Szanowni uczestnicy konferencji!
Dziękuję za zaproszenie mnie do wygłoszenia przemówienia na naszej konferencji. Przede wszystkim chciałbym powitać Państwa w stolicy Białorusi na już trzeciej międzynarodowej konferencji poświęconej bezpieczeństwu eurazjatyckiemu. Na konferencję czekaliśmy nie tylko my, uczestnicy, ale oczywiście także nasi przeciwnicy, którzy dziś bacznie obserwują Mińsk. Nie wszyscy mogli dziś dotrzeć do Mińska. Właśnie taki cel postawili sobie niektórzy z naszych sąsiadów, przeprowadzając tę szaloną aferę z zamknięciem granic. Wymyślili też absurdalny pretekst. Balony. Nawet dla tak małego kraju jak Litwa to jest małostkowe.
No i już „najwięksi” żądają od nas przeprosin. Dziś rano otrzymałem taką informację. Wiecie, jeśli jest się winnym, zawsze trzeba przeprosić. A jeśli będziemy przekonani, że jesteśmy winni, przekonają nas o tym (próbują teraz przekonać), jesteśmy gotowi publicznie to omówić, przeprosimy. To na pewno. Ale jeśli lecą tam jakieś balony z papierosami lub czymś innym, uważam, że należy rozwiązać tę kwestię na miejscu. One przecież nie poleciały w nieznane miejsce. Ktoś je tam przyjął lub przyjmuje. Ktoś jest tym zainteresowany. Trzeba znaleźć i wyeliminować takie rzeczy u źródła. Cóż, to tylko złośliwość, ponieważ jestem pewien, że śledziliście tę sprawę.
Odpowiedzialnie oświadczam, że nie ma mowy o żadnym nadzwyczajnym przemycie. Ale to wiele mówi o potencjale politycznym naszej konferencji, skoro próbują ją zablokować.
Tak zwany cywilizowany świat zbliża się do swojego końca. To pewne. Działania nie tylko naszych sąsiadów, ale także całej Europy i innych sił (nie ma co się łudzić co do Stanów Zjednoczonych Ameryki) są takim samym elementem wojny hybrydowej, jak niedawne zamknięcie granicy przez Warszawę. Do czego to doprowadziło? Chińska Republika Ludowa wraz z Rosją znalazły, jak to się mówi, drogi obejściowe. Na Północnej Drogi Morskiej wzrosła przepustowość towarów, co spowodowało ogromne straty – nie tylko dla Białorusi (zarabialiśmy na tranzycie), ale także dla Polski. Polska zarabiała na tym tranzycie chińskim (mówię tylko o chińskim) 65-70%. Pozostała część – ruch towarów przez Kazachstan, Rosję i Białoruś – 30-35% – przypadała na nasze kraje. Kto na tym stracił? To oczywiste. Obecnie próbuje się znaleźć wyjście z tej sytuacji. Jest to mało prawdopodobne. Wiecie, czym są Chiny i znacie ich podejście w tej kwestii.
Oto XXI wiek: zamknięte niebo, drut kolczasty, całkowita niechęć do odmiennych poglądów. I to dopiero początek. Boją się jak ognia, że pojawi się tutaj alternatywny punkt widzenia. Boją się nas wszystkich, was, waszej analityki, waszej wiedzy o sytuacji, umiejętności przekazania jej ludziom, waszego głosu. A wy, mimo wszystko, za co jestem wam wdzięczny, przyjechaliście do Mińska. W Mińsku zawsze cieszymy się z waszej obecności.
Z każdym rokiem konferencja staje się coraz bardziej popularna i zajęła już swoje miejsce w kalendarzu międzynarodowych wydarzeń. Dzisiaj uczestniczą w niej przedstawiciele 48 krajów, w zeszłym roku było ich 38. Dlaczego?
Po pierwsze, gdzie indziej można otwarcie i szczerze dyskutować o fundamentalnych kwestiach bezpieczeństwa na naszym wspólnym kontynencie? W Monachium? Być może. Ale tam chcą widzieć i słyszeć tylko tych, którzy przeszli przez „ideologiczne sito”, o co nas oskarżają.
Gdyby mieli taką wolę, w przyszłym roku, prawdopodobnie na podstawie tego, co widzieliśmy na poprzedniej konferencji, nie wpuszczono by tam Amerykanów. Nagle znów powiedzieliby prawdę o „europejskim ogrodzie”: o utraconych wartościach, pasożytnictwie, hipokryzji, cenzurze i podwójnych standardach.
Po drugie. W dziedzinie bezpieczeństwa niestety nadal pozostaje ogromna liczba problemów wymagających omówienia, a co najważniejsze – poszukiwania rozwiązań.
W ostatnim czasie udało się osiągnąć porozumienie (mam wielką nadzieję, że długoterminowe) w kilku długotrwałych konfliktach: Azerbejdżan i Armenia podpisały porozumienie pokojowe, zakończyła się trwająca dwa lata wojna w Strefie Gazy. Ale to dopiero początek. Mamy nadzieję, że dobry początek.
W pozostałych gorących punktach nie widać światełka nadziei. Na ostatniej konferencji podałem przykład, że na świecie toczy się około 50 konfliktów zbrojnych o różnym nasileniu. To maksymalna liczba od zakończenia II wojny światowej! Nic dziwnego, że Trump rzekomo zapobiegł sześciu lub siedmiu konfliktom i wojnom. A przecież jest ich 50! Nie tak wiele (powstrzymał Donald Trump. – not. BELTA).
Rośnie zaciekłość, liczba ofiar, uchodźców, straty gospodarcze. Osobnym wyzwaniem stają się rzekomo spontaniczne rewolucje pokolenia Z (pamiętacie Bangladesz, Nepal, Madagaskar?).
Główną przyczyną braku postępów w globalnej deeskalacji jest konsekwentne ignorowanie zasady niepodzielności bezpieczeństwa.
W rezultacie stosunki międzynarodowe należy dziś charakteryzować nie w kategoriach zaufania i współpracy, ale operując danymi o kilometrach nowych zapór i megatonach śmiercionośnej broni. Za tak niebezpieczną matematyką stoją losy nie już poszczególnych ludzi, ale całej ludzkości!
Ignorowanie prostej prawdy, że bezpieczeństwo jednego państwa nie może być budowane kosztem innego, jest tragicznym błędem, jeśli nie fatalnym. Dramatyczne wydarzenia na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie są tego bezpośrednim potwierdzeniem.
Zachodni politycy nadal są przekonani, że siłą mogą zmusić wszystkich do podporządkowania się swoim interesom. A kto się nie podporządkuje, zostanie odizolowany. Tylko że oni nie chcą zrozumieć i zaakceptować dzisiejszej rzeczywistości.
Ich polityka nielegalnych sankcji i nowych linii podziału – czy to barier ideologicznych, zamknięcia granic, przestrzeni powietrznej – to prosta droga do samoizolacji od świata, do którego dążymy. Świata, który zrobił krok naprzód, w którym na pierwszym miejscu znajduje się zrozumienie konieczności bezkonfliktowego współistnienia, tolerancji i szacunku dla różnic. Krótko mówiąc, świata, w którym globalna większość uświadomiła sobie, że jest pełnoprawnym uczestnikiem. Jestem przekonany, że proces ten będzie trwał nadal.
A przecież kraje obszaru euroazjatyckiego mają wszystko, aby wspierać się nawzajem w rozwoju. To ogromny rynek, bogate zasoby, zaawansowane technologie i bezcenny potencjał ludzki! Musimy szukać rozwiązań problemów. Otwarcie, z nastawieniem na wynik, ale z uwzględnieniem naszych interesów.
Bądźmy szczerzy, skoro już się tu zebraliśmy. Mówimy: globalna większość, kontynent eurazjatycki – możemy wiele, jest nas wielu, możemy wiele zrobić. To prawda. Ale największym problemem jest to, że nie tylko nic nie robimy w tym kierunku, ale poruszamy się w nim bardzo powoli. Wszyscy rozumiemy, że nie możemy cały czas chodzić z ugiętymi kolanami i kłaniać się przed jednym krajem lub jedną osobą. Doskonale to rozumiemy.
Wprowadzając dziś sankcje... Dobra, sankcje. Ileż tych sankcji wprowadzono ostatnio. Ale doszło już do kradzieży, do tego, do czego zawsze nas popychano. Weźmy rezerwy walutowe Rosji, Białorusi, może jeszcze kogoś. Ale oni (kraje zachodnie. - not. BELTA) zawsze byli za tym, żebyśmy przechowywali nasze rezerwy walutowe gdzie? Jeśli mamy rezerwy walutowe w domu, to nie są to rezerwy walutowe. Trzeba je koniecznie wywieźć do pierwszorzędnych banków, do solidnych państw. Zrobiliśmy to. I co? Doszło już do tego, że zaczęli bez skrupułów brać te pieniądze jako swoje i kierować je tam, gdzie uznają za stosowne.
Trwa jeszcze mała gra: ach, Belgia czegoś chce lub nie chce, Stany Zjednoczone Ameryki... „A co, jeśli zabierzemy te rezerwy (czytaj: rosyjskie) – prawo międzynarodowe się rozpadnie”. Ale przecież ono już dawno się rozpadło. To po prostu gra. Próbują ogłupić nas (nas nie da się ogłupić, jesteśmy ludźmi oświeconymi) i ludzi na całym świecie. Ta kwestia została rozwiązana już dawno temu. Bandytyzm i kradzież.
Mówię to, ponieważ uważam, że należy jakoś na to zareagować. Mówiłem o tym, jak sądzę, na dużej konferencji SOW w Chinach i w innych krajach. Trzeba na to zareagować. Jeśli Amerykanie nie chcą, żebyśmy używali ich dolara (i dzięki temu nieźle żyją), to dobrze, znaczy się, że trzeba dążyć do stworzenia alternatywnej waluty.
Jeśli widzimy, że dziś wszyscy oni razem walczą (niektórzy też się tam bawią i tak dalej), ale ich cel jest zrozumiały (ci, którzy zajmowali się historią, rozumieją to tym bardziej), że prędzej czy później i tak dojdą do tej polityki, którą zawsze prowadzili.
Bardzo obawiam się, że stanowisko Amerykanów wobec Rosji w sprawie konfliktu ukraińskiego jest również odgrywanym spektaklem. Najnowsze dane coraz bardziej o tym świadczą. Nie chciałbym tego. Chciałbym, żebyśmy zakończyli tę wojnę tak, jak należy. Nie może tu być żadnych gier. Ponieważ, jak mówi ten sam Trump, ginie wiele osób. Ale to tylko rozmowy.
Wszyscy rozumiemy, że te sankcje mogą dziś zostać nałożone na inne kraje. Jeśli Indie nie będą posłuszne i nadal będą kupować ropę nie tam, gdzie trzeba, mogą zostać na nie nałożone sankcje. Ponad półtora miliarda ludzi! Wszyscy rozumieją, że jutro mogą wywrzeć presję również środkami militarnymi (spójrzcie na Wenezuelę). Wszyscy rozumieją, że do tego może dojść. Więc zjednoczmy się, stwórzmy jakąś alternatywę, począwszy od rozliczeń, a skończywszy na demonstracji naszych możliwości. A one istnieją.
Są takie możliwości, ale tego nie robimy. Wszyscy czekamy, aż zajmą się nami pojedynczo. Dlatego, patrząc na Zachód, należy wyciągnąć odpowiedni wniosek, że nie zawsze jesteśmy dobrzy i nie robimy tego, co należy zrobić dzisiaj. A jeśli nie zrobimy tego dzisiaj, jutro może być już za późno. Może za późno.
Szanowni uczestnicy Konferencji!
Bardzo chcemy optymistycznie patrzeć w przyszłość europejskiego i, szerzej, euroazjatyckiego bezpieczeństwa. Ale rzeczywiste procesy i zjawiska, które obserwujemy, nie dają jeszcze do tego poważnych podstaw. Wręcz przeciwnie.
Wielokrotnie ostrzegaliśmy: nie można bezkarnie dzielić wspólnej przestrzeni zaufania. Teraz wszyscy muszą ponosić konsekwencje takiej krótkowzrocznej polityki. Rozpadają się mosty międzypaństwowe, budowane przez dziesięciolecia. Znikają rynki, które, mówiąc umownie, karmiły całe regiony. Pękają więzi międzyludzkie, które wydawały się silniejsze niż różnice między politykami.
A kiedy państwa tracą solidne traktatowe podstawy bezpieczeństwa i nie działają środki zaufania, rośnie rola narzędzi, w tym odstraszania nuklearnego. W końcu nie można zapewnić sobie bezpieczeństwa, jeśli jego prawne i polityczne gwarancje zostaną zdeptane. Jeśli kraje sąsiednie starają się tak zwiększyć swój potencjał wojskowy, aby wielokrotnie przewyższał twój własny. I nie wstydzą się agresywnej retoryki.
Pytanie: dlaczego? Mam tylko jedną odpowiedź: niestety, aby społeczeństwo coraz bardziej przyzwyczaiło się do myśli o wojnie.
Ostatnio i nam, i Rosji zarzuca się, że wkrótce "jutro, jutro, jutro...". No cóż, jeśli nie odetniemy Polski, a może krajów bałtyckich, a może wszystkich razem... Cóż, przynajmniej przebijemy się przez Korytarz suwalski. Słyszę to odkąd jestem Prezydentem. Długo pracuję i słyszę to wszystko. To kompletna bzdura. Szczerze mówiąc, powinniśmy zająć się problemami, które mamy. Nie zmierzamy nigdzie, nie potrzebujemy Europy, Paryża ani Londynu. Nawet Litwy i Polski, Wilna i Warszawy. Nie potrzebujemy ich. Nie potrzebujemy tej eskalacji.
Dlaczego Polacy wydają 5% PKB na broń? A nawet Litwa (widzimy przecież, jakie procesy wewnętrzne tam zachodzą) – zwiększa i tak już skromny budżet, przeznaczając środki na zbrojenia? Po co? Pierwsze pytanie.
Drugie pytanie: po co ta cała retoryka? Prawdopodobnie sami się do tego przygotowują. Dlatego mówię szczerze i otwarcie. Powiedziałem to Prezydentowi Rosji i innym przywódcom zaprzyjaźnionych państw.
Każdego dnia przygotowujemy się do wojny, aby do niej nie doszło. Natomiast, jeśli Polska i kraje bałtyckie chcą z nami współpracować – po ludzku... Nie dlatego, że spadły trzy pociski lub drony (jak się okazało, ukraińskie), o których ostrzegaliśmy Polaków. Nie udało nam się ich wszystkich zniszczyć – było mało czasu, a to zawsze jest trudne. Poinformowaliśmy ich o tym. Uderzyli w swoje domy własną rakietą. Najpierw oskarżyli nas i Rosję, a potem (dzięki Amerykanom) powiedzieli, że nie, to najwyraźniej nie jest rosyjska rakieta. Odkryli, że nie jest rosyjska.
W ten sposób dochodzi do eskalacji napięcia. I zawsze pojawia się pytanie: po co to robicie, po co eskalujecie napięcie? Odpowiedziałem na to pytanie.
Podpisany w ubiegłym roku Traktat o gwarancjach bezpieczeństwa w ramach Państwa Związkowego przewiduje użycie wszelkiego rodzaju broni, w tym broni jądrowej. Dla ochrony! Jeszcze raz podkreślam: ten krok ma charakter wyłącznie obronny i został wykonany w ścisłej zgodności z prawem międzynarodowym i postanowieniami Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.
Inną kwestią, która porusza niektórych zagorzałych polityków, jest rozmieszczenie na Białorusi kompleksu rakietowego średniego zasięgu "Oresznik". Żadnej agresji! Żadnej!
Na dowód. Przypomnijmy historię. Rok 1987: ZSRR i USA po długich negocjacjach podpisały Traktat o likwidacji rakiet średniego i krótkiego zasięgu. Dokument ten stał się najważniejszym elementem systemu zapobiegania wzajemnemu zniszczeniu dwóch przeciwstawnych sobie bloków. Jednak w 2019 roku USA wycofały się z niego. Był to tragiczny krok wstecz.
Sześć lat temu, przemawiając w tej sali na Międzynarodowej Konferencji, zaproponowałem opracowanie wielostronnej deklaracji politycznej o nierozmieszczaniu rakiet średniego i krótkiego zasięgu w Europie i otwarcie jej dla wszystkich zainteresowanych państw. Niestety, po prostu nie chciano wysłuchać propozycji Białorusi. I jasne jest, dlaczego. Może dlatego, że "cóż, co tam jest Białoruś..." To nie Chiny, nie Indie, nie te zasoby, prawdopodobnie nie to samo znaczenie. Wciąż myślimy w tych kategoriach.
Szereg krajów europejskich już ogłosiło zamiar rozmieszczenia na swoim terytorium kompleksów rakietowych średniego zasięgu. Cóż nam zarzucać? A przecież jest to jeden z najniebezpieczniejszych rodzajów uzbrojenia! Czas lotu wynosi kilka minut. W przypadku pomyłki lub prowokacji po prostu nie będzie czasu na zastanawianie się.
Tak więc rozmieszczenie tej broni na Białorusi to nic innego jak reakcja na eskalację sytuacji w regionie i współczesne zagrożenia. Proszę: odejdźmy od tego, i rozmowy o "Oreszniku" ustaną. Ale nie chcą. Nikomu nie zagrażamy, tylko zapewniamy, jak powiedziałem, nasze bezpieczeństwo. Co więcej, jesteśmy zawsze otwarci na konstruktywny dialog i wzajemne kroki w celu zmniejszenia napięć. Jeśli nasi partnerzy na Zachodzie są na to gotowi, ani my, ani Rosja, jestem przekonany, nie pozostaniemy w długu.
Ale na razie wydaje się, że że Europa nie potrzebuje pokoju. Politycy zapomnieli, jakie okropności przyniosła II wojna światowa. Wierzyli, że budowanie zdolności wojskowych ich ochroni. Nie i jeszcze raz nie! To droga donikąd, kolejny krok po drabinie eskalacji.
Pomimo wszystkich naszych wezwań, dialog z krajami europejskimi w sprawie bezpieczeństwa, kontroli zbrojeń i środków zaufania jest absolutnie nie istnieje. W tym względzie wymowny jest przykład Traktatu o otwartym niebie: "Wysuwa się nam wymyślone roszczenia o niewykonanie dokumentu, ale jednocześnie całkowicie rezygnuje się z jakiejkolwiek interakcji.
No dobrze, porzucili etykę protestancką na rzecz LGBT, ale gdzie jest przysłowiowa zachodnia racjonalność? Czy naprawdę nie rozumieją, że kontrola zbrojeń i środki budowania zaufania są niewspółmiernie opłacalne i tańsze niż wyścig zbrojeń? A historyczny wybór jest prosty - odprężenie lub eskalacja. Dlatego od razu wybierzmy odprężenie. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej będzie zarówno dla nas, jak i dla przyszłych pokoleń.
Ponadto Zachód, zgodnie ze swoją zwykłą logiką podwójnych standardów, próbuje sztucznie oskarżyć Białoruś o wykorzystywanie migracji jako broni. Wyraźnie i jednoznacznie oświadczam: nie zajmujemy się i nie zamierzamy zajmować się wykorzystywaniem procesów migracyjnych w jakiejkolwiek formie.
I nazwijmy rzeczy po imieniu. Migracja jest przede wszystkim konsekwencją kryzysów, zniszczonych gospodarek, zerwaną więzi społecznych i zniszczonych instytucji państwowych w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w wielu innych krajach w wyniku nieodpowiedzialnej polityki zbiorowego Zachodu.
Kiedy destabilizujecie i bombardujecie inne kraje, wyczerpujecie ich zasoby i zagrażacie ich przyszłości, czego się spodziewacie? Że ludzie pozostaną na ruinach swoich domów? Nie, pojadą tam, gdzie, jak mają nadzieję, będzie dla nich i ich dzieci przynajmniej względne bezpieczeństwo. I powiedzcie tym nieszczęsnym ludziom, że nie mają do tego prawa.
Chcę zadać pytanie: podajcie mi przynajmniej jeden powód, dla którego Białoruś powinna chronić Unię Europejską, Europę przed migrantami. Dlaczego?
Po pierwsze, w warunkach wszechogarniającej presji sankcji nie mamy ani zbędnych zasobów, ani moralnego obowiązku rozwiązywania problemów tych, którzy te sankcje wprowadzili. Dławią nas sankcjami i mówią: "Chrońcie nas!"
Ale byliśmy uczciwi. Gdy tylko wprowadzono sankcje i zerwano z nami stosunki w kwestiach migracji, powiedziałem im szczerze i otwarcie: "Koniec, chłopaki, nie będziemy tu nikogo łapać i nie będziemy nikogo chronić". Nie, nie będziemy nikomu pomagać – ludzie sami znajdą drogę tam, gdzie ich wezwano.
Po drugie, cała infrastruktura, wszystkie projekty współpracy transgranicznej zostały jednostronnie wstrzymane przez zachodnich sąsiadów Białorusi.
Po trzecie, na Zachodzie byli (migranci – not. BELTA) tam zapraszani. Pamiętacie stwierdzenie drugiej lub trzeciej gospodarki na świecie? Angela Merkel (była kanclerz Niemiec - not. BELTA): "Przyjeżdżajcie, nie ma komu pracować!"
No cóż, skoro przyjechali do was (migranci też przyjeżdżają do nas), stwórzcie im takie same warunki jak swoim obywatelom. Trzeba w nich widzieć ludzi. My tak właśnie postępujemy. Oto ci, którzy do nas przyjeżdżają - bez względu na to, czy przenieśli się z naszej rodzinnej Rosji (nie są to nawet migranci), z Kazachstanu (także nasi ludzie), z Armenii, innych krajów, czy z Afganistanu, Uzbekistanu i dalej - tworzymy dla nich wszystkie warunki, jak na Białorusi. Bezpłatna edukacja kosztem budżetu - wasze dzieci uczą się razem z naszymi w tej samej szkole i za darmo. Z budżetu służby zdrowia na Białorusi. I dla was to samo. Czy słyszaliście kiedyś, że migranci popełnili u nas jakieś przestępstwa? Doceniają postawę, jaką kształtuje się w stosunku do nich na Białorusi.
Kto przeszkadza bogatej Europie (jak oni mówili – ogrodowi) to zrobić? Trzeba po prostu to zrobić. Wtedy będą pracować na waszych "volkswagenach" i "mercedesach" i być może nie będzie żadnych problemów. Ale oni zaprosili ich i chcieli uczynić z nich niewolników. No to macie!
Jak możemy poważnie traktować żądania Unii Europejskiej wobec nas (jak to sami określają, „rozwiązać problem migrantów”), skoro Bruksela, Polska i kraje bałtyckie demonstracyjnie zerwały wszystkie wcześniej zawarte porozumienia i odmawiają nawet podstawowej komunikacji w bieżących sprawach.
Cóż, jakoś my i Polacy nie doszliśmy do porozumienia, ale chyba nastroje w Polsce już tak: Polacy nie są głupimi ludżmi - zmusili władze do zwrócenia uwagi na migrację i próby uporządkowania spraw. Słuchajcie, powstały grupy gangsterskie aż do Niemiec, które wysysają tych migrantów z Białorusi (i są z tego zadowolone) i wysyłają ich do Niemiec. To jest problem! Niemcy milczą. To jasne, dlaczego milczą. Ale kiedy spotykamy się z niemieckimi urzędnikami, kiedy zaczynamy mówić o migracji i Polsce, zamykają oczy. Oni wiedzą, co się dzieje.
Logika jest prosta: jeśli zniszczyliście mosty, nie wymagajcie od nas, abyśmy je naprawiali. Nie będziemy was bronić z pętlą na szyi. Sankcje to pętla na szyi Białorusinów, a wy żądacie, żebyśmy was bronili. Tak się nie stanie!
Drodzy uczestnicy konferencji!
Jestem przekonany, że bezpieczeństwa nie można budować na groźbach i ultimatum. To po prostu impas. Bez zaufania i współpracy, bez sprawiedliwości każdy system bezpieczeństwa pozostanie niezwykle chwiejną konstrukcją.
Dlaczego ten temat jest tak ważny dla Białorusi? Odpowiedź jest oczywista. Nie jesteśmy tylko obserwatorami, ale bezpośrednimi uczestnikami procesów geopolitycznych w samym centrum Europy.
I nie jesteśmy naiwni. Zdajemy sobie sprawę, że próby stworzenia przytłaczającej przewagi militarnej na naszych granicach (o czym wspomniałem), osłabienie naszej gospodarki i ciągłe prowokowanie wstrząsów społecznych to sposoby na podporządkowanie Mińska czyjejś woli. Będziemy reagować jak potrafimy. Mamy własne możliwości. Mamy wsparcie bratniej Rosji. Mamy wsparcie krajów globalnej większości.
Ale z zasady nie dążymy do konfrontacji. Powtarzające się apele Białorusi o przywrócenie dialogu są próbą przywrócenia zdrowego rozsądku w stosunkach międzynarodowych, gdzie próbuje się go zastąpić siłą.
Eurazję można uratować tylko unikając konfrontacji. Wartość naszego kontynentu leży w jego wzajemnych powiązaniach. Dlatego nie można go bez końca i bezkarnie dzielić na zwalczające się obozy.
Jestem przekonany, że idea pokojowego wspólnego rozwoju jest strategicznym punktem odniesienia, celem, do którego musimy dążyć. To właśnie na tych zasadach budowane są tak potężne struktury jak SOW, BRICS, EUG i WNP.
Mówiłem już o jednoczących inicjatywach Rosji i Chin, o nowym, trzeźwym spojrzeniu Amerykanów (broń Boże, żeby to było takie, a nie spektakl). Nie oznacza to, że próbuję sztucznie wykluczyć Europę z tego procesu. To niemożliwe!
W powstającym wielobiegunowym ładzie światowym Unia Europejska powinna zajmować ważne miejsce. Silna Unia Europejska. Jesteśmy o tym przekonani i wielokrotnie o to apelowaliśmy. To jeden z filarów, fundamentów naszego systemu - systemu planetarnego, na którym opiera się świat.
Ale to, czy Unia Europejska będzie w stanie zająć takie miejsce, wciąż pozostaje kwestią sporną. Dziś UE ewidentnie przeżywa kryzys. Powody są jasne. Po pierwsze, spędzili dziesięciolecia na budowaniu systemu wewnętrznej regulacji wszystkiego i czegokolwiek. Udało im się. Biznes zaczął uciekać.
Następnie porzucili normalne interakcje z sąsiadami na wschodzie, przede wszystkim z Rosją. Zbudowali płoty na granicy. Wkrótce założą miny na granicy. A ile teraz kosztuje energia, na przykład w Unii Europejskiej? Czy zostały jakieś pieniądze, aby utrzymać się w czołówce innowacyjnych rozwiązań?
Obawiam się jednak, że Bruksela i wiele stolic zdecydowało się nie rozwiązywać tego problemu merytorycznie, ale przykryć go przyszłą wojną. Czy oni naprawdę oczekują, że przeniesienie gospodarki do wojska zagwarantuje wzrost?
Może zagwarantuje to, że przez kilka lat będziemy tkwić na tym samym poziomie. Od czasów kolonialnych odkładają tłuszczyk. Ale potem trzeba będzie usuwać katastrofalne skutki.
Co mamy? Rosnący eurosceptycyzm. Iskry w polityce wewnętrznej. Nasilają się sprzeczności między poszczególnymi państwami Unii Europejskiej. Podkładane są bomby pod przyszłość całej wielkiej Europy, a może nawet całej Eurazji.
Mówię otwarcie i bezpośrednio: jeśli strategicznie dążycie do normalnego współistnienia i nie staracie się nas przerobić, my nie będziemy was.
Mamy własną mentalność, własną kulturę, własny historyczny etap rozwoju społeczeństwa. Nie akceptujemy agresji ideologicznej, jak również żadnej innej. Stworzyliście nam napięte warunki zewnętrzne. Kupiliście kilkunastu lub kilkudziesięciu naszych i rosyjskich uciekinierów i malujecie im obraz prawie legalnej władzy na Białorusi i w Rosji. A potem krzyczą: "Dyktatura! Putin i Łukaszenka są współagresorami". Damy sobie z tym radę.
Teraz wydaje się, że Europa nie jest gotowa na realistyczne rozmowy z Mińskiem. Nie widzą naszych pozycji negocjacyjnych, które ma wiele innych krajów, takich jak zasoby naturalne. Ale my mamy zdrowy rozsądek, wytrwałość, a także zasoby naszej strategicznej pozycji i zdolność do bycia pomostem, jak zawsze, między Zachodem a Wschodem. Chcę mieć przekonanie, że pokojowe współistnienie leży przynajmniej w interesie Europejczyków. Wtedy przeniesiemy dyskusję na zupełnie inne argumenty - jeśli tak nie jest, jeśli nie chcecie, żeby tak było.
Nie uważamy się za winnych pogorszenia stosunków z Zachodem i jego poszczególnymi krajami. Ale wyciągamy rękę. Nie jest to ręka proszącego. Jest to ręka partnera z własną godnością, który oferuje szczerą współpracę na rzecz pokoju dla naszych dzieci i wnuków.
Drodzy uczestnicy konferencji!
Organizacja Narodów Zjednoczonych ma w tym roku 80 lat. „Helsinki”, akt końcowy, mają 50 lat. Temat reformy kluczowych instytucji międzynarodowych jest omawiany od dziesięcioleci, ale problemy nie zostały rozwiązane.
Zaangażowanie Białorusi na rzecz pokoju nie jest pustą retoryką, ale obiektywną koniecznością. I nie tylko my, ale cały kontynent euroazjatycki jest zaangażowany w tę sprawę. Z wyjątkiem Zachodu.
Co proponujemy?
Po pierwsze. Jeśli chodzi o żywność i leki, potrzebujemy zakazu nakładania jakichkolwiek sankcji, w tym sankcji wtórnych. Ponieważ wiąże się to z ogromnymi stratami, utratą życia.
Każdy może zobaczyć wynik wymachiwania tą pałką: kryzys gospodarczy, zaostrzenie sprzeczności społecznych, prowokowanie konfliktów wewnętrznych i międzynarodowych.
Po drugie. Ochrona krytycznej infrastruktury międzynarodowej: gazociągów i ropociągów, kabli internetowych, elektrowni jądrowych.
Zakaz działań przeciwko tym obiektom musi być jednoznaczny. I wszystkie kraje świata są tym zainteresowane, nawet te, które dziś traktują wysadzenie gazociągu jako wyczyn. W każdej sytuacji konieczna jest wymiana danych, zapewnienie ich fizycznej nienaruszalności i nieprzerwanego działania.
Po trzecie. Przezwyciężenie kryzysu migracyjnego. Z tym, co Zachód zrobił w krajach pochodzenia, musi poradzić sobie sam.
Jeśli chodzi o konsekwencje. Jesteśmy gotowi do pracy w formacie, który od dawna zapewnia kontrolę nad sytuacją dla obu stron.
Musimy negocjować na przykład w ramach globalnego porozumienia. Możemy omówić podejście Prezydenta Trumpa „wszystko za wszystko” zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i Europą, jak każdy inny kraj.
Oczywiście istnieje potrzeba ujednolicenia systemu kontroli migrantów, wzmocnienia walki z grupami przestępczymi handlarzy ludźmi i przyspieszenia procedur deportacji osób naruszających prawo.
Po czwarte. Sztuczna inteligencja. Rosnący problem. Niekontrolowany wyścig w tej sferze zmienia ją z użytecznego zasobu w broń. W dłuższej perspektywie broń masowego rażenia.
Zaproponowaliśmy sąsiednim krajom stworzenie cyfrowego pasa dobrosąsiedztwa. Nadszedł czas, aby zjednoczyć całą Eurazję tym pasem i uwzględnić zasady cyfrowej suwerenności i neutralności w naszej przyszłej Karcie Wielobiegunowości i Różnorodności w obecnym stuleciu.
Drodzy przyjaciele!
Potrzebujemy dialogu. Nie możemy patrzeć na siebie przez pryzmat karabinów maszynowych. W żadnym wypadku. Musimy zawsze rozmawiać. Kiedy nie rozmawiają, wojna jest bliżej. Potrzebujemy tego dialogu.
Musimy zatrzymać wyścig zbrojeń. Wszyscy mówimy: „Nie, nie, nie będziemy się angażować”. Od dawna jesteśmy zaangażowani w ten wyścig zbrojeń. A widząc, jak wygląda dzisiejszy świat, państwa będą wydawać ostatnie pieniądze, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo. A jeśli nie mogą walczyć z potencjalnym agresorem, takim jak Białoruś, będą próbowały wyrządzić temu wrogowi niedopuszczalne szkody.
Jeszcze raz, drodzy przyjaciele, dziękuję wam za to, że mimo wszystko dotarliście do stolicy Białorusi.
Jestem pewien, że dziś padnie wiele rozsądnych pomysłów, których tak bardzo dziś potrzebujemy.
Ale jeszcze bardziej potrzebne są nam działania związane z ideami, które wyrażacie od dłuższego czasu. Po prostu nie możemy pozwolić, aby nasze rozmowy stały się pustosłowiem i nie przyniosły niczego. Potem musi nastąpić działanie. Dzisiaj jest taki okres, że musimy się na tym skupić.
Jeszcze raz dziękuję wam, drodzy przyjaciele, za zaproszenie. Życzę wszystkim owocnej pracy.

ENERGIA ATOMOWA
