Aktualności tematyczne
"Białorusini w kadrze "
Po studiach na uniwersytecie Aleksander Czajkowski został przydzielony do Miejskiego Szpitala Rratownictwa Medycznego na stanowisko lekarza-traumatologa. Minęło 10 lat, a on nadal tu pracuje, każdego dnia ratując ludziom życie i zdrowie. Korespondenci gazety "7 dni" porozmawiali z nim o wyborze ważnego i jednocześnie trudnego zawodu, a także dowiedzieli się, dlaczego uważa się go za zawód twórczy i co ma z tym wspólnego geometria.
"Zgodziłem się, chociaż w ogóle nie wiedziałem, dokąd trafię"
Aleksander Czajkowski z uśmiechem przyznaje, że w dzieciństwie nawet nie myślał, że kiedyś połączy życie z medycyną. Najpierw marzył o zostaniu bankierem, a potem wojskowym. Interweniował, jak to często bywa, Jego Królewska Mość przypadek.
- Moja mała ojczyzna - agromiasteczko Bezdzież, które jest w obwodzie brzeskim. Dziadek mieszkał blisko nas, i oczywiście zawsze pomagałem mu w pracach domowych. Pewnego dnia piłujemy z nim drzewa w ogrodzie - a piła łańcuchowa wyślizguje się z jego rąk i zadaje ranę podudzia, uszkadzając naczynia. Byłem jedyną osobą, która w tym momencie znalazła się obok mojego dziadka. Więc musiałem pilnie udzielić pierwszej pomocy - założyć bandaż, zatrzymać krwawienie - mówi bohater naszego projektu ze znajomością rzeczy. - Udało mi się dosłownie od razu. To prawdopodobnie był impuls do wyboru zawodu. Ponadto dziadek zawsze marzył, aby któryś z jego wnuków został lekarzem. Nawet wtedy powiedział mi: "Sasza, musisz zostać chirurgiem".
Aleksander uczęszczał do 12-letniej szkoły. Najlepiej szły mu nauki ścisłe - fizyka, matematyka, a najbardziej lubiana była geometria.
- W 11 klasie dowiedziałem się, że jestem już absolwentem, nie będzie kolejnego roku szkolnego, więc musiałem szybko zdecydować, gdzie iść na studia. Przypomniałem sobie słowa dziadka. Poza tym z dużą ciekawością ogłądałem serial, którego fabuła dotyczyła życia stażystów, lekarzy i innych pracowników szpitala. Każdy odcinek zaczynał się od jakiejś katastrofy: czy to huraganu, wypadku, eksplozji. Na oddział trafiało wielu pacjentów ze złamaniami, uszkodzeniami wewnętrznymi... Właśnie w ten sposób wyobrażałem sobie pracę chirurga - mówi medyk i wyjaśnia, że jego rodzina jest daleka od medycyny. Jedynym przedstawicielem tej dziedziny jest ciotka, która pracuje jako siostra operacyjna.
Przejście z klasy fizyczno-matematycznej do chemiczno-biologicznej okazało się dość szybkie. Więc nasz rozmówca ukończył szkołę z wyróżnieniem. Dzięki dobrej wiedzy i przygotowaniu mógł od razu dostać się na uniwersytet medyczny.
- Na początku studia były tam trudne. Kiedy ze szkolnych "dziesiątek" z "dziewiątkami", można powiedzieć, staczasz się na uniwersyteckie "ósemki" i "siódemki", doświadczasz poważnego stresu. Prawdopodobnie wtedy mi przeszkadzał. Chociaż zainteresowanie nauką przeważyło - uśmiecha się. - Szczególnie podobała mi się anatomia, ponieważ od pierwszego roku rozumiałem, że chcę być chirurgiem, dlatego kładłem nacisk na ten przedmiot.
Tak więc, gdy na szóstym roku studiów trzeba było dokonać wyboru kierunku specjalizacji, Aleksander Czajkowski bez wahania poszedł na chirurgię. Zdarzyło się nawet być obecnym na operacjach. To prawda, że w większości były one zaplanowane, a chciał mieć jakiś nagły wypadek, w którym decyzje i działania powinny być przemyślane, ale szybkie. Jeśli chodzi o traumatologię, na Uniwersytecie przedmiot ten był nauczany w cyklach, więc student miał o nim tylko ogólne pojęcie. Dopiero po rozpoczęciu pracy w Miejskim Szpitalu Ratownictwa Medycznego, zaczął rozumieć wszystkie szczegóły.
- Przydzielenie do szpitala było przez przypadek. Wydaje mi się, że byłem na 49. miejscu z grupy 50 osób. Niestety wszystkie miejsca w szpitalach chirurgicznych już się skończyły. Natychmiast się zdenerwowałem: nie chciałem iść pracować do przychodni. Wtedy dziekan zaproponował mi stanowisko traumatologa w MSRM. Zgodziłem się, chociaż w ogóle nie rozumiałem, dokąd trafię - uśmiecha się Aleksander i wyjaśnia, że w rzeczywistości znalazł się w wyjątkowym miejscu, które całkowicie zmieniło jego postrzeganie takiej gałęzi medycyny, jak traumatologia. - Oddział Urazów Połączonych jest jedynym na Białorusi. Tutaj udzielana jest pomoc pacjentom z najtrudniejszymi obrażeniami: po ciężkich wypadkach, upadkach z wysokości, z urazami motocyklowymi.
"Traumatolog - zawód twórczy"
Ratownictwo medyczne, według rozmówcy, ma swoją specyfikę. Na przykład lekarz powinien mieć maksymalną cierpliwość, wytrwałość, odporność na stres.
- Dobrze pamiętam moją pierwszą operację - trzeciego dnia stażu. Było to ciężkie złamanie kości udowej. Wcześniej nigdy nie brałem udziału w operacjach osteosyntezy długich kości rurkowych. Dlatego byłem pod wielkim wrażeniem: nie udało się wykonać manipulacji zamkniętą redukcją złamania, konieczne było odsłonięcie miejsca urazu, aby podświetlić wszystkie fragmenty i wyprostować kość. Wszystko poszło dobrze - mówi Aleksander Czajkowski. - Nawiasem mówiąc, pacjent był motocyklistą. Potem leczyłem go, aktywnie angażowałem się w rehabilitację. Oczywiście nie bez trudności, ale osoba wyzdrowiała.
Aleksander wspomina, jak piątego dnia stażu przeprowadzał poważną manipulację: starszej kobiecie ze złamaniem kości udowej przeprowadzał igłę.
- Manipulacja odbywa się w znieczuleniu miejscowym za pomocą wiertarki urazowej. Kiedy robisz to po raz pierwszy, to trochę przerażające - zauważa. I opowiada, jak radzi sobie z emocjami:
- Są na początku pracy. Kiedy zdobędziesz doświadczenie, zaufanie do swojej wiedzy i działań, emocje schodzą na dalszy plan. Jestem osobą odpowiedzialną. Ta cecha bardzo pomaga w pracy: spędzasz więcej czasu na przygotowywaniu się do tej samej operacji, bardziej skrupulatnie podchodzisz do badania pacjenta, kilkakrotnie przeglądasz testy... Jednym słowem zwracasz uwagę nawet na drobiazgi, które nie są zbyteczne w naszym zawodzie. Dzięki temu świadczenie opieki medycznej odbywa się na znacznie wyższym poziomie.
Na Oddziale Urazów Połączonych liczba operacji sięga ośmiu na zmianę. Na przykład doszło do wypadku - i przybyło pięciu ciężkich pacjentów, których należy pilnie operować.
- Jeden z przypadków: pacjentka po upadku z ósmego piętra doznała poważnych obrażeń. Zdiagnozowano złamanie bioder, kości miednicy, uszkodzenie narządów wewnętrznych. Dobrze, że mąż w tym czasie podchodził do domu i natychmiast wezwał karetkę - mówi Aleksander. - Właśnie przywieziono ją do oddziału - i natychmiast została zabrana na operację. Następnie otrzymywała planowaną pomoc. Kobieta wyzdrowiała i wróciła do normalnego trybu życia.
Mówiąc o traumatologii, Aleksander Czajkowski porównuje ją do stolarstwa, ponieważ nawet narzędzia mają te same nazwy.
- Dłuto, młotek, wiertarka, piły ... Nawiasem mówiąc, dziadek był świetnym stolarzem. Zbudował dom i zawsze robił wszystko wokół siebie sam: bramę, ogrodzenie, ganek. Co do mnie, zagłębiałem się we wszystkie procesy, patrząc, jak robi to własnymi rękami - mówi bohater projektu i wyjaśnia, że traumatolog jest twórczym zawodem. - Istnieje wiele opcji leczenia. Możesz zastosować różne techniki, ale zawsze rozważam najskuteczniejsze, a jednocześnie mniej inwazyjne, aby osoba szybciej wyzdrowiała. W pracy lekarza pomaga mi mój ulubiony przedmiot szkolny - geometria. Ważna jest przestrzenna percepcja tego samego złamania.
Według lekarza, obraz powinien pojawić się w głowie: jak jest zepsute i jak to naprawić. Istnieją operacje zamknięte bez odsłonięcia miejsca urazu. W takim razie z pomocą lekarzowi przychodzi bezpośrednie badanie rentgenowskie: stosuje się konwerter elektronowo-optyczny, z którym praca wiąże się z ochroną w postaci specjalnych ołowianych fartuchów.
- Zawsze staram się myśleć pozytywnie, nawet w najtrudniejszych przypadkach. Przygotowuję do tego moich pacjentów: mówię, że wszystko na pewno będzie dobrze. Najważniejsze jest uratowanie człowieka. Oczywiście zdarza się w związku z obrażeniami utrata jakości życia, niemniej jednak żyje - mówi Aleksander Czajkowski i zauważa, że najtrudniej w jego zawodzie - w przypadku zgonów, które niestety również się zdarzają, rozmawiać z rodziną.
- Naprawdę czujesz ich ból. I nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że z czasem śmierć pacjenta staje się dla lekarza codziennością. My też się martwimy i współczujemy, bo do utraty nawet osoby postronnej nie da się przyzwyczaić - przyznaje chirurg.
"Pomoc powinna być jak najszybsza"
Natalia Czajkowska, żona Aleksandra, również jest lekarzem. Pracuje jako lekarz okulista, a także zajmuje się aktywną działalnością społeczno-polityczną jako członek Rady Młodzieżowej przy Miejskiej Radzie Deputowanych w Mińsku. Nadzoruje sektor służby zdrowia.
- Ze względu na obciążenie pracą nie zawsze mogę spędzać czas z żoną tak często, jak byśmy tego chcieli. Ale będąc lekarzem, ona sama wszystko rozumie i nie obraża się - mówi Aleksander z uśmiechem. - Kochamy podróżować razem. Współmałżonka planuje wszystko, a ja pomagam realizować. Bierzemy również udział w różnych imprezach towarzyskich, w tym sportowych. Na przykład w półmaratonie w Mińsku. Nie jestem fanem biegania, ale nowe doświadczenie było interesujące. Jako dziecko lubiłem judo, a teraz staram się chodzić na siłownię i aktywnie pływać.
Mówiąc o planach na przyszłość, Aleksander wyjaśnia, że przez ostatnie 10 lat całkowicie poświęcił się traumatologii w nagłych wypadkach. Teraz, kiedy przeniósł się na inny oddział szpitala, chciałby rozwijać się w ortopedii.
- Głowa państwa stawia przed opieką zdrowotną jasne zadanie - nie powinno być kolejek na operacje. To samo dotyczy endoprotezoplastyki, artroskopii. Pomoc powinna być jak najszybsza, żeby człowiek nie czekał miesiącami - zaznacza. - Jednocześnie nie zamierzam zatracić się w zakresie traumatologii w nagłych wypadkach. Chcę się dalej doskonalić - na przykład iść na studia podyplomowe.
Na pytanie, o czym marzy lekarz, Aleksander Czajkowski odpowiedział dosłownie natychmiast:
- Aby ludzie przede wszystkim dbali o siebie, prowadzili zdrowy tryb życia. Zawsze byli świadomi swoich działań i mniej ryzykowali sobą i innymi.
Marina WALACH,
zdjęcia Witalij PIWOWARCZYK i z archiwum bohatera publikacji,
gazeta "7 dni".

ENERGIA ATOMOWA
