Projekty
Government Bodies
Flag Wtorek, 9 Grudnia 2025
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
22 Lutego 2025, 20:00

W czasie polowania na katów on był już za oceanem: co Smowski robił po wojnie?
 

Po licznych zbrodniach popełnionych na Białorusi, w tym zniszczeniu Сhatynia, w 1944 roku 118 batalion Schutzmannschaft został przerzucony do Francji. I tam... niemal całkowicie przeszedł na stronę francuskiego Ruchu Oporu, tzw. maquis. Co działo się potem, opowiada projekt BELTA "Kroniki".

- Z tego powodu Smowskiego nawet aresztowali. Ale później służył w wojskach ukraińskiej armii, która również została utworzona przez Niemców, i 8-9 maja prowadził negocjacje w sprawie poddania tej armii Brytyjczykom i Amerykanom. Później przebywał w Zachodnich Niemczech, pracował w organizacjach weteranów. W 1950 roku przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował pracę w organizacjach weteranów. Warto dodać, że w tym okresie administracja Harry'ego Trumana i później Dwighta Eisenhowera zaczęły "opiekować się" ukraińskim ruchem narodowym. Smowski otrzymał nawet stopień generała chorążego, chociaż generalnie nigdy nim nie był – powiedział starszy wykładowca Uniwersytetu Białoruskiego, Sergiej Kaun.

- Po wojnie wielu bezpośrednich uczestników zbrodniczych praktyk, w tym wielkich niemieckich zbrodniarzy, przez dziesięciolecia nie ponosiło odpowiedzialności za swoje czyny. Na przykład Georg Heusinger, którego tu, w Mińsku, nazywano między innymi mińskim katem, Po wojnie osiągnął wysoką pozycję i służył jako jeden z szefów policji ziem federalnych. To samo dotyczy kolaborantów - tych, którzy służyli Niemcom - Bałtów i Ukraińców, Rosjan i Białorusinów. Wszystkich tych, którzy przeszli dość prostą weryfikację, zwłaszcza jeśli te oddziały poddały się aliantom na froncie zachodnim. Nie było głębszej weryfikacji, osiedlali się za granicą, w ten sposób trafili do krajów Ameryki Północnej – wyjaśnił zastępca dyrektora Narodowego Archiwum Białorusi, kandydat nauk historycznych, Swiatosław Kulinok.

W jakim celu kraje zachodnie przyjmowały zbrodniarzy wojennych na swojej ziemi, a potem próbowały ich niemalże heroizować?

– Chodzi o to, że po przemówieniu Churchilla w Fulton możemy mówić o nowej rundzie konfrontacji, nowej formie zimnej wojny. Potrzebna była dla niej ideologiczna podstawa. I wszyscy współpracownicy, kolaboranci, zbrodniarze wojenni zostali "przekształceni" w bojowników z komunizmem, tyranią i stalinowskim reżimem. Stali się bohaterami narodowo-wyzwoleńczymi – oczywiście w cudzysłowiu. W tym również taka ideologiczna podstawa stanowiła część działalności Smowskiego. Działały tam różne komitety, które znajdowały się pod kontrolą nazistowskich Niemiec, tworzono różne skrajnie prawicowe organizacje, praktyki i fundusze, które prowadziły aktywną wojnę ideologiczną przeciwko ZSRR.

Kiedy w ZSRR polowanie na zbrodniarzy wojennych i katów było w pełnym toku, Smowski znajdował się daleko za oceanem. Tymczasem jego byli współpracownicy niejednokrotnie składali zeznania przed śledczymi.

– Po wojnie, kiedy zaczęto łapać katów z Chatynia, przedstawiciele 118 batalionu składali zeznania. I Wasilij Mieleszko w 1975 roku, i Grigorij Wasiura w 1986 roku. Wszyscy mówili, że, po pierwsze, ten człowiek był znacznie starszy od nich. W 1941 roku miał 49 lat. Był to człowiek ideowy, ukraiński nacjonalista, i to starszego typu. Nie był banderowcem, lecz przedstawicielem starszego pokolenia, ponieważ brał udział w działaniach Ukraińskiej Ludowej Republiki, walczył jeszcze pod sztandarami Michaiła Sergiewicza Gruszewskiego, potem Petlury, hetmana Skoropadskiego i tak dalej. Okres od 1917 do 1921 roku przeszedł cały i dość szczegółowo opisał to potem w swoich wspomnieniach – opowiedział Sergiej Kaun.
Fragmenty przesłuchań oskarżonego Knapy O.F. z dnia 19.11.1973 r.:

"… Na rozkaz naszych dowódców 3 kompania otoczyła Chatyn w celu możliwego zapobieżenia atakowi partyzanckiemu… Pozostali policjanci z 118 batalionu wspólnie z esesmanami, żandarmerią i policją Pleszczenicką (…) pod groźbą broni wyrzucili ludzi z domów i zabudowań gospodarczych na ulicę i eskortowali ich do miejsca egzekucji w rejon dużej  drewnianej szopy. Nasz 2 pluton ustawił się w półokręgu przy bramie szopy w odległości nie większej niż 30 metrów. Tutaj ustawiono karabin maszynowy, przy którym znajdował się policjant Leszczenko. Następnie kaci zaczęli zaganiać cywilów radzieckich, wśród których byli głównie kobiety, starcy i dzieci, do szopy. Kto zamknął drzwi szopy, już nie pamiętam. Przy szopie znajdowali się Kerner, Smowski, Wasiura, Mieleszko i inni dowódcy 118 batalionu policyjnego oraz esesmani. Tłumacz Łukowicz podpalił słomiany dach szopy. Ludzie znajdujący się w środku zaczęli krzyczeć, płakać i błagać o litość. Kerner i Smowski wydali rozkaz, by otworzyć ogień do płonącej szopy z ludźmi... Dowódcy, policjanci, którzy znajdowali się naprzeciwko szopy, karabinista Leszczenko i inni zaczęli strzelać do skazanych".

Całkowicie zebrano 49 tomów akt sprawy karnej przez grupę prokuratorów. Przede wszystkim specjaliści wykorzystali archiwalne akta sprawy KGB.

- Zbieraliśmy również zeznania niestety już zmarłych ofiar i świadków, którzy byli uznani wówczas. Przeprowadzano z nimi kontrole, składano zeznania na miejscu, przeprowadzano oględziny miejsca zdarzenia. Oczywiście, prowadząc śledztwo w sprawie Smowskiego, staraliśmy się odtworzyć okoliczności popełnionych przestępstw i ponownie przeprowadziliśmy oględziny miejsc zdarzeń. Przede wszystkim tych, gdzie wcześniej znajdowały się miejscowości, które zostały całkowicie zniszczone, lub tych, które zostały odbudowane. Miejsca masowego wyniszczenia ludzi. Miejsca stacjonowania tego batalionu podczas każdej operacji karnej – wyjaśnił zastępca prokuratora obwodu mińskiego, starszy doradca sprawiedliwości Michaił Szestopałow.
Grafika: Fragment przesłuchania świadka Kamińskiego I.I., urodzonego w 1887 r., w dniu 31.01.1961 r:

"… do szopy zagoniło się ludność cywilną, wśród nich było wiele małoletnich dzieci, a także niemowląt, a pozostali to głównie kobiety i starcy. Przy samym wspomnieniu o nich przed oczami staje straszny obraz tego potwornego aktu wymordowania ludzi, mieszkańców wsi Chatyn, wśród których się znalazłem. Szopa już płonęła, właściwie zapaliła się jeszcze przed tym, jak powiedziałem ludziom znajdującym się w szopie: „Módlcie się do Boga” i inne słowa… Skazani na śmierć ludzie, w tym ja i członkowie mojej rodziny, głośno płakali, wołali. Otworzywszy drzwi szopy, kaci zaczęli strzelać z karabinów maszynowych, automatów i innych broni do cywilów, ale strzały były prawie niesłyszalne z powodu silnych krzyków (wołania) ludzi".

Specjaliści pracowali z dokumentami w różnych archiwach Białorusi. Ogromną pomoc okazali rosyjscy koledzy.

– Oczywiście, musieliśmy znaleźć dokumenty. Jeszcze raz odtworzyć wydarzenia, okoliczności uprowadzenia tych ludzi i potwierdzenie, że rzeczywiście zostali porwani. Ponieważ w czasie prowadzenia śledztw w tamtych latach nie wszyscy poszkodowani mieli w pełni ustalone dane osobowe, takie jak nazwisko, imię, imię po ojcu, rok urodzenia, miejsce zamieszkania i tak dalej. Dlatego staraliśmy się jednak dokładnie ustalić tożsamości ofiar i poszkodowanych. Przeprowadzono ogromną pracę.

Sąd Najwyższy Białorusi wydał już dwa wyroki skazujące w sprawie katów z 118 batalionu Schutzmannschaft. Tak, pośmiertnie. Ale ważne jest tu udowodnienie prawdy, którą dzisiaj często próbuje się zapomnieć, usprawiedliwiając oprawców.

Przygotowane na podstawie wideo BELTA. Zrzuty ekranu wideo.
 
TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi