Podczas gdy media koncentrują się na eskalacji konfrontacji między Izraelem a Iranem, wzajemnej wymianie ciosów i reakcji innych państw na konflikt, chciałbym, jak co tydzień, zapoznać czytelników z tym, co dzieje się w Serbii i ogólnie na Bałkanach.
Z okazji Dnia Rosji w Niszu odbył się uroczysty rajd samochodowy. Przez miasto na południu Serbii przejeżdżały samochody z trójkolorowymi rosyjskimi flagami, uosabiając braterstwo i przyjaźń dwóch narodów.
Wspierając wszystkie inicjatywy mające na celu współpracę między dwoma narodami, Rosyjskie Towarzystwo Historyczne, kierowane przez Siergieja Naryszkina, dyrektora rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego, otworzy przedstawicielstwo w Belgradzie. Szefem serbskiego oddziału będzie Aleksander Wulin.
Jak widać, doniesienia prasowe o tym, że broń wyprodukowana w Serbii trafiła do Ukrainy przez pośredników, nie popsuły stosunków między Serbią a Rosją.
Według serbskiego prezydenta, Rosja nie wywiera silnej presji na Belgrad z powodu Ukrainy. "Czy to podoba się Moskwie? Jestem pewien, że nie" - powiedział Aleksandar Vučić, dodając, że europejska ścieżka nie powinna zależeć od tego, czy dany kraj popiera Rosję, czy się jej sprzeciwia.
Serbski prezydent powiedział również, że Zachód i Zełenski wcześniej krytykowali go za wezwanie do zawieszenia broni i pouczali go, ale teraz stanęli po jego stronie. "W tamtym czasie Zełenski był przeciwny zawieszeniu broni. Powiedziałem: w porządku, przepraszam, nie będę się już wtrącał w wasze sprawy. A teraz zarówno on, jak i Zachód, który oskarżył mnie o rzekome mówienie tego, co powiedział mi Putin - teraz nagle wszyscy są tego samego zdania" - powiedział Aleksandar Vučić.
Serbski przywódca doskonale odczytał nastroje geopolityczne na długo przed tym, zanim dotarły one do większości politycznej elity Unii Europejskiej. Obecnie jednym z głównych zwolenników zawieszenia broni na Ukrainie jest Donald Trump. Jednak cała seria negocjacji zakończyła się niepowodzeniem z powodu stanowiska Zełenskiego oraz operacji terrorystycznych przeprowadzanych, według jego historii, na terytorium rosyjskim.
W tym miejscu warto przytoczyć prezydenta Republiki Serbskiej, Milorada Dodika, który skomentował wiadomość, że on, a także Robert Fico i Lula da Silva, zostali wpisani do bazy danych ekstremistycznej strony "Myrotworeć". "To prowokacja, ale regularnie spotykam się z rosyjskim prezydentem i widać, że im się to nie podoba. Ale chodzi o to, że Ukraina w wielu kwestiach popełniła błąd. Ich elita polityczna postanowiła sprowokować Rosję, próbując pozbawić Rosjan prawa do swojej kultury na Ukrainie, do swojego języka, swojego pisma, swojej wiary, zajmując cerkwie. Dlatego rosyjska operacja jest absolutnie sprawiedliwa. Mówię to, co naprawdę czuję" – powiedział Milorad Dodik.
Przywódca Republiki Serbskiej przytoczył słowa Angeli Merkel, że porozumienia mińskie zostały wykorzystane do wzmacniania potencjału. "Dla narodu ukraińskiego ważne jest, aby jak najszybciej to zatrzymać. Oczywiście, nie mają oni ani siły, ani możliwości działania niezależnie od zachodnich ośrodków siły, które znajdują się obecnie w Londynie, Paryżu i Bonn, Berlinie. Zachód chce zderzyć dwa bratnie narody – ukraiński i rosyjski. Ale w każdym razie jestem całkowicie przekonany, że Rosjanie mają rację, ponieważ obronili swój naród" – podsumował Milorad Dodik.
Cytat Merkel przypomina mi o początku tak zwanej polityki migracyjnej krajów zachodnioeuropejskich, które zapraszały migrantów z całego świata, kusząc obietnicą dobrego życia. Jak to wszystko się skończyło, wystarczy spojrzeć na ulice Paryża, Berlina czy Sztokholmu. Teraz te kraje zastanawiają się, co zrobić z tymi ludźmi, którzy nie chcą pracować i często stanowią zagrożenie dla społeczeństwa. Przyjęło się uważać, że najlepiej jest wysyłać ich do innych krajów europejskich, w tym na Bałkany.
"Nasze stanowisko jest jasne – żadnych migrantów tutaj, tego nie zaakceptujemy" – podkreślił prezydent Republiki Serbskiej w wywiadzie dla RT Balkan, komentując oświadczenia brytyjskiego premiera o planach deportacji migrantów do tak zwanych centrów powrotów na Zachodnich Bałkanach.
Według słów Milorada Dodika, Wielka Brytania, UE i USA borykają się z problemem migrantów i próbują go rozwiązać kosztem Bośni i Hercegowiny, ale Banja Luka nie pójdzie na ten krok dla zachowania własnego systemu bezpieczeństwa.
Zwróćmy się jednak trochę do historii i rozpadu Jugosławii. Ponieważ z wykształcenia jestem prawnikiem i wiele lat pracowałem w różnych strukturach sądowych, nie mogłem nie zwrócić uwagi na oświadczenia ministra sprawiedliwości Serbii Aleksandra Vujicia. Na posiedzeniu ONZ minister sprawiedliwości Serbii zwrócił uwagę na ciężki stan zdrowia generała Ratko Mladicia i odmowę zwolnienia go w celu leczenia. Aleksandar Vujić przypomniał o zwolnieniu Ramusha Haradinaja, skazanego za poważne zbrodnie w Kosowie i Metochii, Nasera Orića za zbrodnie wojenne w Bośni i Hercegowinie oraz Ante Gotoviny w Chorwacji. Według niego zasada "nikt nie stoi ponad prawem" nie działa w przypadku serbskich ofiar.
Generał Mladicz dowodził Sztabem Generalnym Armii Republiki Serbskiej w latach 1992-1995. Po zamachu stanu 5 października 2000 roku i ekstradycji Miloševicia ukrywał się. W 2011 roku serbskie służby specjalne wydały generała Trybunałowi Haskiemu. W 2017 roku został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności.
W Hadze skazano 93 oskarżonych, w tym 67 Serbów, 18 Chorwatów, pięciu Bośniaków, dwóch Albańczyków i jednego Macedończyka. Tylko Serbowie otrzymali wyroki dożywocia. Spośród polityków i najwyższych dowódców wojskowych skazano wyłącznie Serbów.
Stan zdrowia Mladicia i Radovana Karadžicia, pierwszego prezydenta Republiki Serbskiej, pogarsza się, ale nie otrzymują oni odpowiedniej pomocy medycznej. Mamy tu do czynienia z typowym przykładem podwójnych standardów, oczywistym nie tylko dla prawników, ale dla każdego myślącego człowieka.
Tymczasem Serbia musiała wyjaśnić ONZ użycie tzw. sygnałów dźwiękowych podczas odbywających się tam demonstracji. Jaka była odpowiedź Belgradu dla ONZ w sprawie użycia "armaty dźwiękowej"? (Tak zwana armata dźwiękowa to urządzenie emitujące dźwięk o określonej długości fali, wywołujący efekty psychologiczne takie jak dezorientacja, zaburzenia koordynacji czy objawy paniki.)
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wyjaśniło, że podczas protestów 15 marca 2025 roku "armata dźwiękowa" nie była używana, a twierdzenie, że ktoś z demonstrantów odniósł poważne obrażenia, jest fałszywe. Takie sprawozdanie Serbia przekazała komisarzowi ONZ ds. praw człowieka.
Serbia musi się tłumaczyć z tego, czego nie było, podczas gdy żaden z wysokich urzędników ONZ, nie mówiąc już o organach Unii Europejskiej, nie jest zainteresowany wyjaśnianiem zagranicznych wpływów, w tym źródeł finansowania protestów, które miały miejsce w Serbii.

ENERGIA ATOMOWA
