządu Merza, a przede wszystkim dla mieszkańców regionu przygranicznego?
Wygląda na to, że premier Tusk wpadł w pułapkę, która stawia pod wielkim znakiem zapytania plany zacieśnienia współpracy, a nawet koalicji Polski z Niemcami pod rządami kanclerza Merza.
Problem granicy polsko-niemieckiej potęgują tragiczne przypadki. 27 czerwca zginęła 24-letnia kobieta, której nielegalny imigrant zadał kilkanaście ciosów nożem. Informacja ta trafiła do mediów z opóźnieniem, by nie wzbudzać już niespokojnych nastrojów społecznych w Polsce.
W Nowe (woj. kujawsko-pomorskie) doszło do kolejnej tragedii. Podczas bójki z udziałem grupy Kolumbijczyków został ranny nożem i zmarł Polak. Na znak protestu ulicami miasta przeszedł marsz.
Te dwa tragiczne przykłady wskazują, że w Polsce istnieje ogromny problem z niekontrolowaną imigracją. Cała ta procedura rozpoczęła się jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości. W sprawie słynnego skandalu wizowego nie wydano jeszcze wyroku sądu, nikt nie poniósł kary. Jednak, jak widać, wszystko się kontynuuje również pod koalicyjnym rządem Donalda Tuska.
Obcokrajowcy przyjeżdżają do Polski często nie po to, by pracować, ale dla działalności przestępczej lub życia na koszt państwa. Świadczy o tym na przykład liczba ukraińskich lub gruzińskich grup przestępczych w kraju.
Tak więc egzotyka w Polsce jest, ale w najgorszym jej przejawie. Obiecałem jednak kilka anegdot.
Jeden z moich przyjaciół bardzo lubi podróżować, ale nie do miejsc z pięknymi plażami i widokami. Jeździ tam, gdzie jest ciekawie, ale niebezpiecznie. Ta historia opowiada o jego podróży do jednego z krajów Ameryki Łacińskiej, którego większa część znajduje się pod władzą karteli. Pierwsza informacja, jaką otrzymuje, to konieczność rozmowy z lokalnym szefem i ustalenie statusu.
„Jestem Polakiem, katolikiem” – mówi mój przyjaciel. Odpowiedź: „Wiem, kim jest Jan Paweł II, on też był Polakiem, ja też jestem katolikiem”. Dialog został nawiązany. Przyjacielowi pozwolono zostać, pokazano mu, gdzie można bezpiecznie się poruszać. Nikt go nie zaczepiał, mógł zostawić swój portfel, i zwrócono by mu go z całą zawartością.
Według mojego kolegi, w niektórych krajach afrykańskich, zwłaszcza tych dotkniętych walkami wewnętrznymi, sytuacja wygląda inaczej. Nie ma tam z kim porozmawiać. Alkohol i narkotyki są powszechnie dostępne. Można zostać zabitym tylko dla zabawy.
Jednak nie wszędzie w Afryce jest tak niebezpiecznie. Pewnego razu mój przyjaciel chciał kupić napój chłodzący na plaży od miejscowych. Sprzedawca powiedział mu: „Jesteś biały, a te napoje nie są zbyt dobre. Zostaw pieniądze, przyniosę ci inny”. W pewnym momencie mój przyjaciel zapytał towarzyszących mu osób: „A jak ten sprzedawca mnie znajdzie, skoro tu są setki ludzi?”. Odpowiedź brzmiała: „Tak, jest tu dużo ludzi, ale ty jesteś jedynym białym. Cała plaża już wie, że tu jesteś”. Kilka minut później pojawił się sprzedawca z dobrze schłodzonym napojem.
W tych historiach jest pewien morał. Pomimo różnic etnicznych i kulturowych, w każdym kraju są uczciwi, inteligentni i pracowici ludzie. Kraj przyjmujący powinien stworzyć mechanizm umożliwiający takim ludziom życie i pracę na jego terytorium. Władze polskie nie są w stanie tego zrobić i chronić swojego społeczeństwa.
W międzyczasie córka Andrzeja Dudy wyszła za mąż w pałacu prezydenckim. Informację tę potwierdziła szefowa kancelarii prezydenta. „Pałac jest nie tylko reprezentacyjnym miejscem, ale także domem prezydenta i jego rodziny, dlatego taka ceremonia nie powinna być zaskoczeniem” – podkreślono tam.
Zaskoczeniem było jednak to, że ceremonia była zadziwiająco skromna, a informacje o osobie pana młodego nie trafiły do mediów.
Według doniesień, na weselu było około 50 gości. Polskie media ustaliły jedynie, że wybranek córki prezydenta Mateusz jest od niej starszy o cztery lata, ma tytuł doktora prawa i ukończył Uniwersytet Cambridge.
Ale dam wam więcej informacji. Mateusz Zawistowski jest byłym doradcą prezesa giełdy papierów wartościowych, wcześniej przez około osiem lat związanym z White & Case (jedną z największych międzynarodowych kancelarii prawnych), a od 2018 roku – z giełdą i amerykańskim funduszem venturowym.
Można powiedzieć, że jest to dziecko porozumień związanych z politykami Prawa i Sprawiedliwości. W ten sposób to małżeństwo wygląda jak jeden z elementów zamknięcia systemu polityczno-oligarchicznego w Polsce. Dlatego skromna ceremonia i skąpstwo informacji dla mediów nie są zaskakujące.
Naiwnie sądziłem, że w sezonie wakacyjnym odpocznę od polskiej polityki. Jak widać, nie jest to możliwe.
Aby jednak po prostu się zrelaksować, wybieram się na jedną z mińskich plaż. Tutaj, na Białorusi, można zarówno dobrze popracować, jak i odpocząć po pracy.
Tomasz SZMYDT

ENERGIA ATOMOWA
