Projekty
Government Bodies
Flag Wtorek, 18 Sierpnia 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
02 Sierpnia 2026, 15:00

Trenerka Tatiana Pawłowicz o tym, jak rodził się short track i ile kosztowało przebicie się na światową arenę 

Główna trenerka sekcji short tracku w Witebsku Tatiana Pawłowicz w wieku 73 lat nadal aktywnie pracuje i marzy o wychowaniu nowego mistrza olimpijskiego. Short track dziennikarze często nazywają „Formułą 1” na lodzie. To młoda, śmiała i niezwykle dynamiczna dyscyplina łyżwiarska, w której zawodnicy rywalizują ze sobą na skróconym, 111-metrowym torze na lodowisku hokejowym. Na Białoruś ta dyscyplina trafiła stosunkowo niedawno, bo w 2000 roku. U źródeł powstania witebskiej sekcji short tracku stoi Tatiana Pawłowicz, której talent trenerski i charakter zadecydowały o sukcesie tego ekscytującego kierunku.

Los mistrzyni

Tatiana Pawłowicz urodziła się w rodzinie sportowej – jej matka była pierwszym zastępcą przewodniczącego towarzystwa „Spartak” i uczestniczką trzech moskiewskich spartakiad. Sama Tatiana Grigoriewna początkowo uprawiała akrobatykę, ale jej los odmieniła trenerka Irma Borodiej, która zabrała dziewczynkę do łyżwiarstwa szybkiego. I choć początkowo ta dyscyplina nie wydawała jej się interesująca, sukcesy przyszły bardzo szybko. Co prawda na pierwszych zawodach nie obyło się bez kuriozum – Tatiana upadła, ruszyła w przeciwnym kierunku i krzyczała do rywalek: „Dokąd biegniecie?” – dopóki nie zorientowała się, że to ona się pomyliła. Mimo zabawnego debiutu szybko robiła postępy: wkrótce spełniła mistrzowski standard sportu i osiągnęła swój największy sportowy sukces – została medalistką mistrzostw Związku Radzieckiego na dystansie 500 m.

Drogę do zawodu trenera wyznaczył los. Początkowo Tatiana Grigoriewna planowała studiować na Wydziale Prawa, ale zabrakło jej punktów do przyjęcia. Zaraz po szkole poszła pracować jako instruktorka wychowania fizycznego w nowym miejskim przedsiębiorstwie handlu żywnością, gdzie na podobnym stanowisku pracowała jej matka. Rok później podjęła próbę studiowania w Instytucie Języków Obcych, ale szybko zrozumiała, że to nie jej sfera. Odebrała dokumenty i wstąpiła do Mińskiego Państwowego Instytutu Kultury Fizycznej. Pozwolono jej zdawać egzaminy w jednym ciągu z zapaśnikami, którzy wrócili z mistrzostw świata, ponieważ w tym czasie wchodziła już w skład reprezentacji ZSRR.
Szczęście osobiste przyszło do Tatiany Grigoriewnej równie szybko jak sukces zawodowy. Historia jej miłości zaczęła się w najlepszych tradycjach tamtych czasów – na weselu przyjaciół, gdzie ona była świadkową, a przyszły mąż – świadkiem. Młody budowniczy od razu dostrzegł swoją przeznaczoną, pięknie i wytrwale zabiegał o jej rękę. Ten związek obdarował ich dwójką wspaniałych dzieci – Julią i Leonidem.

Sport wszedł w życie dzieci od pierwszych miesięcy: Tatiana Grigoriewna dosłownie żyła na lodowisku i zabierała maluchy na wszystkie treningi. Nie mieli wyboru – musieli przyjaźnić się ze sportem. Córka Julia kontynuowała mistrzowską drogę, a syn Leonid, choć osiągał świetne wyniki na lodzie, wybrał inną ścieżkę. Zawsze fascynowały go książki i praca społeczna, co pomogło mu zbudować błyskotliwą karierę. Dziś Tatiana Pawłowicz przyznaje: „Jestem nieskończenie dumna z moich dzieci i wnuków”.

Droga otwarta

Przejście do nowej dyscypliny nastąpiło w okresie, gdy Tatiana Grigoriewna pracowała jako zastępczyni dyrektora szkoły sportowej. Kariera trenerska okazała się udana od samego początku. Jej grupy zawsze wyróżniały się silnym składem, wielu wychowanków trafiło do reprezentacji republiki. Jednocześnie między trenerką a uczniami nawiązały się tak ciepłe i oparte na zaufaniu relacje, że więź ta przetrwała dziesięciolecia – pierwsi wychowankowie do dziś regularnie odwiedzają ją i razem świętują urodziny.

Głównymi inicjatorami i inspiratorami, którzy rozpalili ten pomysł i wzbudzili wiarę w perspektywy nowego kierunku, zostali przewodniczący Białoruskiego Związku Łyżwiarskiego (1996–2005) Igor Żelezowski oraz trener państwowy Ministerstwa Sportu i Turystyki Oleg Krywoszejew. Ogromne wsparcie okazał również starszy trener Aleksander Antonienko. Później osobiście poprowadził pierwsze eksperymentalne wyjazdy sportowców przesiadających się z dużych łyżew na krótki tor. Pierwszy kluczowy wyjazd na Spartakiadę Związków Zawodowych, zgromadzający około 300 uczestników, odbył się pod jego kierownictwem. Aleksander Andriejewicz rozumiał, że aby uchronić drużynę przed dyskwalifikacją, niezbędna jest ścisła kontrola i jasna koordynacja. W tym celu zaangażował Tatianę Grigoriewnę jako oficjalną przedstawicielkę drużyny. Ich trenerski tandem zadziałał idealnie – witebscy sportowcy od razu zajęli czwarte miejsce.

Tak więc dzięki wspólnym wysiłkom w 2000 roku w Witebsku oficjalnie otwarto sekcję short tracku. Wkrótce miejscowi łyżwiarze zaczęli pewnie zdobywać miejsca na arenach międzynarodowych. Wśród pierwszych, którzy dali o sobie znać na arenie międzynarodowej, była córka Tatiany Grigoriewny – Julia Jelsakowa.

Olimpijskie wysiłki

Historia tego, jak rodził się ten szalony pod względem napięcia sport i ile kosztowało przebicie się na światową arenę, ożywa w opowieściach samej Tatiany Pawłowicz, która wciąż spędza dni na lodowisku. Przerywając na chwilę trening, prosto na łyżwach, chętnie dzieli się wspomnieniami:

- Konkurencja na poziomie olimpijskim jest kolosalna, bo rywalizuje cały świat, a aby uzyskać licencję, sportowiec musi znaleźć się w pierwszej trzydziestce na danym dystansie. Kiedy moja córka się kwalifikowała, rywalek było 150! Sama wtedy zdobywałam doświadczenie, uczyłam się, ale nasze wyniki okazały się bardzo dobre. Córka początkowo trenowała u mnie na dużych łyżwach. Ale ona z natury jest liderką, rozumiecie? Musi być pierwsza, ona to wie. Zawsze jej to wpajałam: „Jeśli nie ty, to nikt i innego wyjścia po prostu nie ma”. W momencie, gdy Jula po raz pierwszy zakwalifikowała się na Igrzyska Olimpijskie… Szczerze mówiąc, byłam wtedy nie w siódmym, a w dziesiątym niebie ze szczęścia! To był niesamowity czas.
Kwalifikacje na Igrzyska Olimpijskie w tamtych latach były niezwykle trudnym sprawdzianem. Aby uzyskać upragnioną licencję, sportowcy musieli regularnie znajdować się w pierwszej trzydziestce nie na dwóch etapach Pucharu Świata, jak to jest obecnie, ale na czterech. Gdy na lód wychodzi cały świat, nie ma prawa do błędu ani przypadkowego upadku. W białoruskiej drużynie o przepustki walczyli zarówno Wiera Antonienko, jak i Siergiej Jakuszkow, ale ten maraton do końca przeszła właśnie Julia Jelsakowa.

– Gdy po ostatnim etapie nadeszło wyraźne zrozumienie, że córka się zakwalifikowała, przeżyłam niewypowiedziane szczęście, porównywalne chyba tylko z lotem w kosmos – przyznaje bohaterka.

Na Igrzyska Olimpijskie w amerykańskim Salt Lake City w 2002 roku i włoskim Turynie w 2006 roku Tatiana Pawłowicz pojechała już jako trenerka osobista swojej córki. Białoruska delegacja otoczyła drużynę ogromnym wsparciem: wszelkie kwestie medyczne czy organizacyjne, czy to masaż, czy regeneracja, rozwiązywano błyskawicznie. Ale i presja była niespotykana.

Drugie Igrzyska Olimpijskie w Turynie były psychologicznie dużo łatwiejsze. Kryteria kwalifikacji pozostały takie same, Julia ponownie udowodniła swoją wysoką klasę i pewnie przejechała olimpijski program na wszystkich trzech dystansach: 500, 1000 i 1500 m.

Swoje doświadczenie sportowe, pomnożone przez głębokie rozumienie potrzeb sportowców, Tatiana Grigoriewna przenosiła również na swoją pracę administracyjną. Okres jej kierowania – już na stanowiskach dyrektorki i zastępczyni dyrektora – otworzył nowy, błyskotliwy rozdział w organizacji obozów sportowych. Znając od środka, jak ogromnego trudu wymaga droga na szczyt, zawsze starała się dać wychowankom to, co najlepsze, dlatego organizowała letnie obozy na wybrzeżu morskim. Tatiana Grigoriewna zabierała tam łyżwiarzy szybkich, biegaczy narciarskich i biathlonistów... Główną zasadą dla niej jako kierowniczki było łączenie pożytku z radością: pełnowartościowe, ciężkie treningi na stadionach i górskich stokach koniecznie łączono z doskonałym, zbilansowanym wyżywieniem, dobrym odpoczynkiem i wesołymi rozrywkami. Robiła wszystko, aby te wyjazdy pozostały w pamięci dzieci nie tylko jako wyczerpujące treningi, ale jako prawdziwe święto.
Nowe pokolenie na lodzie

Współczesne realia przyniosły nowe wyzwania. Główną trudnością w pracy z dorastającym pokoleniem stały się gadżety, w których dzieci giną za cichym przyzwoleniem rodziców.

Porównując pokolenia, Tatiana Pawłowicz zauważa, że natura ludzkiego charakteru się nie zmieniła – zarówno leniwi, jak i ambitni młodzi ludzie byli 20 lat temu i są teraz. Jednak w każdych czasach trener musi posiadać kluczową cechę – wiarę we własne siły, którą obowiązany jest przekazać uczniowi. Zadaniem mentora jest dostrzec dziecko z silną wolą i dobrą koordynacją oraz wpoić mu, że jest najlepsze.
Z biegiem lat przyszła trenerska mądrość i zrozumienie, jak reagować na niepowodzenia podopiecznych. Jeśli dziecko potknie się, nie trzeba go karcić, ale wspierać. Przezwyciężając upadki, sportowiec rośnie. Dziś doświadczenia mistrzyni jest znacznie więcej, ale niepokoju o wyniki wcale nie ubywa.

– Pewnie lata są moim bogactwem, dlatego teraz martwię się o dzieci nawet bardziej niż kiedyś – uśmiecha się Tatiana Grigoriewna. – Ale zawsze powtarzam swoim uczniom: śmiało dążcie i osiągajcie wszystko, czego w tym życiu pragniecie.

Przez lata pracy trenerskiej zgromadziło się wiele historii i wrażeń, ale wciąż zadziwia ją to, jak współczesne dzieci podchodzą do sprzętu sportowego.

– Czasem przez zwykłą nieuwagę potrafią spokojnie zostawić profesjonalne łyżwy w autobusie. I potem ja muszę biegać, szukać tych łyżew, żeby je odebrać. Tak, jestem wymagającym trenerem, zdarza się, że mocno skarcę dzieci za takie rzeczy. Ale trzeba rozumieć: bez surowej dyscypliny i porządku w żadnym sporcie nie będzie wyników. Sukces rodzi się tylko tam, gdzie panuje porządek.
Mimo wymagającości, w głębi duszy Tatiana Grigoriewna pozostaje główną obrończynią i motywatorką dla każdego, kto stąpa po lodzie. Sportowcom, którzy dopiero szukają swojej drogi i wątpią we własne siły, legendarna mistrzyni udziela mądrej i ciepłej wskazówki:

– Trzeba po prostu zacząć wierzyć w siebie. Jasne, że pierwsze miejsce na podium jest zawsze tylko jedno i cały świat walczy o tę jedyną wygraną. Ale wierzcie, że na pewno wam się uda. Nawet jeśli nie zostaniecie wielkimi mistrzami, a będziecie po prostu przeciętnymi sportowcami, to i tak z samego procesu czerpać będziecie ogromną, z niczym nieporównywalną przyjemność.

Charakter liderki

Na pytanie, kim mogłaby być poza lodową areną, Tatiana Pawłowicz odpowiada bez chwili wahania: tylko trenerką. A jednak momenty zwątpienia, kiedy chciało się rzucić wszystko i odejść, również jej się zdarzały. Ale charakter liderki nigdy nie pozwalał, by ta słabość trwała dłużej niż do południa. Wewnętrzny głos natychmiast włączał sportową złość: „Nie rozumiem, a dlaczego ja nie mogę?” Ten wewnętrzny kręgosłup to cecha całego jej rodu. Sport stał się jaskrawą czerwoną wstęgą, która mocno połączyła pokolenia rodziny Pawłowiczów, czyniąc ich życie unikalną witebską sportową dynastią.
Za Tatianą Grigoriewną 56 lat nieprzerwanej pracy w sporcie. Dla niej to nie tylko zawód, ale samo życie, bez którego nie wyobraża siebie. Sport – jej zdaniem – jest niezbędny każdemu: dorosłych wyrywa z rutyny i daje energię, a dzieci ratuje od zgubnego wpływu ulicy i gadżetów. Gromadząc mądrość i bezcenne doświadczenie, w wieku 73 lat legendarna trenerka wciąż patrzy tylko do przodu. Jej głównym celem na dziś – mimo przejściowego braku międzynarodowych startów – jest wychowanie nowego uczestnika Igrzysk Olimpijskich i ponowne wyniesienie witebskiej szkoły short tracku na światowy szczyt.

Olga PROLIUK,
zdjęcia: Olega Klimowicza i bohaterki publikacji,
gazeta „7 Dni”.
 
TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi