Projekty
Government Bodies
Flag Wtorek, 17 Lutego 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
17 Stycznia 2026, 19:20

„Psy rozrywały niemowlęta na oczach matek”. Nowe szczegóły sprawy karnej dotyczącej ludobójstwa

Podczas gdy Zachód usilnie próbuje przepisać historię Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, w naszym kraju trwa bezprecedensowe pod względem skali śledztwo w sprawie karnej dotyczącej ludobójstwa narodu białoruskiego. Rozpoczęte prawie pięć lat temu, do dziś ujawnia nowe szokujące fakty dotyczące eksterminacji ludności cywilnej BSRR przez niemieckich nazistowskich najeźdźców i ich popleczników. Szczątki pochowanych żywcem starców i dzieci, szkielety matek obejmujących torturowane i zabite niemowlęta – takie znaleziska przerażają nawet doświadczonych prokuratorów i kryminalistów...

„Dane dalekie od ostatecznych”

Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa wykazało, że skala tragedii jest znacznie większa niż wcześniej sądzono. Materiały sprawy potwierdziły już, że w naszym kraju zginęło co najmniej 3 miliony ludzi, co oznacza, że zginął co trzeci Białorusin. Jednak nawet te przerażające liczby nie są ostateczne, jest przekonany zastępca szefa grupy śledczej Prokuratury Generalnej ds. sprawy karnej o ludobójstwie narodu białoruskiego Siergiej Szikunec.

Przed rozpoczęciem śledztwa uważano, że na terenie naszego kraju niemieckimi najeźdźcami faszystowskimi w latach wojny zostało całkowicie lub częściowo spalonych 9200 wsi, w tym wraz z mieszkańcami.
Na dzień dzisiejszy materiały sprawy potwierdzają liczbę 12868. Oznacza to, że w ciągu niecałych pięciu lat udało nam się ustalić ponad 3600 wcześniej nieznanych faktów zniszczenia wsi, z czego 104 to nowe siostry Chatynia, czyli całkowicie zniszczone wraz z mieszkańcami i nieodrodzone po wojnie – wyjaśnia Siergiej Szikunec. – A przecież każda z dotkniętych tragedią wsi to osobna tragedia, setki okaleczonych i zabitych, dzieci wyrwane z rodzin i uprowadzone do niewoli, ludzie skazani na głód i zimno.

– Te liczby są przerażające! – nie powstrzymuję się od komentarza. Siergiej Pawłowicz tylko współczująco kiwa głową na moją uwagę:

– Niestety, będą one tylko rosnąć. Nie bez powodu, podając liczby, najczęściej używamy wyrażenia „nie mniej”. Robimy to celowo, ponieważ w naszej pracy mamy jeszcze bardzo wiele archiwalnych informacji i danych o dotkniętych tragedią wioskach.

Prokuratorzy ustalili również 47 wcześniej nieznanych operacji karnych. Każda z nich oznacza dziesiątki tysięcy zabitych i okaleczonych. Podczas najokrutniejszych z nich, w ciągu zaledwie 4-5 dni, hitlerowcy zabili do 15 tysięcy osób.

Kolejna przerażająca liczba dotyczy obozów śmierci. Przed rozpoczęciem śledztwa uważano, że na terenie BSRR funkcjonowało ich nieco ponad 470, obecnie mówimy o 578.
- Istnieje ponad 10 rodzajów obozów śmierci (koncentracyjne, getta, stale i inne). W latach wojny na terenie naszego kraju naziści zorganizowali i prowadzili absolutnie wszystkie rodzaje obozów śmierci, w tym najbardziej nieludzkie – obozy dawców, gdzie pobierano krew od dzieci dla rannych żołnierzy Wehrmachtu – wyjaśnia Siergiej Szikunec. - Podczas śledztwa w sprawie karnej otrzymaliśmy informację, że jeden z takich obozów w latach okupacji działał w budynku jednej z wiejskich szkół w obwodzie grodzieńskim. Informacja ta została potwierdzona, a fakty, które udało się ustalić, mroziły krew w żyłach nawet doświadczonym prokuratorom i śledczym, którzy widzieli w życiu wiele. Małe dzieci były podwieszane za pachy i rozcinano im pięty. Jeszcze żywe dzieci wykrwawiały się, a krew kapała do umieszczonych pod nimi misek.

„Do dziś mam ten obraz przed oczami”.

Kolejnym ważnym kierunkiem śledztwa w sprawie ludobójstwa jest ustalenie nieznanych wcześniej miejsc eksterminacji i pochówku ludności cywilnej przez katów. Do dnia dzisiejszego odkryto już 166 takich miejsc, w 134 z nich przeprowadzono wykopaliska.

„Większość z nich to miejsca masowych pochówków, co oznacza, że spoczywają tam szczątki co najmniej 10 osób” – wyjaśnia rozmówca. „Były jednak przypadki, kiedy znaleziono pojedyncze pochówki. Do dziś mam przed oczami obraz: dwa szkielety dorosłych, a między nimi szkielet dziecka”.

W takich momentach, zauważa Siergiej Pawłowicz, widzisz nie tylko miejsce pochówku, ale tragedię całej rodziny, która w jednej chwili przestała istnieć.
- W 2025 roku zaplanowano wykopaliska w 24 miejscach - po 4 w każdym regionie. W rzeczywistości prace przeprowadzono w 29 miejscach. Kiedy pojawia się pilna informacja lub cenny świadek, który wskazuje konkretne miejsce, prowadzimy poszukiwania poza planem – zauważa Siergiej Szikunec.

Jedno z pierwszych miejsc, w których w ramach sprawy karnej przeprowadzono poszukiwania, znajduje się w uroczysku Uruczje pod Mińskiem. Zgodnie z dokumentami archiwalnymi i aktami Nadzwyczajnej Komisji Państwowej, miało tu być 10 dołów-grobów. Jednak w trakcie poszukiwań odkryto 16.

– W jednym z dołów znaleźliśmy szczątki leżącej na lewym boku dorosłej kobiety, a jej prawa ręka spoczywała na szkielecie niemowlęcia. Oznacza to, że w chwili śmierci obejmowała dziecko – opowiada Siergiej Szikunec. – Niestety, nie udało nam się ustalić przyczyny śmierci. Najprawdopodobniej zostali zastrzeleni lub pogrzebani żywcem.

Jedno z ostatnich masowych pochówków potwierdzono na obrzeżach Mohylewa. W lesie Kazimierzowskim poszukiwacze odkryli nieznane wcześniej doły egzekucyjne z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a w nich szczątki 398 osób. W powiecie połockim w obwodzie witebskim liczba ta jest jeszcze bardziej przerażająca – z ziemi wydobyto szczątki ponad 800 naszych obywateli.

- Ludzie spoczywali w pięciu dołach o wymiarach 15 na 2,5 m - podaje dane Siergiej Pawłowicz. - W powiecie żabinkowskim w obwodzie brzeskim znaleziono kolejne 200 ofiar, z czego 33 to dzieci. Tragiczne dowody ludobójstwa znajdujemy w każdym obwodzie.

Zastępca kierownika grupy śledczej nie ukrywa: w Internecie nadal od czasu do czasu pojawiają się komentarze, że po 80 latach nikt już nie potrzebuje tych wykopalisk. Szczególnie aktywne działania informacyjne tego rodzaju miały miejsce na wczesnym etapie śledztwa. Należy jednak wyraźnie zrozumieć, że wykopaliska w miejscu masowych rozstrzeliwań to nie tylko praca archeologiczna, ale także odkrywanie prawdziwych dowodów ludobójstwa.

Na początkowym etapie pracujemy z dokumentami archiwalnymi, szukamy informacji o rozstrzeliwaniach i pochówkach. Następnie udajemy się na miejsce, rozmawiamy z mieszkańcami, a później, przy pomocy żołnierzy 52. specjalistycznego batalionu poszukiwawczego Ministerstwa Obrony, prowadzimy wykopaliska. Dopiero po odkryciu szczątków otrzymujemy fizyczne dowody ludobójstwa – fakty, których po prostu nie da się podważyć – podkreśla Siergiej Pawłowicz.

Oczywiście, w tej pracy jest też aspekt ideologiczny i moralny. Na przykład, kiedy w Uruczju odkryliśmy górną warstwę szczątków kostnych, wstrzymaliśmy prace i zorganizowaliśmy zwiedzanie tego miejsca dla wszystkich chętnych mieszkańców naszego kraju. Kiedy zobaczyli szkielety dorosłych i dzieci, które splatały się ze sobą jak korzenie drzewa, kiedy spojrzeli na czaszki niemowląt, resztki zabawek i butów, wywarło to na nich niezatarte wrażenie. Na własne oczy przekonali się, jakie cierpienia przyniosła nam Wielka Wojna Ojczyźniana.

Grób znany

Niestety, identyfikacja szczątków ludzi rozstrzelanych 80 lat temu przez faszystów jest dziś praktycznie niemożliwa. Ale czasami zdarzają się cuda.

W uroczysku Uruczje, w niektórych dołach, znaleźliśmy medale żołnierskie z wypełnionymi wkładkami i zidentyfikowaliśmy szczątki żołnierza pochodzącego z Federacji Rosyjskiej. Jego bliscy przez wiele lat nie tracili nadziei, że dowiedzą się o losie tego żołnierza Armii Czerwonej, ostatni wniosek złożyli pod koniec lat 50. Przez ponad 80 lat był on uznawany za zaginionego bez wieści, a my go znaleźliśmy – opowiada Siergiej Szikunec.
Zarówno medalion, jak i szczątki zostały przekazane przez Prokuraturę Generalną kolegom z Rosji. W ten sposób po ośmiu dekadach żołnierz powrócił do ojczyzny. Imię innej ofiary nazistów, pochowanej w tym samym miejscu, udało się ustalić dzięki zegarkowi naręcznemu z dedykacją. Siergiej Pawłowicz opowiedział jeszcze o jednym niezwykłym przypadku. Miał on miejsce w agromiasteczku Kokowczyno w obwodzie witebskim.

Do dyspozycji prokuratorów trafiły archiwalne dokumenty, z których wynikało, że na obrzeżach miejscowości rozstrzelano kilka żydowskich rodzin. Rozpoczęto weryfikację danych, przesłuchiwano mieszkańców, odwiedzano każdy dom. Udało się znaleźć mężczyznę, który wiedział, gdzie pochowano te osoby – jego ojciec został zmuszony przez kata do zakopania ciał. To właśnie ten mężczyzna wskazał miejsce spoczynku szczątków. Inna mieszkanka Kokowczyna przypomniała sobie, że jednej dziewczynce udało się tego dnia uniknąć rozstrzelania. Kiedy ludzie byli pędzeni na miejsce egzekucji, ona wyskoczyła z tłumu. Rodzice tej świadka wraz z innymi sąsiadami ukrywali uciekinierkę.

Dziewczynka nie tylko przeżyła wojnę, ale także dożyła głębokiej starości, umierając zaledwie kilka lat przed rozpoczęciem śledztwa w sprawie karnej. Niemniej jednak prokuratorom udało się odnaleźć jej córkę, która obecnie mieszka w Rosji. Przyjechała ona do tej wsi i w końcu zobaczyła miejsce, w którym spoczywają jej dziadkowie.

- Przez wiele lat pracowałem jako śledczy i codziennie widziałem śmierć. Ale kiedy słucha się wspomnień naocznych świadków tych wydarzeń, zadziwia fakt, jak ludzie byli w stanie przeżyć te okropności - przyznaje Siergiej Pawłowicz. - Do głębi duszy poruszyła mnie brutalność, z jaką naziści rozprawiali się z ludźmi w jednej z wsi w obwodzie brzeskim. Tam zmuszano matki do patrzenia, jak psy najpierw rozszarpały ich niemowlęta, a potem rozrzuciły szczątki rozszarpanych ciał po wsi. Kobiety nie były w stanie przeżyć takiego okrucieństwa, oszalały z żalu. Ale w archiwach znaleźliśmy wspomnienia ludzi, którzy widzieli to na własne oczy. Są też świadkowie, którzy do dziś pamiętają takie historie. Staraliśmy się dotrzeć do każdego z nich, wypytać i zapisać wszystko, co wiedzą, aby przekazać to kolejnym pokoleniom.

Zbrodnie bez przedawnienia

Kolejnym ważnym kierunkiem śledztwa jest pociągnięcie do odpowiedzialności nazistowskich zbrodniarzy i ich pomocników, którzy uniknęli kary. W historii suwerennej Białorusi wydano już pięć wyroków skazujących wobec faszystowskich morderców.

Są tacy, którzy krytykują nas za to, mówiąc: po co osądzacie zmarłych? Po pierwsze, aby otworzyć oczy potomkom i pokazać, czym zajmowali się ich dziadkowie i pradziadkowie. Po drugie, te wyroki sądowe potwierdzają sam fakt ludobójstwa i szczegółowo opisują zbrodnie. Ponadto kształtują one poczucie nieakceptowania prób heroizacji nazizmu – wyjaśnia Siergiej Szikunec.

Sprawa karna przeciwko Niemcowi Hansowi Oigenowi Ziglingowi, oskarżonemu o ludobójstwo narodu białoruskiego, zostanie rozpatrzona przez Sąd Najwyższy 26 stycznia. Zgodnie z materiałami sprawy oskarżony, kierując najpierw ukraińską kompanią policyjną, a następnie utworzonym na jej bazie 57. batalionem policji ochronnej, wykonywał zbrodnicze rozkazy wyższych dowódców nazistowskich Niemiec. Zorganizował masowe mordy co najmniej 1706 osób, wśród których było co najmniej 238 dzieci.
Podczas procesu nie tylko pokazujemy prawdziwe oblicze oskarżonych, ale także ujawniamy przyczyny, dla których nie zostali oni pociągnięci do odpowiedzialności. Od razu staje się też jasne, które kraje są lojalne wobec nazizmu. Na przykład jeden z najbardziej bezlitosnych katów Chatynia, Władimir Katriuk, osobiście zabił co najmniej 393 cywilów, a jego akt oskarżenia obejmuje 12 epizodów, czyli 12 spalonych wraz z ludźmi wsi – a mimo to przeżył długie życie w Kanadzie. Związek Radziecki domagał się jego ekstradycji już w latach 80. ubiegłego wieku, ale władze tego kraju odmówiły, choć doskonale wiedziały, co zrobił ten zbrodniarz – podkreśla Siergiej Szikunec.

Dowódca 1. kompanii 118. ukraińskiego batalionu policji ochronnej Osip Winnicki, którego 17 października ubiegłego roku Sąd Najwyższy uznał za winnego ludobójstwa narodu białoruskiego, również po wojnie uniknął kary. Osiedlił się w Kanadzie, gdzie z powodzeniem obronił doktorat z nauk słowiańskich i przez wiele lat pracował jako dyrektor ukraińskiego krajowego związku kredytowego. Kolejny oprawca, Białorusin Semen Serafimowicz, pod którego dowództwem zamordowano co najmniej 3500 cywilów, w tym 519 dzieci, po wojnie ukrył się w Wielkiej Brytanii.

– W naszej sprawie karnej mamy wystarczające informacje o nazistowskich zbrodniarzach, którzy uniknęli kary, i ich pomocnikach. Dlatego takie procesy będą nadal organizowane – podkreślił Siergiej Szikunec.

Śledztwem w sprawie karnej dotyczącej ludobójstwa zajmują się prokuratorzy wszystkich szczebli: od okręgowego do Prokuratury Generalnej. Pomagają im w tym pracownicy Komitetu Śledczego, Państwowego Komitetu Ekspertyz Sądowych, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Ministerstwa Obrony, pracownicy innych organów państwowych i organizacji. Tysiące ludzi pracują nad wspólnym celem – ustaleniem jak największej liczby faktów dotyczących zbrodni popełnionych przez oprawców, pociągnięciem ich do odpowiedzialności, ochroną pamięci historycznej i zapewnieniem ideologicznej ciągłości pokoleń.

Julia GAWRILENKO,
gazeta „7 dni”.-0-
Świeże wiadomości z Białorusi