Projekty
Government Bodies
Flag Wtorek, 17 Lutego 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
13 Stycznia 2026, 14:06

Magia Kolad. Jak w powiecie mohylewskim witają turystów z różnych krajów

Jak obchodzi się Kolady na białoruskiej wsi, dowiedzieli się korespondenci BELTA. Udaliśmy się do agromiasteczka Połykowicze w powiecie mohylewskim, gdzie podczas koladowania miejscowi mieszkańcy, goście z innych regionów, a nawet krajów śpiewają piosenki, składają życzenia i wierzą w magię zimy. Na własne oczy przekonaliśmy się, że białoruska tradycja łączy pokolenia i kultury.

Kolady to święto o głębokich korzeniach: powstało jeszcze w czasach pogańskich, a później zakorzeniło się w tradycji chrześcijańskiej i obchodzone jest między Bożym Narodzeniem a Chrztem Pańskim. W okresie Kolad powiat mohylewski przyjmuje gości nie tylko z różnych zakątków Białorusi, ale także z zagranicy. W czasie ferii sylwestrowych agroturystyki powiatu przyjmują grupy turystyczne, które przyjeżdżają nie tylko po to, aby popatrzeć, ale także wziąć udział, zaśpiewać, spróbować placków ziemniaczanych według starego przepisu.

W agroturystyce „Sieraja szejka” panuje wyjątkowa, magiczna atmosfera. Śnieg skrzypi pod butami, z komina unosi się dym, a w środku jest ciepło i pachnie domowym jedzeniem. Zebrali się tu ludzie, aby świętować i dotknąć starożytnej tradycji. Kolady to nie tylko data w kalendarzu, to coś o nierozerwalnej więzi między przeszłością a teraźniejszością.

„Nasza agroturystyka słynie z tego, że bardzo często w ciągu roku organizujemy festiwale i imprezy wydarzeniowe” – opowiada właścicielka agroturystyki Swietłana Machankowa. 

Według niej, w okresie świąt Bożego Narodzenia gospodarstwo przyjęło około 25 grup turystycznych, czyli około 300 osób, a w ciągu roku – ponad 2000 gości. Przyjeżdżają oni specjalnie na Maslenicę, Kupałę, święto chleba i oczywiście Kolady. 

Święta obchodzone w Połykowiczach są pełne ciepła i przytulności. „Gości przyciąga kuchnia białoruska, to, co sami produkujemy: placki ziemniaczane, kaszanka, domowa kiełbasa i smalec. Proszą nawet, żeby mogli zabrać to ze sobą! No i oczywiście nasz folklor: pieśni, obrzędy, warsztaty” – dodaje Swietłana.

Dziewczyny z lokalnego klubu agromiasteczka Połykowicze przygotowują osobny program na każde święto. „Podchodzą do wszystkiego z duszą. Turyści to czują. Po wydarzeniach mówią, że emocje przeważyły nad wszystkimi wcześniejszymi przeżyciami” – zwraca uwagę gospodyni. 

I rzeczywiście – wystarczy posłuchać starej piosenki w wykonaniu lokalnych dziewcząt, aby zrozumieć: tutaj czas zwalnia. 

Organizatorzy przygotowali dla gości bogaty program: tańce, pieśni, obrzędy, poczęstunek – wszystko po domowemu, bez pretensjonalności, z prawdziwą radością.

Goście potwierdzają: wrażenia pozostają na długo. Ksenia Szulmina z Sołniecznogorska w obwodzie moskiewskim przyjechała na Białoruś już po raz drugi. W 2013 roku odwiedziła Mińsk i Mir, ale postanowiła wrócić, aby ponownie zobaczyć Białoruś. „Byliśmy w Bobrujsku, Orszy, Mohylewie. Dzisiaj zwiedzaliśmy lokalne pałace. Białoruś jest piękna zarówno latem, jak i zimą. To kraj, do którego chce się wracać. Czuje się tu przytulność” – mówi.

Szczególnie uderzyła ją możliwość zetknięcia się z żywą kulturą. „U nas też są podobne uroczystości, ale tutaj wszystko jest inne. Jest bardzo wesoło i smacznie. Wszyscy śpiewają, tańczą, biorą udział w konkursach. Kolady to naprawdę piękne święto, zwłaszcza w tym miejscu” – dodaje Ksenia.

Goście mają bardzo dobre wrażenia nie tylko z kraju, ale także z obchodzonych z rozmachem Kolad. Niektórzy po raz pierwszy świętują to święto właśnie w powiecie mohylewskim. Roman i Olga Pankratowowie z Moskwy przyjeżdzali na Białoruś już latem i postanowili odwiedzić ją również zimą. „Byliśmy pod wrażeniem, więc postanowiliśmy wrócić właśnie na święta zimowe” – opowiada Roman. Jego żona Olga dodaje: „Dzisiaj spróbowałam rassolnika, nie da się opisać słowami, jak to jest pyszne, taki białoruski koloryt! A jakie są placki ziemniaczane – mają tak niezwykły smak, że można je jeść nawet bez sosu. Razem z mężem jesteśmy zachwyceni tą niezapomnianą podróżą”.

Dla Olgi Pankratowej Kolady to rzadka okazja, aby „trochę zapomnieć, że jest się dorosłym i stać się dzieckiem”. I w tym tkwi główna magia tego święta: daje poczucie cudu, którego niełatwo doświadczyć w rutynie wielkich miast i codziennym życiu.

Ale nie wszyscy goście mają do czynienia z Koladami po raz pierwszy. Elena Muchanowa z Moskwy przyjeżdża na takie imprezy już od 15 lat. „W Rosji również świętujemy Kolady w radosnej atmosferze. Jedziemy do wsi, przebieramy się, wróżymy” – opowiada. Na Białorusi szczególnie zadziwiło ją podejście do święta. „Ludzie tutaj są tacy energiczni, radośni, gościnni. A święto, które dzisiaj zorganizowano, jest piękne, wszystko na najwyższym poziomie. Na pewno będę tu przyjeżdżać wiele, wiele razy” – zaznaczyła Elena. 

Jak powiedziała kierowniczka sektora kultury mohylewskiego wykonawczego komitetu Natalia Gomonowa, zainteresowanie turystyczne regionem gwałtownie rośnie: „Odwiedzili nas już turyści nie tylko z Rosji, ale także z Chin, Uzbekistanu, Turkmenistanu, Mongolii i innych krajów”.

Kolady w Połykowiczach to nie tylko przedstawienie teatralne dla turystów. To żywa tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nie ma tu patosu, ale jest szczerość. Święto w gospodarstwie agroturystycznym trwa tylko kilka godzin, ale pozostawia ślad na długie miesiące. Ludzie wyjeżdżają z pamiątkami i chęcią powrotu. Bo Kolady to nie tylko zimowy obrzęd, to przypomnienie, że świat może być dobry i trochę magiczny, a ludzie – otwarci.
TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi