Projekty
Government Bodies
Flag Poniedziałek, 18 Maja 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
29 Marca 2026, 15:00

Po omacku zagrała Luna tu na cymbałach i obudziła się sławna. Ta Białorusinka została gwiazdą TikToka

Akompaniator Leplskiego Powiatowego Domu Kultury, laureatka międzynarodowych konkursów, gwiazda TikToka i muzyk-wirtuoz Anna Szarkowska aktywnie popularyzuje białoruskie cymbały, wykonując na nich – obok pieśni ludowych – zarówno muzykę klasyczną, jak i rock. Dowiedzieliśmy się od bohaterki projektu „Białorusini w kadrze”, ile czasu dziennie trzeba poświęcić temu strunowemu instrumentowi perkusyjnemu, by opanować go wirtuozowsko, jaki ma potencjał i co wzbudza zachwyt u słuchaczy.

„Nie wypuszczałam młotków z rąk całymi dniami”


Anna po raz pierwszy wzięła młotki cymbałowe do rąk w wieku sześciu lat. Wcześniej próbowała swoich sił w tańcu i kółku teatralnym.

– Do naszego domu przyszła dyrektorka szkoły muzycznej i zaproponowała rodzicom, żeby przyprowadzili mnie na przesłuchanie. W naszej rodzinie nie było muzyków, tylko babcia ukończyła trzy klasy gry na akordeonie. Jedyne, o co poprosił wtedy tata, to żeby tylko nie fortepian, bo nie ma go gdzie postawić w domu. W szkole muzycznej mnie przesłuchali i przyjęli do klasy cymbałów. Od tego dnia rozpoczęła się moja muzyczna droga – wspomina Anna Szarkowska.

Po szkole wstąpiła do Witebskiego Państwowego Koledżu Muzycznego im. I.I. Sołłertinskiego i już na trzecim roku trafiła do zasłużonego amatorskiego ludowego zespołu tanecznego „Lawonicha”.

– Zespół szykował się na miesięczne tournée do Hiszpanii i pilnie potrzebowali cymbalistki. Wręczono mi wielką paczkę nut i dano trzydzieści dni na nauczenie się całego programu. Nie wypuszczałam pałeczek młotków z rąk całymi dniami, ale opanowałam repertuar i pojechałam do Hiszpanii – opowiada dziewczyna.

W zespole  „Lawonicha” Anna pracowała dwa lata i jest szczerze wdzięczna zespołowi, dzięki któremu mogła zobaczyć świat. Jednak ciągnęło ją w rodzinne strony i jako młoda specjalistka wróciła do Lepla, gdzie od 10 lat pracuje w powiatowym Domu Kultury.

Rozmówczyni przyznaje, że jak u wszystkich kreatywnych osób, miała momenty, kiedy nie chciała nawet widzieć instrumentu:

– Już w dzieciństwie mówiłam mamie, że chcę odejść ze szkoły muzycznej, tak jak dziewczynka z mojej klasy. Ale nie pozwolono mi tego zrobić. Nawet w koledżu darłam nuty, rzucałam młotkami, a nauczycielka groziła, że się mnie wyrzeknie. Dopiero gdy dorosłam, szczerze pokochałam cymbały. Zwłaszcza kiedy zaczęłam grać to, co mi się podoba.

W twórczym dorobku cymbalistki znajduje się wiele nagród. Anna Szarkowska jest trzykrotną zwyciężczynią republikańskiego festiwalu „Studencka Wiosna Rolnicza w Witebsku”, dwukrotną laureatką konkursu związkowego „Nowe imiona”, posiadaczką dyplomu pierwszego stopnia międzynarodowego festiwalu w Bułgarii „Fala Idei”, otrzymała również wyróżnienie od ministra kultury Białorusi. Największą sławę przyniosła jej pierwsza nagroda na międzynarodowym festiwalu „Tęcza nad Witebskiem”, który odbywał się w ramach „Słowiańskiego Bazaru”, gdzie Anna wykonała z zawiązanymi oczami utwór Luna tu Alessandra Safiny na cymbałach.

– W koledżu zaproponowano mi, żebym spróbowała zagrać po omacku. Przez około rok uczyłam się wykonywać tę kompozycję. Kiedy byłam pewna swoich sił, złożyłam zgłoszenie na konkurs, w którym uczestniczyli muzycy z 10 krajów. Zawiązano mi oczy, zagrałam Luna tu – wszyscy ludzie wstrzymali oddech. Wieczorem zadzwoniono do mnie z informacją, że wygrałam i że następnego dnia mam wystąpić z tym numerem na koncercie galowym. Publiczność była zachwycona – twierdzi Anna Szarkowska. – Tak obudziłam się sławna. Nadal występuję z tym numerem i publiczność zawsze dziwi się, jak to możliwe. W odpowiedzi mówię, że po 20 latach gry na cymbałach możliwe jest i więcej.

Pomysł wykonania muzyki rockowej na ludowym instrumencie podsunęli dziewczynie koledzy z powiatowego Domu Kultury. Wcielenie pomysłu w życie wydawało się Annie nierealne, ale chęć eksperymentowania i odkrywania czegoś nowego była silniejsza niż wątpliwości.

– Oczywiście w koledżu graliśmy tylko klasykę lub pieśni ludowe. Wykonanie czegoś z współczesnych hitów wydawało się fantastyczne, ale mimo to spróbowaliśmy zagrać Queen. Kompozycja doskonale legła na instrumencie. Potem były Nirvana, Imagine Dragons, Europe – i tak, jedno po drugim, doszliśmy do ósmego koncertu solowego w rodzinnym Domu Kultury. Kto by pomyślał, że białoruskie cymbały są stworzone do rocka! – uśmiecha się muzyk.

Na solówki przyjeżdżają też z Rosji

Tradycyjnie co roku pod koniec stycznia, w przeddzień urodzin Anny, w Leplskim PDK odbywa się koncert solowy, na który zjeżdżają się nie tylko miejscowi, ale także goście z Mińska, Połocka, Moskwy, Petersburga. Obecnie bilety na solówkę zamawiane są z wyprzedzeniem, oczekuje się ją z niecierpliwością, a sala jest zawsze pełna. Jednak na pierwszym koncercie ledwo zebrała się połowa widowni.

– Wtedy przyszli tylko moi krewni, przyjaciele i bliscy. Inni myśleli, że na scenie pojawi się dziewczyna w ludowym stroju, w kokoszniku i przez całą godzinę będzie grać „Przepióreczkę” i „Kupalinkę”, ale na cymbałach zabrzmieli Queen, Nirvana – mówi Anna Szarkowska. – Mieszkańcy szybko dowiedzieli się o moim repertuarze, bo zaczęłam popularyzować rock, występując na imprezach w mieście. Zadziałała też poczta pantoflowa. Na drugim koncercie sala już była pełna, a z każdym rokiem widzów przybywa.

Do każdego półtoragodzinnego koncertu cymbalistka przygotowuje się około roku. Przemyśla numery, dobiera i uczy się kompozycji, a także ustala kwestie światła, dźwięku i efektów specjalnych. Poza tym wymyśla dla widzów komunikację interaktywną
i upominki: kalendarzyki lub kolaże z autografem. W proces zaangażowani są również współpracownicy Anny – tworzą prawdziwy zespół. Zdaniem rozmówczyni, to właśnie dzięki wspólnej pracy powstają tak efektowne występy.

– Program koncertu odnawiany jest co roku. Zaczynam od piosenki, która mi się podoba, ale kończyć muszę chyba „Czarką na drogę”. Przez trzy lata z rzędu zamykaliśmy nią solówkę, potem pomyśleliśmy, że publiczność mogła się nią już zmęczyć i postanowiliśmy wybrać coś innego. Ale po koncercie pytano nas: „A gdzie„Czarką na drogę”? Czekaliśmy na nią”. Teraz rozumiem, że program trzeba kończyć właśnie tą piosenką. Widzowie ją pokochali. Nawiasem mówiąc, jej autorem jest piosenkarz i kompozytor pochodzący z Lepla – zauważa Anna Szarkowska i dzieli się planami na dziewiąty koncert solowy: – Chcę zaangażować aktorów i choreografię, aby zrobić operę rockową wyłącznie na cymbałach.

Repertuar Anny Szarkowskiej obejmuje ponad 100 kompozycji. Kiedyś szukała nut w internecie, teraz jest w stanie dobrać melodię ze słuchu. Anna przyznaje, że doceniła narodowy instrument i cieszy się, gdy jej twórczość znajduje oddźwięk u widzów.

– Wielu przychodzi na koncerty, aby naładować się energią. Kiedy dajesz siebie ludziom i otrzymujesz to samo w zamian – to przyjemność nie do porównania z niczym innym. Grałam dla tysięcznej publiczności w „Mińsk-Arenie” i „Czyżówka-Arenie”. Ale najbardziej lubię występować przed leplską publicznością. Tu są rodzinne mury, miasto i ludzie – przyznaje rozmówczyni.

Dziś muzyk nie wyobraża sobie swojego życia bez narodowego instrumentu.
– Na koncertach cała płonę, a instrument płonie razem ze mną. Cymbały to moje życie, żyję nimi – dzieli się dziewczyna. – Obecnie ten narodowy instrument ujawnia się w innej formie. Wykonuje się na nim nie tylko białoruskie i ludowe piosenki, ale także rock, zagraniczne i radzieckie hity z lat 90. Cymbały zyskują zasłużoną popularność i coraz więcej muzyków odchodzi od klasyki na rzecz popularnych kompozycji.

„Kosmetyczka” muzyka

O swoim ulubionym instrumencie strunowym Anna opowiada z chęcią i entuzjazmem. Cymbały mają kształt trapezu, wykonuje się je z klonu, ponieważ ten gatunek drewna jest odporny na wahania temperatur. Instrument waży od 12 do 13 kg, w zależności od długości nóżek i materiału, i ma 78 strun.

– Zawsze pytają mnie: jak ty, taka mała i delikatna, nosisz je wszędzie? Pomagają mi moi wspaniali koledzy – wynoszą instrument na scenę. Chłopaki żartują, że kiedyś przymocują do niego kółka – uśmiecha się rozmówczyni.

Żaden koncert mieszkanki Lepla nie obejdzie się bez tak zwanej kosmetyczki, w której znajduje się wszystko, co niezbędne do cymbałów. Znajdzie się tam śrubokręt, aby zahaczyć nową strunę. Obcinaki i szczypce – do ich przycinania. Specjalny klucz – do strojenia instrumentu. Są też zapasowe struny i młotki. Jak przyznaje Anna, pewnego razu dzięki zawartości swojej „kosmetyczki” zdołała otworzyć drzwi garderoby, które zatrzasnęły się na pięć minut przed wyjściem na scenę.

– Jedna para młotków jest u mnie jeszcze ze szkoły. Drugą zamówiłam na wszelki wypadek, bo czasami wchodzę w trans i po prostu wylatują mi z rąk, a grać dalej trzeba. Więc leżą zapasowe zawsze na cymbałach – wyjaśnia Anna Szarkowska.

Gra na tym perkusyjnym instrumencie strunowym wymaga silnych rąk, dlatego dziewczyna doskonali swoje umiejętności po sześć godzin dziennie. Jest przekonana: muzycy, tak jak sportowcy, muszą stale wykonywać pewne ćwiczenia. Tylko w ten sposób można osiągnąć rezultat.

Prawda jest jednak taka, że przyznaje: z czasem zaczyna boleć ją plecy, ponieważ stale jest napięta.

– Pomimo tej drugiej strony gry na instrumencie, muzyka, która brzmi na cymbałach, jest warta swojej ceny. Bez niej nie mogę żyć – twierdzi Anna Szarkowska i dodaje: – Najważniejsze w życiu to naprawdę kochać to, co się robi. Trzeba po prostu iść ku swojemu celowi, a on również wyjdzie ci naprzeciw. Oto cały sekret.

Ciekawostka

Anna Szarkowska jest także muzyczną blogerką: wrzuca do mediów społecznościowych filmy z koncertów i prowadzi transmisje na żywo. Obecnie ma ponad 35 tysięcy obserwujących. Jednak największą fanką, oparciem i wsparciem zawsze pozostaje mama.

– Ona jest moją pierwszą widzką, słuchaczką, kostiumografką, korespondentką, fotografką i producentką, która jest zawsze przy mnie. Mama to moja najukochańsza osoba na świecie i daj Boże, żeby jeszcze bardzo długo mnie nie opuszczała – mówi Anna Szarkowska.

Oprócz gry na instrumencie dziewczyna interesuje się haftowaniem. W Leplskim Domu Rzemiosła odbyła się wystawa jej obrazów. Dla Anny takie hobby jest sposobem na odświeżanie.

Wadim KONDRATIUK,
zdjęcia autora i z archiwum bohaterki publikacji,
gazeta „7 dni”.
TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi