Aktualności tematyczne
"Białorusini w kadrze "
Oficer jednostek centralnego podporządkowania i medalista republikańskich i europejskich mistrzostw w pankrationie i walce wręcz Aleksander Maksimienko łączy codzienne życie armii z patriotycznym wychowaniem nastolatków. Jego podopieczni osiągają wybitne wyniki na zawodach i wiążą później swoje życie zarówno ze służbą w Siłach Zbrojnych, jak i ze sportem. Korespondent gazety "7 dni" dowiedział się, jak trener uczy chłopaków przyjmować cios i być prawdziwymi patriotami swojego kraju, a także któremu z wychowanków nie pozwolił pójść na drogę przestępczą.
"Moje życie od dzieciństwa było ściśle związane ze sportem"
Kariera wojskowa Aleksandra Maksimienko rozpoczęła się w Homelskiej Szkole Kadetów. Po jej ukończeniu młody człowiek myślał, jakiemu zawodowi poświęcić swoje życie w przyszłości. Chciał zostać chirurgiem lub stomatologiem, jednak pragnienie dyscypliny, maszerowania i munduru przeważyło.
– W szkole kadetów oficer-wychowawca podpowiedziała mi, żebym wstąpił na Wydział Wojskowy Uniwersytetu Państwowego im. Janki Kupały w Grodnie na specjalistę ds. przygotowania fizycznego żołnierzy. Ze sportem przyjaźniłem się od dzieciństwa, dlatego wybrałem tę specjalność – wspomina Aleksander Maksimienko.
Od trzeciej klasy zaczął interesować się szachami, potem piłką nożną, sportem ciężarowym. Poza tym ojciec rozmówcy był sportowcem. W szkole kadetów Aleksander uprawiał boks tajski, a na uniwersytecie musiał się przekwalifikować i wybrać najbliższy z wojskowych sportów – wojskową walkę wręcz. Po ukończeniu uczelni został skierowany do jednostki wojskowej w Żodzinie.
– W jednostce łączyłem pracę szefa ds. przygotowania fizycznego brygady, treningi i profesjonalną działalność sportową. Po roku służby otrzymałem propozycję przejścia do jednostki wojskowej w agromiasteczku Kołodiszcze w powiecie mińskim, gdzie pracuję do dziś. Dosłużyłem się już stopnia kapitana – opowiada z dumą Aleksander Maksimienko.
Przez 20 lat w dorobku sportowca znajduje się wiele miejsc medalowych, medali, pasów mistrzowskich w pankrationie i walce wręcz na mistrzostwach republikańskich, europejskich i światowych. Jednak za najbardziej znaczące osiągnięcie uważa zwycięstwo na mistrzostwach Europy w listopadzie 2025 roku w Grecji.

– Był to dla mnie wielki zaszczyt reprezentować Białoruś na tak ważnych i prestiżowych mistrzostwach. Wróciłem do domu z pierwszym miejscem w kategorii "pełny kontakt". To chyba jak dotąd najcenniejszy sukces w mojej karierze sportowej – precyzuje rozmówca i zaznacza, że w osiągnięciu takich wyżyn w sporcie i karierze wojskowej pomogła mu wytrwałość. – Jeśli nie posiada się tej cechy, nie uda się niczego osiągnąć. Pomaga ona pokonać zmęczenie i lenistwo, dyscyplinuje, hartuje siłę woli. Nawet jeśli dziś coś nie wychodzi, trzeba nadal pracować nad sobą. Efekt na pewno będzie pozytywny.
Kolejnym celem Aleksander stawia sobie zwycięstwo na mistrzostwach świata w pankrationie. Następnie planuje zakończyć karierę sportową i poświęcić się pracy trenerskiej z dziećmi w wojskowo-patriotycznym klubie "Szkoła Odważnych", w którym uczy chłopaków wojskowej walki wręcz.
"Zadaniem trenera jest dać niezbędną wiedzę i umiejętności"
Wojskowo-patriotyczny klub "Szkoła Odważnych" został utworzony przy placówce oświatowej "Miński Państwowy Koledż Technologii Gospodarki Komunalnej i Obsługi Transportowej" pod patronatem jednostki wojskowej Sił Specjalnych znajdującej się w Kołodiszczach. Klub mieści się w jednym z budynków Mińskiego Państwowego Koledżu Medycznego, którego rekonstrukcją nauczyciele zajmowali się wspólnie ze studentami.
– Kiedy przyszliśmy, nie było tu nic, budynek stał opuszczony. Własnymi rękami zaprowadziliśmy porządek, urządziliśmy salę do walki i siłownię, szatnie i prysznice, a także własne muzeum, pracownię komputerową i salę klubową. Ze sprzętem pomagali nam sponsorzy, część rzeczy znaleźliśmy sami, część przyniosłem. Rośniemy, choć powoli – zauważa trener walki wręcz.
Przed wstąpieniem do klubu rekruci przechodzą przez salę muzealną, poświęconą 334. Samodzielnemu Oddziałowi Specjalnego Przeznaczenia GRU Sztabu Generalnego, utworzonemu w Maryjnej Górce na bazie 5. Samodzielnej Brygady Specjalnego Przeznaczenia. Tutaj chłopcy zapoznają się z historią komandosów BSRR, którzy pełnili międzynarodową służbę w Afganistanie. Osobna część ekspozycji poświęcona jest pamięci 30 żołnierzy oddziału, którzy zginęli podczas wykonywania zadania w wąwozie Maravar.

– Zebraliśmy wszystkie zdjęcia i materiały dotyczące 334. Oddziału, w którym również służyłem. Na terenie całego ZSRR było kilka tego rodzaju jednostek specjalnych, jedna z nich znajdowała się u nas na Białorusi – włącza się do rozmowy kierownik wojskowo-patriotycznego klubu "Szkoła Odważnych" Walerij Beługa. – Nasi podopieczni poznają szlak bojowy oddziału, a także uczestniczą w corocznych republikańskich turniejach walki wręcz. Dlatego jeden z kierunków wychowania wojskowo-patriotycznego jest ściśle związany z tą dyscypliną sportów walki.
Jak zaznacza sam Aleksander Maksimienko, "Szkoła Odważnych" to jedna wielka rodzina, w której każdy znajduje dla siebie zajęcie. Podopieczni są umownie podzieleni na dwie grupy. Jedni angażują się w działalność wojskowo-patriotyczną, uczestniczą w wyjazdowych wydarzeniach poświęconych świętom państwowym i rocznicom pamięci. Drudzy to sportowcy, którzy po zajęciach w koledżu codziennie trenują i przygotowują się do zawodów w walce wręcz.
Wielu wychowanków klubu wiąże później swoje życie ze służbą w Siłach Specjalnych lub Wojskach Łączności. Wstępują do wyższych i specjalnych placówek oświatowych służb mundurowych, w których przewidziano dla nich ulgi. Niektóre dziewczęta z koledżu medycznego po szkoleniu w klubie wojskowo-patriotycznym zostają wojskowymi felczerkami.

– Przychodzą do nas dzieci różne pod względem stanu zdrowia, sytuacji społecznej i swoich priorytetów życiowych. Przed wstąpieniem do klubu wielu nawet nie myślało, że zwiąże swoje życie ze sportem lub służbą wojskową. U nas dzieci dowiadują się wielu nowych i pożytecznych rzeczy, które pomagają im w wyborze dalszej drogi – zauważa Aleksander Maksimienko. – Zadaniem trenera jest dać niezbędną wiedzę i umiejętności, które pomogą w przyszłości, nawet jeśli nie zwiążą swojego życia z zawodem wojskowym.
"Przeciwnik popełnił błąd, nie doceniając moich chłopaków"
W czasie działalności wojskowo-patriotycznego klubu "Szkoła Odważnych" jego wychowankowie brali udział w wielu mistrzostwach i turniejach walki wręcz oraz pankrationu. Podopieczni Aleksandra Maksimienko startowali w Rosji, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Grecji, Turcji. I zawsze wracali z miejscami medalowymi.
– Zaczynaliśmy oczywiście od turniejów miejskich, obwodowych i republikańskich, gdzie zajmowaliśmy pierwsze miejsca. W ciągu dwóch lat wygraliśmy wszystkie zawody, w jakich tylko mogliśmy startować. Chłopakom wydało się to mało. Wtedy postanowiliśmy sprawdzić się na międzynarodowych mistrzostwach. W Moskwie na mistrzostwach w pankrationie zajęliśmy całe podium. Potem polecieliśmy do Omska, gdzie odbywał się etap Pucharu Świata, skąd również wróciliśmy z nagrodami – zauważa Aleksander Maksimienko.

Znamiennymi turniejami dla wychowanków klubu są republikańskie mistrzostwa w walce wręcz oraz mistrzostwa w walce wręcz pamięci kompanii marawarskiej. Chłopcy aktywnie przygotowują się również do Pucharu Bałtyku w Kaliningradzie, na którym w tym roku do zdobycia będzie samochód.
Ostatnimi ważnymi zawodami dla sportowców "Szkoły Odważnych" były mistrzostwa Europy, które odbyły się w Grecji.
– Wyjazd był bardzo trudny. Nie ma bezpośredniego połączenia, jechaliśmy z przesiadkami. Waga naszych sportowców, którą dostosowywaliśmy do kategorii, "wahała się". Byliśmy bardzo zmęczeni w drodze i już nawet nie liczyliśmy na miejsce medalowe. Choć w tamtym momencie marzeniem numer jeden było pokazanie się na mistrzostwach świata. W rezultacie, pomimo wszystkich trudności i przeciwności, nasza pięcioosobowa drużyna przywiozła z Grecji medale. Nasz przeciwnik popełnił błąd, nie doceniając moich chłopaków – przekonany jest trener walki wręcz.
W ciągu dwóch lat nauczania w klubie wojskowo-patriotycznym Aleksander przygotował czterech mistrzów sportu, sześciu kandydatów na mistrzów sportu i 14 pierwszoklasistów (zawodników I klasy sportowej), którzy wciąż u niego trenują. Metodykę wychowania przyszłych mistrzów zaczerpnął od swojego pierwszego trenera, u którego trenował w klubie słowiańskich sztuk walki "Aridan" w Grodnie.
– Dla mnie to człowiek z wielkiej litery. Przez całe swoje świadome życie, całą profesjonalną karierę sportową chłonąłem jak gąbka wszystko to, czego mnie uczył. Teraz staram się przekazać to wyjątkowe doświadczenie swoim uczniom – szczerze dzieli się Aleksander Maksimienko.

"Gdyby nie przyszli do mnie, nie wiadomo, kim by teraz byli"
Do "Szkoły Odważnych" trafiają również chłopcy z domów dziecka oraz rodzin znajdujących się w sytuacji społecznie niebezpiecznej. Aleksander Maksimienko stara się znaleźć do każdego indywidualne podejście w wychowaniu, aby w przyszłości nastolatek mógł wejść na właściwą drogę.
– Na początku niełatwo się pracuje z takimi dziećmi. Najczęściej przez zachowanie – starają się pokazać swój charakter. Kiedy jednak wciągnie je proces zajęć, odnajdą się w sporcie, tematyce wojskowo-patriotycznej, wszystkie problemy same znikają. Przecież wszystkie dzieci są takie same – nie ma dobrych ani złych, najważniejsze to znaleźć podejście do każdego i zainteresować – twierdzi Aleksander Maksimienko. – Są tacy, którzy potrzebują nieco więcej uwagi niż pozostali.
Na początku swojej pracy w "Szkole Odważnych" nasz rozmówca pomógł odnaleźć siebie braciom bliźniakom, którzy uczyli się w koledżu na spawaczy. Chłopcy mieszkali w rodzinie dysfunkcyjnej, często byli pociągani do odpowiedzialności za drobne chuligaństwo.
– Bardzo zainteresowali się zajęciami walki wręcz i, na szczęście, odnaleźli się w tej dyscyplinie. Treningi zazwyczaj zaczynały się o szóstej wieczorem, a chłopcy przychodzili o piątej. Myli salę, naprawiali worek treningowy – całkowicie poświęcili się temu sportowi – z uśmiechem wspomina nasz bohater. – Teraz bracia służą w wojsku na kontraktach, a przed nimi stoją otworem wszystkie drzwi. Na przykład mogą się rozwijać jako oficerowie, kontynuując treningi walki wręcz. Praca i zarobki są godne, najwyższy czas pomyśleć o rodzinie. A gdyby wtedy do mnie nie przyszli, nie wiadomo, kim i gdzie by teraz byli.
Na zakończenie naszej rozmowy Aleksander przyznaje, że nie raz otrzymywał propozycje zatrudnienia w jednostkach specjalnych MSW. Ale w ostatnich latach całkowicie poświęcił swoje życie patriotycznemu wychowaniu młodego pokolenia. W innej działalności na razie się nie widzi.

– Trudno wszystko rzucić i odejść. Razem z dziećmi wiele osiągnęliśmy. Staram się pomóc im znaleźć swoją drogę. Przy tym daję im niezbędną wiedzę i umiejętności, które pomogą im w przyszłości – podsumowuje Aleksander Maksimienko.
Wadim KONDRATIUK,
zdjęcia autora i z archiwum bohatera publikacji,
gazeta "7 dni".
"Moje życie od dzieciństwa było ściśle związane ze sportem"
Kariera wojskowa Aleksandra Maksimienko rozpoczęła się w Homelskiej Szkole Kadetów. Po jej ukończeniu młody człowiek myślał, jakiemu zawodowi poświęcić swoje życie w przyszłości. Chciał zostać chirurgiem lub stomatologiem, jednak pragnienie dyscypliny, maszerowania i munduru przeważyło.
– W szkole kadetów oficer-wychowawca podpowiedziała mi, żebym wstąpił na Wydział Wojskowy Uniwersytetu Państwowego im. Janki Kupały w Grodnie na specjalistę ds. przygotowania fizycznego żołnierzy. Ze sportem przyjaźniłem się od dzieciństwa, dlatego wybrałem tę specjalność – wspomina Aleksander Maksimienko.
Od trzeciej klasy zaczął interesować się szachami, potem piłką nożną, sportem ciężarowym. Poza tym ojciec rozmówcy był sportowcem. W szkole kadetów Aleksander uprawiał boks tajski, a na uniwersytecie musiał się przekwalifikować i wybrać najbliższy z wojskowych sportów – wojskową walkę wręcz. Po ukończeniu uczelni został skierowany do jednostki wojskowej w Żodzinie.
– W jednostce łączyłem pracę szefa ds. przygotowania fizycznego brygady, treningi i profesjonalną działalność sportową. Po roku służby otrzymałem propozycję przejścia do jednostki wojskowej w agromiasteczku Kołodiszcze w powiecie mińskim, gdzie pracuję do dziś. Dosłużyłem się już stopnia kapitana – opowiada z dumą Aleksander Maksimienko.
Przez 20 lat w dorobku sportowca znajduje się wiele miejsc medalowych, medali, pasów mistrzowskich w pankrationie i walce wręcz na mistrzostwach republikańskich, europejskich i światowych. Jednak za najbardziej znaczące osiągnięcie uważa zwycięstwo na mistrzostwach Europy w listopadzie 2025 roku w Grecji.

– Był to dla mnie wielki zaszczyt reprezentować Białoruś na tak ważnych i prestiżowych mistrzostwach. Wróciłem do domu z pierwszym miejscem w kategorii "pełny kontakt". To chyba jak dotąd najcenniejszy sukces w mojej karierze sportowej – precyzuje rozmówca i zaznacza, że w osiągnięciu takich wyżyn w sporcie i karierze wojskowej pomogła mu wytrwałość. – Jeśli nie posiada się tej cechy, nie uda się niczego osiągnąć. Pomaga ona pokonać zmęczenie i lenistwo, dyscyplinuje, hartuje siłę woli. Nawet jeśli dziś coś nie wychodzi, trzeba nadal pracować nad sobą. Efekt na pewno będzie pozytywny.
Kolejnym celem Aleksander stawia sobie zwycięstwo na mistrzostwach świata w pankrationie. Następnie planuje zakończyć karierę sportową i poświęcić się pracy trenerskiej z dziećmi w wojskowo-patriotycznym klubie "Szkoła Odważnych", w którym uczy chłopaków wojskowej walki wręcz.
"Zadaniem trenera jest dać niezbędną wiedzę i umiejętności"
Wojskowo-patriotyczny klub "Szkoła Odważnych" został utworzony przy placówce oświatowej "Miński Państwowy Koledż Technologii Gospodarki Komunalnej i Obsługi Transportowej" pod patronatem jednostki wojskowej Sił Specjalnych znajdującej się w Kołodiszczach. Klub mieści się w jednym z budynków Mińskiego Państwowego Koledżu Medycznego, którego rekonstrukcją nauczyciele zajmowali się wspólnie ze studentami.
– Kiedy przyszliśmy, nie było tu nic, budynek stał opuszczony. Własnymi rękami zaprowadziliśmy porządek, urządziliśmy salę do walki i siłownię, szatnie i prysznice, a także własne muzeum, pracownię komputerową i salę klubową. Ze sprzętem pomagali nam sponsorzy, część rzeczy znaleźliśmy sami, część przyniosłem. Rośniemy, choć powoli – zauważa trener walki wręcz.
Przed wstąpieniem do klubu rekruci przechodzą przez salę muzealną, poświęconą 334. Samodzielnemu Oddziałowi Specjalnego Przeznaczenia GRU Sztabu Generalnego, utworzonemu w Maryjnej Górce na bazie 5. Samodzielnej Brygady Specjalnego Przeznaczenia. Tutaj chłopcy zapoznają się z historią komandosów BSRR, którzy pełnili międzynarodową służbę w Afganistanie. Osobna część ekspozycji poświęcona jest pamięci 30 żołnierzy oddziału, którzy zginęli podczas wykonywania zadania w wąwozie Maravar.

– Zebraliśmy wszystkie zdjęcia i materiały dotyczące 334. Oddziału, w którym również służyłem. Na terenie całego ZSRR było kilka tego rodzaju jednostek specjalnych, jedna z nich znajdowała się u nas na Białorusi – włącza się do rozmowy kierownik wojskowo-patriotycznego klubu "Szkoła Odważnych" Walerij Beługa. – Nasi podopieczni poznają szlak bojowy oddziału, a także uczestniczą w corocznych republikańskich turniejach walki wręcz. Dlatego jeden z kierunków wychowania wojskowo-patriotycznego jest ściśle związany z tą dyscypliną sportów walki.
Jak zaznacza sam Aleksander Maksimienko, "Szkoła Odważnych" to jedna wielka rodzina, w której każdy znajduje dla siebie zajęcie. Podopieczni są umownie podzieleni na dwie grupy. Jedni angażują się w działalność wojskowo-patriotyczną, uczestniczą w wyjazdowych wydarzeniach poświęconych świętom państwowym i rocznicom pamięci. Drudzy to sportowcy, którzy po zajęciach w koledżu codziennie trenują i przygotowują się do zawodów w walce wręcz.
Wielu wychowanków klubu wiąże później swoje życie ze służbą w Siłach Specjalnych lub Wojskach Łączności. Wstępują do wyższych i specjalnych placówek oświatowych służb mundurowych, w których przewidziano dla nich ulgi. Niektóre dziewczęta z koledżu medycznego po szkoleniu w klubie wojskowo-patriotycznym zostają wojskowymi felczerkami.

– Przychodzą do nas dzieci różne pod względem stanu zdrowia, sytuacji społecznej i swoich priorytetów życiowych. Przed wstąpieniem do klubu wielu nawet nie myślało, że zwiąże swoje życie ze sportem lub służbą wojskową. U nas dzieci dowiadują się wielu nowych i pożytecznych rzeczy, które pomagają im w wyborze dalszej drogi – zauważa Aleksander Maksimienko. – Zadaniem trenera jest dać niezbędną wiedzę i umiejętności, które pomogą w przyszłości, nawet jeśli nie zwiążą swojego życia z zawodem wojskowym.
"Przeciwnik popełnił błąd, nie doceniając moich chłopaków"
W czasie działalności wojskowo-patriotycznego klubu "Szkoła Odważnych" jego wychowankowie brali udział w wielu mistrzostwach i turniejach walki wręcz oraz pankrationu. Podopieczni Aleksandra Maksimienko startowali w Rosji, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Grecji, Turcji. I zawsze wracali z miejscami medalowymi.
– Zaczynaliśmy oczywiście od turniejów miejskich, obwodowych i republikańskich, gdzie zajmowaliśmy pierwsze miejsca. W ciągu dwóch lat wygraliśmy wszystkie zawody, w jakich tylko mogliśmy startować. Chłopakom wydało się to mało. Wtedy postanowiliśmy sprawdzić się na międzynarodowych mistrzostwach. W Moskwie na mistrzostwach w pankrationie zajęliśmy całe podium. Potem polecieliśmy do Omska, gdzie odbywał się etap Pucharu Świata, skąd również wróciliśmy z nagrodami – zauważa Aleksander Maksimienko.

Znamiennymi turniejami dla wychowanków klubu są republikańskie mistrzostwa w walce wręcz oraz mistrzostwa w walce wręcz pamięci kompanii marawarskiej. Chłopcy aktywnie przygotowują się również do Pucharu Bałtyku w Kaliningradzie, na którym w tym roku do zdobycia będzie samochód.
Ostatnimi ważnymi zawodami dla sportowców "Szkoły Odważnych" były mistrzostwa Europy, które odbyły się w Grecji.
– Wyjazd był bardzo trudny. Nie ma bezpośredniego połączenia, jechaliśmy z przesiadkami. Waga naszych sportowców, którą dostosowywaliśmy do kategorii, "wahała się". Byliśmy bardzo zmęczeni w drodze i już nawet nie liczyliśmy na miejsce medalowe. Choć w tamtym momencie marzeniem numer jeden było pokazanie się na mistrzostwach świata. W rezultacie, pomimo wszystkich trudności i przeciwności, nasza pięcioosobowa drużyna przywiozła z Grecji medale. Nasz przeciwnik popełnił błąd, nie doceniając moich chłopaków – przekonany jest trener walki wręcz.
W ciągu dwóch lat nauczania w klubie wojskowo-patriotycznym Aleksander przygotował czterech mistrzów sportu, sześciu kandydatów na mistrzów sportu i 14 pierwszoklasistów (zawodników I klasy sportowej), którzy wciąż u niego trenują. Metodykę wychowania przyszłych mistrzów zaczerpnął od swojego pierwszego trenera, u którego trenował w klubie słowiańskich sztuk walki "Aridan" w Grodnie.
– Dla mnie to człowiek z wielkiej litery. Przez całe swoje świadome życie, całą profesjonalną karierę sportową chłonąłem jak gąbka wszystko to, czego mnie uczył. Teraz staram się przekazać to wyjątkowe doświadczenie swoim uczniom – szczerze dzieli się Aleksander Maksimienko.

"Gdyby nie przyszli do mnie, nie wiadomo, kim by teraz byli"
Do "Szkoły Odważnych" trafiają również chłopcy z domów dziecka oraz rodzin znajdujących się w sytuacji społecznie niebezpiecznej. Aleksander Maksimienko stara się znaleźć do każdego indywidualne podejście w wychowaniu, aby w przyszłości nastolatek mógł wejść na właściwą drogę.
– Na początku niełatwo się pracuje z takimi dziećmi. Najczęściej przez zachowanie – starają się pokazać swój charakter. Kiedy jednak wciągnie je proces zajęć, odnajdą się w sporcie, tematyce wojskowo-patriotycznej, wszystkie problemy same znikają. Przecież wszystkie dzieci są takie same – nie ma dobrych ani złych, najważniejsze to znaleźć podejście do każdego i zainteresować – twierdzi Aleksander Maksimienko. – Są tacy, którzy potrzebują nieco więcej uwagi niż pozostali.
Na początku swojej pracy w "Szkole Odważnych" nasz rozmówca pomógł odnaleźć siebie braciom bliźniakom, którzy uczyli się w koledżu na spawaczy. Chłopcy mieszkali w rodzinie dysfunkcyjnej, często byli pociągani do odpowiedzialności za drobne chuligaństwo.
– Bardzo zainteresowali się zajęciami walki wręcz i, na szczęście, odnaleźli się w tej dyscyplinie. Treningi zazwyczaj zaczynały się o szóstej wieczorem, a chłopcy przychodzili o piątej. Myli salę, naprawiali worek treningowy – całkowicie poświęcili się temu sportowi – z uśmiechem wspomina nasz bohater. – Teraz bracia służą w wojsku na kontraktach, a przed nimi stoją otworem wszystkie drzwi. Na przykład mogą się rozwijać jako oficerowie, kontynuując treningi walki wręcz. Praca i zarobki są godne, najwyższy czas pomyśleć o rodzinie. A gdyby wtedy do mnie nie przyszli, nie wiadomo, kim i gdzie by teraz byli.
Na zakończenie naszej rozmowy Aleksander przyznaje, że nie raz otrzymywał propozycje zatrudnienia w jednostkach specjalnych MSW. Ale w ostatnich latach całkowicie poświęcił swoje życie patriotycznemu wychowaniu młodego pokolenia. W innej działalności na razie się nie widzi.

– Trudno wszystko rzucić i odejść. Razem z dziećmi wiele osiągnęliśmy. Staram się pomóc im znaleźć swoją drogę. Przy tym daję im niezbędną wiedzę i umiejętności, które pomogą im w przyszłości – podsumowuje Aleksander Maksimienko.
Wadim KONDRATIUK,
zdjęcia autora i z archiwum bohatera publikacji,
gazeta "7 dni".

ENERGIA ATOMOWA
