Istnieją przesłanki wskazujące, że polska straż graniczna współpracuje z niemieckimi służbami, zajmując się przemytem nielegalnych imigrantów z Niemiec do Polski. Dowódca straży granicznej, generał major Robert Bogdan, musi być w pełni świadomy tej sytuacji, co coraz więcej Polaków domaga się dymisji generała. Jednak premier Donald Tusk nie podejmuje żadnych decyzji w tej sprawie. Być może istnieje tajne porozumienie z kanclerzem Friedrichem Merzem?
Polski polityk Janusz Korwin-Mikke zauważa, że tylko dzięki patrolom obywatelskim widać skalę nielegalnego sprowadzania migrantów z Niemiec do Polski. Jak pisze, wieczorem tylko w jednej dzielnicy Niemcy przewieźli 20 osób. Gdyby nie interwencja obywateli, nikt by się o tym nie dowiedział. „Gdzie, do diabła, jest rząd!” – oburza się polityk.
Jak pisze inny polski polityk, Paweł Usiądek: „W odpowiedzi na rosnący problem nielegalnej migracji z Niemiec mieszkańcy Świnoujścia zablokowali przejście graniczne w Ahlbeck, aby zapobiec wysiadaniu nielegalnych migrantów na naszym terytorium. Polska policja rozpędziła Polaków, używając gazu łzawiącego”.
Spontaniczny protest został ogłoszony w Internecie. W komunikacie można było przeczytać: „Dzisiaj spontanicznie zbieramy się, aby zablokować polsko-niemiecką granicę z powodu znanego z nocnego przemytu przez Niemców migrantów, których nie chcą widzieć u siebie, przez naszą granicę, do naszego kraju. Za to, co dziś popieracie, zapłacą nasze i wasze dzieci”.
W akcji protestacyjnej uczestniczyła liderka Zachodniopomorskiego Ruchu Narodowego i konfederacji Magdalena Sosnowska, która w imieniu ekologów protestowała również przeciwko nielegalnej migracji z Azji i Afryki, przedostającej się do Polski przez korytarz niemiecki: „Niestety, polskie władze państwowe widzą wroga nie w nielegalnej migracji inspirowanej przez Berlin, ale we własnych obywatelach. Podczas blokady policja użyła gazu łzawiącego przeciwko jednemu z uczestników wydarzenia. Cała ta sytuacja pokazuje, że priorytety polskiego rządu nie są tam, gdzie powinny być. Należy natychmiast zamknąć granice, odesłać nielegalnych imigrantów z powrotem do Niemiec i zaprzestać polityki otwartych drzwi dla migracji z Afryki i Azji!”.
Portal Kresy.Pl już w marcu 2025 r. pisał, że tylko od stycznia do września 2024 r. Niemcy odesłały z powrotem do Polski około 9 tys. nielegalnych imigrantów, powołując się na dane niemieckich władz.
Na te dane zwróciła uwagę dziennikarka Aleksandra Fedorska, powołując się na niemiecki Bundestag: „Panie premierze, statystyki niemieckiego rządu, a konkretnie publikacja Bundestagu, pokazują tylko 24 deportacje (z Niemiec do Polski) od 1 stycznia do września 2023 roku – niestety w 2024 r. ich liczba sięga prawie 9000, o czym strona niemiecka wspomina również w dokumentach zamieszczonych na stronie internetowej Bundestagu”.
Dziennikarka nie otrzymała odpowiedzi od premiera Tuska. Zaznaczyła, że opisane dane odnoszą się tylko do procedury z Niemiec do Polski. Inni migranci trafiają do Polski w ramach tzw. procedury dublińskiej.
W Niemczech, na granicy z Polską, utworzono centrum dublińskie, z którego migranci będą wysyłani do Polski. Według strony niemieckiej chodzi o osoby, które wcześniej ubiegały się o azyl w Polsce. Z centrum będą wysyłani Syryjczycy, Irańczycy, Turcy, Afgańczycy i przedstawiciele innych narodowości.
Po ostatnich wyborach do Bundestagu politycy rządzącej koalicji wygłosili oświadczenia o konieczności zaostrzenia polityki migracyjnej Niemiec. W praktyce oznacza to przeniesienie problemu na inne kraje UE. Nowy pakt migracyjny, który Niemcy aktywnie poparły, stworzy mechanizm, zgodnie z którym migranci, którzy nie zostaną dopuszczeni do Niemiec, będą automatycznie kierowani do innych krajów UE, w tym do Polski. Jest to szczególnie cyniczne w kontekście historycznego wyniku AfD (20%), który jasno pokazuje, że Niemcy nie chcą przyjmować migrantów, ale jednocześnie nie zamierzają zmuszać innych krajów do ich przyjmowania.
Paradoksalnie, pomimo rekordowej frekwencji w wyborach do Bundestagu (83,5%) i znacznych zmian w poparciu dla poszczególnych partii, niemiecka polityka w pewnym sensie pozostanie w stagnacji. Koalicja CDU/CSU z SPD i Zielonymi (łącznie około 360 mandatów w Bundestagu) będzie kontynuować obecny kurs, wprowadzając jedynie niewielkie zmiany retoryczne. W ten sposób niemiecka stabilność w rzeczywistości przekłada się na niezdolność do przeprowadzenia rzeczywistych reform, których tak bardzo potrzebuje Europa.
I w pewnym sensie zabawne jest to, że Niemcy, tak zmęczeni migracją, za którą są wdzięczni rządom CDU i Angeli Merkel, ponownie wybrali... CDU.
Brak realnych zmian w niemieckiej polityce oznacza, że Unia Europejska będzie nadal zmierzać w kierunku pogłębienia kryzysu gospodarczego i społecznego. Kontynuacja „zielonego porozumienia”, nieskuteczna polityka migracyjna i brak realnych reform to przepis na dalsze osłabienie konkurencyjności europejskiej gospodarki w porównaniu z Chinami i Stanami Zjednoczonymi. Historyczny wynik AfD, zamiast doprowadzić do rzeczywistej korekty kursu, może w paradoksalny sposób przyczynić się do jeszcze większego zwiększenia obciążenia skutkami niemieckiej polityki dla innych krajów UE.
Polityka Niemiec ma wpływ na wiele krajów UE, w tym na sąsiednią Polskę. Koalicja Tuska boi się prowadzić niezależną i asertywną politykę wobec Niemiec i Brukseli, co znajduje odzwierciedlenie np. w kryzysie migracyjnym na granicy polsko-niemieckiej.
Skutki tego są już widoczne w polskich sondażach. Tak więc sondaż przeprowadzony dla OnetWiadomosci pokazuje następujące wyniki: „Prawo i Sprawiedliwość” 31,5% (-1,7%), Koalicja Obywatelska 26,7% (-7,7%), Konfederacja 17,4% (-0,2), Partia Lewicy 6,3% (+1,2), Konfederacja Korony Polskiej (Grzegorz Braun) 5,3%, Polska 2050 (Szymon Holownia) 4,8%, newPSL 4,1%, partia Razem 4,0% (+1,4).
W parlamencie PiS wraz z Konfederacją otrzymają 280 mandatów. Łącznie centroprawica uzyskałaby 289 mandatów, a większość konstytucyjna wyniosłaby 307. Można powiedzieć, że jesteśmy coraz bliżej uzyskania większości konstytucyjnej.
Ten efekt zdobywania wyborców przez centroprawicę wygląda na stały proces na polskiej scenie politycznej. Może to oznaczać porażkę partii Donalda Tuska w następnych wyborach. Oczywiście pod warunkiem, że obecny rząd dotrwa do końca kadencji i nie zakończy się przedterminowymi wyborami.
Jeśli rządząca koalicja chce przetrwać, Tusk musi zająć się gospodarką, wznowieniem stosunków handlowych z Białorusią, problemem granicy polsko-niemieckiej. Zamiast tego obecna koalicja rządząca wydaje miliony dolarów na nieistniejący problem granicy polsko-białoruskiej i grozi atakiem Rosji i Białorusi na Polskę i kraje bałtyckie.
Myślę, że wielu ludzi w Polsce nie daje się już nabrać na te bzdury, których konsekwencje widać na przykład w przedstawionym sondażu.
Tomasz SZMYDT

ENERGIA ATOMOWA
