W miniony weekend w Islamabadzie odbyła się pierwsza runda negocjacji między delegacjami USA i Iranu. Strony przedstawiły swoje stanowiska, ale nie osiągnęły porozumienia. Druga runda negocjacji spodziewana jest w tym lub na początku przyszłego tygodnia. Tymczasem szef amerykańskiej delegacji, wiceprezydent J.D. Vance, oświadczył już, że cele USA w Iranie zostały osiągnięte i Waszyngton może ograniczać operację.
Prawdopodobnie dla Amerykanów wycofanie się, ogłaszając siebie zwycięzcami, byłoby w tej chwili najkorzystniejszym zakończeniem kampanii wojskowej przeciwko Iranowi. Jednak, jakby nie patrzeć na to, drogi wyjścia z konfliktu "prowadzą" przez Cieśninę Ormuz, która obecnie jest pod podwójną blokadą. Nierozwiązany pozostaje dla Amerykanów także problem irańskiego programu nuklearnego. Za pomocą metod wojskowych nie udaje się rozwiązać tych kwestii, co oznacza, że Waszyngton będzie musiał jednak dojść do porozumienia.
"Naprawdę uważam, że znaleźliśmy się w sytuacji, w której nasze cele zostały osiągnięte. Możemy zacząć to ograniczać" – oświadczył niedawno J.D. Vance. Zaznaczył przy tym, że woli zakończyć konflikt udanymi negocjacjami.
Już na początku konfliktu przewidywaliśmy kilka scenariuszy rozwoju wydarzeń. Jeden z nich zakładał, że USA nie będą angażować się w operację lądową, a ograniczą się do "wojny powietrznej", próbując zniszczyć wszystko, do czego uda im się dosięgnąć. Przy czym z założeniem, że kampania przeciwko Iranowi nie potrwa zbyt długo i nie będzie zbyt kosztowna. Punktem wyjścia do ograniczania antyirańskiej operacji stanie się oświadczenie Waszyngtonu o osiągniętych celach. Że przeciwnik został ścięty, rozbrojony i w najbliższych latach nie stanowi zagrożenia dla Amerykanów. A zatem USA zwyciężyły.
Generalnie o zwycięstwie już ogłoszono. "Czy zawrzemy umowę, czy nie – to dla mnie nie ma żadnego znaczenia. Powód – ponieważ zwyciężyliśmy" – oświadczył Trump po zakończeniu pierwszej rundy konsultacji z Iranem 11 kwietnia.
Obecne oświadczenie Vance'a o osiągniętych celach to znowu ogłoszenie zwycięstwa USA. Nie jest to jednak zwycięstwo, które pozwoliłoby Amerykanom wyjść z konfliktu suchą stopą.
Pomimo licznych oświadczeń o tym, jak bardzo „zmiażdżono” Irańczyków, a ich flota „leży na dnie morza”, Stany Zjednoczone przyznają, że zarówno wzbogacony uran, jak i kontrola nad Cieśniną Ormuz pozostają w rękach Teheranu. A ponieważ nie da się tego odebrać siłą militarną, konieczne są negocjacje.
Ta konieczność wymaga od USA sporego wysiłku. Jak wiadomo, zwycięzcy dyktują warunki, a nie idą na kompromisy. Jednak to właśnie Iran stawia tutaj warunki. A jeśli być dokładnym, to aż dziesięć warunków.
Przypomnijmy, że propozycje Teheranu dotyczące osiągnięcia pokoju przewidują zobowiązanie ze strony USA do zagwarantowania nieagresji wobec Iranu, wycofania amerykańskich sił zbrojnych z regionu oraz zaprzestania działań wojennych na wszystkich frontach, w tym przeciwko Libanowi. Iran zamierza zapewnić sobie prawo do wzbogacania uranu i kontroli nad Cieśniną Ormuz, a także uzyskać odszkodowanie za szkody wyrządzone krajowi w trakcie działań wojennych. Wszystkie główne i drugorzędne sankcje wobec Iranu powinny zostać zniesione, podobnie jak wszystkie rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ i Rady Zarządzającej MAEA dotyczące Teheranu.
Niektóre z wymienionych warunków faktycznie oznaczają kapitulację Stanów Zjednoczonych. Należą do nich wypłata reparacji wojennych i wycofanie sił amerykańskich z Bliskiego Wschodu. Ponieważ jednak negocjacje zazwyczaj zakładają poszukiwanie kompromisu, można oczekiwać, że Teheran wycofa część swoich żądań – w zamian za wzajemne ustępstwa ze strony Waszyngtonu.
Na przykład Stany Zjednoczone mogą zgodzić się na pobieranie przez Teheran opłat tranzytowych od statków przepływających przez Cieśninę Ormuz, które zostaną przeznaczone na odbudowę kraju. Zamiast reparacji Stany Zjednoczone mogą zaproponować Teheranowi odmrożenie irańskich aktywów za granicą, które według niektórych szacunków przekraczają 100 mld dolarów. Jednak w kwestiach zapewnienia bezpieczeństwa militarnego i gospodarczego Irańczycy będą trzymać się swojego stanowiska. Ogólnie rzecz biorąc, nie mają gdzie się wycofać – walczą na własnej ziemi, przy czym dość skutecznie.
Tymczasem Stany Zjednoczone po pierwszej rundzie negocjacji, która najwyraźniej nie powiodła się, zaczęły blokować Cieśninę Ormuz. Amerykańska blokada obejmuje cały transport morski związany z Iranem. I to też jest swego rodzaju negocjacja – poprzez ultimatum. Co prawda, Teheran może postawić ultimatum w odpowiedzi – blokując nie mniej ważną cieśninę Bab el-Mandeb, która znajduje się po drugiej stronie Półwyspu Arabskiego.
O tym mówi również oficjalny przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Iranu, Esmaeil Baghai. „Te negocjacje odbyły się po 40 dniach narzuconej wojny i przebiegały w atmosferze nieufności i podejrzeń. Naturalnie, od samego początku nie oczekiwaliśmy osiągnięcia porozumienia podczas jednego spotkania. Nikt na to nie liczył" – stwierdził Baghai.
Dziś sankcje są znoszone, a jutro wprowadzane ponownie. Tak samo jest z bombardowaniami – wystarczy pretekst. Trudno mówić o zaufaniu, a tym bardziej o negocjacjach pokojowych, gdy prawo międzynarodowe zostało deptane i zastąpione prawem silniejszego. Co więcej, dotyczy to nie tylko sytuacji na Bliskim Wschodzie. Dziś jest to problem globalny. Nawiasem mówiąc, ostatnio zwrócił na to uwagę Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka.

"Dzisiaj znów widzimy, jak kruchy i wrażliwy jest świat. Jak 'prawo silnego' zastąpiło prawo międzynarodowe. Jak bardzo utracono zaufanie i zwiększył się potencjał konfliktowy " - powiedział szef państwa 10 kwietnia podczas uroczystej ceremonii wręczenia listów uwierzytelniających ambasadorom państw zagranicznych.
Prezydent zwrócił uwagę, że jeden z głównych konfliktów płonie przy południowych granicach Białorusi, drugi sieje niezliczone ofiary i zniszczenia na Bliskim Wschodzie. Powstają problemy humanitarne, presja na światową gospodarkę, zagrożenie kryzysami energetycznymi i wodnymi, warunki wstępne dla nowych fal uchodźców.
„Co to jest? Niepokojący znak zbliżającej się kolejnej wojny światowej czy już jej przejaw? Chcę wierzyć, że ludzkość będzie na tyle mądra, by zatrzymać się na czas i skierować swoje siły na konstruktywne cele na ziemi i w niebie” – podkreślił białoruski przywódca.
Chcemy wierzyć, że Iran i Stany Zjednoczone znajdą dyplomatyczne rozwiązanie, a obecny konflikt nie przejdzie w fazę niekontrolowanej eskalacji.

ENERGIA ATOMOWA
