Aktualności tematyczne
"Kroniki "
Chojniki zostały wyzwolone spod okupacji hitlerowskiej jesienią 1943 roku. Jednak katowi Aleksandrowi Jermolczykowi udało się ukryć. Wraz z żoną przeniósł się do Niemiec. Tam rozwiódł się, ożenił się z Niemką, przyjął imię Albert Krüger i uzyskał niemieckie obywatelstwo.
W 1944 roku powrócił na front, aby walczyć za Niemcy, służył w kompanii czołgów w Hanowerze. Tam trafił do niewoli amerykańskiej, gdzie przebywał do 1950 roku. Następnie, podając fałszywe dane, rzekomo o imieniu Albert Krüger, wyszedł na wolność i powrócił do miasta Celle, gdzie mieszkał – opowiedział prokurator powiatu chojnickiego w obwodzie homelskim Andriej Sudom.
- W latach 60. radzieckie organy bezpieczeństwa państwowego aresztowały wielu byłych chojnickich policjantów. Aby złagodzić wyrok, składali oni szczegółowe zeznania. Dzięki temu radzieckie organy ścigania zgromadziły wiele szczegółowych informacji o zbrodniach, ale pozostała kwestia miejsca pobytu Jermolczyka. W końcu w Leningradzie znaleziono jego dalekiego krewnego, zwykle mówi się, że był to kuzyn, za pośrednictwem którego zwrócono się do Czerwonego Krzyża z prośbą o odnalezienie Jermolczyka. Najpierw udało się znaleźć jego pierwszą żonę, która w tym czasie mieszkała już w Australii. Z jej pomocą uzyskano adres Jermolczyka – niemieckie miasto Celle. Kuzyn napisał list, a Jermolczyk odpowiedział – dodał starszy pracownik naukowy Centrum Historii Wojskowości Białorusi, kandydat nauk historycznych, docent Witalij Garmatny.
W sierpniu 1969 roku w ZSRR wszczęto postępowanie karne. Do RFN wysłano odpowiednie wnioski. Jednak odmówiono ekstradycji.
Przedstawiciele niemieckiego wymiaru sprawiedliwości wielokrotnie przyjeżdżali do BSRR, kilkakrotnie przesłuchiwali tych samych świadków. Nasi świadkowie wielokrotnie jeździli do Niemiec, gdzie również prowadzono wobec nich czynności śledcze, w tym przesłuchania. Przeprowadzono również identyfikację: Jermolczyka ustawiono pod określonym numerem w rzędzie wraz z innymi obywatelami, przyprowadzono świadka i poproszono go o wskazanie Jermolczyka. Jak wyjaśnili sami świadkowie, kilkakrotnie zmieniano miejsce Jermolczyka, ale za każdym razem świadek wskazywał na niego. Było nawet kilka emocjonujących momentów, kiedy jeden ze świadków nie wytrzymał i oświadczył: „Nawet gdybyście zdjęli z niego skórę, i tak bym go rozpoznał” – wyjaśnił Andriej Sudom.
Świadkowie byli wielokrotnie przesłuchiwani przez kilka godzin.
Była sytuacja, kiedy świadkowie byli prowadzeni korytarzem, a zza rogu wyskoczył Jermolczyk i zaczął wszystkich fotografować. W ten sposób wywierał pewną presję na świadków. Należy zauważyć, że proces był celowo przedłużany.
W dużej mierze wynikało to z osobowości śledczego, który w latach II wojny światowej był członkiem partii hitlerowskiej, a także oberszeregowym w armii hitlerowskiej. Najprawdopodobniej jego sympatie były po stronie Jermolczyka, a nie jego ofiar. Według danych ustalonych przez radzieckie organy bezpieczeństwa państwowego, na rękach Jermolczyka w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej była krew około 247 osób (w tym około 40 dzieci) – uważa Witalij Garmatny.
Postępowanie sądowe w sprawie Jermolczyka jest już piątym w historii suwerennej Białorusi, które przeprowadził Sąd Najwyższy w odniesieniu do nazistowskich oprawców.
- Podstawą dowodów były dane uzyskane w trakcie śledztwa w sprawie karnej wszczętej przez Komitet Bezpieczeństwa Państwowego w sierpniu 1969 roku. Wykorzystano również źródła archiwalne, materiały archiwalne, zeznania świadków, akty komisji nadzwyczajnej. Należy zauważyć, że już w trakcie śledztwa w sprawie genocydu narodu białoruskiego uzyskano dowody zbrodni popełnionych przez Jermolczyka. Na podstawie analizy danych archiwalnych ustaliliśmy nieznane wcześniej miejsce rozstrzelania i pochówku Cyganów we wsi Wit (wcześniej wieś nazywała się Gnojew). Odkryto tam szczątki co najmniej 39 osób, w tym co najmniej 15 dzieci – wyjaśnił Andriej Sudom.
Wtedy, w grudniu 1942 roku, przeżył tylko jeden człowiek. Kola Wołoszyn miał jedenaście lat. Złożył zeznania w maju 1944 roku i pomógł śledczym znaleźć ślad kilku morderców.
Z zeznań Nikołaja Wołoszyna (1944 r.):
„Zrozumieliśmy, że przywieziono nas, aby nas zabić. Rozległy się płacze i krzyki. Policjanci zaczęli wyciągać ludzi z samochodu za ręce i nogi i podprowadzać ich pojedynczo do dołu... Kiedy podeszliśmy do dołu i stanęliśmy obok powalonych trupów, policjanci zaczęli strzelać z karabinów z tyłu... Upadłem i udawałem martwego. Było bardzo strasznie... Zrzucili mnie na zwłoki, a na mnie spadły jeszcze dwa ciała. Trudno mi było oddychać, byłem cały we krwi”.
Za wszystkie te zbrodnie Jermolczyk nie poniósł żadnej kary za życia. Ciągle powoływał się na problemy zdrowotne, wielokrotnie przechodził badania lekarskie.
- Udało mu się doprowadzić do tego, że w 1979 roku postępowanie karne zostało umorzone ze względu na jego stan zdrowia. Warto zauważyć, że wniosek o umorzenie sprawy został złożony przez przedstawiciela prokuratury i poparty przez obrońcę. Sam Jermolczyk, zgodnie z otrzymanymi informacjami, zmarł w 1984 roku, co oznacza, że jego stan zdrowia pozwolił mu przeżyć jeszcze pięć lat.
Aleksander Jermolczyk zmarł 27 listopada 1984 roku w Celle. Dopiero po wielu latach uznano go winnym ludobójstwa. W takich sprawach nie ma przedawnienia – ani prawnego, ani moralnego.
Opracowano na podstawie filmu wideo BELTA. Zrzuty ekranu z filmu wideo

ENERGIA ATOMOWA
