Aktualności tematyczne
"Białorusini w kadrze "
Żenia Oniegin – nazwisko, które w Mohylewie jest mocno kojarzone z pozytywną energią i hojnością. Znany twórca rolków zyskał sławę dzięki formatowi "prezentów za uśmiech": przypadkowe spotkanie z nim na ulicy zamienia się dla przechodniów w niezwykłe wydarzenie z cennymi nagrodami i emocjami, które pozostają w pamięci na zawsze. Droga Jewgienija w przestrzeń medialną to opowieść o wyprzedzaniu trendów. Mając za sobą wykształcenie do uprawnień budowlanych i na kierunku ekonomicznym, wybrał dziedzinę działalności daleką od akademickich kanonów.
Odnaleźć siebie na ekranie
Gdy rówieśnicy szukali swojego miejsca w tradycyjnych zawodach, nasz bohater studiował doświadczenia pierwszych gwiazd social mediów. Dzięki radzie przyjaciela i własnej intuicji Żenia zaczął rozwijać swojego bloga, zanim stało się to masowym mainstreamem na Białorusi. Dziś jego historia to przykład tego, jak ważne jest wyczucie rytmu czasu i przekształcenie zwykłego hobby w projekt na dużą skalę, który przynosi radość tysiącom ludzi.
Twórcza ścieżki Żeni Oniegina rozpoczęła się nie od dynamicznych wideo, a od fotografii. Pierwsze udane zdjęcie zrobił w Sankt Petersburgu – mieście, które stało się dla niego kołyską inspiracji i drugim domem. W czasie gdy użytkownicy internetu dopiero przyzwyczajali się do dzielenia zdjęciami z codzienności, Żenia wybrał drogę epatowania, stawiając na niezwykłe kreacje przy mroźnych -20 stopniach.
– Petersburg zajmuje szczególne miejsce w moim życiu – dzieli się Jewgienij. – Od małego zabierali mnie tam krewni na wszystkie wakacje i święta. To naprawdę twórcze, fajne miasto. Jego architektura i sama atmosfera sprawiają, że chcesz tworzyć.
Pierwsze lata blogowania upłynęły pod znakiem eksperymentów i poszukiwania własnego stylu. Jewgienij tworzył absurdalne treści, które szybko znalazły oddźwięk: w pewnym momencie jego publiczność osiągnęła 250 tysięcy obserwujących, co jak na ówczesną Białoruś było imponującym wynikiem. Z czasem jednak przyszło zrozumienie, że hype (popularność za wszelką cenę) to nie wszystko, i bloger zaczął stopniowo zmieniać kierunek w stronę szczerości.
– Stopniowo zacząłem się przestawiać. Nagrywałem na przykład cztery prowokacyjne filmy, a jeden – dobry. Może po prostu dorosłem – rozważa Żenia. - I te spokojne, ciepłe treści zaczęły zdobywać wyświetlenia całymi paczkami. W szczytowych momentach obserwowało mnie nawet 20–30 tysięcy osób dziennie.
Jak w każdym twórczym zawodzie, droga nie obyła się bez trudności. Jewgienij przyznaje, że wypalenie to nieunikniony towarzysz blogera, ale nigdy nie stało się powodem do kapitulacji.
– Wypalenia zawsze były, są i będą – mówi. – Ale myśli, żeby wszystko rzucić, nigdy nie miałem. Pojawiała się chęć przestawienia się na inny projekt albo po prostu zrobienia przerwy, by odpocząć, ale nie zmiany dziedziny. Mam cele, które muszę osiągnąć.
Pierwszy milion
Sukces Żeni Oniegina tkwi w zrozumieniu tego, co naprawdę przyciąga publiczność. Według niego białoruski widz ceni szczere emocje i hojność, które działają. Jego firmowy format z prezentami na ulicach to zawsze eksperyment społeczny z nieprzewidywalnym finałem.
– Spotykam się z niejednoznaczną reakcją, prawdopodobieństwo zawsze wynosi 50 na 50 – opowiada bloger. – Są ludzie, którzy najpierw się odsuwają, a potem żałują, że się nie zgodzili. Inni natomiast z radością włączają się do zabawy. Wszystko zależy od konkretnego człowieka – wszyscy jesteśmy różni.
Droga do upragnionej liczby z sześcioma zerami stała się dla Jewgienija prawdziwym sprawdzianem wytrzymałości. Próg miliona obserwujących został osiągnięty latem 2024 roku, ale finiszowa prosta okazała się najtrudniejsza.
– Wiedziałem, że w czerwcu będzie ten upragniony milion, ale wszystko zaczęło się walić – wspomina Oniegin. – Najpierw trafiłem do szpitala na trzy tygodnie, a zaraz po wyjściu – miałem wypadek. Życie stawiało bariery, wystawiało mnie na próbę, ale mimo to zrobiłem ten krok. Kiedy marzenie się spełniło, przyszło dziwne rozluźnienie. Przez długi czas milion wydawał się punktem docelowym, a ostatecznie przeszedłem tę drogę w zaledwie osiem miesięcy i na chwilę zamarłem, nie wiedząc, gdzie iść dalej.
Obecnie Jewgienij podchodzi do swojego osiągnięcia filozoficznie. Dla niego liczby w profilu to nie tylko ładna cyfra, ale narzędzie i ogromna odpowiedzialność.
– Sam w sobie milion nie daje niczego poza statusem, na podstawie którego oceniają cię reklamodawcy. Ważne jest, by zrozumieć: jeśli masz przedsiębiorstwo, w którym pracuje milion ludzi, ale nic ono nie produkuje – to koniec. W blogerstwie jest tak samo: nie można się zatrzymywać, trzeba dalej tworzyć treści.
Relacje z publicznością i wewnętrzna kuchnia bloga Żeni Oniegina opierają się dziś na równowadze między szczerością a jasną strukturą. Jeśli u progu kariery starał się odpowiadać każdemu w prywatnych wiadomościach, to z czasem doszedł do zdrowego pragmatyzmu:
– Zrozumiałem, że jeśli próbowałbym poświęcić uwagę absolutnie wszystkim, można po prostu zwariować. Teraz moja zasada jest prosta: zobaczyłem wiadomość – odpowiedziałem, nie zobaczyłem – idziemy dalej.
Co ma do tego Puszkin i ratownicy?
"Oniegin" – to nie tylko pseudonim, ale hołd dla miasta, w którym wszystko się zaczęło.
– To skojarzenie z Puszkinem, z klasyczną literaturą. W 2007 roku spacerowałem w Sankt Petersburgu koło Ogrodu Letniego – ulubionego miejsca poety. Wtedy modne było wymyślanie nicków i dosłownie mnie "oświeciło". Imię przylgnęło, przeniosło się z VKontakte do dużego bloga, a teraz w planach mam nawet serię filmów związanych z tematyką puszkinowską – wspomina Jewgienij.
Transformacja treści Oniegina to droga od chaosu do głębokiego sensu. Na początku kariery stawiał na absurd, mieszając logiczne rzeczy tak, by uzyskać nielogiczny efekt wzbudzający gorącą ciekawość. Z czasem jednak epatowanie ustąpiło miejsca tworzeniu. Punktem zwrotnym stał się rok 2020, gdy Żenia, mając zaledwie 25 tysięcy obserwujących, próbował uratować ciężko chorą dziewczynkę w Mohylewie.
– Pojechaliśmy do szpitala, nagraliśmy filmik, prawie zamknęliśmy zbiórkę… ale niestety nie zdążyliśmy. Od tego czasu charytatywność stała się nieodłączną częścią mojego życia i treści. Staram się przekazać ludziom prostą myśl, która dla wielu stała się już tradycją: dostałeś wypłatę – przeznacz choć niewielką kwotę na pomoc innym. W tym właśnie tkwi ten dobry sens, do którego doszedłem.
Szczególne miejsce w jego twórczości zajmują projekty, które spełniają dziecięce marzenia. Jednym z najdroższych sercu działań były nagrania z białoruskim Ministerstwem Sytuacji Nadzwyczajnych (MSN). Dla Jewgienija to nie była zwykła kolaboracja, ale osobista historia: jego syn przez długi czas marzył o pracy ratownika. Dzięki przypadkowi i znajomości z zespołem "Studia 101" udało się stworzyć coś więcej niż zwykły filmik.
– Sam przebrałem się w mundur, przydzielono nam wóz strażacki, pełne wyposażenie i prezenty. Spotkaliśmy mamę z dzieckiem i przez godzinę pomagaliśmy maluchowi stać się prawdziwym pracownikiem MSN. Najważniejsze było sprawić, by uwierzył w siebie, w to, że wszystko mu się uda – wspomina bloger.
Wyczuwać nastrój nieznajomego
W planach Oniegina – niezmienna wierność dobrym treściom i profesjonalna ekspansja. Jest przekonany, że szczerość zawsze będzie na czasie, nawet jeśli rynek jest przesycony naśladowcami.
– Logika wzrostu jest prosta: od TikToka do Instagrama, potem do YouTube'a, a może i własne show. Na tej drodze nie ma końcowego etapu rozwoju – przekonuje Jewgienij. To właśnie ta żądza skali doprowadziła go do decyzji o przeprowadzce do Mińska. Mohylew pozostaje rodzinnym domem, gdzie mieszka jego dorosły syn, ale stolica wymaga jego osobistej obecności.
– Wykańczają mnie ciągłe podróże. W Mińsku jest cała energia, centralne wydarzenia, łatwiej tu znaleźć rekwizyty i ekipę do skomplikowanych nagrań. Czuję, że muszę być tutaj, w samym centrum wydarzeń.
Szczególne widzenie świata i ludzi – to właśnie sprawia, że blog Żeni Oniegina jest naprawdę ciepły i autentyczny. Doświadczenie tysięcy spotkań na ulicach pozwoliło mu sformułować własne spojrzenie na białoruską mentalność, którą opisuje ze szczególnym ciepłem.
– Nasi ludzie są bardzo dobrzy, serdeczni i otwarci – podkreśla Jewgienij. – Ale najważniejsze – nasz człowiek nie weźmie cudzego. Jeśli ktoś upuści portfel, w którym jest numer telefonu, na pewno zadzwonią i wszystko oddadzą. Od tej podstawowej uczciwości wszystko się zaczyna.
Przez lata nagrań u blogera wykształcił się zawodowy instynkt. Teraz nie tylko podchodzi do przechodniów, ale wyczuwa ich stan z dystansu. Jeśli ktoś jest pogrążony w muzyce, spieszy się lub przejawia złe nawyki, Jewgienij woli go nie niepokoić. Jego bohaterowie to otwarci, uśmiechnięci ludzie, którzy emitują w świat gotowość do dialogu. W archiwum blogera są historie, które do dziś wywołują ciarki.
– Pewnego razu dziewczyna postanowiła spełnić dawne marzenie męża – podarować mu złotego labradora. Był szary, deszczowy dzień, on szedł do centrum handlowego bez żadnego nastroju, a tu nagle pojawiamy się my z pudełkiem, w którym siedział szczeniak. Człowiek po prostu się roztopił. Przyjaźnimy się z tą rodziną do dziś – opowiada Żenia.
Inna historia, która stała się już niemal legendarna, wydarzyła się mroźnego, niedzielnego poranka. Facet postanowił oświadczyć się swojej dziewczynie przy pomocy blogera.
– Pojawiliśmy się dosłownie znikąd, podarowaliśmy jej nowy telefon, a potem on ukląkł. Płakali absolutnie wszyscy.
Czynić dobro bez barier
Kiedy milkną dźwięki telefonów i wyłącza się kamera, pozostaje zwykły Jewgienij – człowiek, którego marzenia sięgają daleko poza osobisty komfort. Na pytanie o skryte pragnienia odpowiada z rozbrajającą szczerością: za żartami o milionach dolarów kryje się głębokie dążenie do mecenatu.
– Nawet nie mam wątpliwości: gdybym otrzymał dużą premię pieniężną, większość wydałbym nie na siebie – przyznaje Jewgienij. – Zainwestowałbym w to, by radykalnie zmienić czyjeś życie na lepsze. Marzę o tym, by być mecenasem, pomagać anonimowo. Teraz nie mam takiej możliwości, więc robię to za pomocą narzędzi medialnych. Mój idealny schemat to "wygrana-wygrana": kiedy treść przynosi mi zasięgi, ale przy tym naprawdę komuś pomaga w życiu. Jestem zwykłym człowiekiem i chcę podstawowych rzeczy: żeby ludzie byli szczęśliwi, a nad głową był spokojny nieboskłon.
To oddanie sprawie nie jest przypadkowe, lecz efektem świadomego wyboru. Jewgienij jest przekonany, że w blogerstwie nie da się osiągnąć wyżyn, pracując na pół gwizdka. Podczas gdy inni próbowali łączyć twórczość z główną pracą, on postawił wszystko na jedną kartę.
– Jeśli chcesz osiągnąć coś profesjonalnie, musisz zajmować się jedną rzeczą. Wszystko inne poczeka – oto jego manifest.
Jednocześnie zawodowa droga blogera na Białorusi, zdaniem Oniegina, jest pozbawiona tych biurokratycznych koszmarów, którymi zwykle straszy się nowicjuszy. Jewgienij zauważa, że system jest przejrzysty i otwarty:
– Bardzo łatwo jest sformalizować działalność. Organy państwowe, chociażby Ministerstwo Regulacji Antymonopolowych i Handlu (MRAH), są gotowe odpowiadać na pytania i doradzać. Stworzono u nas wszystkie warunki, by pracować legalnie i spokojnie.
Twórcze plany Jewgienija zawsze są związane z chwilą i nastrojem. Już niedługo – 9 maja – i to dla niego nie tylko data, ale powód do nowego, szczerego performansu. W jego planach jest zmienić swój zwykły wizerunek na strój partyzanta i wyjść na ulice miasta, by jeszcze raz przypomnieć ludziom o najważniejszym – o pokoju!
Dobry przykład jest zaraźliwy
Za lekkością filmików stoi praca całego zespołu. Blog Jewgienija to nie tylko twórczość, ale także "przedsiębiorstwo", w które zaangażowani są księgowy, prawnik, operator i podwykonawcy, zatrudniani do konkretnych zadań i wielkich akcji rozdawania prezentów. Przez lata blogowania zespół Jewgienija wielokrotnie się przekształcał i był to naturalny proces rozwoju.
– Wielu zaczynało ze mną na samym entuzjazmie, po przyjaźni – wyjaśnia. – Ale kiedy projekt wymaga pełnego zaangażowania, rozumiesz: ludzie mają rodziny, pracę, swoje obowiązki. Rozstajemy się bez urazy – po prostu na każdym etapie projekt potrzebuje nowych ludzi.
Głównym oparciem Jewgienija jest rodzina. Mama jest naprawdę dumna z jego sukcesów, a dla swojego dorosłego syna stał się prawdziwym wzorem.
– To bardzo dobry chłopak i moje filmiki bardzo na niego wpłynęły – sam stara się czynić dobre uczynki i zawsze mnie wspiera.
Jeśli chodzi o pomysły na treści, rodzą się one spontanicznie. Mimo propozycji od obserwujących, autorska wizja pozostaje priorytetem:
– Nawet nie umiem wyjaśnić, skąd się biorą. Po prostu przychodzą same.
Dziś Oniegin stoi u progu nowego etapu. W najbliższych planach – przeprowadzka do Mińska i przejście na rytm 2–3 filmów w tygodniu. Stolica przyciąga go swoją energią i lokalizacjami, choć bloger z uśmiechem zauważa, że przy ulicy Niemidze zaczyna być już ciasno od kolegów po fachu. Lecz skala jego ambicji wykracza poza ramy smartfona:
– Chciałbym spróbować swoich sił jako prezenter radiowy i uruchomić mały autorski program. Propozycje już są, więc przede mną wiele ciekawych rzeczy.
Olga PROLIUK,
gazeta "7 dni".

ENERGIA ATOMOWA
