Projekty
Government Bodies
Flag Wtorek, 17 Lutego 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Społeczeństwo
20 Kwietnia 2025, 15:00

Jest nawet wiciokrzew japoński. Jeden z najmłodszych rolników w kraju udowadnia, że biznes na wsi - to jest modne
 

Nazar Melnikow jest obecnie prawdopodobnie jednym z najmłodszych rolników w naszym kraju. Wraz z bratem uprawia jagody, w tym takie rzadkie jak wiciokrzew. A jeszcze buduje Zoo kontaktowe z niezwykłymi zwierzętami: efektownymi kozami Kamori, wietnamskimi prosiętami i bykami rasy Aberdeen-Angus. Jednocześnie ma czas na prowadzenie bloga o wiejskim życiu, na który subskrybuje ponad 38 tysięcy osób. Dowiedzieliśmy się od agrobiznesmena, jak zostać rolnikiem i dostać się do Księgi Rekordów Białorusi.

Czerwieńskiego pola jagoda


Przez całe życie 27-letni Nazar Melnikow mieszkał w stolicy. Próbował się w różnych dziedzinach: zawodowo zajmował się sportem, dopóki nie doznał kontuzji, obróbką drewna i budową domów, wymyślił nawet własny projekt medyczny. Ale dopiero gdy przypadkowo  trafił do rolnictwa, zdał sobie sprawę: właśnie to chce robić.

- Wpłynęło zapytanie na temat dostawy białoruskich jagód do Rosji. Kiedy zaczęliśmy to rozważać, zdaliśmy sobie sprawę, że nisza jagodowa na naszym rynku jest prawie wolna. Nawiasem mówiąc, zapytanie Rosjan nie zostało nawet w połowie spełnione. Jak się okazało, jest popyt, ale nie ma nic do zaoferowania. Postanowiliśmy z bratem Artemijem sami zająć się biznesem jagodowym: sadzić, uprawiać i realizować - uśmiecha się rozmówca i wyjaśnia, że w tym czasie nie było doświadczenia w pracy na ziemi, a także specjalistycznego wykształcenia. - Co więcej, nasza rodzina nigdy nie miała domku letniskowego, a dziadkowie nie mieli domu na wsi. Nie sadziłem ziemniaków, a nie krzewów jagodowych. Studiowaliśmy wszystko z bratem na bieżąco, uczestniczyliśmy w konferencjach, w tym międzynarodowych, konsultowaliśmy się z najlepszymi specjalistami na Białorusi i poza jej granicami.

Tak więc cztery lata temu Nazar i Artemij utworzyli przedsiębiorstwo rolnicze w powiecie czerwieńskim - spółkę AGRO-Lukoml. Na początku oczywiście nie obyło się bez trudności, ale dziś bracia uprawiają jagody, czarne porzeczki, truskawki na prawie 90 hektarach i stawiają na rzadką jagodę w naszym regionie - japoński wiciokrzew. Na pierwsze owoce swojej pracy czekają już w tym sezonie.

- Problemy były, jak można bez nich się obejść. Prawdopodobnie przede wszystkim z powodu braku doświadczenia. Pomogali doświadczeni rolnicy, którzy podpowiadali, co robić w każdym z kierunków: budownictwie, prowadzeniu procesów technologicznych, w tym organizacji nawadniania kropelkowego - wymienia Nazar Melnikow i wyjaśnia, że ostatecznie poradzili ze wszystkimi zadaniami, najważniejsze jest pragnienie.

Jagody i truskawki w naszym kraju są w większości uprawiane przez rolników, przy czym w staromodny sposób, bez stosowania innowacyjnych podejść. Czarna porzeczka to kultura wieczna. Z roku na rok jest bardzo poszukiwana, pozostając najpopularniejszą jagodą wśród przetwórców przemysłowych. Po stwierdzeniu, że nisza plantacji jagód na Białorusi jest wolna, bracia rozpoczęli pracę: zbudowali model finansowy, znaleźli inwestora, który zatwierdził ich projekt biznesowy, i przystąpili do jego realizacji.
Rolnicy-rekordziści

Miejscem przyszłej plantacji został wybrany Witebsk. Kilka miesięcy i wiele inwestycji poświęcono na przygotowanie terenu. Jednak do sadzenia nigdy nie przystąpiono. Zrozumieli, że na torfowiskach będzie ciężko nie tylko z uprawą gleby, ale także ze zbiorem jagód za pomocą nowoczesnego kombajnu. Odpowiednią działkę znaleziono w powiecie czerwieńskim, jednak sezon stracono. Dlatego pierwsze sadzenie odbyło się dopiero jesienią ubiegłego roku. Ale trafili do Księgi Rekordów Białorusi w kategorii "Najszybsze sadzenie czarnej porzeczki w ciągu 10 godzin". W tym czasie ośmioosobowy zespół za pomocą kombajnów zasadził jednocześnie 8 hektarów krzewów jagodowych - około 40 tysięcy sadzonek. Nawiasem mówiąc, gdyby wykonywali taką pracę ręcznie, poradziliby sobie nie wcześniej niż w ciągu tygodnia.

To, w czym jeszcze bracia byli pionierami, to uprawa wiciokrzewu. Wybrali japoński gatunek - bardziej odporny na mróz w przeciwieństwie do kanadyjskiego. To prawda, że ta kultura zaczyna przynosić owoce dopiero w trzecim roku po posadzeniu.

- Możemy powiedzieć, że jesteśmy hodowcami wiciokrzewu gatunku japońskiego na Białorusi. W kraju na poważnie nikt się tym nie zajmuje. Chociaż jagoda jest obiecująca, a także niezwykle przydatna. Zewnętrznie przypomina winogrona i smakuje jak jagody. Chociaż wiciokrzew zawiera znacznie więcej przeciwutleniaczy -mówi Nazar. - Nawiasem mówiąc, uprawiamy również jagody, ale nie w tradycyjny sposób - sadzimy je nie w torfie, ale w trocinach. I zbieramy za pomocą kombajnu, co jest nowością na Białorusi.

Zapytany, czy trudno jest znaleźć pracowników na wsi, Nazar kręci głową negatywnie: nie było z tym problemów. Personel przedsiębiorstwa rolnego jest w pełni obsadzony, w większości przez lokalnych mieszkańców.

- Praca jest uproszczona dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii. Na przykład na początkowym etapie okazał się duży problem z oznaczeniem pola dla przyszłych nasadzeń. Aby jagody rosły od krzaka do krzaka, a kombajn nie dotykał nadmiaru gałęzi podczas zbioru, wszystkie rzędy powinny być idealnie równe na długości 400-450 metrów - wyjaśnia Nazar. - Nawet najbardziej doświadczony traktorzysta raczej nie poradziłby sobie z takim zadaniem. Na ratunek przyszła innowacja. Zakupiliśmy czujniki GPS i nawigację z połączeniem satelitarnym. Niektóre z naszych traktorów są autonomiczne, natychmiast łączą się z ponad 10 satelitami. Sami jeżdżą, rysują wyraźne linie.

Nazar i Artemij Mielnikowscy mają wielkie plany na przyszłość. Nie chodzi tylko o uprawę jagód, ale także o ich przetwarzanie na naturalne napoje owocowe i soki. A także - o produkcji żywności dla niemowląt i biologicznie aktywnych dodatków na bazie jagód.

- Na próżno wielu uważa, że na wsi nie można być biznesmenem – że jest tylko brud i ciężka praca fizyczna. To nie tak! - zapewnia Nazar. - Korzystając z nowoczesnych technologii, możesz stworzyć komfortowe środowisko, nawet na otwartym polu, co nam akurat się udało.

Zoo z Kamori

Pomimo tego, że podstawą pracy przedsiębiorstwa rolnego jest uprawa jagód, bracia podjęli się realizacji innego interesującego projektu - otwarcia farmy kontaktowej, w której zwierzęta można karmić, głaskać, fotografować się z nimi. Dziś pod opieką braci są króliki i wietnamskie prosięta, znaczna liczba kóz, w tym rzadka pakistańska rasa Kamori, a także ponad 10 szkockich krów i byków rasy Aberdeen-Angus. Po wykupieniu działki wraz ze zwierzętami od poprzedniego właściciela zdecydowali, że wszyscy tu zostaną. W końcu czworonożni mieszkańcy farmy są jej główną ozdobą i podstawą przyszłego Zoo.

- Prawdopodobnie jesteśmy jedynymi hodowcami kóz Kamori w kraju. Jest to rasa mleczna: dziennie produkuje się ponad osiem litrów mleka. Ich charakter jest spokojny, wobec ludzi są przyjazne. Ich główną cechą wyróżniającą są długie, faliste uszy - opowiada Nazar o swoich zwierzakach, głaszcząc po plecach małego koziołka. - Ma dosłownie kilka tygodni. Imię zostało wybrane przez subskrybentów mojego bloga - Archie.

Krowy i byki rasy Aberdeen-Angus przyciągają nie mniej uwagi. Te zwierzęta o jedwabnej, kruczoczarnej sierści i masywnej budowie, przy odpowiednim tuczu, wytwarzają mięso zwane marmurkowym. Ale bracia Melnikowscy mają inne plany na Aberdeen-Angus.

- Zależy nam na ich wyglądzie zewnętrznym, ponieważ zwierzęta w naszym gospodarstwie są wykorzystywane wyłącznie do rozrywki naszych gości - wyjaśnia Nazar. - Planujemy zorganizować jazdę konną na bykach. Takiej "atrakcji" w kraju jeszcze nie ma. Teraz nasi specjaliści pracują nad tym problemem. Oczywiście proces nie przebiega tak szybko, jak chcesz, istnieje wiele niuansów. Myślę, że jeszcze kilka miesięcy - i wycieczki na bykach będą dostępne dla naszych gości.

Według rozmówcy, Angusy są uważane za jedną z upartych ras, ale właściciele posiadłości tego nie zauważają. Są pewni: jeśli dajesz zwierzętom opiekę i uczucie, z czasem stają się absolutnie domowi - mili i uległi.

Aby jak najwięcej osób dowiedziało się o przyszłej farmie kontaktowej, Nazar założył blog na Instagramie, na którym opowiada o wiejskim romansie i prowadzeniu agrobiznesu. W jednym z filmów pokazuje ogromną plantację o powierzchni trzech hektarów, na której swoje pierwsze zbiory dadzą truskawki, w innym dzieli się przepisem na przygotowanie obiadu polowego w kotle. Trzeci film dotyczy sadzenia sadzonek czarnej porzeczki w doniczkach, a czwarty - pakistańskich kóz Kamori, w piątym filmie bracia budują lewadę dla szkockich byków. Dziennie pojawia się co najmniej trzy do pięciu filmów z historią z prawdziwego życia, każdy zyskuje tysiące polubień i setki komentarzy. Liczba subskrybentów bloga już dawno przekroczyła 38 tys.

- Chcę po prostu dzielić się z ludźmi niezwykłą codzienną robotą. Chyba nie każdy ma takie pełne wydarzeń dni -uśmiecha się Nazar. - Naukowo udowodniono, że kontakt ze zwierzętami, przyrodą zmniejsza ryzyko wystąpienia ogromnej liczby chorób. A osobiście pokazuję na własnym przykładzie, że rozwijanie biznesu na wsi - to jest modne.

Marina WAŁACH,
zdjęcia Nadieżda KOŚCIECKA i z otwartych źródeł internetowych,
gazeta "7 dni".
Świeże wiadomości z Białorusi