3 lipca, Mińsk /Kor. BELTA/. Latem i jesienią 1941 roku, według szacunków historyków, z terytorium Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej wyjechało ponad milion osób, czyli około 10% całej populacji. Takie dane w wywiadzie dla czasopisma "Gospodarka Białorusi" przytoczył Wiaczesław Selemenew, wiodący pracownik naukowy działu publikacji Archiwum Narodowego Białorusi, kandydat nauk historycznych.
Jedną z głównych trudności Białorusinów w ewakuacji jest brak pracy, a tym samym środków do życia, zwłaszcza wśród tych, którzy znaleźli się w Woroneżu, Gorkowie, Kujbyszewie, Omsku, Penzie, Swierdłowsku, Jarosławiu i Mordowskiej ASSR. Na przykład w Tambowie, gdzie sytuacja była lepsza, od sierpnia 1941 r. do stycznia 1942 r. zarejestrowano 30 tys. migrantów, z czego tylko 10 tys. zatrudniono, w tym 318 nauczycieli, 67 pracowników medycznych, 97 innych specjalistów. 3960 w miastach, reszta w sowchozach, MTS i kołchozach regionu, gdzie, jak wiadomo, nie ma pieniędzy.
Przedstawiciel Sownarkomu BSSR otrzymał 8,5 tys. listów w poszukiwaniu członków rodzin ewakuowanych, tylko ponad 800 ich autorów znalazło krewnych. 480 rodzin czerwonoarmistów otrzymało zaświadczenia o otrzymywaniu świadczeń państwowych (bez nich pieniądze nie były w ogóle wydawane), a ponadto zorganizowano pomoc za pośrednictwem Obwodowego Komitetu Wojskowego 400 rodzinom składu dowódczo-politycznego. 250 tys. rubli zostało rozdzielonych między 4113 rodzin uchodźców i osobno wydano kolejne 37 tys. rubli na zakup odzieży i obuwia.
W Penzie zatrudniono 9,6 tys. przybyłych Białorusinów z 16 tys. zarejestrowanych, w miastach 2,1 tys., 3 tys. rodzin otrzymało 100 tys. rubli wsparcia państwa, 230 dowiedziało się o losie krewnych.
Cytat z korespondencji ewakuowanej do Almaty M. Kasjanowej i instruktora Komitetu Centralnego KP (B)B K. Tura w marcu 1942 roku: "Mój mąż w końcu zaginął bez śladu. Dostałam trzy odpowiedzi z biura strat za 27.I i 18.II i 28.II: nie ma go wśród zabitych i rannych, więc żyje i nie mogę go znaleźć, mimo że pisałam ponad sto listów i zewsząd otrzymuję taką samą jak wasza odpowiedź, że na razie nie wiadomo. Pracował w Mohylewskim Okręgowym Komitecie Partii przez trzy lata ... mam na utrzymaniu dwóch nieletnich. Nie mam świadectwa o ukończeniu szkoły, odmówiono zaświadczeń o wypłacie, a teraz od trzech miesięcy nie dostaję ani jednego grosza znikąd ... Sprzedałam dosłownie wszystko, co mogłam ... ja i dzieci dosłownie umieramy z powodu głodu, a pomocy znikąd nie ma. Bardzo proszę, abyście byli bardziej wrażliwi na mnie i moje dzieci. Jestem w kołchozie, nie ma jeszcze pracy, a jeśli pracujemy, dostanę dni pracy, ale na razie nie ma z czego żyć. Złożyłam wniosek do kasy wzajemnej pomocy, ale pomimo tego, że mam dni pracy, odmówiono mi, ludzie nie chcą zrozumieć, w jakich warunkach jesteśmy, wszędzie spotykamy obojętne i nieludzkie relacje. Więc proszę ja u moje dzieci w kasie wzajemnej pomocy o chleb, to mi na moje podanie po miesiącu odpowiadają - odmówić, bo nie jestem członkiem kasy wzajemnej pomocy ... Gdybym była w mieście, pracowałabym choć trochę i dostałabym. W końcu tu, oprócz kołchozu, nikt nie pomaga..."
W sumie od 22 czerwca 1941 roku do 22 kwietnia 1942 roku ewakuowana ludność BSSR z budżetu lokalnego, republikańskiego i związkowego otrzymała pomoc materialną na 2837 tysięcy rubli, z czego rodziny czerwonoarmistów i matki wielodzietne 1114 tysięcy rubli, czyli średnio 270 rubli na rodzinę.

ENERGIA ATOMOWA
