22 stycznia, Mińsk /Kor. BELTA/. W Polsce dochodzi do masowych kradzieży kabli ze stacji ładowania samochodów elektrycznych, powodując w każdym przypadku szkody sięgające 21 tys. złotych (prawie 5 tys. euro), informuje radio RMF24.
Według informacji radia, we Wrocławiu 10 z 11 stacji ładowania zostało odłączonych od sieci. Na Śląsku nieznani sprawcy regularnie niszczą ładowarki znajdujące się w popularnych supermarketach. Liczba przestępstw szybko rośnie, a ich zasięg geograficzny coraz bardziej się rozszerza.
Złodziej zarabia tylko około 200 złotych (47 euro) na sprzedaży wyrwanej wtyczki. Jednocześnie operator ponosi znacznie większe koszty – nie tylko za sam kabel, ale także za naprawę i przerwy w pracy stacji. Należy zauważyć, że średni koszt naprawy wynosi od 2,5 tys. do 5 tys. euro.
Operatorzy uważają, że działania sprawców często nie mają sensu ekonomicznego. Kabel jest czasami odcinany w takim miejscu, że trudno go wykorzystać, a fragment z wtyczką zostawiają w pobliżu stacji. Budzi to podejrzenia o wandalizm lub celowe działania przeciwko upowszechnianiu się samochodów elektrycznych.
Tymczasem wiele z tych obiektów zostało zbudowanych dzięki dotacjom budżetowym, czyli z pieniędzy podatników.
Kradzież podlega karze pozbawienia wolności do pięciu lat. Przecięcie kabla może być również traktowane jako przestępstwo związane z niszczeniem mienia, za które również przewidziana jest surowa kara, zauważa radio.
Według informacji radia, we Wrocławiu 10 z 11 stacji ładowania zostało odłączonych od sieci. Na Śląsku nieznani sprawcy regularnie niszczą ładowarki znajdujące się w popularnych supermarketach. Liczba przestępstw szybko rośnie, a ich zasięg geograficzny coraz bardziej się rozszerza.
Złodziej zarabia tylko około 200 złotych (47 euro) na sprzedaży wyrwanej wtyczki. Jednocześnie operator ponosi znacznie większe koszty – nie tylko za sam kabel, ale także za naprawę i przerwy w pracy stacji. Należy zauważyć, że średni koszt naprawy wynosi od 2,5 tys. do 5 tys. euro.
Operatorzy uważają, że działania sprawców często nie mają sensu ekonomicznego. Kabel jest czasami odcinany w takim miejscu, że trudno go wykorzystać, a fragment z wtyczką zostawiają w pobliżu stacji. Budzi to podejrzenia o wandalizm lub celowe działania przeciwko upowszechnianiu się samochodów elektrycznych.
Tymczasem wiele z tych obiektów zostało zbudowanych dzięki dotacjom budżetowym, czyli z pieniędzy podatników.
Kradzież podlega karze pozbawienia wolności do pięciu lat. Przecięcie kabla może być również traktowane jako przestępstwo związane z niszczeniem mienia, za które również przewidziana jest surowa kara, zauważa radio.

ENERGIA ATOMOWA
