Projekty
Government Bodies
Flag Sobota, 2 Maja 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
12 Marca 2026, 12:51

Gdzie cienko, tam pęka. Co dzieje się z gospodarką Polski? 

Zaledwie kilka tygodni temu premier Polski Donald Tusk nazywał swój kraj oazą stabilności i obiecywał, że rok 2026 będzie rokiem turboprzyspieszenia dla polskiej gospodarki. Nie trzeba było długo czekać. Już w marcu Polacy mogli obserwować turboprzyspieszenie, tyle że nie wskaźników ekonomicznych, ale wzrostu cen na stacjach benzynowych. Wystarczyło, że zapłonęło na Bliskim Wschodzie, a cała stabilność natychmiast wyparowała. Jak to mówią, gdzie cienko, tam pęka. A cienko jest w strategicznym myśleniu polskiego kierownictwa i umiejętności prowadzenia rozsądnej pragmatycznej polityki.

Wojna Izraela i USA z Iranem doprowadziła do spadku wydobycia węglowodorów w krajach Zatoki Perskiej, które znalazły się na linii ognia, a także spowodowała zakłócenia dostaw przez Cieśninę Ormuz – największą na świecie arterię naftowo-gazową. W efekcie mamy do czynienia z gwałtownym wzrostem cen surowców energetycznych, jakiego nie widziano od czasu kryzysu energetycznego w 2022 roku.

W ostatnich dniach ceny ropy naftowej to gwałtownie rosną, to nieco spadają – w zależności od wypowiedzi Waszyngtonu, Teheranu, Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Na dzień dzisiejszy jasne jest jedno: dopóki na Bliskim Wschodzie nie zamilkną działa, sytuacja pozostanie skrajnie niepewna. A to oznacza, że kraje importujące surowce energetyczne będą musiały szukać mechanizmów stabilizujących ceny paliw na rynku wewnętrznym. Ale czy wszyscy takie mechanizmy posiadają?

W Polsce ceny na stacjach benzynowych poszybowały w górę wraz ze wzrostem cen ropy na światowych giełdach. 27 lutego, w przededniu uderzeń na Iran, litr oleju napędowego w Polsce kosztował 4,78 zł, a 10 marca cena osiągnęła już 6,36 zł za litr. Oznacza to, że w niecałe dwa tygodnie wzrosła o jedną trzecią.

Aby zahamować wzrost cen, polska spółka naftowa Orlen 9 marca ogłosiła obniżenie swojej marży na olej napędowy do niemal zera. Jednak środek ten jest tymczasowy i nie może całkowicie zniwelować wzrostu cen na stacjach. Eksperci prognozują: jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie się przedłuży, cena tego samego oleju napędowego osiągnie 10 zł za litr.

Tymczasem ekonomiści ostrzegają, że wzrost cen ropy i gazu odbija się na polskim przemyśle i sektorze rolnym. Konsekwencje staną się widoczne już za kilka miesięcy.
"Wzrost cen na stacjach paliw odczuto praktycznie natychmiast, ale wpływ na taryfy na gaz i energię elektryczną stanie się oczywisty w ciągu 1-3 miesięcy, w zależności od mechanizmu regulacyjnego i umów – pisze polski ekonomista Piotr Arak w swoim artykule dla Money.pl. – Skutki wtórne, takie jak wzrost kosztów produkcji żywności, kosztów transportu i kosztów usług, zwykle ujawniają się w ciągu 3-6 miesięcy. Szczególnie narażone są sektory energochłonne: przemysł chemiczny, hutnictwo, przemysł ceramiczny i sektor rolno-spożywczy, gdzie wzrost cen gazu prowadzi do wzrostu kosztów nawozów, a także branża budowlana".

Warto zauważyć, że Grupa Azoty, największa firma chemiczna w Polsce, ogłosiła już tymczasowe wstrzymanie przyjmowania nowych zamówień na niektóre nawozy azotowe, a następnie poinformowała o podwyżce cen swoich produktów. Taki stan rzeczy budzi poważny niepokój wśród polskich rolników w przededniu wiosennych prac polowych.

"W najbliższej przyszłości możemy spodziewać się wzrostu cen nawozów, a także ich niedoboru na rynku. Jest to związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie i zakłóceniami na rynku gazu. Tylko w ciągu ostatnich kilku dni cena gazu wzrosła o 75%. Obserwujemy również reakcję ze strony krajowych producentów nawozów, którzy wstrzymali przyjmowanie nowych zamówień na nawozy azotowe" – podkreślił w wywiadzie dla agencji Newseria Mateusz Stankiewicz, ekspert Polskiej Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych. 

Według niego obecna sytuacja może podważyć sytuację finansową wielu gospodarstw rolnych i postawić je na krawędzi bankructwa.

Tymczasem eksperci weryfikują prognozy wzrostu polskiej gospodarki. Jeśli sytuacja na rynku ropy i gazu nie ulegnie poprawie, Polskę czeka wzrost inflacji i spadek tempa wzrostu PKB. Jednocześnie, ze względu na ogromny dług publiczny i deficyt budżetowy, Warszawa nie ma zbyt wielu mechanizmów stabilizacji sytuacji.

„Polska ma jeden z najwyższych deficytów w UE i stosunkowo niewiele możliwości interwencji gospodarczej w obecnej sytuacji” – zauważa Piotr Arak.

Podobnego zdania jest Krzysztof Kolany, główny analityk polskiego wydawnictwa Bankier, który uważa, że sytuacja jest dziś jeszcze trudniejsza niż w 2022 roku. „Około 20% światowych dostaw ropy naftowej i LNG nie dociera na rynek z powodu faktycznej blokady cieśniny Ormuz przez irańskie siły zbrojne. Co więcej, izraelsko-amerykański atak na Iran wydaje się tylko nabierać tempa, co oznacza długotrwałe zakłócenia w dostawach ropy naftowej z Zatoki Perskiej. Ani rynek, ani infrastruktura naftowa nie są na to przygotowane” – uważa analityk.

Jednocześnie zwraca uwagę, że obecnie mowa jest nie tylko o zakłóceniach w dostawach przez Cieśninę Ormuz, ale także o zmniejszeniu wydobycia. A tego zmniejszenia nie zrekompensują żadne tymczasowe mechanizmy, w tym uwolnienie strategicznych rezerw ropy przez kraje G7. „Coraz więcej krajów Zatoki Perskiej jest zmuszonych do ograniczenia wydobycia z powodu przepełnienia magazynów i niemożności dostarczenia towarów do konsumentów. W Iraku wydobycie ropy spadło już o 70%. Oznacza to, że cały system zostanie sparaliżowany. Jego ponowne uruchomienie nie będzie ani szybkie, ani proste” – uważa ekspert. 

W obecnych warunkach polska opozycja proponuje obniżenie podatku VAT i akcyzy na paliwo, co zmniejszyłoby bieżącą cenę na stacjach benzynowych o około 1 złoty za litr. Takie środki zostały już podjęte w okresie kryzysu energetycznego w 2022 roku. Jednak obecnie rząd Polski odrzuca ten pomysł. Według Krzysztofa Kolany wynika to z tragicznego stanu finansów publicznych Polski – rekordowego długu publicznego i ogromnego deficytu budżetowego.

„Powtórzenie manewru podatkowego z 2022 roku jest niemożliwe ze względu na tragiczny stan finansów publicznych. Przy planowanym deficycie budżetowym na poziomie 6,5% PKB i długu publicznym przekraczającym konstytucyjny limit 60% PKB, rząd praktycznie nie ma możliwości obniżenia podatków od paliw, chyba że zdecyduje się na cięcia w innych pozycjach budżetu państwa... Nawet zmuszanie firmy Orlen do obniżenia zysków niewiele zmieni w sytuacji wysokich cen ropy naftowej i gotowego paliwa na rynkach światowych – uważa analityk.

Jego zdaniem, jeśli ceny detaliczne paliwa osiągną 10 złotych za litr, na billboardach reklamowych trzeba będzie podawać ceny za pół litra paliwa diesla.

„Naszą jedyną nadzieją pozostaje... kalendarz wyborczy w USA. Na początku listopada Amerykanie wybiorą członków Izby Reprezentantów i jedną trzecią senatorów w tak zwanych wyborach uzupełniających. Niewiele rzeczy irytuje amerykańskich wyborców tak bardzo, jak drogie paliwo. Prezydent Trump i republikańska większość doskonale to rozumieją, dlatego nie mogą sobie pozwolić na długą i kosztowną wojnę z Iranem” – podsumowuje główny analityk Bankiera.

Z daleka widać więcej. W swoim czasie Polska jako jedna z pierwszych zrezygnowała z rosyjskich zasobów energetycznych, a polskie pro-rządowe media nazwały swój kraj symbolem niezależności energetycznej Unii Europejskiej. Ponadto Warszawa usilnie lobbowała za wprowadzeniem ceł na rosyjskie i białoruskie nawozy. Najwyraźniej również w celu uzyskania niezależności. Cena tej niezależności jest dziś widoczna na elektronicznych tablicach stacji benzynowych, a jutro Polacy zobaczą ją na metkach w sklepach. Jedyną nadzieją zarówno dla mieszkańców Polski, jak i dla władz kraju jest kalendarz wyborczy Stanów Zjednoczonych. Jak wam się podoba taka stabilność i niezależność?

Wita HANATAJEWA,
BELTA.
Świeże wiadomości z Białorusi