Weteran Iwan Lemieszew poszedł na front w wieku 17 lat jako ochotnik i walczył z wrogiem aż do samego Zwycięstwa. Przeszedł praktycznie wszystkie gorące punkty Wielkiej Wojny Ojczyźnianej: bronił Moskwy, walczył z faszystami pod Stalingradem, sforsował Don i wyzwolił Wiedeń. W 1945 roku Iwan Adamowicz wziął udział w dwóch defiladach Zwycięstwa – w Wiedniu i Moskwie!
Jedenastu odważnych
O wyczynach tego legendarnego człowieka dowiedzieliśmy się dzięki jego córce Ludmile i jej mężowi Jurijowi. Po przeczytaniu o naszym projekcie rodzina ta natychmiast skontaktowała się z dziennikarzem i zgodziła się przekazać gazecie kopie zdjęć Iwana Adamowicza. Kilka tygodni później Jurij Chamczukow przyjechał do redakcji, aby opowiedzieć historię życia swojego bohaterskiego krewnego.
- Wszyscy jesteśmy dłużni ludziom tego pokolenia. Opowiedzieć o ich wyczynach to najmniej, co możemy dzisiaj zrobić – zauważył Jurij Dmitriewicz. - Z Ludmilą, córką Iwana Adamowicza i moją przyszłą żoną, chodziliśmy do tej samej klasy. Dlatego też znałem go praktycznie od dzieciństwa. Już wtedy wiedziałem, że był uczestnikiem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Jednak o tym, że mój teść brał udział w Defiladzie Zwycięstwa, dowiedziałem się znacznie później, kiedy już pobraliśmy się z Ludmilą. Najbardziej zapadającym w pamięć momentem, o którym opowiadał mi Iwan Adamowicz, było jego spotkanie ze Stalinem. Kolumna, w której maszerował, przechodziła tuż obok mauzoleum, więc mógł dokładnie przyjrzeć się Najwyższemu Głównodowodzącemu. Podobnie jak wielu uczestników tej Defilady, zapamiętał przygotowania i długie próby.
Iwan Lemieszew był synem kowala, urodził się we wsi Zaguzje w powiecie uszaczskim w obwodzie witebskim. Przed wojną zdążył ukończyć szkołę, często pomagał ojcu, pracując jako pomocnik i wykonując bardzo ciężką pracę. Czasami nastolatek musiał przez cały dzień pompować miech kowalski. Nie tak wyobrażał sobie swoje życie, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, wyjechał na naukę do szkoły fabryczno-zakładowej w mieście Lepel.
- Kiedy zaczęła się wojna, miał zaledwie 17 lat - kontynuuje swoją opowieść Jurij Dmitrijewicz. - Iwan Adamowicz i jego kumple zostali ewakuowani do Penzy. A już w sierpniu 1941 roku zgłosił się na ochotnika do wojska. Po krótkim szkoleniu trafił do 214. brygady powietrznodesantowej 4. korpusu powietrznodesantowego Frontu Zachodniego. Iwan Adamowicz opowiadał, że wielu żołnierzy Armii Czerwonej, tak jak on sam, było młodymi, niedoświadczonymi chłopakami. Ale ramię w ramię z nimi walczyli również doświadczeni żołnierze, uczestnicy wojny domowej. To właśnie oni podpowiadali wczorajszym chłopcom, co i jak mają robić, chronili ich przed Niemcami, którzy na początkowym etapie byli znacznie bardziej doświadczeni w sprawach wojskowych.
Praktycznie od razu młody spadochroniarz włączył się do walki: już pod koniec września 1941 roku miał okazję uczestniczyć w obronie Moskwy. Oddział Iwana Adamowicza został wysłany do powiatu znamenkiego pod Wiaźmą, gdzie wyróżnił się w walce o wieś Tarakanczyki. Wtedy wrogowi przeciwstawiło się zaledwie 11 osób, wśród których był nasz bohater. Za tę walkę Iwan Adamowicz został odznaczony Orderem Czerwonej Gwiazdy.
W tych bitwach osłaniał odejście wojska z karabinem maszynowym. Kontynuował ostrzał wroga nawet wtedy, gdy nasze wojska wycofały się już na bezpieczną odległość. W pewnym momencie poczuł lekkie uderzenie w głowę. Odwrócił się i zobaczył swojego kolegę, który krzyczał: „Towarzyszu, czas uciekać! Zaraz nas otoczą i będzie po tobie”. Dzięki temu mężczyźnie Iwan Adamowicz zdołał wyjść z tego cało.
Sześciu za cały batalion
18 stycznia 1942 roku rozpoczęła się operacja desantowa pod Wiaźmą, którą historycy nazywają jedną z największych tego typu operacji przeprowadzonych podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Desantowcy zadali wówczas wrogowi znaczne straty. Niestety, zapłacili za to wysoką cenę:
- Proszę sobie wyobrazić: zostali zrzuceni w styczniu, a resztki żołnierzy wyszły dopiero w maju. Wielu towarzyszy broni Iwana Adamowicza zginęło w tych walkach. On sam niejednokrotnie był o krok od śmierci, bardzo osłabiony po chorobie. Opowiadał, że gdyby nie miejscowi mieszkańcy, na pewno by nie przeżył – mówi Jurij Chamczukow. – Kiedy się wycofywali, Iwan Adamowicz pozostał w tyle, a za nim podążył faszysta – najwyraźniej chciał go schwytać żywcem. Strzelanie do ruchomego celu było bardzo trudne, zwłaszcza gdy sam biegniesz, ale Iwanu Adamowichowi udało się jednak zlikwidować wroga. Co prawda, musiał pozwolić mu zbliżyć się jak najbliżej. Później, podchodząc do niego, mój teść zdał sobie sprawę, że to nie był Niemiec – mundur był inny. Okazało się, że ścigał go fiński żołnierz. Hitlerowcy zatrudniali tych mistrzów „wojny leśnej” do walki z naszymi partyzantami i spadochroniarzami.
Nieco później w tym samym roku Iwan Lemieszew brał udział w forsowaniu Donu w okolicy wsi Grigorjewka, długo utrzymując przyczółek. Za te walki został odznaczony medalem „Za odwagę”. W liście pochwalnym jest tylko kilka zdań. Ale za to jakich! „Łącznik 3. Gwardyjskiego Batalionu Strzelców Gwardii Armii Czerwonej Lemieszew 18 sierpnia 1942 roku zlikwidował gniazdo karabinów maszynowych wroga. 5 października 1942 r. w obwodzie stalingradzkim sześciu żołnierzy Armii Czerwonej pod dowództwem towarzysza Lemieszewa utrzymywało obronę przeznaczoną do obrony batalionu. A 8 października 1942 r. pod ostrzałem moździerzowym i karabinowym przywrócił przerwane połączenie”.
Później dowództwo wysłało Iwana Lemieszewa na kursy do szkoły oficerskiej pod Moskwą, a stamtąd – jako dowódcę oddziału plutonu piechoty zwiadowczej 332. pułku strzelców gwardii 104. dywizji strzelców gwardii. Brał udział w walkach nad jeziorem Balaton, w zajęciu Węgier i Austrii. 14 kwietnia 1945 roku podczas bitwy pod wsią Puttenbrug Iwan Lemieszew zniszczył karabin maszynowy wraz ze zespołem. Zwiadowcy jako pierwsi wtargnęli do okopów wroga i zlikwidowali 15 niemieckich żołnierzy. Za to został odznaczony Orderem Chwały III stopnia.
- Po raz kolejny wyruszywszy na zwiady, Iwan Adamowicz wraz z żołnierzami usłyszeli strzały naszych żołnierzy. Zdezorientowani, nie rozumieli, co się dzieje. Natychmiast wycofali się. Wtedy poinformowano ich o zwycięstwie! Tak mój teść dowiedział się, że wojna się skończyła - mówi Jurij Chamczukow.
Iwan Lemieszew był świadkiem dwóch Defilad Zwycięstwa. Podczas pierwszej, która odbyła się w Wiedniu 11 maja 1945 roku, nasz bohater był nie tylko uczestnikiem, ale także chorążym! Później ze stolicy Austrii udał się prosto do Moskwy, gdzie 24 czerwca przemaszerował paradnym krokiem przez Plac Czerwony!
Julia GAWRILENKO,
zdjęcia udostępnione przez rodzinę Iwana Lemieszewa,
„7 dni”
* Projekt powstał dzięki funduszom celowym na produkcję treści krajowych

ENERGIA ATOMOWA
