Projekty
Government Bodies
Flag Sobota, 18 Kwietnia 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
15 Marca 2026, 15:00

"Na Białorusi jest wiele miejsc, gdzie można zanurzyć się w przeszłości". Mieszkanka Mińska opowiada, jak dostać się na bal XIX wieku 

Anna Juchnowiec nie tylko odtwarza przeszłość, ale jakby w niej żyje. Dlatego zapewnia, że wystarczy włożyć odpowiednią sukienkę, z wdziękiem machać wachlarzem – i oto jesteśmy już w XIX stuleciu. Jej droga do rekonstrukcji historycznej zaczęła się 15 lat temu od nagrania wideo tańców minionych epok, a dziś sama tworzy vintage'owe stroje i dzieli się sekretami stylu empire. Opowiadamy o jej pasji: od pierwszego balu w zamku w Mirze po kolekcję kapeluszy, które potrafią opowiedzieć o planach damy na cały dzień.

Biblioteka przeznaczenia

Spotykamy się z Anną w Bibliotece Narodowej Białorusi. Po pierwsze, to jej miejsce pracy od ponad 10 lat. A po drugie, odbywa się tutaj wystawa, na której eksponowane są niektóre przedmioty kobiecej garderoby z jej kolekcji.

"Nazywam się Annuszka – przedstawia się kobieta. – I bardzo podoba mi się, jak brzmi moje imię w tej wersji."

Biblioteka Narodowa stała się jej przeznaczeniem. Mieszkając w rejonie Uruczcza, celowo szukała pracy w pobliżu, i szczęśliwym zbiegiem okoliczności otrzymała zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do Działu działalności galeryjno-wystawienniczej.

"Ta sfera była mi bliska: twórcza, pełna wrażeń. Poza tym niedługo wcześniej ukończyłam kursy projektowania graficznego" – wyjaśnia Anna i opowiada, że przez lata pracy w Bibliotece uczestniczyła w wielu wystawach i wydarzeniach, ale szczególne miejsce zajmuje objazdowy projekt "Drogami Zwycięzców" z okazji 80-lecia Wielkiego Zwycięstwa. Ekspozycja przybliża losy 10 rzeczywistych bohaterów wojennych – partyzantów, pracowników tyłu, zwiadowców, czołgistów... Każda historia opowiada o odwadze i niezłomności.

W Bibliotece Anna może również prezentować swoją pasję do rekonstrukcji historycznej oraz kolekcjonowania starodawnych strojów i akcesoriów damskich. Na przykład podczas jesiennego balu opowiadała o damskich toaletach minionych stuleci. Goście z zainteresowaniem odgadywali przeznaczenie starodawnych przedmiotów.

Niedawno w galerii "Atrium" otwarto wystawę "Kobieca przestrzeń" ("Żanoczaja prastora"), gdzie prezentowane są również eksponaty z kolekcji Anny Juchnowiec. Wśród nich znajdują się nakrycia głowy, dodatki (torebki, rękawiczki), ręcznie robione broszki oraz kwiaty z tkaniny wykonane według starodawnych technik. Szczególną uwagę przyciągają ozdoby do włosów. Jak zauważa nasza bohaterka, wieńce, broszki, kwiaty – to nie tylko dekoracja, ale nośniki sekretnych znaczeń. Na przykład kwiat we włosach mógł oznaczać zaproszenie do mazura, a nawet ogłoszenie zaręczyn. 

"Historyczne detale organicznie prezentują się również we współczesnym kontekście – zauważa Annuszka. – Być może ktoś będzie chciał zanurzyć się w tę epokę podczas „Nocy w Bibliotece” 24 kwietnia".
Szczyt choreografii tanecznej

Do rekonstrukcji historycznej Annuszka trafiła poprzez kolejne ze swoich hobby – fotografowanie. Robiła zdjęcia ludzi wykonujących tańce historyczne, a czasem kogoś zastępowała i tak stopniowo się tym zainteresowała.

Próbowała swoich sił w różnych stylach, ale najbardziej urzekły ją empire i regencja – czyli początek XIX wieku.

"U podstaw wyboru epoki leżą osobiste preferencje: kogoś urzekają eleganckie kapelusiki, kogoś innego – luksusowe suknie – przyznaje nasza bohaterka. – Mnie szczególnie podoba się sylwetka damskiego stroju w stylu empire: wysoki stan, schludny, niewielki rękawek, rękawiczki, miniaturowe baleriny, być może przewiązane wstążką. I fryzura z wysoko upiętymi włosami, uzupełniona piórami".

Tańce historyczne z okresu empire – mazur, kadryl, kotylion, walce, w tym w wersji francuskiej i angielskiej. Annuszka wraz z innymi uczestnikami klubu uczyła się ich skomplikowanych schematów z książek oraz na warsztatach prowadzonych przez zagranicznych mistrzów tańca.

Kadryl francuski uważa za szczyt choreografii tanecznej tamtych czasów. Ten taniec był modny i niezwykły: mogły w nim uczestniczyć nie tylko pary, ale także kawaler z dwiema damami. Co jest szczególnie istotne, ponieważ na balach przedstawicielek słabszej płci zawsze było więcej.

Otrzymanie zaproszenia od kawalera właśnie na wszystkie cztery figury kadryla było uważane za wielki zaszczyt. Podkreślało to szczególną uwagę i szacunek, gdyż taniec był skomplikowany i wymagał biegłości oraz wyrazistości.

"Trudność kadryla francuskiego nie polega tylko na technice kroków: one wydają się proste, ale wymagają szczególnego wykonania – patosu i flirtu. Bez tego taniec traci swój urok" – zauważa nasza bohaterka.

Mazur również miał szczególne znaczenie: zaproszenie do niego było odbierane niemal jako deklaracja zaręczynowa. Jak przebiegał taniec: pary poruszały się po okręgu sali i wracały na pozycję wyjściową. Wtedy kawaler kłaniał się i szedł zapraszać kolejną damę. Dobrym tonem było zatańczyć z różnymi partnerami. Jeśli kawaler angażował jedną damę na dwa okrążenia pod rząd, oznaczało to jego szczególny stosunek do niej.

Wyrafinowany wizerunek

Gdy Annuszka zaczęła czerpać wielką przyjemność z tańca, zapragnęła znaleźć się na prawdziwym balu. Do tego potrzebny był już odpowiedni strój, więc postanowiła uszyć go samodzielnie. Tym bardziej, że po ukończeniu Witebskiego Państwowego Uniwersytetu Technologicznego uzyskała specjalizację "artystyczne projektowanie wyrobów". Jednak główną inspiratorką była jej mama – Tamara Leonidowna.
"To właśnie ona zaszczepiła we mnie miłość do historii, tradycji i sztuki tworzenia kostiumów historycznych – wyznaje nasza bohaterka. – Od dzieciństwa pasjonowała się rękodziełem, które przekazała jej babcia i prababcia: haftowały, szyły i robiły na drutach, przechowywały i przekazywały dalej kobiece sekrety mistrzostwa. Przy tym mama była także muzykiem".

Panienki z XIX wieku wolały ubierać się na bale w suknie w jasnych odcieniach. Starsze panie mogły pozwolić sobie na ciemniejsze, bardziej nasycone kolory. Stroje szyto na zamówienie i były drogie. Przy tym pojawienie się dwa razy w tej samej kreacji na balu uchodziło za nietakt. Dlatego starano się je urozmaicać: dodawano jednokolorowy bodice (kamizelkę), ozdabiano haftem, koralikami. Takie podejście pozwalało odświeżyć wizerunek bez znaczących kosztów. Dobierano do niego dodatki i elementy fryzury w tym samym tonie – i człowiek kompletnie się zmieniał.

"Często pytają mnie, czy były jakieś unikalne cechy w ubiorze Białorusinek z XVIII-XIX wieku – opowiada Anna. – Trudno odpowiedzieć jednoznacznie, ponieważ w modzie świeckiej dominowało naśladowanie stylu francuskiego. Białoruskie modnisie łączyły dostępne materiały i wykazywały się pomysłowością w wykończeniach".

Mieszkanki miast nosiły suknie o tym samym kroju, co w Europie, ale z prostszych, bardziej praktycznych tkanin. Jeśli chodzi o strój męski, to szlachecki ubiór miał pewne cechy wschodnie: kaftan z szerokimi rękawami, obszerna koszula, pas jako ważny element całości.

"Specjalnie lokalnego zdobnictwa w strojach świeckich praktycznie nie spotykano, przynajmniej w ramach tej rekonstrukcji, którą się zajmujemy" – precyzuje Annuszka.

Ważne, że w tamtych czasach używano naturalnych tkanin. Bawełna i len dobrze "oddychają" i nie powodują przegrzania, w takiej sukni jest wygodnie nawet na pikniku. Pod odkrytą suknię balową wkładało się koszulkę. Pełniła ona kilka funkcji: zasłaniała odkryte części ciała przed niepożądanymi spojrzeniami, chroniła przed owadami, a także przed słońcem, ponieważ w tamtych czasach opalenizna uchodziła za oznakę niearystokratyczności.

Szata czyni człowieka

Swój pierwszy bal Annuszka pamięta bardzo dobrze, chociaż odbył się wiele lat temu – wiosną 2014 roku. Miał miejsce w Zamku w Mirze – w sali z szmaragdowymi zasłonami i portretami postaci historycznych. Uczestniczyli w nim przedstawiciele białoruskich i rosyjskich klubów.

"Czułam się lekka, radosna i pełna zachwytu – wspomina nasza bohaterka. – Wybrałam jasnoliliową kreację. W tamtym czasie miałam bardzo krótkie włosy, prawie chłopięcą fryzurę. Martwiłam się, ale znaleźliśmy historyczne potwierdzenia, że było to możliwe. Trema była, żeby dobrze wypaść: jak podać rękę w rękawiczce, jak wyciągnąć stopę w ukłonie, jak uśmiechnąć się nieśmiało... Z czasem nabiera się doświadczenia: patrzysz na innych, rozumiesz, czego chcesz następnym razem i idziesz dalej".
Uczestnicy balu są zobowiązani do ścisłego przestrzegania zasad ubioru. Oznacza to, że ich stroje muszą dokładnie odpowiadać deklarowanej epoce: pod względem sylwetki, kroju i tkanin. Nie mniej ważne jest przestrzeganie manier i zasad zachowania z tamtych czasów.

"Bal jest jak ożywione karty książki. Naprawdę wyglądaliśmy jak bohaterowie z przeszłości i tak się właśnie czujemy" – dzieli się swoimi emocjami Annuszka.

Na balu każdy gość otrzymywał małą książeczkę z listą tańców i ogólnymi informacjami o wydarzeniu: nazwą, godziną itd. Pani zapisywała przy każdym tańcu imię kawalera, z którym zamierzała tańczyć, aby nie zapomnieć i przypomnieć partnerowi o jego obietnicy. Kawalerowie również prowadzili swoje notatki. Jeśli ktoś nie przychodził na obiecany taniec, dawało to powód do grzecznych wyjaśnień. Książeczki często były wyposażone w ołówek i wstążkę. Damy nosiły je na ręce lub w torebce, a kawalerowie chowali za mankiet munduru.

Bale dla rekonstruktorów odbywają się w naszym kraju mniej więcej cztery razy w roku, latem organizowane są także pikniki. "Na Białorusi pojawia się coraz więcej miejsc, gdzie można zanurzyć się w przeszłości – uważa Anna i wylicza nasze zabytki. – To zamek w Mirze i Nieświeżu, dwory Koziełł-Poklewskich w majątku Krasny Brzeg i Wańkowiczów w Mińsku, pałac Potiomkina w Krzyczewie. Od kilku lat w muzeum-dworze Michała Kleofasa Ogińskiego w Zalesiu pod koniec lata odbywa się "Bal Georgiński", na który zapraszani są wszyscy chętni".

"Podziwiam organizatorów "Balu Georgińskiego". Programy wydarzeń z czasem stają się coraz bardziej wysublimowane: niektóre elementy zapożyczają od profesjonalnych rekonstruktorów. W tym roku na balu planują zaprezentować wachlarze i zaproponowałam swoją pomoc" – opowiedziała nasza bohaterka.

Gwiazda kolekcji

Dziś w kolekcji Annuszki znajduje się wiele interesujących damskich przedmiotów z historią: ponad 10 sukni i ponad 30 nakryć głowy. Wśród nich są czepce, berety, pilotki, słomkowe kapelusze i modele w stylu "klosz". Gwiazdą kolekcji wśród nakryć głowy jest słomkowy kapelusz.

"Znalazłam go w sklepie z vintage'owymi rzeczami. Był kompletnie niezdatny do noszenia. Odrestaurowałam go i ozdobiłam wstążkami" – opowiedziała o swoim ulubionym znalezisku nasza bohaterka. Sama również tworzy nakrycia głowy od podstaw. Wykonanie jednego zajmuje od jednego do dwóch tygodni, przy czym wyrób o sztywnej konstrukcji wymaga więcej czasu. Wykończenie to jeden z najważniejszych etapów. Na przykład element z tyłu nie tylko maskuje szew, ale także pełni funkcjonalną rolę: przez specjalne uchwyty można wpiąć jedno lub kilka piór.

"Pióra to znaczący element stroju tamtej epoki. Nadawały one wizerunkowi luksus i lekką wytworność, swoistą "rajską zwiewność" – wyjaśnia Annuszka.

Wiele jej kapeluszy jest uzupełnionych ręcznie robionymi kwiatami. Niektóre wykonano prostą techniką wycinania z tkaniny, inne – starodawną metodą, która pozwalała materiałowi długo zachować wytrzymałość.

Nakrycia głowy zdobiono również obszernymi elementami dekoracyjnymi, czasami składającymi się z kilku części. W modzie były wstążki – wersja uniwersalna, oraz kwiaty – na uroczyste okazje.
Co ciekawe, kapelusze mogły wiele powiedzieć o planach damy na dany dzień. Na przykład nakrycie głowy z szerokim daszkiem chroniło przed słońcem i wiatrem, a także zasłaniało twarz przed niepożądanymi spojrzeniami. To taki odpowiednik współczesnego kaptura, dzięki któremu można było incognito przechadzać się ulicą. Modele bez daszka zapewniały lepszą widoczność, więc idealnie nadawały się do jazdy konnej czy na spacery.

Ciekawostka historyczna: w dawnych czasach dama nie mogła pojawić się na ulicy z nieosłoniętą głową. Jeśli szła bez kapelusza, natychmiast rzucali się jej na pomoc policjanci, ponieważ oznaczało to, że wydarzyło się coś nieprzewidzianego: nakrycie głowy zgubiła lub zostało jej zerwane.

"Jeśli dama chce wyglądać elegancko i zostać zapamiętaną przez każdego, kto na nią spojrzy, z pewnością powinna zaopatrzyć się w kapelusz – radzi Annuszka. – Dziś można je znaleźć w najróżniejszych formach i stylach".

Świat upadnie do stóp

Co ciekawe, w garderobie naszej bohaterki nie ma dżinsów, a spodnie zakłada najczęściej na zajęcia sportowe. Swoje modne, kolekcjonerskie ubrania i dodatki Annuszka wykorzystuje nie tylko na balach, festiwalach i rekonstrukcjach, ale wplata niektóre z nich w codzienne stylizacje.

"Vintage'owe rzeczy doskonale komponują się ze współczesnymi, wyglądają wyraziscie i elegancko" – zapewnia nasza bohaterka. Przyznaje, że wystarczy, że przebierze się w historyczny strój, a coś się w niej zmienia: rozświetla się spojrzenie, pojawiają się inne maniery.

"Ja dosłownie wcielam się w postać: wiem, jak trzeba się odwrócić, żeby fryzura przykuła uwagę, jak wdzięcznie powachlować wachlarzem – z uśmiechem opowiada o swojej przemianie Annuszka i dzieli się marzeniami. – Chcę inspirować kobiety, żeby nie bały się próbować nowych rzeczy, dzielić się sekretami rękodzieła, aby tworzone stroje nie wisiały w szafie, ale żyły. Marzę też, by podróżować w kostiumach, stać się swego rodzaju historykiem mody – opowiadać o niej innym".

Na koniec naszego spotkania Anna Juchnowiec kieruje do Białorusinek życzenie: "Nie bójcie się wyrażać siebie poprzez ubiór! Suknia, kapelusz, elegancki detal – to wszystko przemienia kobietę, czyni ją wyjątkową i wyrazistą. Pokazujcie swoją delikatną naturę i subtelność. Wybierajcie stroje, które przynoszą wam radość. A wtedy, uwierzcie mi, cały świat upadnie wam do stóp!".
Swietłana KIRSANOWA,
zdjęcia Kiriłła PASMURCEWA i z archiwum bohaterki projektu,
gazeta "7 dni".
 
Świeże wiadomości z Białorusi