Projekty
Government Bodies
Flag Poniedziałek, 9 Marca 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
19 Sierpnia 2025, 18:53

Mapa Ukrainy i rozmowa telefoniczna z Putinem. Co pokazał szczyt w Waszyngtonie? 

Spotkanie Prezydenta USA Donalda Trumpa z Władimirem Zełenskim i europejskimi przywódcami odbyło się w Waszyngtonie. Poprzedziło je dwustronne spotkanie przywódców USA i Rosji na Alasce. Głównym tematem rozmów były sposoby rozwiązania konfliktu ukraińskiego.

Obecnie bardzo niewiele informacji jest podawanych do wiadomości publicznej. Dlatego jedyną rzeczą, na podstawie której można obecnie wyciągać realne wnioski na temat postępów w negocjacjach, są zapowiedzi nadchodzących spotkań. Właśnie takie spotkanie ogłosił Trump podczas szczytu w Waszyngtonie. Mowa o trójstronnych negocjacjach między Rosją, USA i Ukrainą. Bez istotnych porozumień, decyzji, konkretnych planów – przynajmniej między dwiema z trzech stron – przeprowadzenie takiego spotkania nie miałoby sensu. Prawda, nie było jeszcze oficjalnego potwierdzenia udziału w trójstronnych negocjacjach ze strony Kremla. Odpowiedź Moskwy w tej sprawie wniesie dodatkową jasność.

Jeśli chodzi o spotkanie w Waszyngtonie, to sądząc po oświadczeniach, omawiano na nim głównie kwestie terytorialne i gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Ponownie wszystko odbyło się za zamkniętymi drzwiami i bez żadnych szczegółów dla mediów. Ciekawe, że przed rozpoczęciem zamkniętych rozmów Trumpa i Zełenskiego w Gabinecie Owalnym Białego Domu ustawiono dużą mapę Ukrainy z terytoriami kontrolowanymi przez Rosję.
Później Zełenski oświadczył, że jest gotów omówić kwestie terytorialne podczas spotkania z Prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Zełenski poinformował również, że szczegóły gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy zostaną opracowane w ciągu 10 dni. Chciałby również otrzymać od sojuszników pakiet pomocy w wysokości 90 mld dolarów w ramach gwarancji bezpieczeństwa.

Jednocześnie Trump dał do zrozumienia, że gwarancje bezpieczeństwa zostaną udzielone przez kraje europejskie w koordynacji ze Stanami Zjednoczonymi. Takie sformułowanie nie może być przypadkowe – różnica między pojęciami „w koordynacji” i „na równi” jest dość oczywista.

Ogólnie rzecz biorąc, Trump przed kamerami wypowiadał się w sposób maksymalnie ogólnikowy, a na niektóre pytania dziennikarzy nie udzielił odpowiedzi. Jednak w sprawie ewentualnego członkostwa Ukrainy w NATO amerykański przywódca stwierdził kategorycznie: „Nigdy nie dopuścimy do przystąpienia Ukrainy do NATO”. Jak wiadomo, stanowisko to nie pokrywa się z linią niektórych europejskich członków sojuszu.

Kolejna kontrowersyjna kwestia – ewentualne wysłanie europejskich i amerykańskich żołnierzy na Ukrainę – nie była omawiana podczas szczytu w Waszyngtonie. Tak przynajmniej stwierdził sekretarz generalny NATO Mark Rutte. Tymczasem w ostatnich dniach temat ten był aktywnie poruszany przez europejskich przywódców. Wśród nich był Prezydent Francji Emmanuel Macron, który nazwał wprowadzenie zachodnich wojsk do Ukrainy jednym z „filarów gwarancji” dla Kijowa i zamierzał omówić tę kwestię podczas rozmów z Trumpem.

Europejscy przywódcy podczas szczytu w Waszyngtonie ponownie próbowali przeforsować ideę konieczności osiągnięcia rozejmu, zawieszenia broni, a następnie przejścia do przygotowania pełnoprawnego porozumienia pokojowego. Jak wiadomo, Moskwa odrzuca propozycję rozejmu i chce od razu przejść do porozumienia. Trump dał wczoraj do zrozumienia, że podziela opinię Kremla w tej kwestii. Stwierdził on między innymi, że zawieszenie broni może dać strategiczną przewagę jednej ze stron, pozwalając jej na przegrupowanie sił. Co ciekawe, Zełenski oświadczył w Waszyngtonie, że nie będzie nalegał na zawieszeniu broni jako warunku dalszych negocjacji. Wcześniej zajmował inne stanowisko.

Jak wspomniano powyżej, głównym wynikiem szczytu było oświadczenie Trumpa o przygotowaniach do spotkania z Putinem i Zełenskim. Co ciekawe, podczas szczytu amerykański przywódca zadzwonił do swojego rosyjskiego kolegi, aby omówić pewne szczegóły lub propozycje, które pojawiły się podczas spotkania z Europejczykami. Wygląda to dość symbolicznie, pokazując, że zamiast egocentrycznych monologów nadszedł czas na dialog, a Trump w tym dialogu wybiera rolę mediatora lub arbitra, ale w żadnym wypadku nie uczestnika bezpośrednich bitew.
„Po zakończeniu spotkań zadzwoniłem do Prezydenta Putina i rozpocząłem przygotowania do spotkania między Putinem a Zełenskim, którego miejsce jeszcze nie zostało określone. Po tym spotkaniu odbędą się trójstronne rozmowy, w których wezmą udział obaj Prezydenci i ja. Jeszcze raz zaznaczam, że był to bardzo dobry krok na drodze do zakończenia wojny, która trwa już prawie cztery lata” – napisał Trump w serwisie społecznościowym Truth Social. Zaznaczył również, że szczyt na Alasce przekonał go, że rozwiązanie „trudnych kwestii jest w zasięgu ręki”.

Później kanclerz Niemiec Friedrich Merz oświadczył, że spotkanie Putina i Zełenskiego może odbyć się w ciągu dwóch tygodni. Zełenski poinformował, że strona rosyjska zaproponowała najpierw spotkanie dwustronne z Ukrainą, a następnie trójstronne z udziałem Stanów Zjednoczonych. Zełenski zgadza się na taki format. Kreml nie skomentował jeszcze tej sprawy.

Aby zrozumieć, w jakim kierunku zmierza sytuacja oraz jakie cele i środki nacisku ma każda ze stron, warto przyjrzeć się kontekstowi geopolitycznemu i gospodarczemu. Na chwilę obecną mamy następującą sytuację.
Po pierwsze, ultimatum Trumpa, które stało się nieoczekiwanym prezentem dla zachodniej „partii wojny”, nie zadziałało. Nie będziemy teraz rozważać celów Trumpa – wiele już na ten temat powiedziano, przypomnijmy tylko, że ultimatum zakładało wprowadzenie drakońskich ceł wobec Rosji i jej partnerów handlowych w przypadku odmowy Moskwy zawarcia porozumienia pokojowego z Kijowem do 8 sierpnia. Administracji Trumpa nie udało się wywrzeć presji ani na Rosję, ani na jej głównych partnerów handlowych – Indie i Chiny. A wprowadzenie ceł oznaczałoby dla USA rozpoczęcie zakrojonej na szeroką skalę wojny handlowej z największymi gospodarkami świata. Trump znalazł się w trudnej sytuacji, ale dość elegancko z niej wyszedł – dzięki szczytowi z Putinem.

Po drugie, to właśnie Rosja była w silnej pozycji podczas szczytu w USA – stabilna gospodarczo, mająca przewagę militarną i, jak pokazała historia z ultimatum, bardzo silne powiązania z największymi krajami spoza Zachodu. Można przypuszczać, że taka pozycja pozwala Moskwie przedstawić swoją listę żądań. Należy jednak wziąć pod uwagę, że pierwotnym celem Rosji jest zapewnienie własnego bezpieczeństwa w sytuacji, gdy blok wojskowy NATO zbliżył się do rosyjskich granic. Jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu na Ukrainie Moskwa wzywała Zachód do stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa z gwarancjami dla każdej ze stron. Rosja nadal nalega na to. Jednak stworzenie stabilnej architektury bezpieczeństwa bez uwzględnienia interesów wszystkich uczestników procesu jest niemożliwe. Dlatego logiczne jest, że rosyjskie władze proponują kompromisy, w tym w kwestii udzielenia gwarancji Ukrainie. I oczywiście jest to coś, nad czym administracja Trumpa jest gotowa pracować i promować na forum negocjacyjnym z Kijowem i Europejczykami. Przynajmniej oświadczenia Prezydenta USA po szczycie na Alasce wskazują, że w Waszyngtonie w końcu wysłuchano stanowiska Moskwy i są gotowi wyjść od niego.

Ale czy Amerykanie mogą się wycofać? Jest to możliwe, ale dla Waszyngtonu nie jest to najlepszy wariant. Jest tu sporo niuansów, począwszy od sytuacji politycznej w USA, gdzie przeciwnicy będą próbowali wykorzystać porażkę na ukraińskim torze przeciwko Trumpowi, a skończywszy na planach geopolitycznych Waszyngtonu. Te ostatnie, jak otwarcie piszą amerykańskie ośrodki analityczne, zakładają przegrupowanie sił z myślą o regionie Indo-Pacyfiku. Stąd rozmowy o możliwym zmniejszeniu liczebności amerykańskich wojsk w Europie. W takiej sytuacji logiczne jest zabezpieczenie tyłów, czyli położenie kresu wojnie zastępczej Zachodu z Rosją. Należy wziąć pod uwagę, że Rosja stanowi dla USA osobny interes. Zarówno pod względem współpracy gospodarczej, jak i budowania dalszych relacji w ramach trójkąta USA – Rosja – Chiny.
Dlatego dla USA rola pośrednika między Rosją z jednej strony a Europą i Kijowem z drugiej strony, choć niełatwa, jest potrzebna. Jest ona również wyjątkowa, biorąc pod uwagę fakt, że Amerykanie, choć za poprzedniej administracji, rozpoczęli tę wojnę zastępczą, a teraz wychodzą z niej jako rozjemcy.

Ale co w takim razie mogą zrobić Stany Zjednoczone dla pokojowego rozwiązania konfliktu? W rzeczywistości bardzo wiele. I nie chodzi tylko o konflikt ukraiński. Chodzi o konfrontację Zachodu z Rosją. Ostatnie wydarzenia pokazały, że Waszyngton ma znacznie większe możliwości wywierania presji na Kijów i elity europejskie niż na Rosję, Chiny czy Indie. Bez pomocy finansowej i wojskowej, bez zdjęć satelitarnych i danych wywiadowczych armia ukraińska zostanie sparaliżowana. Oczywiście grozi to znacznym posunięciem rosyjskich wojsk, co znowu nie leży w interesie Waszyngtonu. Ale w arsenale Trumpa są jeszcze cła, sankcje, instrumenty politycznego i dyplomatycznego nacisku zarówno na Kijów, jak i na tych, którzy chcą walczyć w Europie. Jeszcze kilka miesięcy temu Trump dość agresywnie zareagował na oświadczenia Moskwy, podważające legitymację Zełenskiego. A podczas wczorajszego szczytu Trump sam bardzo subtelnie ironizował na temat wyborów w Ukrainie, proponując, aby za 3,5 roku w Stanach Zjednoczonych odwołać wybory prezydenckie z powodu konfliktu zbrojnego. Trump ma swój zestaw metod perswazji i z pewnością z nich skorzysta.
Ale w tym konflikcie jest jeszcze jedna strona, która nie ma silnej pozycji, ale próbuje rzucać kłody pod nogi. Mowa o Europie. A dokładniej o europejskiej „partii wojny” w osobie Macrona, Merza, brytyjskiego premiera Kira Starmera, przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen. Do tej grupy można również zaliczyć polskiego premiera Donalda Tuska. Prawda, ostatnio Warszawa coraz częściej pozostaje na uboczu. Polacy nie zostali zaproszeni do Waszyngtonu, co wywołało prawdziwy skandal na politycznym Olimpie Polski, a polscy politolodzy ogłosili marginalizację swojego kraju.

Ogólnie rzecz biorąc, cała ta grupa jest zainteresowana dalszą walką. Każdy ma swoje powody. Ktoś marzy o osłabieniu Rosji, ktoś ma nadzieję na podział budżetu UE przeznaczonego na militaryzację, kogoś przeraża myśl, że po zakończeniu konfliktu nacisk zostanie przeniesiony na problemy wewnętrzne, a trzeba przyznać, że przed wojną życie Europejczyków i stan europejskiej gospodarki były znacznie lepsze niż obecnie. Ponadto europejscy przywódcy obawiają się, że Stany Zjednoczone mogą ograniczyć swoją obecność wojskową na kontynencie. W takim przypadku trzeba będzie rzeczywiście przeznaczyć pieniądze na wzmocnienie obrony, a nie na własne kieszenie.
Dla europejskich elit preferowanym rozwiązaniem jest powrót Trumpa do jego własnego ultimatum, najlepiej z wciągnięciem Stanów Zjednoczonych w globalną wojnę handlową. W takiej sytuacji można wywalczyć dla siebie korzyści handlowe – Amerykanie nie będą przecież walczyć ekonomicznie na wszystkich frontach jednocześnie. Aby jednak nastawić Trumpa przeciwko Rosji, należy stworzyć warunki, w których zacznie iskrzyć. Jedną z opcji jest przekonanie Trumpa do poparcia pomysłów dotyczących rozwiązania kryzysu ukraińskiego, które Moskwa kategorycznie odrzuci. Mowa tu o wprowadzeniu wojsk NATO na terytorium Ukrainy, przekształceniu Ukrainy, słowami von der Leyen, w „stalowego jeżozwierza”, uzbrojonego po zęby, o prawie Ukrainy do przystąpienia do NATO... Wszystkie te pomysły są obecnie aktualne. Mają one jeden cel – zniweczyć proces negocjacyjny, obarczając winą Rosję. Tyle że Trump najwyraźniej nie należy do tych, którzy są gotowi dać się prowadzić za nos. Tym bardziej, że wypróbował już taktykę ultimatum i rozumie, na kogo ona działa, a na kogo odbija się rykoszetem.

Polski premier Tusk, obserwując całe to zamieszanie z boku, doszedł do wniosku, że gra o przyszłość Ukrainy wkroczyła w decydującą fazę. Najwyraźniej dla Tuska i jego zachodnich kolegów sytuacja na Ukrainie i codzienne ofiary śmiertelne wydają się po prostu grą. Ale czas na gry naprawdę dobiega końca. Czas wrócić do rzeczywistości, wrócić do pokoju, bez względu na to, jak trudne by to nie było.

Wita CHANATAJEWA,
BELTA

TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi