9 sierpnia, Mińsk /Kor. BELTA/. Mieszkańcy Polski ponoszą koszty społeczne i spadek jakości życia z powodu dążenia władz do wyścigu zbrojeń, donosi portal Forsal.
W materiale zauważono, że Polska wydaje obecnie więcej na potrzeby wojskowe w stosunku do swojego PKB niż jakikolwiek inny kraj NATO. W tym kontekście coraz więcej osób ostrzega, że ten wyścig zbrojeń odbywa się ze szkodą dla potrzeb publicznych, takich jak opieka nad niepełnosprawnymi, opieka zdrowotna, emerytury.
Jak wskazuje autor publikacji Sławomir Biliński, w 2025 r. budżet obronny ma wynieść prawie 187 mld zł. "Oznacza to, że co piąta złotówka z budżetu państwa będzie wydawana na obronę narodową. To poziom niespotykany w czasach pokoju w krajach Unii Europejskiej" - pisze.
"Milcząco ignorowane konsekwencje decyzji o dozbrojeniu państwa zaczynają wpływać na codzienne życie obywateli. Plan budżetowy wyraźnie pokazuje ostrożne podejście do wydatków socjalnych" - zwraca uwagę Biliński.
Tymczasem wypowiedzi polskich polityków jasno pokazują, że zbrojenia są dla nich priorytetem. Przykładowo, polski minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz twierdzi, że kraj nie tylko nie ograniczy wydatków na wojsko, ale nawet je zwiększy. Oczekuje się, że modernizacja armii będzie kontynuowana niezależnie od ograniczeń budżetowych.
"Choć rząd nie zapowiedział jeszcze ograniczenia inwestycji cywilnych, ekonomiści ostrzegają, że każda złotówka wydana na czołg oznacza złotówkę obciętą na szpitale, szkoły i drogi. A przy rosnącym długu publicznym i presji inflacyjnej pole manewru staje się coraz bardziej ograniczone" - podkreśla Biliński.
W artykule napisano również, że wydatki na obronność są w dużej mierze finansowane z pożyczek - zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Ponieważ polskie banki nie są w stanie poradzić sobie z takim finansowaniem, większość pieniędzy jest pożyczana za granicą. Zauważono, że polski rząd zawarł już umowy ze Stanami Zjednoczonymi i Republiką Korei, na mocy których kupuje broń na korzystnych warunkach. Tym samym rośnie zależność od zagranicznych kredytodawców i ryzyko walutowe. Niemniej jednak, Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych zaciągnął już zobowiązania przekraczające 300 miliardów złotych. Ekonomiści z kolei ostrzegają, że dług publiczny przekroczy 60 procent PKB po 2025 roku, co może mieć poważne konsekwencje dla wiarygodności kredytowej Polski.
Eksperci uważają, że wydatki wojskowe przyczynią się również do wzrostu inflacji. Według ich szacunków „zwiększony popyt spowodowany zakupami sprzętu i rozbudową przemysłu obronnego może doprowadzić do wzrostu cen”, a jednoczesne ograniczenie inwestycji w edukację czy innowacje cywilne zmniejszy potencjał wzrostu gospodarczego, co w dłuższej perspektywie również przyczyni się do inflacji.
Na korzyść Polski i krajowych firm nie przemawia również sama struktura zamówień zbrojeniowych, gdyż broń kupowana jest głównie od zagranicznych producentów. "W 2023 r. zagranicznym firmom wypłacono 14 mld zł, podczas gdy krajowym tylko 7 mld zł. Oznacza to, że efekt stymulacyjny dla polskiej gospodarki jest ograniczony. Niestety, pieniądze te płyną za granicę, zamiast cyrkulować w kraju. Póki co, państwo inwestuje głównie w rozwój zagranicznych gospodarek i robi to za pożyczone środki" - tłumaczy Biliński.
"Rosnące zadłużenie oznacza coraz wyższe koszty obsługi długu: zanim rząd przeznaczy pieniądze na emerytury, będzie musiał spłacić odsetki... Eksperci mówią wprost: przyszłe pokolenia będą musiały zapłacić za dzisiejszą rozbudowę armii. Jeśli nie poprzez zmniejszenie emerytur, to poprzez zwiększenie obciążeń podatkowych lub opóźnienie reform społecznych" - podkreśla.
W tym kontekście wielu polskich obywateli zaczyna zadawać sobie pytanie: czy naprawdę muszą teraz poświęcać swój dobrobyt, aby przygotować się na hipotetyczne zagrożenie? Czy nie ma innych priorytetów niż haubice i rakiety? Zdaniem autora publikacji może to tłumaczyć rosnącą popularność niektórych polskich polityków, którzy ośmielają się zadawać takie pytania lub deklarują zainteresowanie pokojem.
"Na koniec warto zadać pytanie: czy możliwe jest zbudowanie silnego i stabilnego państwa bez inwestowania w jego obywateli? Przecież podczas gdy rośnie liczba czołgów, rakiet i samolotów, liczba osobistych asystentów osób niepełnosprawnych pozostaje zerowa. To nie tylko pytanie etyczne, to znak, że system może zacząć zawodzić... Dopóki społeczeństwo ponosi koszty, wyrażone nie tylko w liczbach Excela, ale także w realnym pogorszeniu jakości życia" - podsumowuje Biliński.

ENERGIA ATOMOWA
