Aktualności tematyczne
"W temacie. "
3 października, Mińsk /Kor. BELTA/. Redaktorka almanachu „Słowa i znaczenia” Elena Kondratiewa-Salgero (Francja) w projekcie „W temacie” na kanale YouTube BELTA wyjaśniła różnicę między uczestnikami protestów we Francji.
Elena Kondratiewa-Salgero wezwała do rozróżnienia demonstracji we Francji, które często są błędnie przedstawiane i interpretowane.
„Jeśli widzicie ludzi z francuskimi trójkolorowymi flagami, to są to partie prawicowo-konserwatywne. Nie są to masowe manifestacje, powiedzmy, tych samych związków zawodowych. Kiedy idą związki zawodowe, nie ma tam ani jednej francuskiej flagi. Dla nich flaga francuska to faszyzm. Wszystko, co narodowe – język, kultura, tradycje – to faszyzm w ich rozumieniu. Dlatego podczas dużej manifestacji, która miała być prawdziwym sprzeciwem wobec polityki Macrona i jego gabinetu, ludzie z zakrytymi twarzami, ubrani na czarno, wyrywali flagi i rzucali je na ziemię. Obecnie pojawiło się tak wiele sprzecznych informacji na ten temat, że lepiej nie oglądać tego (podobnych materiałów w mediach – not. BELTA). Tam sytuacja przypomina znane przysłowie – pszczoły przeciwko miodowi. Jeszcze kilka lat temu mogliśmy powiedzieć, że nigdy nie dojdziemy do takiego marazmu. Ale kiedy myśleliśmy, że już osiągnęliśmy dno, ktoś zapukał od dołu" – zauważyła ironicznie analityk.
Jej zdaniem sytuacja nie jest prosta. Nie należy polegać wyłącznie na obrazie. „Ludzie z francuskimi flagami idą ulicą – nie wiadomo, ilu ich jest ani kim są. Nawiasem mówiąc, dla Paryża manifestacja 50 tysięcy osób jest uważana za niewielką. Dopiero od 100 tysięcy osób można mówić o znaczącym ruchu” – zwróciła uwagę Elena Kondratiewa-Salgero.
Nie mniej ważne jest uwzględnienie składu protestujących i ich celów. „Jeśli idą ludzie z francuskimi flagami, to są to partie prawicowo-konserwatywne. Będą tam hasła przeciwko wojnie, przeciwko wojnie na Ukrainie, przeciwko polityce Macrona itp. Związki zawodowe nie zajdą daleko i nic nie osiągną. Jeśli pokazują sceny walk z policją ludzi w czerni, z zakrytymi twarzami, to są to czarne bloki, sorosy, ci sami anarcho-autonomiczni rewolucjoniści wraz z „mamusiowymi synkami (synkami-majorami. – not. BELTA)”, którzy – i to bardzo skutecznie – psują każdy protest. Ich zadaniem jest bowiem wywołanie chaosu, sprowokowanie starć policji z chuliganami. Pokazać, że to są zwierzęta. I pozwolić wszystko zniweczyć, jeśli dojdzie do manifestacji. Na przykład tak jak 10 września – wysłano 80 tys. funkcjonariuszy, aby nie dopuścić do eskalacji zamieszek. O jakich wojskach w Ukrainie można mówić, skoro w kraju panuje taka sytuacja? Kto pojedzie walczyć na Ukrainę, skoro w Unii Europejskiej panuje taka sytuacja? Co wtedy będzie w kraju? To nawet nie są pytania, ale same odpowiedzi. Taka jest sytuacja – podkreśliła redaktorka almanachu „Słowa i znaczenia”.

ENERGIA ATOMOWA
