Projekty
Government Bodies
Flag Wtorek, 17 Lutego 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
14 Stycznia 2026, 11:14

Wioska, w której każdy marzy o zostaniu "carem". Jak w Siemieżewie zachowują wyjątkowy obrzęd

Jeden dzień w roku, 13 stycznia, agromiasteczko Siemieżewo w powiecie kopylskim zamienia się w prawdziwą scenę - odbywa się tu nie tylko jarmark bożonarodzeniowy z degustacją lokalnych potraw (a niektóre z nich można spróbować tylko w Siemieżewie), ale także wyjątkowy obrzęd z bogatą historią - "Carowie Kolędowi". W centrum tej akcji znaleźli się również korespondenci BELTA.

Na "carów" - na zasadzie konkursu


Jak powiedziała Julia Strelkina, szefowa Siemieżewskiego Domu Kultury i Wypoczynku, obrzęd "Carowie Kolędowi", który w 2009 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jest kochany i czczony przez miejscowych mieszkańców. Każdy  przedstawiciel męskiej połowy Siemieżewo marzy o wzięciu udziału w procesji, ale nie wszyscy są przyjmowane. Konieczne jest poddanie się selekcji konkursowej zarówno pod względem wyglądu, jak i zdolności teatralnych.

"W procesji z 12 osób idą siedmiu mężczyzn w białych strojach z wysokimi czapamki, na których trzepoczą kolorowe wstążki. To są "carowie" - główni bohaterowie akcji. Każdy ma swoją rolę i imię. Towarzyszą ich Dziad i Baba. Ich misją jest sprawdzenie dobrobytu gospodarzy, do których odwiedzają "carowie". W ten sposób określały, czy bogata narzeczona mieszka w domu, bo przede wszystkim uczestnicy odwiedzali chaty niezamężnych dziewcząt. A wieśniacy wierzyli, że ta wizyta pomaga w skuteczniejszym znalezieniu jej kobiecego szczęścia" - zaznaczyła.

Obrzęd w Siemieżewie jest tak czczony, że słowa ceremonii, które niewiele różnią się od pierwotnych, znają wszyscy miejscowi chłopcy.

"Wszyscy jesteśmy wymienni, więc przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. Ale nie wszyscy przejdą selekcję - tylko wysokich, silnych facetów biorą na "carów". I tych, którzy dobrze się uczą. Nikt nie weźmie na "carów" dwójkowicza! I miło jest, że nasza młodzież stara się zachować rytuał. W Siemieżowie są też takie rodziny, w których wyrosła cała dynastia "carów". Na przykład u Timonowych prawie wszyscy mężczyźni uczestniczyli w procesji kolędowej. W rodzinie Braginych wszyscy bracia chodzili w "carach". To prestiżowe dla mężczyzn. Mówią, że są dumni z carskiego statusu" - podkreśliła Julia Strelkina.
Czekają na każdym podwórku

Nie mogliśmy nie porozmawiać z głównymi uczestnikami ceremonii. Witalij Żdanowicz w zwykłym życiu jest kierownikiem robót budowlanych przedsiębiorstwa "Siemieżewo", a dziś jest Carem Maksymilianem. "Szósty sezon chodzę w procesji, choć nie miejscowy. Ale tradycję chętnie wspieram, bardzo urozmaica nasze życie, czyniąc je bardziej interesującym" - powiedział mężczyzna.

Aleksiej Szasznow jest ślusarzem do naprawy i konserwacji sprzętu w lokalnym gospodarstwie, a 13 stycznia jest "carem". "Sam piszę scenariusze. Udział w obrzędzie jest bardzo interesujący i dobrze, że dożył naszych dni" - powiedział Aleksiej.
Nowe pokolenie "carów" dorasta w Siemieżowie. Uczeń siódmej klasy Oleg Strelkin jest jednym z nich. Pomimo wieku facet jest wysoki, ma szerokie ramiona - prawdziwy "car". "Biorę udział w obrzędzie drugi rok. W tym wcielam się w rolę Mamai. Jestem dumny z tego, że Siemieżewo dzięki naszym tradycjom jest znane na całym świecie" - powiedział młody człowiek, dodając, że lubi sztukę teatralną i chętnie gra powierzoną mu rolę.

Jeśli przyjdą "carowie", w domu będzie spokój i harmonia

Dla mieszkańców stara tradycja kolędowania jest sznurkiem, który łączy pokolenia.
Walentina Iwanowna Szeleg podzieliła się tym, że pamięta jaskrawy rytuał od dzieciństwa: "Zawsze chodziliśmy, obrzęd ma wiele lat. Mama zawsze się przygotowywała, zaopatrywała w smakołyki dla "carów". Dawali mięso i kiełbasę, ponieważ wierzyli: jeśli przyjdą "carowie", w domu będzie spokój i harmonia".

Walentina Iwanowna przez ponad 30 lat pracowała w miejscowym szpitalu jako sanitarka i przez całe życie niosła miłość do kultury ludowej i piosenki. "Bez tradycji nie można, to jest nasze życie, nasze korzenie. Dlatego wszyscy mieszkańcy Siemieżewa tak czekają na Kolędy" - powiedziała.
Wera Nikołajewna Esmantowicz zauważyła, że obrzęd "Carowie Kolędowi" jest żywą częścią lokalnej kultury. I jego zachowaniu w dużej mierze przyczynili się lokalni krajeznawcy - dyrektor Szkoły Siemieżewskiej Nikołaj Aleszkiewicz i dyrektor klubu Nikołaj Szauro.

"W czasach radzieckich, kiedy obrzęd był pod swego rodzaju zakazem, nie zapomnieli o nim, ale nie wychodzili masowo. Jednak dzięki rdzennym mieszkańcom Siemieżowa pamięć o nim została zachowana. I nawet potajemnie kolędowali - powiedziała Wera Nikołajewna. - Ta pamięć jest mi bardzo droga. Przez cały czas dla naszych ludzi było to wielkie święto".
I kuchnia w Siemieszewie wyjątkowa

Należy zauważyć, że specjalnie na jarmark świąteczny w Siemieszewie przygotowywane są nie tylko tradycyjne białoruskie potrawy, ale także lokalne, nie powszechne w innych miejscowościach.
"Prawdopodobnie tylko u nas można spróbować placka ziemniaczanego z makiem. Przygotowuje się go z puree na mleku, którego każda warstwa jest przekładana nadzieniem z makiem. Im bogatsza była rodzina, tym grubsza była warstwa maku. Danie jest bardzo smaczne i sycące" - powiedziała Julia Strelkina.

W Siemieżowie jest też własna soloducha - zdrowy napój na bazie kwasu żytniego z dodatkiem posiekanych jabłek, gruszek i śliwek. "A jaki wyjątkowy smak ma kwas buraczany, który jest przygotowywany z buraków, grzybów i suszonego leszcza! Takie potrawy można spróbować tylko w Siemieżewie" - powiedziała Julia Strelkina.

Elena Charewicz,
Fot. Andriej Siniawski.
TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi