Projekty
Government Bodies
Flag Poniedziałek, 20 Kwietnia 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Prezydent
23 Sierpnia 2025, 11:55

Rozmowa z Trumpem, plan pokojowy dla Ukrainy, prognozy i informacje od Pierwszego. Najważniejsze fragmenty wywiadu Łukaszenki dla białoruskich mediów

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka przed swoją wizytą w Chinach udzielił wywiadu jednemu z największych koncernów medialnych na świecie – China Media Group. Korespondentka chińskiej korporacji medialnej miała wiele pytań do głowy państwa białoruskiego, jednak wszystkie szczegóły półtoragodzinnej rozmowy obiecano ujawnić później. Spotkanie z dziennikarzami na tym się nie zakończyło. Białoruska prasa zaproponowała Prezydentowi kontynuację rozmowy (w końcu tematów było naprawdę wiele), i Aleksander Łukaszenka nie odmówił. Wszystkie najświeższe szczegóły tej rozmowy i najważniejsze informacje znajdziecie w naszym materiale.

O wynikach rozmów Putina i Trumpa na Alasce

Z pewnością zauważyliście, że oceniając wyniki rosyjsko-amerykańskich rozmów na Alasce, wiele mediów i ekspertów twierdzi, że Donald Trump przegrał. Jak pokazuje praktyka, Prezydenta USA szczególnie krytykują ci, którzy opowiadają się za kontynuacją konfliktu na Ukrainie. Czy Prezydent Białorusi zgadza się z krytyką amerykańskiego przywódcy?

„Absolutnie nie zgadzam się z wnioskami i konkluzjami, które padają z ust dziennikarzy i różnego rodzaju „specjalistów” na ten temat, że Putin zyskał więcej, a Trump mniej, że, jak niektórzy mówią wprost, Putin rzucił Trumpa twarzą o stół i Trump przegrał... Jeśli nie rozumiesz podstaw dyplomacji, nie powinieneś wydawać ocen. To są różni ludzie, różne stanowiska” – wyjaśnił Aleksander Łukaszenka.

Prezydent zauważył, że Władimir Putin reprezentował jedną ze stron konfliktu, a Donald Trump w tej sytuacji występował jako pośrednik między stronami konfliktu, aby poznać stanowisko Rosji. 

„Ameryka, nawet jeśli dostarcza tam broń, nie prowadzi wojny przeciwko Rosji. Ameryka nie jest stroną w tej wojnie. Donald Trump i Ameryka są pośrednikami. Aby głębiej zrozumieć sytuację w tym konflikcie, aby poważniej ocenić sytuację ze strony Rosji i zrozumieć Rosję w tej wojnie, Trump jako pośrednik (trzeba mu za to podziękować) zaprosił Putina na Alaskę” – podkreślił głowa państwa.

Według niego, rozważano wiele miejsc, w których mogłoby odbyć się spotkanie przywódców Rosji i USA. „To, że zaprosił go na Alaskę, jest nieco egzotyczne, ale piękne. Putin zadzwonił do mnie wcześniej i powiedział: rozważa się Rzym, Genewę, Turcję, Emiraty i tak dalej. Odpowiedziałem: cóż, jako prawosławni nie możemy jechać do Rzymu... Tak, rozumiem, powiedział. Odrzuciliśmy wszystkie te lokalizacje, powiedział, poczekamy, co zaproponują Amerykanie” – opisał szczegóły białoruski przywódca.

„Po co wyrzucać Trumpowi, że nie przywiózł konkretnych rezultatów?” – zapytał retorycznie Aleksander Łukaszenka. O szczegółach mógł mówić Władimir Putin, ale nie uznał tego za konieczne, wypowiedział się na tematy ogólne, dyplomatycznie, co w zasadzie odpowiada jego charakterowi.

W tym sensie Prezydenta Białorusi zaskoczyły oświadczenia Donalda Trumpa. Można było oczekiwać, że jak zwykle opowie o szczegółach, omówi wszystkie punkty, ale on również był powściągliwy i lakoniczny. „On jest mądry. Cztery minuty (trwało jego wystąpienie po zakończeniu rozmów. – not. BELTA) – scharakteryzował Aleksander Łukaszenka. – Doskonale odegrał swoją rolę. Nie dlatego, że przestałem go krytykować po tej rozmowie (rozmowy telefonicznej Trumpa i Łukaszenki. – not. BELTA). Nie. Ale świetnie odegrał swoją rolę wbrew wszelkim oczekiwaniom. Ja też spodziewałem się, że się rozkręci i zacznie podawać jakieś konkrety. Zachował się tutaj świetnie”.
„On jest pośrednikiem. Wyjaśnił stanowisko Rosji w tym konflikcie. Zrozumiał, czego chce Rosja. Ale nawet tego nie powiedział, ponieważ nie jest stroną tego konfliktu. To, co zostało omówione, to konkrety, o których będą rozmawiać Prezydenci Putin i Zełenski, strony konfliktu” – zwrócił uwagę białoruski przywódca.

Jego zdaniem spotkanie przywódców Rosji i USA miało zasadnicze znaczenie: „To dwa kraje, od których zależy dziś życie na naszej planecie. Broń Boże, gdyby wszystkie te głowice nuklearne, które mają oni i my, wybuchły – planeta wyleciałaby z orbity. To całkiem normalne spotkanie, nie ma powodu, by wyrzucać ani jednemu, ani drugiemu, biorąc pod uwagę rolę, jaką odegrali obaj Prezydenci”.

Aleksander Łukaszenka uważa za bardzo istotny wynik rozmów na Alasce to, że dla Trumpa stało się bardziej jasne stanowisko Rosji w sprawie rozwiązania konfliktu i ogólnej sytuacji na froncie.

„Jakkolwiek by nie było, stanowisko Rosji jest ważniejsze dla przyszłego pokoju niż stanowisko Ukrainy. Dlaczego? Ponieważ Rosja dominuje dziś na froncie, bardzo silnie dominuje. A na głównym kierunku, w Doniecku, w rejonie Pokrowska, powstała bardzo niebezpieczna sytuacja dla Ukraińców” – zwrócił uwagę Aleksander Łukaszenka. 

Według niego, Ukraińcy zabrali stamtąd, z głównego kierunku, najbardziej zdolne do działania oddziały i przenieśli je na północ, w rejon Sum i Charkowa, gdzie Rosjanie wkroczyli na terytorium Ukrainy i trzeba było ich powstrzymać. W ten sposób osłabiono główny kierunek - na Donbasie, w obwodzie donieckim. „I stało się to, co się stało: Rosjanie atakują na całej linii frontu. Tak, spokojnie (atakują w spokojnym tempie. – not. BELTA). Rozmawialiśmy o tym z Putinem. On mówi: jeśli pójdziemy szybciej (możemy), stracimy więcej ludzi. Oni dbają o ludzi, dbają o wojsko. Ale wszędzie poruszają się powoli – pół kilometra, kilometr, codziennie wyzwalając nowe wioski” – tak opisał obecną sytuację Prezydent.

Uważa on, że obecna sytuacja jest niezwykle niebezpieczna dla Ukrainy. „Ukraina musi dziś się zatrzymać, musi zawrzeć porozumienie pokojowe, aby nie stracić Ukrainy w ogóle” – oświadczył białoruski przywódca.
Jego zdaniem Donald Trump zasługuje na wdzięczność za to, że w ogóle podjął się roli mediatora i dąży do zakończenia konfliktu. Chociaż być może sam nie jest już zadowolony, że wplątał się w tę sprawę, sądząc, że ustanowienie pokoju jest znacznie łatwiejsze. „Ostrzegałem Amerykanów słowo w słowo, kiedy byli u mnie na długo przed tymi rozmowami: przekażcie Trumpowi, że nie może się teraz wycofać. Podjął się tego problemu i musi go rozwiązać, i może go rozwiązać, i stara się” – zauważył Prezydent.

O spotkaniu Trumpa z Zełenskim i przywódcami UE

Po rozmowach z Władimirem Putinem Donald Trump spotkał się w Waszyngtonie z przywódcami krajów UE i Władimirem Zełenskim, przedstawiając im istotę sytuacji. „I Europejczycy chcą się włączyć do tych rozmów: „Bez nas nic nie może się wydarzyć” – zauważył Aleksander Łukaszenka.

Szczerze mówiąc, Europejczycy już wyczerpali swój limit zaufania. Pamiętacie, jak w lutym 2015 roku z inicjatywy przywódców Europy w Mińsku odbyły się negocjacje „czwórki normandzkiej”? Uczestnicy spotkania dążyli do rozwiązania kryzysu na Ukrainie. Jednak nie udało się ustanowić trwałego pokoju. Miało to swoje przyczyny. 

„Potem przyznali: przyjechali tu nie po to, aby ustanowić pokój, ale po to, aby dać Ukrainie możliwość przezbrojenia się – przypomniał głowa państwa. - Więc dlaczego dziś obrażacie się, że Trump was nie zaprasza? Po co jesteście potrzebni? Przecież już raz próbowaliście. Ameryka wtedy nie interweniowała, chociaż mówiłem: bez Ameryki nie będzie pokoju, trzeba zaangażować Amerykę. Nie zaangażowali. Sami postanowili zaprowadzić pokój. Nie udało się. Zrobili to świadomie. Oszukali Rosję. Dlatego Trump ma całkowitą rację, kiedy Ameryka podjęła się tego samodzielnie i próbuje przeforsować porozumienie pokojowe. Myślę, że jest to szczere”.

Chociaż Aleksander Łukaszenka nie wykluczył, że dla USA ogólnie korzystne jest, gdy Europejczycy występują publicznie w roli „jastrzębi”. Daje mu to możliwość pokazania Władimirowi Putinowi i innym, z jakimi trudnościami musi się zmagać: walczy nie tylko o pokój i zbliżenie stanowisk Ukrainy i Rosji, ale także pokonuje opór Europejczyków.
Prezydent jest przekonany, że w przypadku osiągnięcia poważnych porozumień w sprawie konfliktu ukraińskiego Europa nie będzie w stanie temu przeszkodzić. „Jeśli Trump poważnie postanowił to zrobić (osiągnąć pokój na Ukrainie. – not. BELTA), nie będą w stanie temu przeciwdziałać. Muszą się do tego (procesu. – not. BELTA) jakoś się włączyć i odegrać jakąś rolę. Oczywiście, są Europejczykami. Oczywiście, dla nich ważne jest, jaka będzie Ukraina i jaki będzie pokój na Ukrainie” – uważa białoruski przywódca.

Zwrócił również uwagę na fakt, że Europejczykom będzie trudno włączyć się w ten proces po zerwaniu porozumień mińskich. Wiele zależy tutaj od decyzji Donalda Trumpa, dodał Aleksander Łukaszenka. Jeśli przy udziale USA uda się osiągnąć porozumienie między Rosją a Ukrainą, Europa będzie miała dwie opcje. „Europejczycy będą zmuszeni albo przełknąć gorzką pigułkę, albo przynajmniej dołączyć się do reszty” – wyjaśnił Prezydent.

O negocjacjach między Rosją a Ukrainą

Prezydent powiedział, że negocjacje między Rosją a Ukrainą są "praktycznie na stole", jak mówią dyplomaci. "Ale widzicie oświadczenia. Putin: tak, zgadzamy się, od dawna mówiliśmy o tym, czego chcemy. Wołodia Zełenski ma dziś jedno, jutro - drugie, trzecie i tak dalej, jak kiedyś (to było - not. BELTA) u Donalda, wysuwa sprzeczne oświadczenia. Rosjanie to widzą i myślą, czy Prezydent Zełenski jest gotowy do negocjacji, czy nie. Uważają, że nie jest gotowy" - zauważył.
Nie trzeba jednak koncentrować się tylko na publicznych wypowiedziach strony ukraińskiej, jest przekonany Aleksander Łukaszenka. Można je nazwać "zasłoną dymną", za którą kryje się prawdziwa, kuluarowa, zamknięta część. W szczególności istnieją informacje, że Zełenski jest gotowy do wymiany terytoriów. Stany Zjednoczone są również zdania, że Ukraina musi podjąć ten krok, w przeciwnym razie może zniknąć. A bez amerykańskich pieniędzy i broni nie można kontynuować konfrontacji.

O możliwości spotkania Putina i Zełenskiego na Białorusi

Ale jeśli rozmowy Władimira Putina i Władimira Zełenskiego jednak się odbędą, czy strona białoruska ma chęć zorganizowania ich w Mińsku? 

Szef państwa oświadczył, że nie nie jest chory na "zachciewajki" organizowania rozmów Władimira Putina i Władimira Zełenskiego w Mińsku, chociaż byłoby to dla nich idealne miejsce. Ale jeśli strony rosyjska i ukraińska uzgodnią i zdecydują się tu przyjechać - na Białorusi choćby jutro wszystko zorganizują na odpowiednim poziomie. "Jeśli chcą, uzgodnią... To idealne miejsce dla Ukrainy, Rosji. Dla Donalda nie ma różnicy, gdzie polecieć - do Europy czy na Alaskę, i tak osiem czy dziewięć godzin" - zauważył Prezydent.

Jednak Władimir Zełenski wcześniej nazwał przeprowadzenie negocjacji w Mińsku rzekomo niedopuszczalnym, ponieważ w swoim czasie, w wyniku spotkania "normandzkiej czwórki" w 2015 roku, nie udało się ustanowić trwałego pokoju. "Mają jakąś fobię w stosunku do Mińska, Wołodia Zełenski" - powiedział Aleksander Łukaszenka. 
Zwrócił uwagę, że europejscy politycy później sami przyznali, że przyjeżdżali do Mińska nie po to, by zaprowadzić pokój, ale by umożliwić przezbrojenie się Ukrainie. Dlatego teraz nie można zrzucić winy na stronę białoruską.

"Nie choruję na tę chorobę - "pokazać się" lub "to jest bardzo ważne dla wizerunku". Tak, jest ważne. Ale prawdopodobnie przeżyjemy, poradzimy sobie. Naprawdę nie choruję na te "zachciewajki": przyjeżdżajcie do Mińska i tak dalej. Zdecydujecie się przyjechać - choćby jutro zorganizujemy - podkreślił Prezydent. - Powiedziałem kiedyś: choćby na Księżyc, choćby na Marsa - gdziekolwiek, ale tylko żeby się zebrać i podjąć decyzję". 

O rozmowie telefonicznej z Trumpem

Podczas rozmowy z dziennikarzami Aleksander Łukaszenka ujawnił nowe szczegóły swojej rozmowy telefonicznej z Prezydentem USA Donaldem Trumpem. Jak już pisaliśmy, odbyła się 15 sierpnia z inicjatywy strony amerykańskiej. Według głowy państwa, rozmowa ta nie odbyła się ni z tego, ni z owego, a stała się m.in. wynikiem pewnych kroków i konkretnych negocjacji ze strona amerykańską. Wcześniej odbyło się około pięciu spotkań, a ostatnie - ze specjalnym wysłannikiem Prezydenta USA Keithem Kelloggiem.

Z doniesień medialnych wiadomo było, że podczas rozmowy telefonicznej Aleksander Łukaszenka i Donald Tram rozmawiali nie tylko o dwustronnych stosunkach Białorusi i USA, ale także o uregulowaniu sytuacji na Ukrainie, chodziło o sytuację na Bliskim Wschodzie i o współdziałanie z Rosją. 

Na przykład szef państwa powiedział, że po dość krótkim czasie połączenie zostało przerwane. I Donald Trump oddzwonił ponownie. "Mówię: Donaldzie, jacyś wrogowie zakłócili naszą rozmowę" - takim żartem, według Prezydenta, wznowiono dialog między dwoma przywódcami. "Mówi: to prawdopodobnie Władimir (Putin - not. BELTA)". Mówię: "Nie ma nikogo innego, ale, Donaldzie, on nie jest taką osobą, nie będzie wtrącał się w naszą rozmowę". On: "Jasne, to żart". Mówię: nie usprawiedliwiaj się, przekażę mu, że uważasz go za wroga". Od tego żartu zaczęła się rozmowa".
Chodziło m.in. o negocjacje na Alasce, które miały się odbyć wkrótce, a także o wizyty przedstawicieli USA w Mińsku i ich negocjacje z Aleksandrem Łukaszenką, w związku z czym mimochodem został poruszony temat możliwości uwolnienia niektórych więźniów. I oczywiście nie była to osobista inicjatywa samego Trumpa, ale najprawdopodobniej ludzie z jego otoczenia, przygotowując się do rozmowy o Białorusi, dali dokumenty referencyjne i zalecili podziękowanie Aleksandrowi Łukaszence za uwolnienie więźniów, wspominając o kolejnych 1,3 tys. osób, które, ich zdaniem, również powinny zostać uwolnione.

O uwolnieniu więźniów

Prezydent Białorusi poinformował amerykańskiego przywódcę, że w kraju istnieje specjalna komisja upoważniona do rozpatrzenia odpowiednich wniosków od skazanych, ale konkretne decyzje pozostają osobiście w gestii głowy państwa. Taka praca jest wykonywana na bieżąco.

Ważnym czynnikiem przy podejmowaniu takich decyzji jest to, jak będą to postrzegać ludzie. "Nie przejmuję się zbytnio rankingiem, ale zależy mi na tym, co moje społeczeństwo ma do powiedzenia na temat moich działań. Oto uwolniono 16 osób - nie wszyscy jednoznacznie to przyjęli, chociaż nie mają pełnej informacji" - powiedział Aleksander Łukaszenka.

Wyjaśnił, że początkowo propozycja pochodziła od USA, nikt na Białorusi nie zaproponował zwolnienia więźniów na żadnych warunkach. To była opcja amerykańskiej umowy: ty dla mnie to, ja dla ciebie - tamto. I Prezydent przyjął ich propozycję, ułaskawiono 16 osób, z których jedna teraz "wprowadza balagan" wśród uciekinierów przebywających na Litwie. Jednak nawet tutaj Amerykanie znaleźli coś do zarzucenia: mówią, że ci ludzie już wkrótce mieli skończyć swoje wyroki i wyjść na wolność. "Amerykanie mówią: oszukał. Mówię: chłopaki, widzieliście listy, cieszyliście się, chcieliście, żebym wypuścił tego faceta. Pozwoliłem mu odejść, rodzina została ponownie połączona. Czemu się na mnie obrażacie? Milczenie. Nie można mnie niczego zarzucić. Chcieliście? Macie" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
"Chcecie półtora lub dwa tysiące (jak tam liczą)? Zabierzcie je do siebie. Liczyć na to, że wypuścimy bandytów, którzy palili, wysadzali w powietrze, a oni to przyznają (nie warto - not. BELTA). Wypuścimy ich, a oni znów będą walczyć przeciwko nam? Tutaj społeczeństwo mnie nie poprze" - dodał Prezydent.

O planie pokojowym dla Ukrainy

Jednym z priorytetowych tematów było oczywiście rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, i głowa państwa szczegółowo przedstawiła Prezydentowi USA, jak widzi możliwy plan pokojowy.

Przede wszystkim, według niego, możemy mówić o ustanowieniu rozejmu powietrznego i zawieszenia broni na linii frontu. "Oznacza to, że pociski, drony nie będą latać na jedną i drugą stronę. To jest bardzo ważne. Również dla Rosji. Przecież widzicie, że nie ma nic przyjemnego, gdy uderzają w lotniska, wysadzają w powietrze magazyny ropy naftowej w Rosji, dzielnice mieszkalne i fabryki. Putin rozumie to tak samo dobrze jak ja. Więc to nie jest potrzebne Rosji. Dla Ukrainy tym bardziej. Po tym, jak uderzyli w dużą fabrykę z 8-10 piętrami pod ziemią, gdzie oni (Ukraińcy - not. BELTA) mogli coś wyprodukować, Ukraińcy zdali sobie sprawę: kłopoty. Mogą przecież tak uderzyć i w Bankową (ulica w centrum Kijowa, gdzie znajduje się wiele budynków administracyjnych - not. BELTA)" - zauważył białoruski przywódca.
Podkreślił, że strona rosyjska miała możliwość znacznej eskalacji konfliktu poprzez użycie swojej nowej broni - kompleksu "Oresznik" - na bardziej wrażliwych obiektach dla kijowskiego reżimu, ale nie zrobiono tego, ponieważ Rosja generalnie skłania się ku pokojowemu rozwiązaniu, podczas gdy Władimir Putin, nazywany na Zachodzie agresorem, odmówił uderzenia w obiekty cywilne na samym początku konfliktu, kiedy wojska rosyjskie znajdowały się w pobliżu Kijowa, i wycofał swoje wojska.

"Informacja insiderska dla was. Takie plany miał ktoś w Rosji (nie będę wymieniał nazwiska). Putin powiedział: "Absolutnie nie". Byli gotowi uderzyć... Gdyby uderzyli w centra decyzyjne "Oresznikiem", jak mówią, nic by tam nie zostało" - powiedział Aleksander Łukaszenka.

Szef państwa zaznaczył, że aby osiągnąć pokój, trzeba przejść kilka etapów. Ale najważniejszą rzeczą jest teraz powstrzymanie działań wojennych i ofiar ludzkich. Oznacza to, że na pierwszym etapie należy przestać strzelać, na drugim - zapewnić rozejm (bez uzupełniania wojsk, przezbrojenia, gromadzenia amunicji i tak dalej). A potem - zawarcie pokoju.

Właśnie tak Aleksander Łukaszenka przedstawił swoją wizję sytuacji Prezydentowi USA. Ten jednak uznał, że możliwe jest połączenie pierwszych etapów i przejście od razu do zawarcia traktatu pokojowego. W związku z tym szef białoruskiego państwa jest przekonany, że przede wszystkim należy doprowadzić do zawieszenia broni. A potem można usiąść do stołu negocjacyjnego i negocjować nawet latami, jak to było na przykład w przypadku Japonii i Związku Radzieckiego, a teraz z Rosją.

O gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy . Odpowiadając na pytanie o możliwość pełnienia przez Białoruś roli gwaranta bezpieczeństwa dla Ukrainy, Aleksander Łukaszenka zauważył, że jeśli chodzi o gwarancje bezpieczeństwa, to zwykle mówi się o stałych członkach Rady Bezpieczeństwa ONZ.

"Mówią o Stanach Zjednoczonych, Chińskiej Republice Ludowej, innych potężnych krajach, krajach europejskich, które nie są członkami Rady Bezpieczeństwa - mogą zapewnić takie gwarancje. W tym Białoruś. Ale kiedy usłyszałem to nieoficjalnie, pomyślałem: no cóż, czy jest to nam potrzebne, czy nie, żebyśmy komuś gwarantowali jakieś bezpieczeństwo?" - powiedział Prezydent.

Powiedział, że jeśli naprawdę pojawi się prośba o zaangażowanie się, Białoruś może podjąć ten krok, ale nie dąży do tego.

Szef państwa przypomniał, że obecnie omawiana jest między innymi możliwość wprowadzenia europejskich wojsk do Ukrainy, stworzenia silnej ukraińskiej armii i inne rzeczy. "Rosjanie oczywiście kategorycznie sprzeciwiają się obecności obcych wojsk. Rosjanie to nie jest potrzebne" - powiedział Aleksander Łukaszenka.

Prezydent zauważył również, że należy być realistą: nawet jeśli uda się dojść do porozumienia w sprawie zmniejszenia liczebności armii w Ukrainie lub ograniczenia wielkości zbrojeń, nie oznacza to, że sytuacja może ulec zmianie w przyszłości. Aleksander Łukaszenka przytoczył historyczny przykład Niemiec, gdzie wszystkie umowy dotyczące liczebności armii i innych rzeczy zostały już dawno zapomniane.

"Tak, będziemy z Rosjanami nalegać, aby tak się nie stało. Aby oni (Ukraina - przyp. BELTA) nie byli agresywnym krajem, aby nie była to platforma do ataku na nas w przyszłości" - powiedział białoruski przywódca.

Jeśli chodzi o skład gwarantów bezpieczeństwa, Prezydent wspomniał również o niechęci Zełenskiego do tego, by wśród takich gwarantów znalazły się Chiny, ponieważ kraj ten rzekomo nie zapobiegł wojnie. "Niech Bóg będzie z wami! Chiny powinny były interweniować w wojnę i jej zapobiec... To ty powinieneś był zrobić wszystko, aby nie doszło do wojny. A jeśli Chiny nie będą gwarantem bezpieczeństwa (są członkiem Rady Bezpieczeństwa), to wiadomo, że bez Chin, bez ich gwarancji bezpieczeństwa gdziekolwiek, pokój jest bardzo trudny do zapewnienia. Dlatego Zełenski powinien trochę pomyśleć, zanim będzie coś mówił" - dodał szef państwa.

O stosunkach białorusko-amerykańskich

Prezydent został zapytany, jak obecnie ocenia poziom stosunków białorusko-amerykańskich i czy można mówić o ich normalizacji. Szef państwa opowiedział się za stopniową poprawą stosunków ze Stanami Zjednoczonymi.
"Powoli, krok po kroku, będziemy budować relacje z Amerykanami. To duży kraj, bardzo ważny kraj. Widać, że nawet Rosja i Chiny próbują dojść z nimi do porozumienia. Chociaż Chiny mogą z łatwością obejść się bez Ameryki. Mają wystarczającą dźwignię. Powinniśmy zrobić to samo. I będziemy współpracować w tym zakresie. Będziemy budować z nimi stosunki. Do tego dążymy" - powiedział szef państwa.

Podkreślił, że to samo dotyczy najbliższych sąsiadów - Bałtów, Polaków, z którymi, jak powiedział wcześniej Aleksander Łukaszenka, należy budować stosunki, a nie kłócić się.

O amerykańskich sankcjach wobec Białorusi

Prezydent powiedział, że Białoruś poczyniła szereg kroków i i teraz czeka na nie ze strony USA: "Powiedzieliśmy im: Panowie, podjęliśmy wiele różnych kroków wobec was i tak dalej. Teraz czekamy na konkretne kroki z waszej strony. Nigdy nawet nie powiedziałem nic o sankcjach, przysięgam. Nasi powiedzieli - Rybakow (białoruski dyplomata Walentin Rybakow - przyp. BELTA) powiedział mu: "Wiecie, czego potrzebuje Białoruś". Zabroniłem prosić".
Według Aleksandra Łukaszenki nie ma specjalnych powodów do takich próśb, chociaż sankcje mają pewien negatywny wpływ na życie kraju. Ale Białoruś już dostosowała się do nich, ma wystarczająco dużo rynków zagranicznych, na których jej produkty są poszukiwane. "Dla naszego kraju z małą gospodarką nie potrzeba wiele. Oczywiście, gdyby nie było sankcji, żyłoby nam się lepiej. Co tu dużo mówić... Nie ma w tym nic dobrego" - powiedział szef państwa.

Prezydent wspomniał na przykład o sankcjach nałożonych na linie lotnicze Belavia i dostawy nawozów potasowych. "Cóż, jeśli sankcje zostaną zniesione z Belavii i zaczniecie latać po świecie w spokoju, to prawdopodobnie będzie to ważne. Ale nie sądzę, żebyśmy cierpieli z powodu sankcji nałożonych na Belavię. Latamy do Chin, latamy do wszystkich krajów, latamy do Rosji. Wszystkie samoloty latają. Być może należałoby je znieść. Bo to jest śmieszne - nałożenie tych sankcji. Nawozy potasowe - sprzedajemy wszystko, nawet mamy wzrost. Tak, tracimy trochę więcej na tej logistyce, ale mamy nasze porty. Nigdy nie myślałem, że port to duży deficyt dla kraju. Straszny deficyt i duża korzyść" - powiedział Aleksander Łukaszenka.

Reakcja uciekinierów na kontakty ze stroną amerykańską

Szef państwa zwrócił uwagę na fakt, że białoruscy uciekinierzy za granicą nie mają nic wspólnego z białorusko-amerykańskimi porozumieniami, w tym w sprawie ułaskawienia szeregu więźniów.

„Nasi uciekinierzy nie mają z tym nic wspólnego. Wręcz przeciwnie, mówią, żeby byli ci „więźniowie polityczni”. Jeśli nie ma „więźniów politycznych”, nie ma powodu, żeby naciskać na „dyktatora”. To jest ich stanowisko, ich polityka” – powiedział głowa państwa.

„Mówię to specjalnie dla naszych, którzy dziś są w lochach, żeby zrozumieli, że oni (zbiegłym – not. BELTA) są potrzebni w więzieniu, ale nie na wolności. W kolonii – tak. To powód do potępienia mojej polityki i reżimu, jak oni mówią. Oto ich polityczne oblicze” – stwierdził białoruski przywódca.

Ponownie podkreślił, że uciekinierzy nie mają nic wspólnego z negocjacjami ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie ułaskawienia szeregu skazanych, ale po prostu „palą się”, że Łukaszenka dogadał się z Amerykanami: „Gdzie jest dobrze, trzeba przyznać, że jest dobrze. Jeśli na coś liczycie. Jeśli to plus, to jest to plus. Jeśli sankcje, to Zenon Poźniak krytykuje was – sankcje, mówi, nie są skierowane przeciwko „reżimowi”, są skierowane przeciwko ludowi, należy je znieść. Rozsądne stanowisko. Jest to zrozumiałe również dla naszych ludzi. „Nie, sankcje, dusić, dusić i dusić!” To taka ohydna rzecz z nich wypływa”.

O negocjacjach ze zbiegłą opozycją

Prezydent nie widzi powodu, dla którego miałby usiąść do stołu negocjacyjnego z przedstawicielami zbiegłej opozycji. "Teraz chcą usiąść do stołu negocjacyjnego. Idealnie, jak rozumują, byłoby z Łukaszenką" - powiedział szef państwa. - Z kim powinienem usiąść do stołu? Z tymi, którzy rozwalili kraj? Dobra, mógłbym się z tym pogodzić. Ale co nam z tego? Czy pomogą nam - ludziom, państwu? Oni nie są dla nas pomocni. A chodząc w błocie, można się błotem ubrudzić. Po co mi to? Nie potrzebuję tego".

"Nie zabraniamy nikomu rozmawiać, proszę. Ale ja nie mam o czym z nimi rozmawiać" - dodał Aleksander Łukaszenka.

O prognozach białoruskiego przywódcy i przyszłości Ukrainy

Dziennikarze zauważyli, że trzy tygodnie przed rozmowami prezydentów Rosji i Stanów Zjednoczonych na Alasce Aleksander Łukaszenka powiedział, że Moskwa jest gotowa do negocjacji. Prognoza okazała się trafna: rozmowy rzeczywiście się odbyły. Prezydent został zapytany, jak udaje mu się robić takie prognozy.
"To jest zanurzenie w sprawie. Jeśli jesteś w nią zanurzony, możesz o niej myśleć i mieć swoje zdanie. Ale to twoje zdanie. Ale, bez fałszywej skromności, w pewnym stopniu jest to doświadczenie" - odpowiedział białoruski przywódca.

Szef państwa podał taki przykład. Po rozpoczęciu specjalnej operacji wojskowej Aleksander Łukaszenka rozmawiał telefonicznie z Władimirem Zełenskim, a jakiś czas później na Białorusi odbyły się rozmowy delegacji rosyjskiej i ukraińskiej. Prezydent uważa, że gdyby rozmowy pokojowe zakończyły się sukcesem na wczesnym etapie, straty terytorialne Ukrainy byłyby mniejsze.

"Więc tutaj jest to zanurzenie (i, jak mówię, Pan Bóg doradził, prawdopodobnie)..... Wychodzę od tego. I znam stanowisko Prezydenta Rosji" - dodał Aleksander Łukaszenka. - On proponował i proponuje (negocjacje - przyp. BELTA). I teraz powinniśmy się tego chwycić, bo (Wołodymyr Zełenski - przyp. BELTA) straci całą Ukrainę".
Świeże wiadomości z Białorusi