Polski krajobraz polityczny po wyborach przypomina pobojowisko. Karol Nawrocki, popierany przez partię Prawo i Sprawiedliwość, odniósł zwycięstwo, wyprzedzając kandydata Platformy Obywatelskiej Rafała Trzaskowskiego. Przewaga Nawrockiego wyniosła 1,78%. Dało to natychmiast pretekst niektórym politykom Platformy Obywatelskiej do twierdzenia o fałszerstwach na korzyść Karola Nawrockiego.
Otrzymano bardzo dużą liczbę protestów, ale według informacji rzecznika Sądu Najwyższego ponad 80% z nich było tak niedoskonałych, że musiały zostać pozostawione bez rozpatrzenia. Według pojawiających się doniesień, wiele z tych protestów wyborczych zawierało numer PESEL Romana Giertycha i zostało sporządzonych przez inne osoby. Można przypuszczać, że autorzy korzystali z szablonu przygotowanego przez adwokata, tylko nie zdawali sobie sprawy, że w tego rodzaju zapisach konieczne jest podanie własnego numeru identyfikacyjnego.
Premier Donald Tusk początkowo trzymał się z daleka od tej inicjatywy. Jednak po pewnym czasie sytuacja się zmieniła. Tusk zamieścił wpis, w którym publicznie pyta: "Panowie Andrzej Duda, Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński – nie jesteście tak zwyczajnie po ludzku ciekawi, jakie są prawdziwe wyniki głosowania? Na pewno jesteście. A jak wiadomo, uczciwi nie mają się czego bać".
Wpis Tuska wskazuje na możliwość masowych fałszerstw wyborczych.
Pozostaje się tylko dziwić, jak koalicja Tuska dysponująca pełnym pakietem uprawnień, w tym kontrolą nad służbami specjalnymi, mogła dopuścić do takiego zjawiska. Wydaje się to po prostu niemożliwe.
Zmiana taktyki Tuska może wiązać się z bardziej sztywnym stanowiskiem Komisji Europejskiej, która była bardzo niezadowolona z porażki Trzaskowskiego. KE wszczęła kolejną procedurę przeciwko Polsce, oskarżając rząd o brak rzeczywistego postępu w realizacji reform warunkujących wypłatę funduszy unijnych. Komisja Europejska wszczęła kolejną procedurę przeciwko Polsce, oskarżając rząd o brak rzeczywistego postępu w realizacji reform, które są podstawą przyznawania środków UE. Mimo deklaracji Warszawy o gotowości do dialogu, Bruksela daje do zrozumienia, że cierpliwość się wyczerpuje – stawką są dziesiątki miliardów euro z Krajowego Planu Odbudowy i polityki spójności.
I wreszcie Komisja Europejska ogłosiła rozpoczęcie procedury naruszeniowej przeciwko Polsce, koncentrując się przede wszystkim na jej niezdolności do przeprowadzenia kluczowych reform w dziedzinie praworządności. Urzędnicy UE nie pozostawiają złudzeń co do swojej oceny sytuacji. Choć polski rząd podejmuje działania na rzecz reformy systemu sądownictwa, Bruksela uważa je za niewystarczające.
Główna uwaga skupia się na środkach z krajowego planu odbudowy (KPO), ale Bruksela ostrzega, że ryzyko ograniczeń może rozszerzyć się również na inne źródła finansowania, w tym na fundusze polityki spójności – kluczowe dla rozwoju infrastruktury regionalnej i inwestycji lokalnych. Chodzi o środki z budżetu na lata 2021-2027, obejmujące m.in. transformację energetyczną, cyfryzację i ochronę środowiska.
W oficjalnym komunikacie Komisja zaznaczyła, że Polska do tej pory nie wypełniła swoich zobowiązań w ramach unijnych mechanizmów warunkowości. Oznacza to, że w nadchodzących tygodniach możliwe są dalsze kroki prawne, w tym skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE.
Władze w Warszawie nie ukrywają swojego zaskoczenia decyzją Komisji. Wiceminister ds. funduszy i polityki regionalnej przyznał, że krok Brukseli jest "zaskakujący i niezrozumiały", zaznaczając jednocześnie, że dialog z KE będzie kontynuowany.
Polska nie otrzymała jeszcze większości środków z krajowego planu, który wynosi ponad 50 mld euro. Do tego dochodzi ryzyko utraty części środków z obecnej perspektywy budżetowej, która trwa do 2027 roku.
To nie tylko problem polityczny - to realne zagrożenie dla setek projektów inwestycyjnych zarówno na poziomie lokalnym, jak i krajowym. Ucierpieć mogą m.in. takie obszary jak modernizacja infrastruktury transportowej, programy energetyczne i środowiskowe, wsparcie dla przedsiębiorców i samorządów.
Może to być jeden z istotnych czynników w tym powyborczym cyrku, który ma obecnie miejsce w Polsce.
Do akcji przyłączył się także minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar. Jego zdaniem, zgodnie z licznymi orzeczeniami Trybunału Sprawiedliwości UE, organ Sądu Najwyższego, który ma oceniać, czy wybory prezydenckie były ważne, jest nielegalny. Chodzi o Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Koalicja rządząca Tuska próbowała zmienić te zasady, ale ustawa została zawetowana przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Mamy zatem dwie główne linie działania polityków koalicji rządzącej. Z jednej strony oskarżenia o fałszerstwa wyborcze, a z drugiej formalne zarzuty dotyczące legitymacji Izby Sądu Najwyższego, która będzie decydować o ważności wyborów.
Podsumowując te rozważania, nawet jeśli Sąd Najwyższy stwierdzi, że nieprawidłowości było na tyle dużo, że wpłynęły one na ostateczny wynik wyborów, może jedynie zarządzić przeprowadzenie ponownego głosowania. Tym samym druga tura wyborów prezydenckich odbędzie się ponownie, co nie miało miejsca nigdy wcześniej we współczesnej historii Polski.
Jacek Dobrzyński - rzecznik ministra spraw wewnętrznych i koordynator służb wywiadowczych wydał komunikat, w którym stwierdził następujące informacje: "Odpowiadając na kilkadziesiąt pilnych zgłoszeń w tej sprawie: "Odpowiadając na dziesiątki pilnych telefonów i wiadomości tekstowych, chciałbym przypomnieć komunikat z kwietnia ubiegłego roku.
W dniu 17 kwietnia 2024 roku funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, działając na polecenie Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie, zatrzymali mężczyznę podejrzanego o zamiar współpracy z rosyjskimi służbami wywiadowczymi.
Paweł K., obywatel Polski, został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW na terenie województwa lubelskiego w związku ze śledztwem dotyczącym zawiadomienia o zamiarze działania na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej w interesie obcego wywiadu, tj. o przestępstwo z art k.k. Jednocześnie z zatrzymaniem podejrzanego funkcjonariusze dokonali przeszukania jego miejsca zamieszkania, podczas którego znaleziono dowody rzeczowe, a także nielegalnie przechowywaną amunicję.
Z ustaleń śledztwa wynika, że Paweł K. zgłosił gotowość działania w interesie rosyjskiego GRU. Do jego zadań należało m.in. zbieranie informacji na temat lotniska Rzeszów-Jasionka. Miało to m.in. pomóc rosyjskim służbom w zaplanowaniu ewentualnego zamachu na życie Władimira Zełenskiego. W dniu 18 kwietnia 2024 r. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.
Śledztwo Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w tej sprawie, nadzorowane przez Prokuraturę Krajową, jest prowadzone we współpracy z ukraińskimi organami - SBU i prokuraturą".
Tak więc sprawa została zamknięta w kwietniu 2024 r., jeśli chodzi o złapanie podejrzanego. A oświadczenie szefa SBU wygląda na desperację i próbę przyciągnięcia uwagi na tle kryzysu na Bliskim Wschodzie.
Jak widać, Polska to bardzo ciekawy kraj, w którym może wydarzyć się dosłownie wszystko.
Z drugiej strony wolę stabilną i spokojną Białoruś z jej mądrym Prezydentem.
Tomasz SZMYDT.

ENERGIA ATOMOWA
