W połowie jesieni, a dokładniej 24 października, obchodzony jest Dzień Narodów Zjednoczonych. Tego dnia w 1945 roku weszła w życie Karta Narodów Zjednoczonych. Organizacja obchodzi dziś swoje 80. urodziny i jest to kolejny powód, aby spojrzeć wstecz i zastanowić się nie tyle nad tym, co zostało zrobione, ile nad tym, co pozostaje do zrobienia. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka przemawiał z trybuny ONZ w Nowym Jorku, być może w najtrudniejszych okresach dla społeczności światowej. I za każdym razem głowa państwa wolał nie trąbić o istniejących problemach, ale otwarcie i szczerze wyrażać swoją opinię, nawet jeśli komuś się to nie podobało. Przypomnijmy, o czym ostrzegał Aleksander Łukaszenka z głównej trybuny światowej i jakie słowa białoruskiego Prezydenta nawet po 30 latach nie tracą na aktualności.

ROK 1995. "NAJWAŻNIEJSZE JEST, ABY NIE DOPUŚCIĆ DO NOWEGO PODZIAŁU"
Posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w październiku 1995 roku było bardzo uroczyste. Organizacja obchodziła swoje półwiecze i jednocześnie znajdowała się na rozdrożu - być albo nie być. Białoruś, która zaledwie cztery lata temu stała się niepodległym państwem, a mimo to należała do państw założycielskich ONZ, nie miała najmniejszych wątpliwości: ustanowienie Organizacji Narodów Zjednoczonych było decyzją historyczną.
O roli ONZ i problemach ludzkości
"Pomysł stworzenia organizacji zdolnej do zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim narodom dojrzał w tyglu II wojny światowej. Po pół wieku możemy bez wątpienia powiedzieć, że założeie Organizacji Narodów Zjednoczonych było prawdziwie historyczną decyzją. Zapobieganie katastrofie nuklearnej, upadek systemu kolonialnego, likwidacja apartheidu, bezprecedensowy wzrost ludzkiego geniuszu w nauce i technologii - wszystko to zostało osiągnięte w dużej mierze dzięki Organizacji, której 50-lecie obchodzimy dzisiaj" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
Jednocześnie Prezydent Białorusi z żalem zauważył, że u progu trzeciego tysiąclecia świat wciąż jest obarczony ciężarem problemów charakterystycznych dla przeszłości. Wojny i konflikty zbrojne w różnych regionach, terroryzm i inne rodzaje przestępczości, katastrofy ekologiczne, ubóstwo i głód i wiele innych problemów zagrażają przyszłości ludzkości.
"Tylko Organizacja Narodów Zjednoczonych - uniwersalna organizacja uwzględniająca interesy wszystkich narodów Ziemi - jest w stanie połączyć wysiłki wspólnoty państw w rozwiązywaniu tych problemów. Nie możemy się zgodzić z tymi, którzy kwestionują rolę Organizacji Narodów Zjednoczonych w przyszłym świecie. Mój naród nie akceptuje samej myśli o możliwej śmierci Organizacji Narodów Zjednoczonych, o której dzisiaj mówiono. Gdybyśmy na to pozwolili, byłoby to przestępstwem ze strony naszego pokolenia przywódców wobec tych, którzy 50 lat temu pokonali faszyzm, stworzyli ten wyjątkowy mechanizm zapewniania pokoju" - podkreślił szef państwa.
Aleksander Łukaszenka był przekonany, że dla ludzkości, która dokonała tak wielu wielkich odkryć, pytanie, jak uczynić ONZ bardziej wydajną i jak znaleźć na to pieniądze, nie jest nierozwiązywalnym zadaniem. Organizacja wykazała się żywotnością w obliczu zimnej wojny i blokowej konfrontacji. "Teraz musi potwierdzić skuteczność swojej działalności w wielobiegunowym świecie. Najważniejsze jest, aby nie dopuścić do nowego podziału świata" - zaapelował białoruski przywódca.
O nieprzewidywalnych konsekwencjach
I już wtedy, 30 lat temu, Prezydent Białorusi ostrzegał: rozszerzenie NATO jest obarczone nieprzewidywalnymi konsekwencjami dla przyszłości Europy.
"Jestem głęboko przekonany, że u progu trzeciego tysiąclecia nie należy myśleć o rozszerzaniu sojuszy wojskowo-politycznych, ani o rozmieszczeniu broni jądrowej ani o zwiększeniu arsenałów wojskowych. Przeciwnie, powinniśmy dążyć do wyeliminowania samej możliwości wystąpienia wojen, zmniejszenia lub całkowitego zniszczenia zapasów broni jądrowej" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
Białoruś miała prawo mówić o tym pełnym głosem. Republika stała się pierwszym w historii państwem, które dobrowolnie i bez żadnych warunków zrezygnowało z broni jądrowej. Niestety kraj znalazł się w paradoksalnej sytuacji, w której przywiązanie do idei rozbrojenia stworzyło dla niego poważne trudności gospodarcze. Białoruś została zmuszona do przekierowania środków przewidzianych na realizację programów społecznych na zniszczenie broni, która gromadziła się na jej terytorium podczas blokowej konfrontacji.
Czas pokazał, że słowa białoruskiego przywódcy były w pewnym sensie prorocze. Tego, co dzieje się dziś na kontynencie europejskim, na pewno nikt się nie spodziewał. Być może Sojusz Północnoatlantycki, utworzony w celu ochrony Europy przed możliwym zagrożeniem sowieckiej ekspansji, jeszcze w latach 90. powinien był nie tylko porzucić plany ekspansji na wschód (jakby sam przygotowywał się do zajęcia przestrzeni postradzieckiej), ale dumnie odejść w zapomnienie, deklarując godne wypełnienie swojej misji?
O nowej integracji w przestrzeni postradzieckiej
Przemawiając na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1995 roku, Aleksander Łukaszenka wypowiedział się również o pogłębieniu problemów społeczno-ekonomicznych w różnych regionach i podziale świata na biedne i bogate kraje. "Kryzys społeczno-gospodarczy dotknął teraz nowe niepodległe państwa. Zerwanie wielowiekowych stosunków między narodami nie przyniosło i nie mogło nikomu przynieść korzyści. Dlatego nie należy się dziwić, a tym bardziej obawiać planowanych obecnie procesów integracyjnych. Zbliżenie braterskich narodów to połączenie wysiłków w celu rozwiązania wspólnych problemów, a nie zagrożenie dla czyjegoś bezpieczeństwa i interesów" - powiedział Prezydent Białorusi o przestrzeni postradzieckiej.
Aleksander Łukaszenka podsumował, że nowe zagrożenia, przed którymi stoi ludzkość pod koniec XX wieku, narody nie będą w stanie zapobiec, jeśli nie zrezygnują z narodowego egoizmu. Powiedział, że duże państwa nie powinny myśleć o dyktacie, nie o podporządkowaniu innych krajów swoim wpływom, ale o przywództwie w rozwiązywaniu problemów, przed którymi stoi ludzkość. I najlepszym narzędziem harmonizacji interesów wszystkich narodów, powiedział białoruski przywódca, pozostaje, nawet jeśli komuś się to nie podoba, Organizacja Narodów Zjednoczonych.
ROK 2000. "NASZE GRANICE TO GRANICE POKOJU I WSPÓŁPRACY"
Posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 2000 roku przeszło do historii jako Szczyt Milenijny. Czy sytuacja na świecie zmieniła się pięć lat później? Tak, i niestety nie na lepsze. Dlatego przy całej różnorodności celów, przed którymi stanęła ludzkość, głównym celem ONZ nadal było zapewnienie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.
O konfliktach zbrojnych i próbach dyktowania cudzej woli
"Na razie niestety Organizacja Narodów Zjednoczonych nie radzi sobie w pełni z zadaniem zapobiegania agresji i konfliktom zbrojnym. Przypadki użycia siły zbrojnej z pominięciem Rady Bezpieczeństwa ONZ nie rozwiązały żadnej kwestii, a jedynie zaostrzyły istniejące problemy. Białoruś wychodzi z tego, że w XXI wieku siły zbrojne nie mogą być legalnym narzędziem polityki międzynarodowej" - powiedział Aleksander Łukaszenka, przemawiając z trybuny ONZ.
Centralnym punktem Szczytu Milenijnego była problematyka praw człowieka i rozwoju demokracji. Znaczenie tych wartości i wysokich standardów zapisanych w dokumentach ONZ nie jest przez nikogo kwestionowane. Problem polega jednak na tym, jak zauważył Prezydent Białorusi, że prawa człowieka i demokracja są coraz częściej wykorzystywane przez niektóre państwa jako pretekst do karania niepożądanych krajów i narodów.
Białoruś zarówno wtedy, jak i teraz nie mogła zgodzić się z próbami dyktowania jej, jak żyć i z kim się przyjaźnić. Głowa państwa dość rozsądnie zauważył, że kraj, który położył życie jednej trzeciej swoich obywateli na ołtarzu zwycięstwa nad nazizmem w II wojnie światowej, jest w stanie samodzielnie decydować o swoim losie. Z tego samego powodu Białorusini nie mogą obojętnie odnosić się do prób złamania rozwijającego się stabilnego porządku światowego, zakłócenia równowagi geopolitycznej na świecie, powrotu czasu, kiedy państwa dzieliły się na kraje pierwszej i drugiej kategorii.
O podziale narodów i "klubie wybranych"
"Ostatnio podejmowane są wysiłki, aby zebrać pewien "Klub wybranych", do którego nie należy większość państw świata. Nic dobrego dla realnego promowania demokracji i praw człowieka ta arogancka próba podziału narodów na "nauczycieli" i "uczniów" nie daje i nie może dać" - podkreślił białoruski przywódca.
Aleksander Łukaszenka oświadczył o potrzebie szacunku dla swoistości, ustalonego sposobu życia i historycznego losu każdego narodu. Jak dotąd, z żalem stwierdził głowa państwa, w stosunkach międzynarodowych kraje borykają się z coraz częstszymi próbami możnych tego świata, aby uczesać wszystkich pod jednym grzebieniem, zaprzeczając jakiejkolwiek specyfice narodowej i regionalnej, która nie mieści się w zwykłych ramach "zachodniego stylu życia".

ROK 1995. "NAJWAŻNIEJSZE JEST, ABY NIE DOPUŚCIĆ DO NOWEGO PODZIAŁU"
Posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w październiku 1995 roku było bardzo uroczyste. Organizacja obchodziła swoje półwiecze i jednocześnie znajdowała się na rozdrożu - być albo nie być. Białoruś, która zaledwie cztery lata temu stała się niepodległym państwem, a mimo to należała do państw założycielskich ONZ, nie miała najmniejszych wątpliwości: ustanowienie Organizacji Narodów Zjednoczonych było decyzją historyczną.
O roli ONZ i problemach ludzkości
"Pomysł stworzenia organizacji zdolnej do zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim narodom dojrzał w tyglu II wojny światowej. Po pół wieku możemy bez wątpienia powiedzieć, że założeie Organizacji Narodów Zjednoczonych było prawdziwie historyczną decyzją. Zapobieganie katastrofie nuklearnej, upadek systemu kolonialnego, likwidacja apartheidu, bezprecedensowy wzrost ludzkiego geniuszu w nauce i technologii - wszystko to zostało osiągnięte w dużej mierze dzięki Organizacji, której 50-lecie obchodzimy dzisiaj" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
Jednocześnie Prezydent Białorusi z żalem zauważył, że u progu trzeciego tysiąclecia świat wciąż jest obarczony ciężarem problemów charakterystycznych dla przeszłości. Wojny i konflikty zbrojne w różnych regionach, terroryzm i inne rodzaje przestępczości, katastrofy ekologiczne, ubóstwo i głód i wiele innych problemów zagrażają przyszłości ludzkości.
"Tylko Organizacja Narodów Zjednoczonych - uniwersalna organizacja uwzględniająca interesy wszystkich narodów Ziemi - jest w stanie połączyć wysiłki wspólnoty państw w rozwiązywaniu tych problemów. Nie możemy się zgodzić z tymi, którzy kwestionują rolę Organizacji Narodów Zjednoczonych w przyszłym świecie. Mój naród nie akceptuje samej myśli o możliwej śmierci Organizacji Narodów Zjednoczonych, o której dzisiaj mówiono. Gdybyśmy na to pozwolili, byłoby to przestępstwem ze strony naszego pokolenia przywódców wobec tych, którzy 50 lat temu pokonali faszyzm, stworzyli ten wyjątkowy mechanizm zapewniania pokoju" - podkreślił szef państwa.
Aleksander Łukaszenka był przekonany, że dla ludzkości, która dokonała tak wielu wielkich odkryć, pytanie, jak uczynić ONZ bardziej wydajną i jak znaleźć na to pieniądze, nie jest nierozwiązywalnym zadaniem. Organizacja wykazała się żywotnością w obliczu zimnej wojny i blokowej konfrontacji. "Teraz musi potwierdzić skuteczność swojej działalności w wielobiegunowym świecie. Najważniejsze jest, aby nie dopuścić do nowego podziału świata" - zaapelował białoruski przywódca.
O nieprzewidywalnych konsekwencjach
I już wtedy, 30 lat temu, Prezydent Białorusi ostrzegał: rozszerzenie NATO jest obarczone nieprzewidywalnymi konsekwencjami dla przyszłości Europy.
"Jestem głęboko przekonany, że u progu trzeciego tysiąclecia nie należy myśleć o rozszerzaniu sojuszy wojskowo-politycznych, ani o rozmieszczeniu broni jądrowej ani o zwiększeniu arsenałów wojskowych. Przeciwnie, powinniśmy dążyć do wyeliminowania samej możliwości wystąpienia wojen, zmniejszenia lub całkowitego zniszczenia zapasów broni jądrowej" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
Białoruś miała prawo mówić o tym pełnym głosem. Republika stała się pierwszym w historii państwem, które dobrowolnie i bez żadnych warunków zrezygnowało z broni jądrowej. Niestety kraj znalazł się w paradoksalnej sytuacji, w której przywiązanie do idei rozbrojenia stworzyło dla niego poważne trudności gospodarcze. Białoruś została zmuszona do przekierowania środków przewidzianych na realizację programów społecznych na zniszczenie broni, która gromadziła się na jej terytorium podczas blokowej konfrontacji.
Czas pokazał, że słowa białoruskiego przywódcy były w pewnym sensie prorocze. Tego, co dzieje się dziś na kontynencie europejskim, na pewno nikt się nie spodziewał. Być może Sojusz Północnoatlantycki, utworzony w celu ochrony Europy przed możliwym zagrożeniem sowieckiej ekspansji, jeszcze w latach 90. powinien był nie tylko porzucić plany ekspansji na wschód (jakby sam przygotowywał się do zajęcia przestrzeni postradzieckiej), ale dumnie odejść w zapomnienie, deklarując godne wypełnienie swojej misji?
O nowej integracji w przestrzeni postradzieckiej
Przemawiając na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1995 roku, Aleksander Łukaszenka wypowiedział się również o pogłębieniu problemów społeczno-ekonomicznych w różnych regionach i podziale świata na biedne i bogate kraje. "Kryzys społeczno-gospodarczy dotknął teraz nowe niepodległe państwa. Zerwanie wielowiekowych stosunków między narodami nie przyniosło i nie mogło nikomu przynieść korzyści. Dlatego nie należy się dziwić, a tym bardziej obawiać planowanych obecnie procesów integracyjnych. Zbliżenie braterskich narodów to połączenie wysiłków w celu rozwiązania wspólnych problemów, a nie zagrożenie dla czyjegoś bezpieczeństwa i interesów" - powiedział Prezydent Białorusi o przestrzeni postradzieckiej.
Aleksander Łukaszenka podsumował, że nowe zagrożenia, przed którymi stoi ludzkość pod koniec XX wieku, narody nie będą w stanie zapobiec, jeśli nie zrezygnują z narodowego egoizmu. Powiedział, że duże państwa nie powinny myśleć o dyktacie, nie o podporządkowaniu innych krajów swoim wpływom, ale o przywództwie w rozwiązywaniu problemów, przed którymi stoi ludzkość. I najlepszym narzędziem harmonizacji interesów wszystkich narodów, powiedział białoruski przywódca, pozostaje, nawet jeśli komuś się to nie podoba, Organizacja Narodów Zjednoczonych.
ROK 2000. "NASZE GRANICE TO GRANICE POKOJU I WSPÓŁPRACY"
Posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 2000 roku przeszło do historii jako Szczyt Milenijny. Czy sytuacja na świecie zmieniła się pięć lat później? Tak, i niestety nie na lepsze. Dlatego przy całej różnorodności celów, przed którymi stanęła ludzkość, głównym celem ONZ nadal było zapewnienie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.
O konfliktach zbrojnych i próbach dyktowania cudzej woli
"Na razie niestety Organizacja Narodów Zjednoczonych nie radzi sobie w pełni z zadaniem zapobiegania agresji i konfliktom zbrojnym. Przypadki użycia siły zbrojnej z pominięciem Rady Bezpieczeństwa ONZ nie rozwiązały żadnej kwestii, a jedynie zaostrzyły istniejące problemy. Białoruś wychodzi z tego, że w XXI wieku siły zbrojne nie mogą być legalnym narzędziem polityki międzynarodowej" - powiedział Aleksander Łukaszenka, przemawiając z trybuny ONZ.
Centralnym punktem Szczytu Milenijnego była problematyka praw człowieka i rozwoju demokracji. Znaczenie tych wartości i wysokich standardów zapisanych w dokumentach ONZ nie jest przez nikogo kwestionowane. Problem polega jednak na tym, jak zauważył Prezydent Białorusi, że prawa człowieka i demokracja są coraz częściej wykorzystywane przez niektóre państwa jako pretekst do karania niepożądanych krajów i narodów.
Białoruś zarówno wtedy, jak i teraz nie mogła zgodzić się z próbami dyktowania jej, jak żyć i z kim się przyjaźnić. Głowa państwa dość rozsądnie zauważył, że kraj, który położył życie jednej trzeciej swoich obywateli na ołtarzu zwycięstwa nad nazizmem w II wojnie światowej, jest w stanie samodzielnie decydować o swoim losie. Z tego samego powodu Białorusini nie mogą obojętnie odnosić się do prób złamania rozwijającego się stabilnego porządku światowego, zakłócenia równowagi geopolitycznej na świecie, powrotu czasu, kiedy państwa dzieliły się na kraje pierwszej i drugiej kategorii.
O podziale narodów i "klubie wybranych"
"Ostatnio podejmowane są wysiłki, aby zebrać pewien "Klub wybranych", do którego nie należy większość państw świata. Nic dobrego dla realnego promowania demokracji i praw człowieka ta arogancka próba podziału narodów na "nauczycieli" i "uczniów" nie daje i nie może dać" - podkreślił białoruski przywódca.
Aleksander Łukaszenka oświadczył o potrzebie szacunku dla swoistości, ustalonego sposobu życia i historycznego losu każdego narodu. Jak dotąd, z żalem stwierdził głowa państwa, w stosunkach międzynarodowych kraje borykają się z coraz częstszymi próbami możnych tego świata, aby uczesać wszystkich pod jednym grzebieniem, zaprzeczając jakiejkolwiek specyfice narodowej i regionalnej, która nie mieści się w zwykłych ramach "zachodniego stylu życia".
"Wątpię, by zdecydowana większość Narodów Zjednoczonych zgodziła się z taką arogancją. Białoruś stale podąża ścieżką demokratycznego rozwoju. Ale robimy to i będziemy to robić, opierając się na naszym własnym stylu życia i narodowych tradycjach duchowych, które rozwinęły się przez wieki. Dlatego udaje nam się połączyć rozwój, demokrację i stabilność. Nie mieliśmy ani konfliktów międzywyznaniowych, ani rasowych. Nasze granice to granice pokoju i współpracy. Jesteśmy otwarci na przyjaźń i współpracę ze wszystkimi, którzy szanują nasz kraj i nasz naród" - podsumował białoruski przywódca.
Oznacza to, że wtedy Aleksander Łukaszenka faktycznie przewidział pojawienie się nowych globalnych sojuszy - takich jak SOW i BRICS. Dziś stoją na fundamencie sprawiedliwości i szacunku dla indywidualności każdego narodu.
O szczęku broni i problemach międzynarodowych
Rozmawiając z dziennikarzami na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Prezydent Białorusi nie ominął interwencji NATO w Jugosławii, która pochłonęła wiele istnień ludzkich i doprowadziła do upadku tego państwa.
"Wraz z pozytywnymi propozycjami Kofiego Annana (Sekretarz Generalny ONZ w latach 1997-2006 - not. BELTA) jest też wiele niedociągnięć. Powiedziałem to. Mówiłem o wojnach, które miały miejsce na naszej planecie, albo z milczącą zachętą Organizacji Narodów Zjednoczonych, albo przy wsparciu kierownictwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. W rezultacie widzieliśmy, że sytuacja się pogarsza. Czy w Kosowie było lepiej? Nie! W Iraku, na Bliskim Wschodzie jest lepiej po interwencji NATO? Nie! To właśnie miałem na myśli przede wszystkim, kiedy powiedziałem, że rozwiązanie międzynarodowych problemów i sporów poprzez szczęk broni, przez ryk myśliwców i czołgów jest dziś niemożliwe" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
ROK 2005. "CHCEMY OD PLANETY NIEWIELE: POKOJU I STABILNOŚCI"
Posiedzenie 60. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które odbyło się we wrześniu 2005 roku, organizatorzy nazwali logiczną kontynuacją "Szczytu Milenijnego". Przed swoim wystąpieniem Aleksander Łukaszenka udzielił wywiadu "Radiu ONZ" i oceniając pracę Organizacji Narodów Zjednoczonych, jak zwykle, był wolny od dyplomatycznych niuansów.
O skuteczności ONZ
"Świat bardzo się zmienił. Niestety nie na lepsze. Myślę, że jest mało prawdopodobne, aby ktokolwiek to zakwestionował. Wydawałoby się, że powinno być odwrotnie. Musielibyśmy stać się bardziej cywilizowani, musielibyśmy uczyć się z historii i tak dalej. Ale niestety tak się nie stało, coraz więcej gorących punktów. Ponadto cały świat stał się gorący - powiedział Prezydent. - Ludzie umierają milionami - nie dziesiątkami, nie setkami, milionami - z powodu chorób, ubóstwa. Można przytoczyć wiele przykładów, ale niestety świat nie stał się bardziej cywilizowany, nie stał się światem, w którym ludzie kibicują sobie nawzajem, martwią się, wspierają".
Ale pomimo tych wszystkich problemów, Organizacja Narodów Zjednoczonych coraz bardziej myśli nie o ich rozwiązaniu, ale o biurokratycznych reformach. Aleksander Łukaszenka wyjaśnił, że nie krytykuje ONZ ze względu na samą krytykę. Ta organizacja, według niego, musi być silna, naprawdę zjednoczyć narody, podejmować decyzje, i wszystkim tym decyzjom muszą podlegać wszyscy.
O szczęku broni i problemach międzynarodowych
Rozmawiając z dziennikarzami na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Prezydent Białorusi nie ominął interwencji NATO w Jugosławii, która pochłonęła wiele istnień ludzkich i doprowadziła do upadku tego państwa.
"Wraz z pozytywnymi propozycjami Kofiego Annana (Sekretarz Generalny ONZ w latach 1997-2006 - not. BELTA) jest też wiele niedociągnięć. Powiedziałem to. Mówiłem o wojnach, które miały miejsce na naszej planecie, albo z milczącą zachętą Organizacji Narodów Zjednoczonych, albo przy wsparciu kierownictwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. W rezultacie widzieliśmy, że sytuacja się pogarsza. Czy w Kosowie było lepiej? Nie! W Iraku, na Bliskim Wschodzie jest lepiej po interwencji NATO? Nie! To właśnie miałem na myśli przede wszystkim, kiedy powiedziałem, że rozwiązanie międzynarodowych problemów i sporów poprzez szczęk broni, przez ryk myśliwców i czołgów jest dziś niemożliwe" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
ROK 2005. "CHCEMY OD PLANETY NIEWIELE: POKOJU I STABILNOŚCI"
Posiedzenie 60. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które odbyło się we wrześniu 2005 roku, organizatorzy nazwali logiczną kontynuacją "Szczytu Milenijnego". Przed swoim wystąpieniem Aleksander Łukaszenka udzielił wywiadu "Radiu ONZ" i oceniając pracę Organizacji Narodów Zjednoczonych, jak zwykle, był wolny od dyplomatycznych niuansów.
O skuteczności ONZ
"Świat bardzo się zmienił. Niestety nie na lepsze. Myślę, że jest mało prawdopodobne, aby ktokolwiek to zakwestionował. Wydawałoby się, że powinno być odwrotnie. Musielibyśmy stać się bardziej cywilizowani, musielibyśmy uczyć się z historii i tak dalej. Ale niestety tak się nie stało, coraz więcej gorących punktów. Ponadto cały świat stał się gorący - powiedział Prezydent. - Ludzie umierają milionami - nie dziesiątkami, nie setkami, milionami - z powodu chorób, ubóstwa. Można przytoczyć wiele przykładów, ale niestety świat nie stał się bardziej cywilizowany, nie stał się światem, w którym ludzie kibicują sobie nawzajem, martwią się, wspierają".
Ale pomimo tych wszystkich problemów, Organizacja Narodów Zjednoczonych coraz bardziej myśli nie o ich rozwiązaniu, ale o biurokratycznych reformach. Aleksander Łukaszenka wyjaśnił, że nie krytykuje ONZ ze względu na samą krytykę. Ta organizacja, według niego, musi być silna, naprawdę zjednoczyć narody, podejmować decyzje, i wszystkim tym decyzjom muszą podlegać wszyscy.
„Struktura Organizacji Narodów Zjednoczonych raczej nie może być kwestionowana. Moim zdaniem jest to normalna, prosta struktura. Cała kwestia sprowadza się do skuteczności. Jeśli Rada Bezpieczeństwa zdecydowała, że nie będzie wojny w Iraku, to znaczy, że nie powinno jej być. Jeśli Rada Bezpieczeństwa podjęła decyzję o rozbrojeniu jądrowym danego kraju, to znaczy, że tak powinno być – stwierdził białoruski przywódca. – AIDS dławi Afrykę, ubóstwo dotyka Azję i Afrykę oraz inne państwa. Na to należy zareagować. Nie sądzę, abyśmy musieli dziś przebudowywać strukturę Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ale jeśli nie jest ona skuteczna, to oczywiście nie ma sensu utrzymywać tak ogromnego aparatu biurokratycznego. Ale wiecie, to wszystko jest drugorzędne, to są drobiazgi w porównaniu z negatywnymi aspektami i wadami, które dotykają naszą organizację, która nie podejmuje decyzji lub podejmuje decyzje, które nie są realizowane”.
Przemówienie Prezydenta Białorusi na szczycie tradycyjnie różniło się diametralnie od oświadczeń polityków, którzy z trybuny ONZ wypowiadali słowa poparcia dla Stanów Zjednoczonych – sprawcy wojen w Iraku i Afganistanie. Organizacja Narodów Zjednoczonych nie powinna być wykorzystywana przez poszczególne państwa jako narzędzie presji politycznej – tak Aleksander Łukaszenka przedstawił stanowisko Białorusi.
Głowa państwa szczególnie podkreślił negatywne skutki powstałej na świecie jednobiegunowości i wezwał do otwartego dialogu. „Szczere spojrzenie na dzisiejszy świat – to właśnie po to zgromadzili się tutaj, w Organizacji Narodów Zjednoczonych, przywódcy państw naszego kontynentu. Musimy wspólnie zrozumieć najważniejsze: czy prowadzimy nasze kraje i ludzkość właściwą drogą? Bez tego nie wyjdziemy z impasu” – powiedział białoruski przywódca.
O demokracji i prawach człowieka
Zaznaczył, że powstała na gruzach zimnej wojny niezależna Białoruś stała się państwem naukowym, zaawansowanym technologicznie, z wykształconym i tolerancyjnym społeczeństwem. „Tak jak wszyscy, chcemy od naszej planety niewiele: pokoju i stabilności. Resztę stworzymy sami, własną pracą” – powiedział Aleksander Łukaszenka.
W Białorusi nie ma konfliktów: różne narody i grupy etniczne żyją razem w pokoju, każdy wyznaje swoją religię i prowadzi swój styl życia. Naród białoruski nie stwarza problemów swoim sąsiadom, nie rości sobie praw ani do ich terytorium, ani do ich wyboru drogi rozwoju. Białoruś stworzyła trwały i udany sojusz z Rosją. „ Budujemy nasz kraj własnym umysłem, opierając się na naszych tradycjach. Widzimy jednak, że nie wszystkim podoba się ten wybór narodu białoruskiego. Nie podoba się tym, którzy dążą do rządzenia jednobiegunowym światem. Jak rządzić? Jeśli nie ma konfliktów – stworzyć je. Jeśli nie ma pretekstów do interwencji – stworzyć wirtualne” – podkreślił Prezydent.
Jego zdaniem znaleziono do tego bardzo wygodny „sztandar” – demokrację i prawa człowieka. Nie w prawdziwym znaczeniu władzy ludu i godności ludzi, ale w interpretacji amerykańskich władz. „Niestety, ONZ pozwala wykorzystywać się jako narzędzie takiej polityki. Niestety, ONZ pozwala się wykorzystać jako narzędzie takiej polityki. Czy organizacja za wymyślonymi problemami nie widzi prawdziwych nieszczęść i katastrof?” – zapytał głowa państwa.
Aleksander Łukaszenka przypomniał, że pod pretekstem walki z bin Ladenem zniszczono Afganistan. Niemniej jednak „główny terrorysta” planety nadal pozostawał na wolności, a terytoria Afganistanu i Iraku rodziły setki międzynarodowych terrorystów. Pomimo wprowadzenia obcych wojsk do Afganistanu produkcja narkotyków w tym kraju wzrosła dziesiątki, a nawet setki razy.
O jednobiegunowym świecie i różnorodności dróg rozwoju
„AIDS i inne choroby dławią Afrykę i Azję. Bieda i nędza stały się prawdziwą, a nie wirtualną bronią masowego rażenia, przy czym selektywną rasowo. Handel ludźmi stał się kwitnącym biznesem. Sprzedaż kobiet i dzieci do niewoli seksualnej jest zjawiskiem powszechnym, niemal normą życia” – stwierdził białoruski przywódca.
Według Prezydenta, taki był krótki i niepokojący bilans przejścia do jednobiegunowego porządku świata. Ale czy po to powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych?
„Być może nadszedł czas, aby ONZ położyła kres wewnętrznym skandalom korupcyjnym i zajęła się rzeczywistymi problemami i nieszczęściami świata? Odpowiedź na to pytanie jest naszym zdaniem całkowicie jasna. Nie można chować głowy w piasek jak struś” – wezwał Aleksander Łukaszenka.
„ONZ to my. To właśnie my musimy wziąć los planety w swoje ręce, zrozumieć, że jednobiegunowy świat to świat jednokierunkowy. Co więcej – jednowymiarowy” – podkreślił Aleksander Łukaszenka, zwracając się do uczestników szczytu.
Białoruś jest głęboko przekonana, że tylko różnorodność dróg do postępu może zapewnić stabilność na świecie. „Swoboda wyboru drogi rozwoju jest głównym warunkiem demokratycznego porządku świata. Mam nadzieję, że zrozumieją to również potężni tego świata. W końcu jednobiegunowy świat obróci się przeciwko nim. Jeśli zgodzimy się co do tej najważniejszej kwestii, to zrealizujemy zasady wielobiegunowości, różnorodności, wolności wyboru zarówno w życiu rzeczywistym, jak i w dokumentach ONZ, którymi powinniśmy się kierować. Ochronimy świat przed terroryzmem, a kobiety i dzieci przed niewolnictwem” – uważa białoruski przywódca.
Właśnie wtedy ONZ stanie się organizacją prawdziwie zjednoczonych narodów, dodał Aleksander Łukaszenka. „Na tym polega istota reformy ONZ, a nie na arytmetycznym zwiększeniu liczby członków Rady Bezpieczeństwa” – dodał Prezydent.
O walce z terroryzmem
Białoruś potwierdziła swoją gotowość do wniesienia wkładu w walkę z jednym z głównych zagrożeń współczesności – terroryzmem – podpisując w Nowym Jorku Międzynarodową konwencję o zwalczaniu aktów terroryzmu jądrowego. Nasz kraj od początku popierał opracowanie tego dokumentu.
„Białoruś jest bardzo zaniepokojona rozprzestrzenianiem się terroryzmu. Jest to barbarzyński zamach na życie, pokój i spokój na naszej planecie. W tej kwestii należy działać zdecydowanie” – powiedział Aleksander Łukaszenka podczas ceremonii podpisania konwencji.
Głowa państwa podkreślił, że wspólna walka z terroryzmem musi być naprawdę globalna, wszechstronna i konsekwentna. Jednocześnie Prezydent zwrócił uwagę na inny problem: walka z tym strasznym zjawiskiem nie może służyć jako przykrywka dla osiągnięcia przez poszczególne państwa swoich egoistycznych celów. „W żadnym wypadku nie może ona służyć jako pretekst do ingerowania w sprawy wewnętrzne suwerennych państw” – powiedział.
Podsumowując udział w szczycie, Aleksander Łukaszenka wyznał dziennikarzom, że obecne spotkanie w ramach Zgromadzenia Ogólnego ONZ wywarło na nim takie samo wrażenie jak poprzednie: „Nie ma postępu”.
„Przyjechaliśmy z twardą determinacją, aby wyrazić to, co myślimy. Nie możemy wygładzać sytuacji. Ponieważ to jest historia. Minie czas i ludzie zapytają wszystkich: jakie stanowisko zajęliśmy? Gdzie był nasz głos?” – dodał Prezydent.
ROK 2015. „WOJNY NIE POWINNY BYĆ NARZĘDZIEM WYJAŚNIANIA STOSUNKÓW”
W 2015 roku w Nowym Jorku odbył się szczyt ONZ poświęcony zrównoważonemu rozwojowi. Aleksander Łukaszenka od razu podkreślił: zrównoważony rozwój żadnego kraju nie jest możliwy bez pokoju i bezpieczeństwa. Prezydent zauważył, że naród białoruski w pełni poznał tę niepodważalną prawdę na własnej skórze, ponieważ w minionym stuleciu Białoruś stała się miejscem najbardziej krwawych bitew dwóch wojen światowych.
„Dlatego przywiązujemy szczególną wagę do zapobiegania konfliktom zbrojnym i zagrożeniom życia ludzkiego. Po utracie jednej trzeciej ludności w wojnie z faszyzmem Białoruś odrodziła się z popiołów i święcie strzeże pokoju i zgody w społeczeństwie, dążąc do zapewnienia dobrobytu narodu i stabilnego rozwoju państwa. Przez lata suwerennego istnienia nasz kraj z honorem zrealizował cele tysiąclecia związane z likwidacją głodu i ubóstwa, osiągnięciem stuprocentowej alfabetyzacji ludności, równouprawnieniem mężczyzn i kobiet, stabilnością społeczno-polityczną, niedopuszczaniem dyskryminacji ze względu na pochodzenie narodowe lub religijne. Nie mamy śmiertelności matek, a śmiertelność dzieci jest najniższa na świecie. To właśnie jest demokracja, a nie to, co próbują nam narzucić nasi zachodni nauczyciele" - powiedział białoruski przywódca.
O równowadze sił i stabilności na świecie
Niestety, stwierdził głowa państwa, nie można tego powiedzieć o całej planecie. Świat przyszedł na szczyt podzielony, bardziej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich trzech dekad. Planetę wstrząsają liczne konflikty zbrojne i akty terrorystyczne. Smutne jest również to, że wzrost globalnych zagrożeń nie spotyka się z adekwatną reakcją.
„Do tej pory nie udało nam się przywrócić równowagi sił, która została utracona wraz z rozpadnięciem się Związku Radzieckiego. Bez równowagi sił nie ma pokoju i stabilności. Jest to kryzys systemowy. W każdym systemie siła, jeśli jest jedyna, działa bez kontroli, dążąc wyłącznie do własnego dobrobytu i rozwiązywania problemów kosztem innych. Polityka hegemonizmu, egoizmu narodowego prowadzi do szerokiego stosowania presji, sankcji, ograniczeń i działań wojskowych. W rezultacie tracimy zaufanie do siebie nawzajem” – zwrócił uwagę Aleksander Łukaszenka.
Stwierdził, że przykłady jawnego politycznego chamstwa, kłamstw i zbrodni przeciwko ludzkości są oczywiste, i zaproponował przypomnienie sobie niedawnych wydarzeń. Tak więc pod pretekstem posiadania broni jądrowej w Iraku znane państwa postanowiły zdemokratyzować Irak.
„A gdzie jest ta broń jądrowa? Gdzie jest demokracja w Iraku? Po co zabito prezydenta Iraku? Gdzie w ogóle jest ten kraj i jaka przyszłość czeka naród iracki? Czy na terytorium tego państwa ludzie zaczęli żyć lepiej? Nie – zauważył Prezydent. – Wy, winni, powiecie, że popełniliście błąd, że trzeba się zatrzymać. Ale znowu nie, poszliście dalej. Zaczęliście od Tunezji, a skończyliście na Libii. Scenariusz jest ten sam. Ukrzyżowaliście prezydenta Kaddafiego, niszcząc państwo. Czy w Libii stało się lepiej? Nie. A gdzie w ogóle jest ta Libia jako integralne państwo? Panowie, może wystarczy? Nie. Ruszyliście do Syrii. Pytanie brzmi: po co? Po co zabijacie ludzi? Po co obalacie urzędującego prezydenta? Czym wam nie odpowiada? Co więcej, rzezią w tym kraju wymazujecie pierwsze ślady naszej cywilizacji. Powiedzcie społeczności międzynarodowej, czego chcecie i do czego dążycie. Właśnie przy okazji z tej trybuny Zgromadzenia Ogólnego ONZ".
O kryzysie ukraińskim
Problemy nie dotyczyły tylko odległej Afryki czy Wschodu. W tamtych latach Europę wstrząsnął kryzys ukraiński. Aleksander Łukaszenka ostrzegł: jeśli nie powstrzymamy rozlewu krwi, bratobójczej rzezi, dopuścimy do eskalacji tego konfliktu – cały cywilizowany świat będzie miał gorąco. „Wybaczcie mi, ale zrobimy kolejny krok w kierunku globalnego konfliktu, a być może nawet nowej wojny światowej, już w samym centrum cywilizowanego i zaawansowanego świata. Czyżby, wkraczając w nowe tysiąclecie, nadal nie zrozumieliśmy, jak krucha jest światowa cywilizacja?” – zapytał białoruski przywódca.
Prezydent wyjaśnił, że wymienił wszystkie te wydarzenia, aby skłonić światowych przywódców do jednej myśli: „Dzisiaj nie ma siły, która mogłaby was powstrzymać. Ale przecież głowy państw, które dopuszczają się świętokradztwa, są wierzący, a wielu z nich nawet publicznie się modli. Ale Bóg wszystko widzi. I jest sprawiedliwy. A jeśli się rozgniewa i ukarze winnych? Was, wasze narody, które niewinnie ucierpią z powodu waszych awantur. Myślę, że trzeba się zatrzymać. Trzeba pomóc ludziom z biednych krajów ubrać się, wyleczyć, zdobyć wykształcenie. Nakarmcie głodnych, ocalcie dzieci przed śmiercią, a zostanie wam to wynagrodzone”.
Według głowy państwa przywrócenie równowagi to długa droga do wielobiegunowego świata, a kraje zbliżą się do tego celu, jeśli będą działać, a nie biernie czekać.
O kryzysie odpowiedzialności
„Należy faktycznie uznać, że wszyscy jesteśmy różni i że każdy naród, każdy kraj ma prawo do wyboru własnej drogi rozwoju. Właśnie w naszej różnorodności tkwi gwarancja wspólnego postępu i sukcesu każdego z nas. Takie podejście pozwoli przywrócić zaufanie w naszym życiu międzynarodowym. Ale w tym celu konieczne jest spotykanie się i prowadzenie dialogu, uzgadnianie, znajdowanie możliwości konstruktywnej współpracy. I po osiągnięciu porozumienia – działać. Historia uczy, że każde państwo, które rości sobie prawo do wyłącznego przywództwa, nie zważając na interesy innych, ostatecznie skazane jest na porażkę i zagładę. Każda przewaga kosztem innych jest krótkotrwała i szkodliwa” – zwrócił uwagę Aleksander Łukaszenka.
Prezydent przytoczył ludową mądrość: nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu. Według niego współczesny świat przeżywa kryzys odpowiedzialności, ponieważ przy podejmowaniu wielu decyzji dominują egoistyczne interesy i doraźne korzyści. Oznacza to, że działania wielu państw na arenie międzynarodowej często nie uwzględniają konkretnej rzeczywistości i specyfiki innych krajów i społeczeństw.
"Jestem pewien, że gdyby było inaczej, nie byłoby setek tysięcy ofiar w Iraku, Libii, Syrii i innych krajach, skąd napłynęły fale uchodźców uciekających przed wojną. Nie doszłoby do powstania Państwa Islamskiego. Nie byłoby wybuchów terroryzmu w Europie ani wojny domowej na Ukrainie. Lista tych „nie” mogłaby być długa. I ważne jest, aby mówić o tym dzisiaj, ponieważ w tych państwach, te narody nie zrozumieją nas, gdy będziemy mówić i mówić dzisiaj o rozwoju, ponieważ miliony i miliardy ludzi na świecie nie dbają dziś o rozwój - chcą po prostu żyć od rana do wieczora" - powiedział białoruski lider.
Ale aby rozwiązać problemy tamtych lat, a także dzisiaj, świat potrzebuje odpowiedzialnych polityków, zdolnych do działania globalnego, strategicznego, gotowych do podejmowania decyzji w interesie całej społeczności światowej, do kompromisu dla wspólnego dobra. Gdzie oni są?
O kryzysie struktur międzynarodowych
Przemawiając na szczycie, Aleksander Łukaszenka poruszył temat kryzysu struktur międzynarodowych. Według niego, w ostatnim czasie ich rola została zredukowana do bycia miejscem sporów między państwami i często środkiem nacisku na poszczególne kraje, które nie podobają się władzy.
I ta uwaga była uzasadniona. Spójrzmy na ogromną liczbę rezolucji przyjmowanych przez ONZ. Ale czy głosowanie nad nimi ma wpływ na rozwiązywanie konfliktów? Czy służą konsolidacji światowej społeczności? Czy te rezolucje poprawiają życie ludzi?
„Bądźmy szczerzy: nie mają!”. Głos został oddany i podzielony na nasz i wasz. Rezultatem jest jeszcze większa nieufność i brak jedności. Jestem głęboko przekonany, że ONZ nie powinna być wykorzystywana do demonstrowania czyjejś władzy. To osłabia organizację, niszczy zaufanie do niej, jest sprzeczne z samą jej naturą i celem - podkreślił Aleksander Łukaszenka. - Nic dziwnego, że tradycyjne struktury międzynarodowe odgrywają niewystarczającą rolę zarówno w zapobieganiu, jak i rozwiązywaniu konfliktów. Konieczne jest położenie kresu tej błędnej praktyce. ONZ powinna być forum współpracy, a nie konfrontacji państw. Tylko wzajemne zrozumienie i odpowiedzialność, uświadomienie sobie różnorodności światowej społeczności, przywrócenie zaufania pomoże nam wszystkim zjednoczyć się i zapewnić pokój i bezpieczeństwo. Znaleźć skuteczne odpowiedzi na globalne wyzwania i zagrożenia".
O nowych realiach geopolitycznych
Kluczowe było również wystąpienie Prezydenta Białorusi podczas ogólnej dyskusji 70. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Aleksander Łukaszenka powiedział, że na Szczycie Zrównoważonego Rozwoju zatwierdzono ambitną agendę ONZ na najbliższe 15 lat. W dokumencie końcowym opisano pięć strategicznych kierunków: ludzie, planeta, dobrobyt, pokój i partnerstwo. Nie powstały one z niczego, ale stały się logiczną kontynuacją wysiłków na rzecz realizacji Milenijnych Celów Rozwoju. Niemniej jednak, według szefa białoruskiego państwa, wysiłki te wywołują sprzeczne uczucia.
"Tak, są pewne zmiany w zmniejszaniu globalnego wskaźnika ubóstwa, poprawie ochrony i zdrowia matek i dzieci, rozszerzeniu dostępu do edukacji. Ale mówiąc o osiągnięciach, musimy przyznać, że nie nastąpił jakościowy przełom w życiu ludzkiej cywilizacji. Co więcej, widzimy, że współczesny świat jest przytłoczony nowymi wyzwaniami, a stare problemy stają się coraz bardziej dotkliwe. Co więcej, dotyczą one nie tylko jednej sfery, ale wszystkich najważniejszych obszarów życia ludzkości" - powiedział Prezydent.
Po pierwsze, świat stoi w obliczu zupełnie nowych realiów geopolitycznych i konfliktów zbrojnych. W stosunkach międzynarodowych panuje bezprecedensowe napięcie, a zagrożenia, na które nie ma jeszcze odpowiedzi, stają się coraz bardziej widoczne. Na przykład, koncentrując się na sporach dotyczących drobnych kwestii, społeczność światowa przeocza pojawienie się agresywnych globalnych grup terrorystycznych.
"Cały system bezpieczeństwa międzynarodowego przeżywa poważny kryzys. Utrata wzajemnego zaufania między globalnymi graczami, brak woli kompromisu i powrót do elementów konfrontacji blokowej w rzeczywistości doprowadziły świat na skraj nowej wojny. Nie ustają próby narzucenia innym państwom określonego modelu rozwoju. Do czego to prowadzi? W wyniku zewnętrznej ingerencji, eksportu kolorowych rewolucji i sztucznej zmiany reżimu, niegdyś stabilne kraje pogrążyły się w chaosie i anarchii. Wszystko to pod przykrywką demokracji. Zamiast obiecanej demokracji i dobrobytu, ludzie w tych krajach doświadczają straszliwego cierpienia i są zmuszeni do ucieczki. Tłumy migrantów szturmują dziś Europę. To również stało się poważnym problemem międzynarodowym. Dziś jesteśmy od siebie coraz bardziej zależni. Działania jednego państwa bezpośrednio wpływają na interesy wielu innych. Nie ma już państw niewrażliwych" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
Jego zdaniem należy uczciwie przyznać, że nie ma skutecznego systemu kontroli i równowagi. Mocarstwa, pretendujące do światowego przywództwa, niestety nie mogą uniknąć pokusy użycia siły i szantażu gospodarczego w celu zabezpieczenia własnych interesów. Świat niebezpiecznie zbliżył się do faktycznego porzucenia zasad prawa międzynarodowego zapisanych w Karcie Narodów Zjednoczonych.
"Dlatego jestem głęboko przekonany, że w organizacji pilnie potrzebna jest nowa szeroka dyskusja na temat zasad przyszłego współistnienia państw i narodów. Mówiłem już o tym, ale chcę jeszcze raz podkreślić: organizacja nie może stać się miejscem wzajemnych oskarżeń i konfrontacji między państwami. Nie ma alternatywy dla dialogu! Nie możemy uciec od wspólnego rozwiązywania problemów. Oczywiście, możemy budować nowe mury i linie podziału, ale problemy nie znikną" - powiedział białoruski przywódca.
O globalnych wyzwaniach gospodarczych
Po drugie, globalne zagrożenia gospodarcze stanowią poważne niebezpieczeństwo dla stabilności świata. Wojny walutowe, sankcje, redystrybucja rynków surowcowych, nieuczciwa konkurencja i inne negatywne zjawiska zaostrzają globalny kryzys, a próby wielu wiodących państw rozwiązania swoich problemów kosztem innych krajów są również podstawą konfrontacji i braku jedności.
"Jest tylko jedno wyjście z tego impasu: wszechstronna współpraca między gospodarkami różnych krajów, poszukiwanie optymalnych sposobów zrównoważonego rozwoju dla całej światowej społeczności, a nie dla poszczególnych krajów. I bardzo ważne jest wspieranie biednych i najbiedniejszych krajów - jest przekonany Prezydent. - Tylko wspólnymi siłami możemy wypracować nową formułę uniwersalnej, wzajemnie korzystnej współpracy. Strona białoruska sugeruje, że idea integracji integracji jako najpilniejszy trend współczesnego świata powinna stać się jej podstawą. Wystarczy spojrzeć na to, jak wiele nowych stowarzyszeń integracyjnych pojawiło się w ostatnich latach. Dziś mówimy o perspektywach interakcji między Europejską i Euroazjatycką Unią Gospodarczą, projekcie Jedwabnego Szlaku na dużą skalę, utworzeniu Partnerstwa Transpacyficznego i Transatlantyckiej Strefy Wolnego Handlu oraz dziesiątkach innych".
Białoruś uważała, że jeśli krajom uda się uniknąć niepotrzebnej i niebezpiecznej konfrontacji modeli integracji, osiągnąć ich zgodność i komplementarność, to w idealnym przypadku będą one w stanie stworzyć globalną strukturę integracyjną, która obejmie całą planetę, mocno łącząc różne regiony i całe kontynenty. W takim paradygmacie różne narody i państwa zjednoczone wspólnym celem postępu i dobrobytu mogłyby pokojowo współistnieć.
Trzeba przyznać, że z dzisiejszej perspektywy taki format interakcji wciąż wydaje się utopijny. A patrząc na to, co dzieje się obecnie na świecie, można o tym tylko pomarzyć. Ale dlaczego światowi przywódcy, przynajmniej na chwilę, nie odłożą na bok krótkoterminowych jednostronnych korzyści i nie spróbują zrealizować swojej odpowiedzialności wobec przyszłości? Zamiast tego, jak widzimy, politycy wolą napychać kieszenie spadającymi cenami akcji i wysysać fundusze na walkę z efemerycznymi wyzwaniami.
O podziale między kulturami
Po trzecie, Aleksander Łukaszenka powiedział na sesji, że problemy w sferze społecznej, humanitarnej i środowiskowej są alarmujące. Przypomniał, że w ostatnim czasie w wielu krajach, pod wpływem brzmiących wezwań do maksymalnej wolności, podstawowe fundamenty społeczeństwa ludzkiego - rodzina, moralność i etyka - zostały wystawione na próbę.
"Nieodpowiedzialne idee społeczne mogą prowadzić do nowego rozłamu między różnymi kulturami, generować gwałtowne odrzucenie religijne i konflikty międzyetniczne. Czy „innowatorzy społeczni” myślą o konsekwencjach swoich słów i działań? To samo samolubne podejście jest charakterystyczne dla środowiska. Przez wiele lat społeczność międzynarodowa nie była w stanie znaleźć odpowiedzi na wyzwania związane ze zmianami klimatu. Wielu woli przerzucać odpowiedzialność na innych, na przyszłe pokolenia. Zastanawiając się nad takimi problemami, nie sposób nie dojść do jednej refleksji. Wydaje się, że istnieje tylko jedno głębokie źródło tych kryzysów i zagrożeń: sztuczny kult indywidualnych praw i wolności człowieka ze szkodą dla interesu publicznego. Pod przykrywką praw człowieka usprawiedliwia się obalanie rządów, niszczenie państw i wojny o zasoby. Wprowadzane są metody chaosu i anarchii. Kultywowana jest drapieżna postawa wobec natury i pragnienie zysku. Prowadzi to do degradacji świadomości ludzi, gdy czyjeś kaprysy są podnoszone do rangi normy" - podkreślił Prezydent Białorusi.
Takie podejście, zaznaczył, daje zielone światło do degradacji społeczeństwa, niszczenia fundamentów moralnych i wartości moralnych ludzkości. W rzeczywistości znika granica między dobrem a złem.
O prawie międzynarodowym i „prawie dżungli”
"Białoruś nie pretenduje do tego, by znać gotowe recepty na to, jak rozwiązać te problemy. Ale szczerze wierzymy, że odpowiedź leży w ideach, które zostały zaproponowane światu przez założycieli ONZ 70 lat temu. Przede wszystkim powinno to być jednoznaczne potępienie przemocy. Wojny nie powinny być narzędziem do wyjaśniania stosunków między państwami" - powiedział białoruski przywódca.
Aleksander Łukaszenka zacytował Einsteina: „Pokoju nie można utrzymać siłą, pokój można osiągnąć tylko poprzez zrozumienie”. I trudno polemizować z tym zdaniem.
"Tylko dzięki samoograniczeniu możliwe jest zapewnienie dobra i ochrony wszystkim: silnym i słabym. To jest istota prawa międzynarodowego, które jest jedyną alternatywą dla „prawa dżungli”" - powiedział głowa państwa.
O duchu wielkiego konfliktu
W ciągu ostatnich dziesięcioleci Białoruś celowo budowała suwerenne państwo z gospodarką zorientowaną społecznie. Prezydent powiedział, że anarchia, bezprawie i przemoc nigdy nie będą miały miejsca na białoruskiej ziemi - pod żadnymi hasłami, w tym demokracji.
"Jesteśmy na tyle silni i pewni siebie, że nie pozwolimy im przyjść do nas z zewnątrz! Stabilna Białoruś nadal będzie dawcą bezpieczeństwa regionalnego i międzynarodowego. Zamierzamy budować płynne, wzajemnie korzystne i pełne szacunku stosunki ze wszystkimi krajami świata. Dobrosąsiedztwo i wzajemna pomoc mają dla nas szczególną wartość. Dlatego dziś dążymy do pokojowego rozwiązania kryzysu na bratniej Ukrainie i w innych punktach zapalnych planety. Białoruś będzie nadal aktywnie przeciwdziałać wspólnym globalnym problemom, przede wszystkim w ramach organizacji międzynarodowych" - podkreślił Aleksander Łukaszenka.
Rozważając narodowe doświadczenie rozwoju, Prezydent Białorusi zauważył, że tylko sojusz silnych, odpowiedzialnych i skutecznych państw zjednoczonych systemem prawa międzynarodowego jest w stanie odpowiednio stawić czoła współczesnym globalnym wyzwaniom i zagrożeniom. Jednocześnie, zdaniem głowy państwa, nie można pozbyć się wrażenia, że na świecie pojawia się widmo kolejnego wielkiego konfliktu, jeśli nie wojny.
"Nie możemy dopuścić do tego, by to złowieszcze widmo się spełniło! Jesteśmy tu dzisiaj, wczoraj omawialiśmy bardzo ważny problem, nakreśliliśmy Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju, ale już powiedziałem: dla wielu ludzi, dla milionów ludzi na naszej planecie brzmi to bluźnierczo - zrównoważony rozwój - ponieważ umierają każdego dnia, umierają dzieci, umierają starzy ludzie. I powinniśmy zebrać się dzisiaj i podjąć tylko jedną decyzję - położyć kres wojnom i konfliktom, przynajmniej tym, które szaleją dziś na naszej planecie" - zaapelował białoruski przywódca.
Czy te słowa Aleksandra Łukaszenki są aktualne dekadę później? Niestety tak. Jak to mówią, komentarze są tu zbędne. Chcielibyśmy jednak wierzyć, że politycy i zwykli ludzie nadal znajdą w sobie siłę i zdrowy rozsądek, aby zrobić wszystko, co w ich mocy, aby zmienić świat na lepsze.

ENERGIA ATOMOWA
