7 kwietnia, Mińsk /Kor. BELTA/. W Polsce coraz więcej oddziałów położniczych jest zamykanych z powodu spadku liczby urodzeń, informuje portal OKO.press.
„Od dziesięciu lat obserwujemy spadek liczby urodzeń w Polsce. Początkowo niewielka różnica w liczbie urodzeń z roku na rok przerodziła się w głęboki kryzys demograficzny. Liczba urodzeń spadła z 403 tys. w 2010 r. do 238 tys. w 2025 r. Skala tego spadku jest znacznie większa, niż wcześniej przewidywano” – zauważył dr n. med. Cezary Pakulski.
Konsekwencją spadku liczby urodzeń było zamykanie coraz większej liczby oddziałów położniczych. Tak więc w 2025 roku w Polsce było 284 oddziały położnicze (położniczo-ginekologiczne), ale do stycznia 2026 roku 18 z nich zostało zamkniętych. W latach 2024 i 2025 zamknięto 37 oddziałów.
Dwa lata temu ówczesna minister zdrowia Polski Izabela Leszczyna przedstawiła zasady reformy szpitali. Jako ekonomiczne uzasadnienie istnienia oddziału położniczego podano liczbę około 300–400 porodów rocznie. Później ministerstwo wycofało tę propozycję, powołując się na to, że taki wymóg prawny może doprowadzić do zamknięcia co najmniej jednej trzeciej wszystkich oddziałów położniczych.
Proces zamykania oddziałów położniczych, jak wskazuje Pakulski, stał się jednym z głównych problemów polskiego systemu opieki zdrowotnej. Jednocześnie program zamykania lub zawieszania działalności oddziałów położniczych w kraju trwa.
W Ministerstwie Zdrowia Polski stwierdzono, że oddziały położnicze o niskiej liczbie porodów nie zapewniają odpowiedniego bezpieczeństwa i jakości opieki medycznej, ponieważ lekarze i położne w takich oddziałach mają zbyt mało praktyki, by utrzymać swój profesjonalizm. Jednocześnie utrzymanie takich oddziałów jest kosztowne i stanowi dodatkowe obciążenie dla budżetów szpitali.
Wcześniej premier Polski Donald Tusk oświadczył, że w niektórych szpitalach przyjmuje się niewiele porodów, co pociąga za sobą nieuzasadnione wydatki, dlatego podjęto decyzję o zamknięciu oddziałów. Zapewnił również, że w Polsce nie ma problemów z dostępem do oddziałów położniczych. Jednak sami lekarze przyznają, że zamknięcie lokalnych oddziałów pozbawia wiele pacjentek dostępu do usług położniczo-ginekologicznych. Niektóre z nich muszą teraz jechać do najbliższego oddziału ponad 100 km (około dwie godziny jazdy). Ponadto coraz częściej odnotowuje się przypadki porodów w karetkach pogotowia, choć do niedawna były to rzadkie zjawiska, dziś stają się niepokojącą normą.
„Pomimo tego, że w ciągu ostatnich dwóch lat w Polsce wyraźnie przyspieszyło zamykanie i zawieszanie działalności oddziałów położniczych, wszystko wskazuje na to, że największa fala jest jeszcze przed nami” – podsumowano w materiale.
„Od dziesięciu lat obserwujemy spadek liczby urodzeń w Polsce. Początkowo niewielka różnica w liczbie urodzeń z roku na rok przerodziła się w głęboki kryzys demograficzny. Liczba urodzeń spadła z 403 tys. w 2010 r. do 238 tys. w 2025 r. Skala tego spadku jest znacznie większa, niż wcześniej przewidywano” – zauważył dr n. med. Cezary Pakulski.
Konsekwencją spadku liczby urodzeń było zamykanie coraz większej liczby oddziałów położniczych. Tak więc w 2025 roku w Polsce było 284 oddziały położnicze (położniczo-ginekologiczne), ale do stycznia 2026 roku 18 z nich zostało zamkniętych. W latach 2024 i 2025 zamknięto 37 oddziałów.
Dwa lata temu ówczesna minister zdrowia Polski Izabela Leszczyna przedstawiła zasady reformy szpitali. Jako ekonomiczne uzasadnienie istnienia oddziału położniczego podano liczbę około 300–400 porodów rocznie. Później ministerstwo wycofało tę propozycję, powołując się na to, że taki wymóg prawny może doprowadzić do zamknięcia co najmniej jednej trzeciej wszystkich oddziałów położniczych.
Proces zamykania oddziałów położniczych, jak wskazuje Pakulski, stał się jednym z głównych problemów polskiego systemu opieki zdrowotnej. Jednocześnie program zamykania lub zawieszania działalności oddziałów położniczych w kraju trwa.
W Ministerstwie Zdrowia Polski stwierdzono, że oddziały położnicze o niskiej liczbie porodów nie zapewniają odpowiedniego bezpieczeństwa i jakości opieki medycznej, ponieważ lekarze i położne w takich oddziałach mają zbyt mało praktyki, by utrzymać swój profesjonalizm. Jednocześnie utrzymanie takich oddziałów jest kosztowne i stanowi dodatkowe obciążenie dla budżetów szpitali.
Wcześniej premier Polski Donald Tusk oświadczył, że w niektórych szpitalach przyjmuje się niewiele porodów, co pociąga za sobą nieuzasadnione wydatki, dlatego podjęto decyzję o zamknięciu oddziałów. Zapewnił również, że w Polsce nie ma problemów z dostępem do oddziałów położniczych. Jednak sami lekarze przyznają, że zamknięcie lokalnych oddziałów pozbawia wiele pacjentek dostępu do usług położniczo-ginekologicznych. Niektóre z nich muszą teraz jechać do najbliższego oddziału ponad 100 km (około dwie godziny jazdy). Ponadto coraz częściej odnotowuje się przypadki porodów w karetkach pogotowia, choć do niedawna były to rzadkie zjawiska, dziś stają się niepokojącą normą.
„Pomimo tego, że w ciągu ostatnich dwóch lat w Polsce wyraźnie przyspieszyło zamykanie i zawieszanie działalności oddziałów położniczych, wszystko wskazuje na to, że największa fala jest jeszcze przed nami” – podsumowano w materiale.

ENERGIA ATOMOWA
