Obecnie mistrz XIV Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich we Włoszech, Roman Swiridenko, jest rozchwytywany. W jego rodzinnym Nowopołocku wyczekiwano go niecierpliwie – aby porozmawiać, zrobić historyczne zdjęcie: "Będę wnukom pokazywał!". Każdy dzień ma rozpisany co do godziny: spotkania w zakładach pracy, wywiady… Paraolimpijczyk nikomu nie odmawia. Ponieważ chce stać się przykładem dla dzieci z chorobami, aby przestały się użalać nad sobą, znalazły zajęcie zgodne z pasją i możliwościami, które napełni ich życie radością i sensem. W tym celu wystarczy znaleźć wsparcie – nauczyciela, trenera, mistrza. Dla Romana taką przełomową decyzją było rozpoczęcie treningów biegów narciarskich w Dziecięco-Młodzieżowej Szkole Rezerw Olimpijskich nr 2 w Nowopołocku. Jak wiadomo, historia nie znosi trybu przypuszczającego, ale gdyby Roman nie spotkał tam swojego trenera, kim stałby się w dorosłym życiu? Nasz projekt "Tak oto los połączył!" jest właśnie o takich niesamowitych spotkaniach, które zmieniają los na lepsze.
"Upadał, podnosił się i wykonywał zadania na sto procent"
Anastasia Kochanczik mocno przytula Romana – emocje ją przepełniają: "Taki z niego chłopak wyrósł!". A on, z zakłopotanym uśmiechem, wita się z tym, kto kiedyś jako pierwszy w niego uwierzył.
Postanowiono zorganizować z nimi spotkanie w miejscu, gdzie bohater Zimowej Paraolimpiady 2026 stanął na nartach. Obecnie jest to już inna szkoła sportowa. Roman nie był tu jakieś pięć–siedem lat i od razu zauważa:
– Nic się nie zmieniło! – i dodaje: – Stąd wszystko się zaczęło.
Wtedy wszystko się zgrało: lekarz poradził mamie, aby oddała 8-letniego syna na narty, a trenerka Anastasia Kochanczik przyszła do jego 10. szkoły podstawowej szukać nowych talentów. Opowiedziała zajmująco o narciarstwie i rozdała wizytówki.
– Do tego czasu mój kolega już trenował u Anastasii Nikołajewny – wspomina Roman. – Zrobiło mi się ciekawie, dołączyło jeszcze kilkoro kolegów z klasy i innych dzieciaków ze szkoły. Nadal się przyjaźnimy.
Pierwszy trening dla nowicjuszy odbył się na wzgórzu przy szkole, które wtedy wydawało się uczniom początkowych klas całkiem spore. Postawiono im zadanie: zjechać z górki i wjechać na nartach pod górę, pokazano chód "jodełką". Oczywiście najbardziej dzieciakom podobał się zjazd, a na podchodzeniu pod górę prawie wszyscy padali.
– Roma pokonywał podchodzenie pod górę samodzielnie, nie potrzebował pomocy trenera – wspomina Anastasia Kochanczik.
Treningi w Dziecięco-Młodzieżowej Szkole Rezerw Olimpijskich nr 2 odbywały się przez cały rok. Zimą oczywiście na nartach, przy czym nie czekając na śnieg: trenerzy wsypywali zamiast niego igły świerkowe i sosnowe, a dzieciaki ślizgały się po nich. W ciepłe miesiące – bieganie i inne obciążenia fizyczne.
Jednym z najjaśniejszych letnich wspomnień Romana jest pobyt w obozie "Narciarz", gdzie zjeżdżali się uczniowie ze szkół sportowych.
– Nasz atut – dziecięcy obóz wypoczynkowy "Narciarz" we wsi Azina w powiecie połockim, nad brzegiem najczystszego jeziora Białego – uśmiecha się Anastasia Kochanczik. – Wydaje się, że dzieci zapisują się do sekcji sportowych nierzadko właśnie z jego powodu.
To właśnie w tym obozie Roman Swiridenko przeżył wiele przyjemnych chwil i po raz pierwszy uświadomił sobie swoją siłę i możliwości.
– W obozie mieliśmy wiele treningów kontrolnych – wspomina. – Na jednym z nich trzeba było przebiec okrążenie przez las. Osiągałem całkiem niezłe wyniki – tego nigdy nie zapomnę, chwalono mnie. Wtedy zrozumiałem: mogę osiągać godny wynik nawet w porównaniu z chłopakami starszymi ode mnie o trzy lata.
Anastasia Kochanczik zauważa, że z pracowitym Romanem dobrze się współpracowało:
– Wykonywał wszystkie nasze polecenia, nigdy się nie sprzeciwiał, niezależnie od tego, jakie zadanie otrzymał. Jeśli upadał, podnosił się i wykonywał zadania w stu procentach. Treningi narciarskie zaczynały się o 15:00, trwały godzinę–półtorej. Pamiętam, jak łączył je z innym ulubionym zajęciem: po naszych zajęciach uciekał na piłkę nożną. W dzieciństwie Roman pasjonował się piłką nożną i do dziś jest do niej nieobojętny.
– Być może mam talent do narciarstwa – mówi mistrz paraolimpijski. – I niewątpliwie w moim sukcesie ogromna zasługa pierwszych trenerów – Anastasii Nikołajewny Kochanczik i Borysa Fiodorowicza Worobjowa. To oni dali mi dobrą bazę sportową i nauczyli mnie cierpieć.
Jednak patrząc na tego znakomitego sportowca, nigdy nie pomyślałbyś, że ma jakąś fizyczną niepełnosprawność. Potwierdza, że wszyscy tak to zauważają, i przyznaje:
– Nigdy nie czułem się jak chore dziecko, dla którego coś jest nieosiągalne.
Trenerzy od pierwszych zajęć nie dawali mu żadnych ulg:
– Nie widzieliśmy żadnych przeszkód, by Roman miał mniejsze obciążenie niż inni. Jeśli świetnie je znosi, wszystko mu wychodzi i ma zalecenia lekarza dotyczące tego sportu, to po co ograniczać dziecko? – zastanawia się Anastasia Kochanchik.
Jak wiadomo, najczęściej rodzice zapisują swoje dzieci do sekcji sportowych dla ich ogólnego rozwoju fizycznego, a do wielkiego sportu trafia niewielu.
– Widzieliśmy u Romana predyspozycje do biegów narciarskich – mówi trenerka – dlatego pracowaliśmy z nim nieco inaczej. I trafił do grupy silniejszych chłopców.
Kiedy dorósł, Roman Swiridenko przeszedł do innej trenerki – Olgi Giennadijewny Proniczewej.
„Trudno opisać to uczucie zachwytu”
Obecnie mistrzowi paraolimpijskiemu wydaje się, że nie podjął żadnych specjalnych działań, aby zostać sportowcem – wszystko ułożyło się tak samo. W 10. klasie wystąpił już w pierwszych republikańskich zawodach paraolimpijskich: wygrał jeden wyścig i zajął drugie miejsce w innym. Wtedy też został włączony do składu drużyny na Puchar Świata. Pojechał z drużyną paraolimpijską do Finlandii, następnie wystąpił w Pucharze Europy (zajął 3. i 5. miejsce), a na mistrzostwach świata zajął 7. i 9. miejsce. W 2022 roku Roman otrzymał imienną licencję na udział w Igrzyskach Paraolimpijskich. Będąc uczniem 11 klasy, pojechał na swoją pierwszą Paraolimpiadę do Pekinu, ale już w Chinach Międzynarodowy Komitet Olimpijski odmówił białoruskim sportowcom udziału w najważniejszych zawodach tej czteroletniej kadencji.
– Szczerze mówiąc, nie byłem wtedy zbytnio rozczarowany – przyznaje Roman Swiridenko. – Mając 17 lat, rozumiałem, że wszystko mam jeszcze przed sobą. To znaczy, że mam jeszcze cztery lata, aby się przygotować i wystartować.
Przez pierwsze dwa lata Roman rywalizował głównie z rosyjskimi paraolimpijczykami, co nie pozwalało w pełni ocenić jego poziomu. Jednak na rok przed zimowymi igrzyskami Białorusini zostali dopuszczeni do Pucharu Świata w Niemczech, gdzie zawodnik z Nowopołocka zajął pierwsze miejsce w sprincie klasycznym i drugie w sprincie łyżwowym.
– Dlatego na obecną paraolimpiadę we Włoszech jechałem już z myślą o walce o medal – zauważa sportowiec. – Ale niczego sobie nie obiecywałem. Mam zawsze jeden cel – dać z siebie wszystko.
W kwalifikacyjnym wyścigu sprinterskim ledwo zakwalifikował się do półfinału: z powodu upadku znalazł się na ostatnim, 12. miejscu (tyle właśnie miejsc było przeznaczonych do kwalifikacji).
– Upadek to jeszcze nie powód do zmartwień, trzeba walczyć do końca – mówi Roman.
Ostatecznie w finale wyścigu w sprincie klasycznym zajął pierwsze miejsce, a następnego dnia zdobył srebro w indywidualnym wyścigu na 10 kilometrów stylem klasycznym.
Zdobycie złotego medalu było dla Romana Swiridenko ogromnym szczęściem:
– Bardzo trudno opisać to uczucie zachwytu, ale jest to jedno z najmocniejszych przeżyć w moim życiu.
Z sukcesu młodego sportowca cieszyli się nie tylko jego rodacy, ale i cały kraj. Z wygraną pogratulował mu od razu również głowa państwa.
Anastasia Kochanczik z powodu pracy nie mogła śledzić zawodów na żywo, ale była w stałym kontakcie z mamą Romana – Iriną Germanowną – oraz jego trenerami.
– Poinformowano mnie również o upadku podczas startów kwalifikacyjnych – wspomina Anastasia Nikołajewna. – Byłam smutna, ale nie czułam, że to porażka. Medal Romana był oczekiwany, ale wiadomość o złocie wywołała burzę emocji. Na samo wspomnienie mam gęsią skórkę. Płakałam, bo pamiętam go jako małego, od dzieciństwa… Tak nas połączyło przeznaczenie. Kiedy przeniosłam się do pracy w innej placówce, zaczęłam bliżej kontaktować się z jego mamą. Trudno opisać te uczucia, jakby ktoś z rodziny został mistrzem Igrzysk, to jest niezapomniane.
Z całej białoruskiej drużyny medale XIV Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich zdobył tylko Roman Swiridenko. Co stoi za tymi wynikami?
– Wieloletnie treningi – odpowiada mistrz. – Bardzo kocham sport i nigdy nie myślałem o tym, żeby go rzucić, bez względu na to, jak ciężko by nie było.
Roman podkreśla: przede wszystkim ważne jest, aby sam sportowiec chciał uprawiać sport, robić postępy, trenować – nawet gdy nikt tego nie widzi. Robić to dla siebie, być zadowolonym z wyników.
I oczywiście ważne jest, aby trafić na dobrego trenera – takiego, który będzie wspierał i motywował.
Roman z wdzięcznością wymienia wszystkich, z którymi przebył drogę od pierwszych kroków na nartach aż po podium na paraolimpiadzie: Anastasia Nikołajewna Kochanczik, Borys Fedorowicz Worobjow, Olga Giennadiewna Proniczewa, a obecnie – Inessa Wasiliewna Kozłowa, główna trenerka reprezentacji narodowej w biegach narciarskich.
„Radzę nie oszczędzać się, tylko uprawiać sport”
Od czterech lat Roman trenuje razem ze zdrowymi sportowcami – obciążenie jest odpowiednie: dwa treningi dziennie, trwające od 1,5 do 4 godzin. Używa zwykłych nart, tak jak wszyscy sportowcy.
– Oczywiście złoty medal na paraolimpiadzie i złoty medal na olimpiadzie to ogromna różnica – zauważa mistrz. – Na paraolimpiadzie startują ludzie, którzy mają poważne problemy zdrowotne: komuś brakuje ręki, innemu nóg, a jeszcze inny jest niewidomy. Ja mam jedną nogę krótszą od drugiej i słabszą, dlatego gorzej utrzymuję równowagę. Ale już przyzwyczaiłem się do znoszenia bólu – to dla mnie część życia.
Mistrz Paraolimpiady 2026 przyznaje, że zgadza się na wywiad, aby zobaczyli go rodzice i dzieci z problemami zdrowotnymi – ci, którzy uważają, że choroba przekreśla życie.
– U mnie było zupełnie inaczej – podkreśla. – Zawsze uważałem się za całkowicie zdrowego i nigdy nie użalałem się nad sobą. Radzę nie użalać się nad sobą, tylko uprawiać sport i robić to, co się lubi. Chcę być przykładem dla osób z niepełnosprawnością.
Być może, widząc mnie, zrozumieją, że nie wszystko jest tak trudne i nieosiągalne, jak się wydaje. Wtedy ich życie może zmienić się na lepsze.
Anastasia Kochanczik przypomina, że Roman Swiridenko nie jest jedynym paraolimpijczykiem z Nowopolocka, który osiągnął tak wysokie wyniki w sporcie. Pierwszą była Swietłana Sachonienko – trzykrotna mistrzyni Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich 2018, która ma problemy ze wzrokiem.
– W naszym kraju poziom rozwoju sportu paraolimpijskiego jest wystarczający, co potwierdzają sukcesy Białorusinów na Igrzyskach i innych zawodach. Oczywiście są pewne kwestie – na razie niewiele osób zajmuje się tym, ale wszystko da się naprawić. Ważną rolę odgrywają tu trenerzy. Moi pierwsi trenerzy wzięli na siebie odpowiedzialność za mnie, pomimo mojej choroby i związanego z nią ryzyka. Wierzyli we mnie i, jak widać, nie na próżno. Prawdopodobnie robiłem nawet coś więcej lub lepiej niż ktoś inny, kto jest zdrowy – podsumowuje mistrz paraolimpijski.
Dzisiaj Roman Swiridenko jest studentem czwartego roku Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Kultury Fizycznej i przygotowuje się do egzaminów państwowych.
Jest niezbędna infrastruktura i komfortowe warunki
28 marca 2026 roku Komitet Paraolimpijski Republiki Białorusi obchodził 30-lecie. Jak zauważa sekretarz generalny Komitetu Paraolimpijskiego Republiki Białorusi Mikołaj Szudejko, w tym czasie długą drogę przebyli nie tylko sportowcy z niepełnosprawnością, ale także całe społeczeństwo.
Paraolimpijczycy swoim przykładem pokazują, że niezależnie od stanu zdrowia można prowadzić pełnowartościowe życie, realizować się, otrzymywać państwowe odznaczenia i przynosić korzyści krajowi.
– Dzisiaj, dzięki trosce państwa i osobiście Prezydenta, dysponujemy całą niezbędną infrastrukturą i komfortowymi warunkami, aby osoby z niepełnosprawnością mogły uprawiać sport i sławić ojczyznę, osiągając wysokie wyniki – podkreśla Nikolaj Szudejko.
Na każdych Igrzyskach Paraolimpijskich nasi sportowcy osiągają godne wyniki. Tradycyjnie wiodącymi dyscyplinami białoruskiego ruchu paraolimpijskiego są pływanie, lekkoatletyka i narciarstwo biegowe – najbardziej dostępne dyscypliny sportowe o bogatych tradycjach. Silną pozycję zajęły szermierka i tenis na wózkach inwalidzkich.
Ustawodawstwo zezwala na tworzenie grup mieszanych w placówkach edukacyjno-sportowych. Istnieją diagnozy, w przypadku których dziecko z niepełnosprawnością może trenować razem ze zdrowymi dziećmi. Sama metodyka przygotowania sportowców nie różni się zbytnio, trzeba umieć zróżnicować obciążenia – na tym polega mistrzostwo trenera. Trenerami często zostają również sportowcy paraolimpijscy, którzy zakończyli karierę.
– Narciarstwo stało się moim zajęciem – odpowiedzialnym i trudnym – mówi Roman. – Piłka nożna to dla mnie emocjonalne odprężenie, odskocznia. Do dziś gram w lidze amatorskiej. Oczywiście kibicuję drużynie „Naftan”, w której grają moi przyjaciele z dzieciństwa.

ENERGIA ATOMOWA
