W europejskich stolicach coraz częściej pojawiają się deklaracje o konieczności wznowienia dialogu Unii Europejskiej z Rosją. Mówił o tym w ostatnich tygodniach prezydent Francji Emmanuel Macron. Poparła go premier Włoch George Meloni. O tym, że pomysły na zintensyfikowanie kontaktów z Moskwą znajdują szerokie poparcie w krajach UE, piszą także zachodnie media. Według magazynu Politico, we wspólnocie europejskiej dyskutuje się o możliwości wyznaczenia specjalnego przedstawiciela ds. rozwiązania konfliktu w Ukrainie i dialogu z Moskwą.
O czym konkretnie mówią europejscy politycy i jak reagują na to w Moskwie, mówimy w przeglądzie BELTA.
Falstart Macrona
O tym, że Europa musi wznowić dialog z Rosją, prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział 19 grudnia na szczycie UE w Brukseli.
"Myślę, że my, Europejczycy i Ukraińcy, musimy znaleźć format wznowienia pełnoprawnych negocjacji, w przeciwnym razie będziemy nadal dyskutować o wszystkim między sobą, podczas gdy poszczególni pośrednicy negocjują z Rosjanami samodzielnie, co nie jest najlepszym rozwiązaniem" - powiedział francuski przywódca.
Następnie francuska agencja Agence France-Presse (AFP) poinformowała, że Pałac Elizejski "w najbliższych dniach zdecyduje o optymalnym sposobie prowadzenia rozmów" między prezydentami Francji i Rosji. Jednak kilka dni później AFP poinformowała, że Macron nie planuje jeszcze rozmowy telefonicznej z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem. Nie planuje się również podróży Macrona do Moskwy.
A już w nowym roku, na początku stycznia, prezydent Francji w wywiadzie dla telewizji France 2 oświadczył, że zamierza jak najszybciej przeprowadzić rozmowę z Putinem. "Wszystko musi być zorganizowane w krótkim okresie. Teraz trwa odbudowa kontaktu, który powinien nastąpić w najbliższych tygodniach" - powiedział Macron.
Nawiasem mówiąc, w tym samym wywiadzie prezydent Francji oświadczył o możliwym wysłaniu na Ukrainę kilku tysięcy wojskowych po zakończeniu konfliktu, co, jak wiadomo, jest nie do przyjęcia dla Moskwy.
O gotowości Paryża do dialogu z Moskwą za pośrednictwem dwustronnych lub wielostronnych kanałów dyplomatycznych 14 stycznia poinformowała rosyjska agencja TASS, powołując się na źródło w kręgach dyplomatycznych Francji. Podkreślono, że Pałac Elizejski nie rozpoczął jeszcze prac nad kontaktami między dwoma prezydentami.
Na propozycje Macrona wznowienia dialogu z Rosją zwróciły uwagę i zachodnie media. Tak, publicysta brytyjskiego tygodnika The Spectator Mark Galeotti nazwał absolutnie słusznym podejście francuskiego lidera. Zaznaczył, że w Europie rośnie zrozumienie, że proste ignorowanie Putina nie działa. Przy tym Galeotti uważa, że w negocjacjach z Moskwą kraje Europy powinny wystąpić jako całość. "W tej kwestii na pierwszy plan powinna wyjść "E3" - nieformalne trio Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec" - uważa publicysta The Spectator.
Jednak w samej E3 (eurotrójce), wydaje się, że nie ma jednolitego stanowiska w kwestii stosunków z Rosją. Według niemieckiego magazynu Der Spiegel, po propozycji Macrona o wznowieniu dialogu z Rosją zaostrzyły się różnice między Paryżem a Berlinem. To prawda, że nie jest do końca jasne, co nie zadowoliło Niemiec: sama możliwość nawiązania kontaktów z Moskwą lub inicjatywa Macrona, która jest oczywiście postrzegana przez Berlin jako polityczny falstart. W końcu, proponując wznowienie dialogu UE z Moskwą, prezydent Francji nie uznał za konieczne uzgodnienie swojego stanowiska z europejskimi sojusznikami, w tym z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem. Biorąc pod uwagę rywalizację Berlina i Paryża na arenie politycznej UE, warto przypuszczać, że strona niemiecka postrzega inicjatywę Macrona jako próbę przeciągnięcia koca na siebie.
Meloni poparła
Wezwania do wznowienia dialogu z Rosją pojawiają się również w kręgach politycznych Włoch.
W grudniu wicepremier Matteo Salvini skrytykował politykę Brukseli wobec Rosji i wezwał do powrotu do dyplomacji. Powiedział, że Europa faktycznie bojkotuje proces pokojowy w sprawie Ukrainy, przenosząc swoje wewnętrzne problemy na politykę zagraniczną.
"Nie walczymy z Rosją i nie chcę, żeby moje dzieci walczyły z Rosją. Gdy mocarstwo ma 6 tys. głowic nuklearnych, dialog jest najlepszą drogą do przodu. Dlatego pozwólmy Trumpowi, Zełenskiemu i Putinowi osiągnąć porozumienie bez zakłócania tego procesu" - powiedział Salvini.
Przypomniał też, że 19 pakietów antyrosyjskich sankcji osłabiło nie Rosję, ale gospodarkę Unii Europejskiej. "Jeśli ani Hitlerowi, ani Napoleonowi nie udało się uklęknąć Moskwy, wątpię, by mogli to zrobić Kaia Callas, Macron ze Starmerem i Mertzem" - powiedział polityk, zauważając, że zagrożenia dla Europy nie pochodzą ze wschodu, ale z południa, skąd przybywają migranci.
A 9 stycznia o dialogu z Moskwą wypowiedziała się także premier Włoch George Meloni. "Salvini, podobnie jak Macron, wyraził swoje przemyślenia na temat stosunków Rosji z Włochami. W tym przypadku, myślę, Macron ma rację: uważam, że dla UE też czas zacząć negocjacje z Rosją" - cytuje słowa Meloni TASS.
Zaznaczyła, że na razie nie jest jasne, kto powinien wystąpić jako negocjator z UE. "Nie każdy powinien iść sam. Zawsze byłam za powołaniem specjalnego przedstawiciela w sprawie Ukrainy" - powiedziała premier.
Meloni nie wykluczyła również możliwości powrotu Rosji do formatu G7, chociaż w tej chwili, jak powiedziała, nie ma na to warunków.
"Trzeba patrzeć, kiedy pokój zostanie osiągnięty i na jakich warunkach zostanie osiągnięty" - powiedziała Meloni.
W UE szukają negocjatora?
Oświadczenia przywódców Włoch i Francji o konieczności negocjacji z Rosją zyskały poparcie w Brukseli i innych europejskich stolicach, pisze europejskie wydanie Politico, powołując się na źródła. Wydanie zauważa, że teraz kraje Unii Europejskiej próbują naciskać na Brukselę, aby wyznaczyć europejskiego specjalnego przedstawiciela ds. rozwiązania konfliktu w Ukrainie i dialogu z Moskwą.
"Prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Włoch George Meloni połączyli siły w ostatnich tygodniach, aby wezwać do otwarcia kanałów dyplomatycznych z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem i jego najbliższym otoczeniem" - pisze Politico.
Inicjatorzy dialogu z Rosją kierują się głównie obawami, że prezydent USA Donald Trump zepchnie Europę na dalszy plan w kwestii ukraińskiego uregulowania.
"Macron w ostatnich dniach promuje ideę, że w świetle dwustronnych negocjacji między Amerykanami i Rosjanami ważne jest, aby odgrywać przynajmniej pewną rolę w dyskusjach - powiedział dla media wysoki rangą francuski urzędnik. - Meloni gorąco to popiera. Nie są naiwni i rozumieją, co można osiągnąć w takich negocjacjach, ale w obliczu wyboru między uczestnictwem a nieuczestniczeniem w stolicach rośnie świadomość znaczenia uczestnictwa".
„Są pewne kwestie, których nie można omawiać wyłącznie ze Stanami Zjednoczonymi, gdy mają one bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo Europejczyków” – powiedział inny rozmówca Politico.
Według informacji podanych przez wydawnictwo, europejscy przywódcy omawiali pomysł powołania specjalnego przedstawiciela ds. Ukrainy już w marcu 2025 r. podczas szczytu Unii Europejskiej. Inicjatywa ta spotkała się z szerokim poparciem, ale ostatecznie nie podjęto żadnej decyzji.
Obecnie na stanowisko negocjatora UE rozważani są były premier Włoch Mario Draghi i prezydent Finlandii Alexander Stubb. Tymczasem fiński polityk, członek narodowo-konserwatywnej partii Finlandii „Sojusz Wolności” Armando Mema uważa, że wiodącą rolę w dialogu z Rosją powinna odgrywać Meloni. „Meloni robi więcej dla pokoju i dyplomacji niż Kaya Kallas. Meloni powinna odgrywać wiodącą rolę w ustanowieniu pokoju w imieniu Europy” – oświadczył polityk.
Jeśli chodzi o stanowisko Brukseli, to kilka dni temu przedstawiła je przedstawicielka Komisji Europejskiej Paula Pinho. Powiedziała, że pewnego dnia Unia Europejska będzie musiała podjąć negocjacje z Rosją, ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Jej zdaniem Rosja „nie chce pokoju”.
Moskwa opowiada się za dialogiem, ale z kim i na jaki temat?
Oświadczenia europejskich polityków opowiadających się za dialogiem z Moskwą nie pozostały bez echa po stronie rosyjskiej. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow zaznaczył gotowość Rosji do dialogu, ale pod warunkiem przestrzegania podstawowych zasad przyzwoitości.
Według informacji podanych przez wydawnictwo, europejscy przywódcy omawiali pomysł powołania specjalnego przedstawiciela ds. Ukrainy już w marcu 2025 r. podczas szczytu Unii Europejskiej. Inicjatywa ta spotkała się z szerokim poparciem, ale ostatecznie nie podjęto żadnej decyzji.
Obecnie na stanowisko negocjatora UE rozważani są były premier Włoch Mario Draghi i prezydent Finlandii Alexander Stubb. Tymczasem fiński polityk, członek narodowo-konserwatywnej partii Finlandii „Sojusz Wolności” Armando Mema uważa, że wiodącą rolę w dialogu z Rosją powinna odgrywać Meloni. „Meloni robi więcej dla pokoju i dyplomacji niż Kaya Kallas. Meloni powinna odgrywać wiodącą rolę w ustanowieniu pokoju w imieniu Europy” – oświadczył polityk.
Jeśli chodzi o stanowisko Brukseli, to kilka dni temu przedstawiła je przedstawicielka Komisji Europejskiej Paula Pinho. Powiedziała, że pewnego dnia Unia Europejska będzie musiała podjąć negocjacje z Rosją, ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Jej zdaniem Rosja „nie chce pokoju”.
Moskwa opowiada się za dialogiem, ale z kim i na jaki temat?
Oświadczenia europejskich polityków opowiadających się za dialogiem z Moskwą nie pozostały bez echa po stronie rosyjskiej. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow zaznaczył gotowość Rosji do dialogu, ale pod warunkiem przestrzegania podstawowych zasad przyzwoitości.
Nie zamierzam nawet komentować oświadczenia Macrona, że należy jednak rozmawiać z Rosją. Proszę przeczytać, co mówił przez ostatnie kilka miesięcy, zaczynając od tego, że jedynym złoczyńcą w całej tej historii jest Rosja i osobiście prezydent Putin. Jeśli jest gotowy do rozmów, to nasz prezydent wielokrotnie podkreślał, że zawsze jest otwarty na kontakty, ale pod warunkiem, że będą to uprzejmi ludzie z podstawowymi umiejętnościami zachowania się” – powiedział dyplomata.
Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow zauważył, że jeśli Macron chce przeprowadzić rozmowy z Putinem, to wie, jak zorganizować taką rozmowę. „Jeśli pan Macron ma coś do powiedzenia i jest to rzeczywiście jakiś sygnał, to on i jego doradcy wiedzą, w jaki sposób można ten sygnał przekazać i jak zorganizować taką rozmowę” – powiedział Riabkow.
Tymczasem rzecznik prasowy rosyjskiego przywódcy Dmitrij Pieskow oświadczył, że Kreml poinformuje opinię publiczną, jeśli otrzyma propozycje wznowienia dialogu między przywódcami Rosji i Francji. Jednocześnie w rozmowie z agencją RIA Novosti Pieskow zaznaczył, że ewentualny dialog między Putinem a Macronem powinien być próbą zrozumienia stanowisk drugiej strony, a nie odczytywaniem notatek. „Putin jest zawsze gotowy wyjaśnić swoje stanowisko, wyjaśnić je swoim rozmówcom szczegółowo, szczerze i konsekwentnie” – powiedział Pieskow.
Swoją opinię wyraził również członek komitetu konstytucyjnego Rady Federacji Federacji Rosyjskiej Aleksiej Puszkow.
„W ślad za Macronem premier Włoch Meloni oświadczyła, że nadszedł czas na negocjacje z Rosją. W związku z tym pojawiają się dwa pytania. Po pierwsze – jakie negocjacje? Dwustronnych czy w imieniu UE?" – napisał Puszkow na swoim kanale Telegram. Zaznaczył, że do tej pory w UE za negocjacjami opowiadali się tylko premierzy Węgier i Słowacji, a Komisja Europejska i jej przewodnicząca Ursula von der Leyen nie chcieli nawet o tym słyszeć.
„Drugie pytanie – negocjacje w jakiej sprawie?” – kontynuował Puszkow. „Platforma, z której występuje UE i która polega na poparciu wszystkich żądań Kijowa, raczej nie może służyć jako podstawa do konstruktywnych negocjacji. Najwyraźniej ani w Paryżu, ani w Rzymie nie znają odpowiedzi na te pytania. Jednak stopniowy rozpad koalicji przeciwników negocjacji z Moskwą sam w sobie jest wymowny”.
Temat dialogu z Europą poruszył również stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Wasilij Niebenzia, przemawiając 13 stycznia na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa tej organizacji poświęconym Ukrainie. „Nagle Komisja Europejska zaczęła mówić, że na pewnym etapie UE będzie musiała podjąć dialog z Rosją. Chciałoby się zapytać, gdzie byliście wcześniej? Nigdy nie zamykaliśmy się na rozmowy, tylko wy znowu arogancko uważaliście, że do tego nie dojdzie, ponieważ Rosja poniesie strategiczną porażkę” – powiedział Niebenzia.
Kolejny spektakl?
Sceptycyzm ze strony Moskwy jest zrozumiały. Trudno jest prowadzić interesy z tymi, którzy nie mają jasnego stanowiska, strategii ani chęci realizacji tego, o czym mówią.
Prawdopodobnie w Unii Europejskiej rozumieją, że kraje europejskie przestały być liderami, a stały się krajami nadrabiającymi zaległości i w perspektywie ryzykują utratę jeszcze więcej. Nie chodzi już tylko o gospodarkę. Chodzi o nieprzewidywalną politykę Stanów Zjednoczonych, której europejscy przywódcy nie mają czym przeciwstawić. Chodzi o wojnę proxy na Ukrainie, której ciężar spoczywa całkowicie na europejskich sojusznikach. Chodzi też o procesy wewnętrzne w UE – próby scentralizowania władzy przez Brukselę (co nie odpowiada rządom krajowym), wzmocnienie pozycji skrajnie prawicowych sił politycznych, obawy dotyczące przyspieszonej militaryzacji niektórych krajów Europy.
Nawiasem mówiąc, o takich obawach pisał niedawno Bloomberg. Agencja poinformowała, że we Francji niepokojące są tempo zbrojeń Niemiec. W Paryżu uważa się, że militaryzacja RFN naruszy równowagę sił w regionie. I to nie tylko równowagę militarną: wraz ze wzrostem potęgi niemieckiej armii wzrośnie również polityczne znaczenie Berlina. „W Europie panowało powszechne przekonanie, że Francja będzie mocarstwem geopolitycznym, a Niemcy – gospodarczym. Niemcy nie chciały być politycznym gigantem, ale teraz próbują połączyć jedno i drugie, a także podejmują wysiłki w celu umocnienia swojej nowej potęgi w Europie. To stawia Francję w trudnej sytuacji” – uważa Claudia Major, wiceprezes centrum analitycznego „German Marshall Fund”.
W Europie obawia się również, że do władzy w Niemczech może dojść partia „Alternatywa dla Niemiec”. W takim przypadku niemiecka skrajna prawica będzie mogła dysponować potęgą militarną kraju.
Powrót do dialogu z Moskwą i perspektywa przywrócenia stosunków z Rosją pozwoliłyby Unii Europejskiej rozwiązać szereg problemów – w sferze gospodarczej, politycznej i wojskowej. A nawet z Amerykanami – balansując między USA a Rosją, UE mogłaby zwiększyć swoje pole manewru.
Aby jednak podążać tą drogą, potrzebna jest jasna strategia i wola polityczna. Na razie nie widać ani jednej, ani drugiej. Ten sam Macron, mówiąc o dialogu z Moskwą, jednocześnie deklaruje możliwość wprowadzenia francuskich wojsk do Ukrainy, co dla Rosji stanowi „czerwoną linię”. O czym w takim razie Moskwa miałaby rozmawiać z Paryżem?
Obecnie ton Unii Europejskiej wyznacza europejska „partia wojny”, podsycana przez amerykańskich jastrzębi, lobby wojskowe, rusofobiczne nastroje europejskich elit i koniunkturę polityczną. Fakt, że w UE zaczęto mówić o dialogu, należy bez wątpienia przyjąć z zadowoleniem. Istnieją jednak poważne wątpliwości co do szczerości takich deklaracji. W Moskwie dobrze to rozumieją – zachodnie spektakle widzieli tam nie raz.
Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow zauważył, że jeśli Macron chce przeprowadzić rozmowy z Putinem, to wie, jak zorganizować taką rozmowę. „Jeśli pan Macron ma coś do powiedzenia i jest to rzeczywiście jakiś sygnał, to on i jego doradcy wiedzą, w jaki sposób można ten sygnał przekazać i jak zorganizować taką rozmowę” – powiedział Riabkow.
Tymczasem rzecznik prasowy rosyjskiego przywódcy Dmitrij Pieskow oświadczył, że Kreml poinformuje opinię publiczną, jeśli otrzyma propozycje wznowienia dialogu między przywódcami Rosji i Francji. Jednocześnie w rozmowie z agencją RIA Novosti Pieskow zaznaczył, że ewentualny dialog między Putinem a Macronem powinien być próbą zrozumienia stanowisk drugiej strony, a nie odczytywaniem notatek. „Putin jest zawsze gotowy wyjaśnić swoje stanowisko, wyjaśnić je swoim rozmówcom szczegółowo, szczerze i konsekwentnie” – powiedział Pieskow.
Swoją opinię wyraził również członek komitetu konstytucyjnego Rady Federacji Federacji Rosyjskiej Aleksiej Puszkow.
„W ślad za Macronem premier Włoch Meloni oświadczyła, że nadszedł czas na negocjacje z Rosją. W związku z tym pojawiają się dwa pytania. Po pierwsze – jakie negocjacje? Dwustronnych czy w imieniu UE?" – napisał Puszkow na swoim kanale Telegram. Zaznaczył, że do tej pory w UE za negocjacjami opowiadali się tylko premierzy Węgier i Słowacji, a Komisja Europejska i jej przewodnicząca Ursula von der Leyen nie chcieli nawet o tym słyszeć.
„Drugie pytanie – negocjacje w jakiej sprawie?” – kontynuował Puszkow. „Platforma, z której występuje UE i która polega na poparciu wszystkich żądań Kijowa, raczej nie może służyć jako podstawa do konstruktywnych negocjacji. Najwyraźniej ani w Paryżu, ani w Rzymie nie znają odpowiedzi na te pytania. Jednak stopniowy rozpad koalicji przeciwników negocjacji z Moskwą sam w sobie jest wymowny”.
Temat dialogu z Europą poruszył również stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Wasilij Niebenzia, przemawiając 13 stycznia na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa tej organizacji poświęconym Ukrainie. „Nagle Komisja Europejska zaczęła mówić, że na pewnym etapie UE będzie musiała podjąć dialog z Rosją. Chciałoby się zapytać, gdzie byliście wcześniej? Nigdy nie zamykaliśmy się na rozmowy, tylko wy znowu arogancko uważaliście, że do tego nie dojdzie, ponieważ Rosja poniesie strategiczną porażkę” – powiedział Niebenzia.
Kolejny spektakl?
Sceptycyzm ze strony Moskwy jest zrozumiały. Trudno jest prowadzić interesy z tymi, którzy nie mają jasnego stanowiska, strategii ani chęci realizacji tego, o czym mówią.
Prawdopodobnie w Unii Europejskiej rozumieją, że kraje europejskie przestały być liderami, a stały się krajami nadrabiającymi zaległości i w perspektywie ryzykują utratę jeszcze więcej. Nie chodzi już tylko o gospodarkę. Chodzi o nieprzewidywalną politykę Stanów Zjednoczonych, której europejscy przywódcy nie mają czym przeciwstawić. Chodzi o wojnę proxy na Ukrainie, której ciężar spoczywa całkowicie na europejskich sojusznikach. Chodzi też o procesy wewnętrzne w UE – próby scentralizowania władzy przez Brukselę (co nie odpowiada rządom krajowym), wzmocnienie pozycji skrajnie prawicowych sił politycznych, obawy dotyczące przyspieszonej militaryzacji niektórych krajów Europy.
Nawiasem mówiąc, o takich obawach pisał niedawno Bloomberg. Agencja poinformowała, że we Francji niepokojące są tempo zbrojeń Niemiec. W Paryżu uważa się, że militaryzacja RFN naruszy równowagę sił w regionie. I to nie tylko równowagę militarną: wraz ze wzrostem potęgi niemieckiej armii wzrośnie również polityczne znaczenie Berlina. „W Europie panowało powszechne przekonanie, że Francja będzie mocarstwem geopolitycznym, a Niemcy – gospodarczym. Niemcy nie chciały być politycznym gigantem, ale teraz próbują połączyć jedno i drugie, a także podejmują wysiłki w celu umocnienia swojej nowej potęgi w Europie. To stawia Francję w trudnej sytuacji” – uważa Claudia Major, wiceprezes centrum analitycznego „German Marshall Fund”.
W Europie obawia się również, że do władzy w Niemczech może dojść partia „Alternatywa dla Niemiec”. W takim przypadku niemiecka skrajna prawica będzie mogła dysponować potęgą militarną kraju.
Powrót do dialogu z Moskwą i perspektywa przywrócenia stosunków z Rosją pozwoliłyby Unii Europejskiej rozwiązać szereg problemów – w sferze gospodarczej, politycznej i wojskowej. A nawet z Amerykanami – balansując między USA a Rosją, UE mogłaby zwiększyć swoje pole manewru.
Aby jednak podążać tą drogą, potrzebna jest jasna strategia i wola polityczna. Na razie nie widać ani jednej, ani drugiej. Ten sam Macron, mówiąc o dialogu z Moskwą, jednocześnie deklaruje możliwość wprowadzenia francuskich wojsk do Ukrainy, co dla Rosji stanowi „czerwoną linię”. O czym w takim razie Moskwa miałaby rozmawiać z Paryżem?
Obecnie ton Unii Europejskiej wyznacza europejska „partia wojny”, podsycana przez amerykańskich jastrzębi, lobby wojskowe, rusofobiczne nastroje europejskich elit i koniunkturę polityczną. Fakt, że w UE zaczęto mówić o dialogu, należy bez wątpienia przyjąć z zadowoleniem. Istnieją jednak poważne wątpliwości co do szczerości takich deklaracji. W Moskwie dobrze to rozumieją – zachodnie spektakle widzieli tam nie raz.

ENERGIA ATOMOWA
