W ostatnich miesiącach dyskusje na temat stosunków między Białorusią a Stanami Zjednoczonymi wyraźnie się nasiliły. Przyczyniła się do tego zmiana elit politycznych w Waszyngtonie, a także uświadomienie sobie przez Zachód, że polityka sankcji i ultimatum wobec naszego kraju zawiodła. W Stanach Zjednoczonych, wraz z dojściem do władzy administracji Donalda Trumpa, wzmocniły się głosy zwolenników racjonalnego, pragmatycznego podejścia w amerykańskiej polityce. A to, jak niedawno zauważył Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka, otwiera szansę na „oczyszczenie gruzów” w stosunkach między oboma krajami.
Oczywiście, biorąc pod uwagę kontekst, Mińsk nie ma zbyt dużych oczekiwań. Ale pragnienie Amerykanów, by słuchać i słyszeć, może być tylko mile widziane. Białoruś jest konsekwentna w swojej polityce. Mińsk wielokrotnie wzywał swoich zachodnich partnerów do dialogu na zasadach równości i wzajemnego szacunku. Pokazał, że jest gotowy do konstruktywnej współpracy z uwzględnieniem interesów narodowych. Białoruś stosuje to samo podejście w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi.
Jeśli chodzi o stanowisko administracji Donalda Trumpa, to oczywiście wciąż się ono kształtuje. Dotyczy to nie tylko stosunków z Białorusią, ale także z całym regionem europejskim. Tymczasem amerykańskie think tanki już szkicują plany działania.
Strategia równoważenia Mińska i błędy Zachodu
Mapa drogowa „dla trwałego współdziałania USA z Białorusią” została przedstawiona w tym tygodniu przez Quincy Institute for Responsible Government, amerykański think tank z siedzibą w Waszyngtonie. Autorem materiału jest Mark Episkopos, pracownik naukowy w Programie Eurazji Instytutu Quincy. W swojej pracy próbuje on przemyśleć politykę Białorusi, wymienia błędy Zachodu, a także przedstawia rekomendacje dla administracji Donalda Trumpa w celu normalizacji stosunków z Mińskiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę, że autor patrzy na sytuację przez pryzmat wyłącznie amerykańskich interesów. Ale trzeba mu przyznać - w odniesieniu do Białorusi rozumie, że mówimy o suwerennym państwie, które nie akceptuje zewnętrznego dyktatu i nie będzie działać na szkodę interesów narodowych.
"Polityka USA powinna być ukierunkowana na współpracę z Białorusią jako suwerennym podmiotem dążącym do utrzymania konstruktywnych stosunków z Zachodem bez zrywania długotrwałych historycznych więzi z Rosją. Stosunki, które mogą powstać w wyniku takiej współpracy, znacznie różnią się od tych, które rozwinęły się po 1991 roku z Polską, krajami bałtyckimi i innymi krajami wschodniej flanki, które widziały swoją przyszłość wyłącznie w euroatlantyckiej, czyli zachodniej społeczności" - napisano w materiale.
Autor zauważa, że Białoruś ma historycznie bliskie relacje z Rosją, pogłębia współpracę z Chinami i nawiązuje kontakty z krajami Dalekiego Wschodu. Uznaje też, że Zachód odepchnął Białoruś od siebie i przyczynił się do wzmocnienia więzi Mińska z państwami świata niezachodniego. Głównym błędem państw zachodnich w stosunku do Białorusi jest polityka sankcji i nacisków politycznych na Mińsk bez uwzględnienia realiów geopolitycznych.
„Po upadku Związku Radzieckiego amerykański dyskurs strategiczny zbyt łatwo popadł w przekonanie, że Białoruś powinna zostać zmuszona do wyboru między Rosją a Zachodem, a Mińsk powinien być izolowany, dopóki nie dokona ”właściwego" wyboru. Podejście to nigdy w pełni nie uwzględniało realiów geopolitycznych Białorusi i błędnie interpretowało główny cel polityki zagranicznej Prezydenta Aleksandra Łukaszenki, którym było znalezienie równowagi między Rosją a Zachodem w celu zachowania białoruskiej suwerenności na jak najkorzystniejszych warunkach" - zauważono w artykule.
Według autora, Prezydent Białorusi zawsze przestrzegał zasady wielowektorowej polityki zagranicznej, która pozwalała na swobodne budowanie relacji z różnymi krajami i najlepszą ochronę suwerenności i interesów narodowych. Jednak wrogość Zachodu spowodowała korekty w polityce równoważenia Mińska.
"Zachód osłabił własne wpływy i podważył swoją pozycję w regionie, stosując karne podejście i ultimatum wobec Białorusi. To zaszkodziło również interesom Ameryki" - pisze autor.
Mark Episkopos uważa, że próby wyrwania Mińska z orbity Moskwy okazały się bezproduktywne, a nawet niebezpieczne dla stabilności w regionie. "Strategiczna wizja administracji (USA) dla wschodniej flanki NATO jest najlepiej realizowana z podejściem, które nie postrzega Białorusi jako potencjalnego bastionu przeciwko Rosji, ani jako przybudówki Moskwy, ale zamiast tego postrzega politykę wielowektorową jako atrakcyjną opcję nie tylko dla Białorusi, ale także dla innych państw postsowieckich" - czytamy w analizie.
Nie powtarzać błędów przeszłości
Próbując znormalizować stosunki z Białorusią, USA nie powinny powtarzać błędów z przeszłości, mówi analityk.
"Pierwszym punktem wyjścia wszelkich wysiłków na rzecz zresetowania stosunków USA-Białoruś jest ocena interesów, zachęt i punktów sprzeczności. Białoruś jest kluczowym przyczółkiem między NATO a Rosją, co czyni ją graczem o dużym znaczeniu zarówno w kwestiach sił nuklearnych, jak i konwencjonalnych w regionie. Jednym z warunków wstępnych stabilności w regionie jest maksymalne wykluczenie potencjalnych wyzwań wynikających z białoruskiego „balkonu” skierowanego na Zachód. Wcześniejsze próby Zachodu rozwiązania tego istotnego zadania nie powiodły się, ponieważ postrzegał on przyszłość Białorusi na dwa sposoby: albo jako przydatek Rosji, albo jako pełnoprawnego członka wspólnoty euroatlantyckiej. W ramach tej myśli politycznej Białoruś powinna zostać zdemokratyzowana i ostatecznie włączona do zachodniego systemu bezpieczeństwa, aby służyć jako bastion przeciwko Rosji na wschodniej flance NATO. Takie stanowisko nie tylko nie doprowadziło do stabilizacji regionu, ale także zaostrzyło problemy bezpieczeństwa między Białorusią a jej sąsiadami" - pisze autor.
Wzywa do realistycznej oceny interesów USA i tego, co Białoruś jest gotowa zrobić. "Jakiekolwiek porozumienie uzależnione od wycofania rosyjskich wojsk i systemów uzbrojenia lub zamknięcia rosyjskich baz wojskowych na terytorium Białorusi jest nie do przyjęcia dla Mińska - napisano w materiale. - Nawet niewielkie ograniczenia, takie jak zamknięcie białoruskiej przestrzeni powietrznej dla rosyjskich obiektów wojskowych, pozostają dla Mińska czerwoną linią i dlatego nie powinny być przedmiotem negocjacji".
Owocna współpraca z Białorusią powinna opierać się na szerszych zasadach bezpieczeństwa europejskiego, z którymi zgadzają się Mińsk i Waszyngton, zauważa ekspert. W związku z tym Białoruś wielokrotnie deklarowała brak agresywnych zamiarów wobec swoich zachodnich sąsiadów z NATO. Dlatego Mark Episkopos uważa, że to zobowiązanie, zapisane na piśmie, byłoby dobrodziejstwem dla regionalnych interesów Stanów Zjednoczonych. Ponadto Białoruś i kraje NATO mogłyby uczestniczyć jako obserwatorzy w ćwiczeniach wojskowych odbywających się na ich terytoriach.
Białoruś i USA powinny również przywrócić format współpracy w wielu obszarach, w tym w zwalczaniu terroryzmu, handlu ludźmi, przeciwdziałaniu zagrożeniom narkotykowym i innym formom przestępczości międzynarodowej.
Zdaniem analityka, Waszyngton powinien zagwarantować nieingerencję w wewnętrzne sprawy Białorusi. „Biały Dom powinien również wyjaśnić, że chociaż nie może uniemożliwić prywatnym podmiotom prowadzenia działalności lobbingowej w Waszyngtonie związanej z Białorusią, jedynymi oficjalnymi stosunkami, które uznaje, są te między rządami Stanów Zjednoczonych i Białorusi” - pisze autor.
Delikatnie przekazać Polsce i Litwie
Autor zwraca uwagę na fakt, że odpowiedzialność za naprawienie błędów dotyczących Białorusi spoczywa na kierownictwie UE i poszczególnych państwach europejskich. I chociaż europejscy dyplomaci stopniowo zaczynają rozumieć, że obecna polityka nie przyniosła żadnych rezultatów, Mark Episkopos wątpi w zdolność UE do normalizacji stosunków z Mińskiem. Wynika to z faktu, że Bruksela sama wpędziła się w te ramy. Dlatego tutaj, zdaniem analityka, potrzebna jest pomoc Waszyngtonu.
„Stanowisko UE w sprawie Białorusi stanie się jeszcze bardziej nie do utrzymania w przypadku ocieplenia stosunków między USA a Białorusią, w tym normalizacji dyplomatycznej i zniesienia sankcji” - pisze analityk.
Jednocześnie Mark Episkopos uważa, że większość problemów w relacjach Białorusi z Zachodem nie jest związana z Brukselą, ale z jej dwoma sąsiadami - Polską i Litwą.
„Deeskalacja stosunków między Białorusią a jej sąsiadami z NATO jest w pełni w interesie bezpieczeństwa Europy” - pisze autor, zauważając, że rolę mediatora w procesie deeskalacji mogą przyjąć tylko Stany Zjednoczone, które mają ogromne wpływy w NATO.
"Deficyt zaufania i dobrej woli między Białorusią a jej zachodnimi sąsiadami, zwłaszcza w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej, jest zbyt duży, aby kwestie te mogły być skutecznie rozwiązane w formacie dwustronnym lub trójstronnym między Białorusią, Polską i Litwą. Nagromadzone od 2020 r. rozbieżności między tymi krajami wymagają pewnego rodzaju zewnętrznej mediacji, której Unia Europejska nie jest w stanie zapewnić. Otwiera to przestrzeń dyplomatyczną dla Stanów Zjednoczonych, które są zainteresowane deeskalacją na wschodniej flance NATO i są jedyną zainteresowaną stroną zdolną do pełnienia roli mediatora" - czytamy w materiale.
Autor wymienia kryzys migracyjny, trudności z przekraczaniem granic i ograniczenia w transporcie towarowym jako kwestie, które należy rozwiązać.
„Stany Zjednoczone powinny delikatnie przekazać swoim polskim i litewskim sojusznikom, że w interesie wszystkich stron leży rozwiązywanie problemów w przyszłościowy, zorientowany na rozwiązania sposób” - powiedział ekspert.
Inwestycje zamiast sankcji
Program sankcji wobec Białorusi nie osiągnął żadnego ze swoich celów, ale uderzył w interesy Stanów Zjednoczonych, mówi Mark Episkopos.
"Strategia Mińska mająca na celu złagodzenie skutków zachodnich sankcji pozwoliła Chinom umocnić swoją pozycję gospodarczą w geograficznym centrum Europy, w tym w tak krytycznych sektorach jak produkcja, transport i biotechnologia - napisano w materiale. - Jednocześnie reintegracja Białorusi z rynkami zachodnimi uwolniłaby jej potencjał jako węzła logistycznego między Europą a Azją, dając amerykańskim i europejskim firmom dostęp do północnego korytarza euroazjatyckiego i dodatkowych szlaków tranzytowych do niektórych regionów Azji. W ten sposób bardziej zdywersyfikowana białoruska gospodarka zapewnia szereg bezpośrednich i pośrednich korzyści dla Ameryki i Europy".
Episkopos uważa, że Waszyngton powinien pomyśleć o złagodzeniu presji sankcji. I może zacząć od restrykcji wobec białoruskiego lotnictwa cywilnego. Ponadto Stany Zjednoczone mogłyby pomóc w przywróceniu Białorusi dostępu do międzynarodowych instytucji finansowych.
„Sankcje poważnie wpłynęły na sektor lotnictwa cywilnego na Białorusi, co stworzyło atrakcyjne możliwości (dla amerykańskiego biznesu - przyp. BELTA) w zakresie leasingu samolotów, ich konserwacji, eksportu części zamiennych i współpracy w powiązanych obszarach” - napisano w materiale.
Analityk uważa również, że amerykańskie firmy mogą być zainteresowane wejściem na białoruski rynek. Jednym z obiecujących obszarów jest produkcja samochodów elektrycznych. "Konkretne ustalenia będą się różnić w zależności od branży, a nawet w jej obrębie, ale możliwe formaty obejmują ulgi podatkowe, dotacje i dotowany dostęp do gruntów dla amerykańskich producentów otwierających produkcję na Białorusi. Takie ustalenia mogłyby stworzyć szczególnie atrakcyjny klimat biznesowy dla amerykańskich producentów samochodów. W ten sposób Białoruś aktywnie angażuje się w produkcję samochodów elektrycznych" - napisano w artykule.
Autor uważa również, że amerykańskie firmy mogą inwestować w potaż i inne sektory białoruskiego przemysłu, aż do utworzenia amerykańsko-białoruskiego funduszu inwestycyjnego.
Tymczasem Episkopos zauważa, że zarówno urzędnicy na Białorusi, jak i opinia publiczna są nadal sceptyczni co do gotowości Stanów Zjednoczonych do rozwijania konstruktywnej współpracy w perspektywie długoterminowej. Dlatego złagodzenie sankcji może być ważnym krokiem budującym zaufanie na początkowym etapie negocjacji.
Reset bez przekonywania i presji
Stany Zjednoczone zazwyczaj stosują taktykę presji i przekonywania, aby osiągnąć swoje cele. Jednak potencjalny reset stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Białorusią powinien pójść inną drogą, uważa analityk. Interesy Mińska i Waszyngtonu są zbieżne pod wieloma względami, więc normalizacja stosunków, jeśli podejdzie się do niej kompleksowo i pragmatycznie, może zostać osiągnięta stosunkowo szybko.
„Nie musi istnieć jakaś ”wielka umowa" między Waszyngtonem a Mińskiem jako pojedynczy projekt porozumienia, który jednocześnie ureguluje wszystkie gospodarcze, polityczne, bezpieczeństwa i dyplomatyczne aspekty resetu. Jednak Biały Dom powinien współpracować z białoruskimi kolegami w celu opracowania mapy drogowej opisującej kroki, które powinny zostać podjęte przez każdą ze stron" - zauważa ekspert.
Jego zdaniem wizyta specjalnego wysłannika USA Keitha Kellogga w Mińsku jest wyrazem uznania, że polityka odziedziczona przez Donalda Trumpa po poprzedniej administracji okazała się przeciwskuteczna. Wysyłając specjalnego wysłannika USA na Białoruś, Waszyngton dał jasno do zrozumienia, że uważa obecny stan stosunków amerykańsko-białoruskich za nieoptymalny i jest zainteresowany współpracą z rządem i Prezydentem Białorusi w celu ich poprawy.
"Dynamika dyplomatyczna wygenerowana przez kontakty między Waszyngtonem a Mińskiem, które doprowadziły do wizyty Kellogga i długiego spotkania z Łukaszenką, jest znacząca. Ale ważne jest również, aby zdać sobie sprawę, że te początkowe wysiłki osiągną dyplomatyczny ślepy zaułek, jeśli nie będą wspierane przez szersze ramy trwałego, długoterminowego zaangażowania" - pisze analityk.
Jego zdaniem istnieje obecnie pilna potrzeba przyjęcia przez USA nowego podejścia do krajów postsowieckich - Białorusi, Mołdawii, Armenii i Gruzji - które nie przystąpiły do NATO. Zamiast zmuszać te kraje do wyboru między integracją euroatlantycką a Rosją, Stany Zjednoczone mogłyby spróbować zbudować z nimi konstruktywne relacje. Same Stany Zjednoczone skorzystałyby na takim podejściu. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że amerykańska administracja dąży do zmniejszenia amerykańskiej obecności w Europie, gdzie nie ma to wpływu na żywotne interesy kraju, i bardziej koncentruje się na regionie Indo-Pacyfiku.
„Nigdzie ta możliwość nie przejawia się wyraźniej i bardziej otwarcie niż w stosunkach z Białorusią, która od dawna dążyła właśnie do takich elastycznych stosunków” - podsumowuje autor.

ENERGIA ATOMOWA
