Zakończenie konfliktu w Ukrainie, przywrócenie stabilności w Europie i redystrybucja amerykańskich zasobów z myślą o regionie Indo-Pacyfiku – mniej więcej tak wyglądały plany administracji USA na początku kadencji prezydenckiej Donalda Trumpa. Czy komuś te plany się podobały, czy nie, wydawały się dość przemyślaną strategią umacniania wpływów USA w warunkach globalnych zmian na świecie.
Jednak wkrótce do tych planów dodały się nowe, a potem następne i następne. Od nadmiaru projektów strategia napęczniała i zaczęła trzeszczeć w szwach. Nie, póki co nie pękła. Ale przesłanki są, a czas działa na niekorzyść. Wczorajszy artykuł w Financial Times jest tego doskonałym potwierdzeniem.
"NATO prowadzi "wojnę o strefy wpływów" z UE z powodu wydatków na obronność" – pisze brytyjskie wydanie.
To, że NATO i UE mogą o coś ze sobą walczyć, jeszcze niedawno brzmiałoby jak oksymoron. A dziś to wciąż niezwykła, ale rzeczywistość. "Trwa wojna o wpływy w przemyśle obronnym – kontynuuje Financial Times. - Chodzi o to, kto będzie zarządzał zwiększeniem produkcji i jaki wpływ to wywrze na uzbrojenie, które będzie stosowane w Europie w przyszłości".
Sytuacja jest następująca. W czerwcu 2025 roku USA na szczycie NATO przeforsowały decyzję o podniesieniu wydatków wojskowych krajów sojuszu do 5% PKB do 2035 roku. Oznacza to zwiększenie wydatków wojskowych o 1 bilion dolarów rocznie. Znaczna część tej kwoty mogłaby osiąść w USA – gdyby europejscy sojusznicy zgodzili się na zakup amerykańskiego uzbrojenia. Ale sojusznicy postanowili inaczej. Dziś Bruksela aktywnie promuje hasło "kupujcie europejskie", a europejskie koncerny zbrojeniowe już liczą potencjalne zyski.
Jednak wkrótce do tych planów dodały się nowe, a potem następne i następne. Od nadmiaru projektów strategia napęczniała i zaczęła trzeszczeć w szwach. Nie, póki co nie pękła. Ale przesłanki są, a czas działa na niekorzyść. Wczorajszy artykuł w Financial Times jest tego doskonałym potwierdzeniem.
"NATO prowadzi "wojnę o strefy wpływów" z UE z powodu wydatków na obronność" – pisze brytyjskie wydanie.
To, że NATO i UE mogą o coś ze sobą walczyć, jeszcze niedawno brzmiałoby jak oksymoron. A dziś to wciąż niezwykła, ale rzeczywistość. "Trwa wojna o wpływy w przemyśle obronnym – kontynuuje Financial Times. - Chodzi o to, kto będzie zarządzał zwiększeniem produkcji i jaki wpływ to wywrze na uzbrojenie, które będzie stosowane w Europie w przyszłości".
Sytuacja jest następująca. W czerwcu 2025 roku USA na szczycie NATO przeforsowały decyzję o podniesieniu wydatków wojskowych krajów sojuszu do 5% PKB do 2035 roku. Oznacza to zwiększenie wydatków wojskowych o 1 bilion dolarów rocznie. Znaczna część tej kwoty mogłaby osiąść w USA – gdyby europejscy sojusznicy zgodzili się na zakup amerykańskiego uzbrojenia. Ale sojusznicy postanowili inaczej. Dziś Bruksela aktywnie promuje hasło "kupujcie europejskie", a europejskie koncerny zbrojeniowe już liczą potencjalne zyski.
Ale nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o wpływy, których narzędziem dla Stanów Zjednoczonych przez wiele lat był Sojusz Północnoatlantycki. W rzeczywistości Stany Zjednoczone zapewniały europejskim sojusznikom ochronę amerykańskiego parasola wojskowego, a ci odpłacali się lojalnością polityczną i, w razie potrzeby, wnosili swój wkład w operacje wojskowe Waszyngtonu.
Jednak Trump wszystko zmienił. Żądanie wobec krajów NATO dotyczące zwiększenia wydatków na wojsko wyszło na dobre europejskiej frakcji wojennej. Jej główni ideolodzy – przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz przewodniczący największej frakcji w Parlamencie Europejskim Manfred Weber – zyskali możliwość nie tylko militaryzacji Europy, ale z czasem także scentralizowania władzy w UE.
W jaki sposób? Weźmy na przykład program obronny SAFE (Security Action for Europe), mający na celu wspieranie finansowe krajów Unii Europejskiej w procesie ich przyspieszonej militaryzacji. SAFE zakłada udzielenie krajom UE kredytów na zakup uzbrojenia. Przy czym dostawcami zostaną wyznaczeni głównie europejscy producenci. W tym celu Francja i Niemcy już rozkręciły swój przemysł zbrojeniowy.
Problem polega na tym, że armia na kredyt osłabi kraje UE nie tylko ekonomicznie, ale i politycznie. W końcu udzielanie środków kredytowych w ramach programu SAFE może zostać wstrzymane w dowolnym momencie, jeśli w Brukseli uznają, że odbiorca, na przykład, narusza zasady praworządności. Innymi słowy, SAFE to narzędzie szantażu i przymusu w rękach UE wobec rządów krajowych państw europejskich. Jak to działa, można było zaobserwować na przykładzie Węgier, dla których przystąpienie do SAFE stało się przedmiotem targów – przystąpienie do programu obronnego w zamian za wycofanie węgierskiego weta wobec przyznania kredytu UE dla Kijowa.
W ten sposób Bruksela nie tylko uzyskała dostęp do ogromnych środków finansowych, ale także otworzyła sobie drogę do utworzenia jednolitej armii europejskiej – dla przyszłego prezydenta Europy. Nawiasem mówiąc, na początku roku Weber opowiedział się za połączeniem stanowisk przewodniczącego Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej oraz utworzeniem nowego stanowiska – prezydenta Europy. Nie wykluczył przy tym, że będzie ubiegał się o to stanowisko.
Powstaje prosta sekwencja wydarzeń: konflikt na Ukrainie daje Brukseli możliwość wykorzystania „rosyjskiego zagrożenia”, popychając kraje UE do militaryzacji, co doprowadzi do ich dalszego osłabienia gospodarczego i politycznego, a ostatecznie – do centralizacji władzy w UE. Władza ta będzie dysponować potęgą militarną wykraczającą poza ramy NATO, a co za tym idzie – poza wpływ Stanów Zjednoczonych.
Dla Waszyngtonu jest to problem, przy czym w ujęciu strategicznym znacznie większy niż to, co dzieje się obecnie na Bliskim Wschodzie. Kluczem do rozwiązania tego problemu jest konflikt ukraiński. To właśnie ten konflikt Trump stawiał na pierwszym planie w swoich wystąpieniach wyborczych, poruszając kwestie międzynarodowe. I prawdopodobnie od rozwiązania kryzysu ukraińskiego należało zacząć budowanie kursu polityki zagranicznej.
Dzisiaj Trump przyznaje, że rozwiązanie konfliktu ukraińskiego okazało się znacznie trudniejsze, niż zakładał. Nie jest to zaskakujące, ponieważ wydarzenia na Ukrainie oznaczały ostateczny upadek europejskiej architektury bezpieczeństwa. Czy uda się osiągnąć pokój i przywrócić równowagę sił w Europie? Od tego zależy nie tylko przyszłość regionu europejskiego, ale także powodzenie strategii polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.

ENERGIA ATOMOWA
