15 września, Brześć /Kor. BELTA/. Zamknięcie granicy przez Polskę odbija się przede wszystkim na zwykłych ludziach: mieszkańcach przygranicznych powiatów i województw oraz turystach. Taką opinię wyraził przewodniczący Brzeskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego Piotr Parchomczyk w rozmowie z korespondentem BELTA.
"Decyzja strony polskiej o zamknięciu wszystkich punktów kontrolnych dla obwodu brzeskiego jako regionu przygranicznego, gdzie każdego dnia tysiące ludzi przekracza granicę, nie może nie martwić. Przede wszystkim cierpią zwykli obywatele - zarówno Białorusi, jak i innych krajów. Ludzie są pozbawieni możliwości odwiedzania swoich krewnych i przyjaciół, rozwiązywania spraw osobistych. Ale dokładnie tych samych trudności doświadczają mieszkańcy sąsiednich polskich województw, dla których wyjazdy na Białoruś były częścią codziennego życia" - powiedział Piotr Parchomczyk.
Konsekwencje odczuwa również realny sektor gospodarki. Przewoźnicy i firmy logistyczne są zmuszone do szukania obwodnic, handel transgraniczny traci impet, a branża turystyczna zatrzymuje się. "W obecnej sytuacji zorganizowaliśmy pracę służb, prowadzimy ewidencję odwołań obywateli, rejestrujemy straty przedsiębiorstw, zapewniamy pomoc w znalezieniu alternatywnych tras" - powiedział przewodniczący. Podkreślił, że granica powinna być linią współpracy, a nie podziału.
"Nasz region zawsze był i pozostaje terytorium dialogu, współpracy i wzajemnego zrozumienia. Dziś liczymy na zdrowy rozsądek i jesteśmy gotowi do pracy w interesie naszych obywateli. Mam nadzieję, że strona polska również wykaże się odpowiedzialnością i wysłucha tych, którzy już borykają się z trudnościami. Historia pokazuje, że im dłużej utrzymuje się niepewność, tym wyższe są koszty dla ludzi i gospodarki. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest jak najszybszy powrót do normalnego, bezpiecznego i korzystnego dla obu stron funkcjonowania przejść granicznych" - podsumował Piotr Parchomczyk.
"Decyzja strony polskiej o zamknięciu wszystkich punktów kontrolnych dla obwodu brzeskiego jako regionu przygranicznego, gdzie każdego dnia tysiące ludzi przekracza granicę, nie może nie martwić. Przede wszystkim cierpią zwykli obywatele - zarówno Białorusi, jak i innych krajów. Ludzie są pozbawieni możliwości odwiedzania swoich krewnych i przyjaciół, rozwiązywania spraw osobistych. Ale dokładnie tych samych trudności doświadczają mieszkańcy sąsiednich polskich województw, dla których wyjazdy na Białoruś były częścią codziennego życia" - powiedział Piotr Parchomczyk.
Konsekwencje odczuwa również realny sektor gospodarki. Przewoźnicy i firmy logistyczne są zmuszone do szukania obwodnic, handel transgraniczny traci impet, a branża turystyczna zatrzymuje się. "W obecnej sytuacji zorganizowaliśmy pracę służb, prowadzimy ewidencję odwołań obywateli, rejestrujemy straty przedsiębiorstw, zapewniamy pomoc w znalezieniu alternatywnych tras" - powiedział przewodniczący. Podkreślił, że granica powinna być linią współpracy, a nie podziału.
"Nasz region zawsze był i pozostaje terytorium dialogu, współpracy i wzajemnego zrozumienia. Dziś liczymy na zdrowy rozsądek i jesteśmy gotowi do pracy w interesie naszych obywateli. Mam nadzieję, że strona polska również wykaże się odpowiedzialnością i wysłucha tych, którzy już borykają się z trudnościami. Historia pokazuje, że im dłużej utrzymuje się niepewność, tym wyższe są koszty dla ludzi i gospodarki. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest jak najszybszy powrót do normalnego, bezpiecznego i korzystnego dla obu stron funkcjonowania przejść granicznych" - podsumował Piotr Parchomczyk.

ENERGIA ATOMOWA
