Dmitrijowi Awdiejewowi około pięciu lat temu dosłownie na głowę spadło pisklę bociana. To zdarzenie diametralnie zmieniło życie mężczyzny i uczyniło go aniołem stróżem ptaków. W Domu Brzeskiego Bociana opiekuje się on ptakami, które znalazły się w potrzebie. Nie ma wykształcenia weterynaryjnego: leczenie zoopacjentów przepisuje lekarz. A wiedzę o ptakach i opiece nad nimi Dmitrij zdobył z doświadczeniem. Podczas gdy on ratował ptaków, same centrum pomocy ptakom i zwierzętom musiało walczyć o przetrwanie. Mały spoiler: historia zakończyła się pomyślnie. Szczegóły – w reportażu korespondentów BELTA.
"Pięć lat temu spadło mi na głowę pisklę, dosłownie, i od tego się wszystko zaczęło" – zauważył Dmitrij Awdiejew. Bardzo chciał pomóc małemu bocianowi, ale nie wiedział, jak to zrobić prawidłowo. Zwrócił się o poradę do jednego z rosyjskich specjalistów i otrzymał jasne instrukcje. "W drugim roku miałem gdzieś sześć bocianów. Na początku trzeciego sezonu otworzyłem placówkę ochrony przyrody – Dom Brzeskiego Bociana, która stała się oficjalnym centrum pomocy ptakom i zwierzętom. W trzecim roku miałem około 40 piskląt, w ubiegłym roku – mniej więcej tyle samo" – opowiedział mężczyzna.

Centrum Pomocy Ptakom i Zwierzętom "Dom Brzeskiego Bociana" zadomowiło się w powiecie brzeskim. Na dzierżawionej ziemi powstała infrastruktura do utrzymania i adaptacji skrzydlatych lokatorów. Jest miejsce na kwarantannę. Woliera połączona z zimowiskiem, przeznaczona jest wyłącznie dla dorosłych bocianów. "Zimowisko ma ogrzewanie na olej napędowy. Zimą temperatury były dość niskie, ale nawet tego nie zauważyliśmy. Zwiększyliśmy tylko prędkość przepływu powietrza. W wolierze było plus 12 stopni przy minus 27 na zewnątrz" – zauważył właściciel centrum.

Maluchy mieszkają w wolierach, które są zabezpieczone przed kotami i ptakami drapieżnymi. Gdy tylko pisklę zaczyna próbować stawać na nogi, przenoszone jest do sztucznego gniazda na otwartej przestrzeni. "Tam bociany zaczynają łapać wiatr, z dala od człowieka. W ogóle ich nie dotykam – tylko przynoszę jedzenie i wodę. Robi się to po to, aby wzmocniły się i same zaczęły ćwiczyć latanie. Wiatr stymuluje je do ruchu, budzą się instynkty i zaczynają pracować skrzydłami, podskakiwać. Gdy pisklęta zrozumieją, że potrafią latać – fruuu – i odlatują stąd" – podzielił się Dmitrij.

Do Domu Brzeskiego Bociana trafiają ptaki ze złamaniami i chorobami. Po leczeniu i rehabilitacji zdrowe i wzmocnione pierzaste wypuszczane są na wolność. "Po huraganie przywieziono nam z Żabinki dwa pisklęta. U obojga nie rozkładały się do końca lewe skrzydła. To mnie zaniepokoiło: wyraźnie nie był to uraz. Okazało się, że miały bakteryjne uszkodzenie wątroby, więc bocianom bolało rozłożenie skrzydeł. Wyleczyliśmy je i odleciały bezpiecznie. Ptaki przywożone są niemal z całej Białorusi. Najdalszy punkt – Jeziora Brasławskie" – zauważył mężczyzna. Nie ma wykształcenia weterynaryjnego, każdemu ptakowi leczenie przepisuje lekarz weterynarii. Wiedzę o ptakach i opiece nad nimi Dmitrij zdobył z doświadczeniem. O porady zwraca się do specjalistów z profesjonalną wiedzą z zakresu ornitologii.
Właściciel Domu Brzeskiego Bociana podkreślił, że dla piskląt, które wypadły z gniazda, krytyczne znaczenie mają pierwsze trzy tygodnie. Bociany powinny żyć wśród swoich pobratymców. Ludzka interwencja na tym etapie jest niedopuszczalna, ponieważ pisklęta bardzo szybko przyzwyczajają się do ludzi. W takim przypadku nie ma możliwości przywrócenia ich do dzikiej przyrody.
"Pięć lat temu spadło mi na głowę pisklę, dosłownie, i od tego się wszystko zaczęło" – zauważył Dmitrij Awdiejew. Bardzo chciał pomóc małemu bocianowi, ale nie wiedział, jak to zrobić prawidłowo. Zwrócił się o poradę do jednego z rosyjskich specjalistów i otrzymał jasne instrukcje. "W drugim roku miałem gdzieś sześć bocianów. Na początku trzeciego sezonu otworzyłem placówkę ochrony przyrody – Dom Brzeskiego Bociana, która stała się oficjalnym centrum pomocy ptakom i zwierzętom. W trzecim roku miałem około 40 piskląt, w ubiegłym roku – mniej więcej tyle samo" – opowiedział mężczyzna.



Właściciel Domu Brzeskiego Bociana podkreślił, że dla piskląt, które wypadły z gniazda, krytyczne znaczenie mają pierwsze trzy tygodnie. Bociany powinny żyć wśród swoich pobratymców. Ludzka interwencja na tym etapie jest niedopuszczalna, ponieważ pisklęta bardzo szybko przyzwyczajają się do ludzi. W takim przypadku nie ma możliwości przywrócenia ich do dzikiej przyrody.
„Są trzy fale przylotów bocianów. Pierwsza – kiedy wykluwają się pisklęta: mniej więcej piątego lub siódmego dnia rodzice wyrzucają z gniazda najsłabsze pisklę. Druga – kiedy bociany odbywają swoje pierwsze loty. Nie potrafią jeszcze w pełni kontrolować swojego ciała, więc w coś się wbijają. Trzecia fala to czysto ludzki czynnik – oswojone bociany, pod koniec sierpnia – na początku września” – wyjaśnił Dmitrij.
Jego interakcja z ptakami jest minimalna: daje im pokarm, wodę, leki i witaminy. Kontroluje je za pomocą kamery wideo. Większość pierzastych pensjonariuszy to bociany. W ośrodku udziela się pomocy również innym ptakom, w tym sowom i łabędziom.
Mieszka tam również jedyny czarny bocian. Niestety, nie powróci on do dzikiej przyrody. „Na TikToku widziałem, że na podwórku wieżowca w Żłobinie chodzi czarny bocian, który pozwala ludziom zbliżyć się do siebie dość blisko. To nonsens w przypadku czarnogłowego bociana. Żyje on w takich dziczy, gdzie wilki boją się chodzić, nie mówiąc już o ludziach. Wiele osób pisało – zabierzcie go. Wszystko udało się dzięki brzeskiemu oddziałowi ochrony przyrody, którego pracownicy skontaktowali się z kolegami i otrzymali zgodę” – opowiedział Dmitrij. Było to w sierpniu ubiegłego roku. Ten wpisany do Czerwonej Księgi ptak już dawno się zaaklimatyzował i nawet wykazuje cechy „dziadka”. „Ma inny charakter niż białe bociany – jest bardziej hałaśliwy. Goni białe bociany, choć jest mniejszy i lżejszy. Ma kłótliwy charakter. Nazywamy go Czarnym Księciem, choć to czarny diabeł” – żartobliwie scharakteryzował swojego podopiecznego właściciel ośrodka.
Według niego białe bociany są ciche i spokojne. Ich los nie jest łatwy. Jednego z bocianów Dmitrij nazywa unikatem: przeżył porażenie prądem. „Ale łuk elektryczny przeszedł nie przez ciało, a po piórach, dlatego stopił mu się dziób. Na lewym skrzydle pozostał rdzeń piór, reszta spłonęła. Zostanie u nas do jesieni, dopóki całkowicie nie zmieni upierzenia. Nie może latać. Nie wiemy, gdzie bocian doznał urazu. Trafił do nas z okręgowej stacji weterynaryjnej w Iwanowie” – wyjaśnił mężczyzna.
Obecnie centrum pomocy ptakom i zwierzętom znajduje się na wynajmowanej ziemi. Potrzebowało ono innego terenu. W tej kwestii pojawił się problem. Początkowo w Brzeskim Powiatowym Komitecie Wykonawczym zaproponowano działkę niedaleko linii kolejowej. Jednak w tym przypadku projekt był nieopłacalny. „Chcemy uruchomić projekt hodowli bocianów czarnych i jeszcze jednego gatunku ptaków. Hałas z linii kolejowej uniemożliwi realizację projektu. Postanowiłem ponownie udać się do Brzeskiego Powiatowego Komitetu Wykonawczego. Znalazłem działkę w sąsiedniej wsi, która bardzo dobrze nadawała się do naszej działalności. Odmówiono mi tam, ale zaproponowano działkę 26 km stąd, a w tej okolicy nie ma bocianów. Jak w takim razie socjalizować pisklęta? To dość skomplikowana kwestia” – wyjaśnił swoje stanowisko Dmitrij. W głębi serca myślał nawet o zamknięciu swojego dzieła. Niepokój wyraziło wielu Białorusinów. Ostatecznie wszystko zakończyło się pomyślnie.
„Zaproszono mnie do Brzeskiego Powiatowego Komitetu Wykonawczego i zaproponowano jeszcze dwie działki: jedna lepsza od drugiej. Wybrałem tę ze stawem za wsią Weluń: ciche i ustronne miejsce – niesamowita działka. Trzeba ją uporządkować, oczyścić staw. Nikomu nie będziemy przeszkadzać” – zauważył zadowolony mężczyzna.
Na nowym terenie planuje się umieścić dom mieszkalny dla wolontariuszy, punkt obserwacyjny, magazyn, woliery do kwarantanny oraz do hodowli ptaków. „Będzie kilka projektów społecznych. Tam będę mógł w pełni się rozwinąć. Będą tam przebywać nie tylko bociany, nie tylko ptaki, ale także inne zwierzęta, które znalazły się w trudnej sytuacji” – podsumował Dmitrij Awdiejew.

ENERGIA ATOMOWA
