Projekty
Government Bodies
Flag Wtorek, 17 Marca 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
15 Lutego 2026, 15:00

"Posadzono mnie przy zestawie perkusyjnym i powiedziano, że będę grał jazz". Historia tego perkusisty jest jak z filmu 

Relacje z jazzem Andriej Sławinski rozpoczął w dzieciństwie. Teraz przekazuje zdobyte doświadczenie i wiedzę na temat gry na perkusji przyszłym muzykom, a także aktywnie popularyzuje swój ulubiony kierunek i jest producentem niezwykłych koncertów. Można na nich nie tylko posłuchać jazzu, ale także dowiedzieć się o nim więcej. Porozmawialiśmy z perkusistą o karierze i głęboko osobistych projektach, które zajmują szczególne miejsce w jego sercu. 

Pierwszy w orkiestrze dziecięcej 

Andriej Sławinski od najmłodszych lat jest zanurzony w muzycznym świecie. Jego starszy brat był liderem zespołu wokalno-instrumentalnego, a jego matka uwielbiała śpiewać, gdy rodzina i przyjaciele spotykali się na święta. 

- Mój brat i ja mamy dużą różnicę wieku, i z zainteresowaniem obserwowałem, jak śpiewa i gra na gitarze. Ale zawsze pociągały mnie instrumenty perkusyjne. Dlatego jeszcze jako dziecko zacząłem szukać, gdzie można nauczyć się na nich grać - wspomina Andriej Sławinski.
Tak więc w jego życiu pojawiła się szkoła muzyczna, w której nasz rozmówca opanował podstawy muzyki klasycznej i dętej. Jednak zestaw perkusyjny interesował znacznie bardziej. Dlatego chłopiec równolegle z głównym programem samodzielnie uczył się podręczników i opanował niektóre elementy gry na perkusji. Znajomość teorii przydała się, gdy wśród stołecznych szkół muzycznych ogłoszono rekrutację do pierwszej dziecięcej orkiestry jazzowej. 

- Gra na perkusji nie była wtedy nauczana w żadnej ze szkół w Mińsku, jednak selekcja była. W końcu byłem jedynym wśród kandydatów, którym udało się zagrać na perkusji. Więc zostałem przyjęty do orkiestry jazzowej - mówi z dumą Andriej Anatoliewicz. - Posadzono mnie przy zestawie perkusyjnym i powiedziano, że będę grał jazz. Wtedy nie rozumiałem zbytnio stylów i kierunków muzyki. Ale z czasem zacząłem zwracać uwagę, że jazz brzmi trochę inaczej i przypomina rock swoją energią i rytmem. Zanurzając się i poznając bliżej ten kierunek muzyki, dowiedziałem się, że jazz był prekursorem rocka. 

Zaproszenie od maestro Finberga

Na początku lat 80. w ZSRR były tylko trzy dziecięce orkiestry jazzowe, które spotykały się na różnych festiwalach. Dzięki temu Andriej Sławinski poznał najlepszych przedstawicieli radzieckiego jazzu. Epokowy dla rozmówcy był festiwal "Złota Jesień" w Witebsku, gdzie młodego człowieka za zestawem perkusyjnym zauważył kierownik jednej z wiodących orkiestr jazzowych ZSRR Kim Nazaretow.
- W wieku 15 lat otrzymałem zaproszenie do Rostowskiego Konserwatorium im. S. W. Rachmaninowa. W tym czasie pracowali tam czołowi nauczyciele jazzu, którzy odbyli staż w Kanadzie i mieli najlepszą metodykę nauczania gry na perkusji - zauważa Andriej Anatoliewicz i twierdzi, że to rostowska szkoła położyła fundament, który w przyszłości pozwolił zrealizować jego potencjał twórczy.
W latach studenckich nasz rozmówca został perkusistą w orkiestrze jazzowej Kima Nazaretowa. W 1995 roku, podczas tournée po Soczi, poznał członków orkiestry Count Basie, jednego z wiodących zagranicznych zespołów, które wpłynęły na wielu muzyków na całym świecie. Po każdym oficjalnym koncercie odbywały się jam session, podczas których instrumentaliści spotykali się i grali znane wszystkim motywy jazzowe. 

- Każdy wykonawca zna standardy jazzowe. Ponadto ten kierunek opiera się na improwizacji, komponowaniu muzyki w momencie jej wykonania. Wyjątkowość jam session polega na tym, że każdy uczestnik wyraża swoje pomysły, emocje i postawy wobec świata poprzez muzykę. Dlatego jazz jest dla mnie tak atrakcyjny, pozwala najdokładniej przekazać wewnętrzny stan umysłu - wyjaśnia Andriej Anatoliewicz.

Po ukończeniu Konserwatorium w Rostowie jazzman otrzymał zaproszenie do Narodowej Orkiestry Akademickiej od białoruskiego maestro Michaiła Finberga. 

- Miał pewien talent i zgromadził w swoim zespole najlepszych muzyków z całego ZSRR. Miałem wtedy okazję pojechać do Moskwy, ale mimo to wybrałem Mińsk i Orkiestrę Narodową, w składzie której byłem przez 14 lat - zauważa Andriej Anatoliewicz. 

Głęboko osobisty projekt

Zdobyte doświadczenie, życie koncertowe i tournée popchnęły naszego bohatera do pomysłu stworzenia własnego projektu. 

- Chciałem zrealizować coś własnego, więc musiałem odejść z orkiestry - mówi Andriej Sławinski.

Muzyk początkowo zajmował się produkcją programów jazzowych, gdzie zbierał najlepszych wykonawców stolicy. Następnie pojawiły się projekty "Improwizacja", "Kino i jazz", "Jazz dla dzieci". Podczas dwóch ostatnich goście dowiadują się, że takie kierunki sztuki jak kino i jazz powstały praktycznie w tym samym czasie.
"Kino i jazz" to głęboko osobisty i rodzinny projekt, który Andriej Anatoliewicz prowadzi wraz z żoną, wielkim fanem muzyki i kina. Według rozmówcy, wyjątkowość pomysłu polega na tym, że białoruski widz i słuchacz poprzez historie z tematycznym głosem w jazzowym stylu zapoznają się ze światowymi arcydziełami kina. 

- Istnieje podobny projekt dla dzieci, opowiadamy im o złotej kolekcji filmów i kreskówek nakręconych na "Belarusfilm". Takie spotkania są bardzo poszukiwane i tworzą dobry gust dla wysokiej jakości i dobrych filmów, w których muzyka stała się integralną częścią. Dzieci i dorośli zapoznają się z tymi rodzajami sztuki i zdają sobie sprawę, jak bardzo są ze sobą spokrewnione - mówi Andriej Sławinski.

Kolejny projekt muzyka - "Jazz dla dzieci" - stał się nie tylko koncertem, ale interakcją na żywo. Dzieci wchodziły na scenę, grały razem z profesjonalistami i uczyły się wyczuwać muzykę od wewnątrz. 
- Zadaniem nie było zapamiętanie utworu lub motywu, ale zaangażowanie dziecka w proces, zrozumienie żywej interakcji orkiestry lub zespołu na scenie. Ponieważ są niuanse w sztuce, których nie można opowiedzieć i wyjaśnić. Zrozumienie tych subtelności następuje tylko wtedy, gdy dziecko widzi, jak robią to dorośli, i naśladuje ich - zauważa Andriej Anatoliewicz.

Według niego nawet ci, którzy uważali muzykę jazzową za bardzo trudną, po koncertach "Jazz dla dzieci" zmieniali się i odkrywali w sobie miłość do tego kierunku.

- Staram się, aby ludzie dostali emocje, po które przyszli, i poczuli na sobie interakcję z muzyką na żywo. Na tym polega moje zadanie jako producenta - podkreśla Andriej Sławinski.   
Powrót do rodzimych murów

Andriej Sławinski uczy również w klasie instrumentów perkusyjnych w Muzycznej Szkole Artystycznej dla Dzieci nr 14 w Mińsku, w której kiedyś uczył się sam. Powrót do rodzimych murów był przełomowym wydarzeniem dla naszego bohatera, ponieważ na scenie tej placówki edukacyjnej rozpoczęła się jego twórcza podróż. 
W swojej metodzie nauczania rozmówca wykorzystuje "zasadę jazzu", która pozwala dostosować się do dowolnego charakteru i temperamentu dziecka, wybrać styl, który pomoże rozwinąć potencjał twórczy ucznia. W ten sposób muzyka jazzowa znajduje swojego słuchacza.
- Wydaje mi się, że bardzo ważnym zadaniem każdego artysty jest przekazanie zdobytego doświadczenia i wiedzy, nauczenie dzieci prawidłowego rozumienia, interakcji i kochania muzyki. Nie można tego zrozumieć tylko za pomocą filmików na YouTube, materiałów edukacyjnych i książek. Ponieważ kluczową rolę odgrywa żywa komunikacja i atmosfera, którą dziecko odczytuje podczas zajęć. Tylko w ten sposób można uzyskać wynik i zadbać o twórczą przyszłość naszego kraju - twierdzi Andriej Sławinski. 

Równowaga i cisza wśród kwiatów

Nasz rozmówca spotkał się z przyszłą żoną po jednym z koncertów. Muzyk zainteresował dziewczynę, i ona zaproponowała mu nagranie wywiadów, które często robiła ze znanymi artystami i twórcami. 

- Wywiad opublikowano miesiąc po naszej rozmowie, półtora roku później oświadczyłem się jej. A po sześciu miesiącach związku oficjalnie staliśmy się rodziną - uśmiecha się nasz bohater.
Syn Sławinskich wybrał drogę nauki i podąża śladami matki, która ma dwa wykształcenia wyższe, przy czym jedno z nich na kierunku „metodologia nauki”. Teraz przeszedł konkurs na szkolenie w Narodowym Parku Technologicznym dla Dzieci, a jego praca stała się jedną z najlepszych. Andriej Sławinski wspiera syna we wszystkim i jest pewien: w naszym kraju stworzono wszystkie warunki, aby dzieci mogły się rozwijać i doskonalić w tym kierunku.

Poza sceną i nauczaniem nasz rozmówca odnajduje równowagę w ciszy wśród kwiatów i roślin rozmieszczonych w całym mieszkaniu. Opiekę nad nimi porównuje do procesu twórczego. 

- Trzeba stworzyć warunki, aby muzyka brzmiała, tak samo jest z kwiatami. Znajdujesz dla nich miejsce z odpowiednim oświetleniem, podlewasz je i karmisz. Ale nie zmusisz je do szybszego wzrostu. Często obserwowałem ten efekt: kiedy roślinie nie przeszkadzasz, rozrasta się samodzielnie. Tak samo muzyka nie może być tworzona pod presją. Najpierw uczysz się, ćwiczysz, potem relaksujesz się i pozwalasz, by wiedza się uspokoiła, a potem muzyka sama z ciebie wylewa. Pielęgnacja kwiatów pozwala poczuć i zrozumieć ten moment. Wyjaśniam to uczniom na zajęciach, mówię, że pałeczki grają same. Dziecko czasami pyta: "Dlaczego więc jestem potrzebny?". Odpowiadam w ten sposób: "Jesteś potrzebny, aby pałeczki zaczęły grać same" - mówi jazzman.

W przyszłości muzyk marzy o realizacji swoich projektów na dużej scenie, aby dowiedzieli się o białoruskim jazzie w przestrzeni postradzieckiej, w Europie i Ameryce. W planach jest również pozyskanie jeszcze większej liczby osób do swoich już istniejących projektów.
- Wielu muzyków narzeka, że teraz nie ma tych samych słuchaczy, którzy byli wcześniej. To nie jest tak. Przecież dzieci, które uczestniczą w projektach, szybko dorastają i po dziesięciu latach stają się publicznością z dobrą znajomością i zrozumieniem muzyki, właśnie one będą przychodzić na wasze koncerty - podsumowuje Andriej Sławinski. 

Wadim KONDRATIUK, 
zdjęcia Nikołaja PIETROWA i z osobistego archiwum bohatera publikacji,
gazeta "7 dni". 
Świeże wiadomości z Białorusi