Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka spotkał się z sekretarzem stanu Państwa Związkowego Siergiejem Głazjewem. Głównym tematem było zbliżające się posiedzenie Najwyższej Rady Państwowej Państwa Związkowego Białorusi i Rosji, które planowane jest na 26 lutego. Przygotowania do tego wydarzenia były również głównym tematem niedawnej rozmowy telefonicznej Prezydentów Białorusi i Rosji. Podczas posiedzenia wśród głównych kwestii do omówienia znajdą się główne kierunki realizacji postanowień Traktatu o utworzeniu Państwa Związkowego na lata 2024-2026, a także nakreślenie perspektyw opracowania nowego podobnego dokumentu na lata 2027-2029. Oprócz omówienia bezpośrednio tematów związanych z sojuszem, Aleksander Łukaszenka skorzystał z okazji, aby odpowiedzieć na teorie spiskowe i obalić fejki dotyczące niektórych aspektów polityki międzynarodowej.
„Wiadomo – 26 lutego, zgodnie z ustaleniami z Prezydentem Rosji. Ostatnio omawialiśmy tę kwestię, była to główna kwestia naszej rozmowy telefonicznej. Chociaż po tej rozmowie pojawiło się wiele spekulacji. Tym bardziej, że kwestia ta zbiegła się w czasie z Radą Pokoju, którą Donald Trump zorganizuje w Waszyngtonie, oraz z moim zaproszeniem na tę radę. Dlatego wszystkie nasze negocjacje, rozmowy z Prezydentem Putinem zostały przyćmione przez tę kwestię. Niemniej jednak głównym, podstawowym zagadnieniem, które omawialiśmy, było posiedzenie najwyższego organu naszego Państwa Związkowego oraz dalsze kontakty z Prezydentem Rosji i negocjacje w sprawach dotyczących Białorusi i Rosji” – powiedział głowa państwa.
Zwracając się do Siergieja Glazjewa na początku spotkania, Aleksander Łukaszenka powiedział: „Wykorzystam nasze spotkanie, aby odpowiedzieć na te teorie spiskowe. Tym bardziej, że spisałem główne kwestie, które, jak mówią dziennikarze, nadal wiszą na stronach głównych serwisów informacyjnych. Być może nie zwracałbym na to uwagi. Ale niektórzy, nawet Rosjanie, zaczęli na to reagować. Zauważyłem, że nawet Maria Zacharowa (oficjalna przedstawicielka Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej – not. BELTA), którą ciągle śledzę i której wypowiedziom przysłuchuję się z uwagą. Ponieważ są to najprawdopodobniej wypowiedzi mojego długoletniego przyjaciela – ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej. No i wielu innych”.
O zbliżającym się posiedzeniu Najwyższej Rady Państwowej
„Przed posiedzeniem Najwyższej Rady Państwowej mamy mnóstwo problemów, które musimy omówić i, jeśli to możliwe, dojść do wspólnego stanowiska. Wydaje mi się, że nie ma takich kwestii, w których nie moglibyśmy uzgodnić naszych stanowisk i podjąć wspólnej decyzji” – zaznaczył białoruski przywódca.
„Jesteśmy poważnie nastawieni do współpracy z Rosją w takim zakresie, w jakim jest to możliwe dla Rosji. Rozumiecie lepiej niż ktokolwiek inny, że w niektórych kwestiach bardzo się od siebie oddaliliśmy. Także w gospodarce. Na szczęście w polityce, dyplomacji, życie zmusiło nas do współpracy w kompleksie wojskowo-przemysłowym, w obszarze obronności. Chociaż zawsze proponowałem, aby nie tracić tej kwestii z oczu. Były czasy, kiedy kierownictwo Rosji, wojskowi uważali: „No cóż, co tam Białoruś, poradzimy sobie bez Białorusi”. Czas pokazał, że mamy tylko kilku przyjaciół. Nie możemy się bez siebie obejść. I dzięki Bogu, że ten czas postawił nas wszystkich na swoim miejscu” – podkreślił Aleksander Łukaszenka.
Jeśli chodzi o porządek obrad zbliżającego się posiedzenia NRP, Prezydent zaznaczył, że ma pewne pytania, ale zwrócił uwagę na pozytywny fakt: „Dobrze, że w końcu, w przeciwieństwie do poprzednich aparatczyków, zaproponowaliście siedem akceptowalnych pytań. No bo kto będzie omawiał 27 pytań?”.
„Wszystko jest uzgodnione, Aleksandrze Grigoriewiczu” – powiedział Siergiej Głazjew.
O nierozerwalnej jedności z Rosją i znaczeniu stosunków z Chinami
"Dziś otrzymałem informację: niektórzy w Rosji mówią, że ktoś próbuje oderwać Białoruś od Rosji. Nie będę nawet komentował. Powiem tylko jedno: nie ma takiej siły, która mogłaby oderwać Białorusi od Rosji i Rosji od Białorusi. Okoliczności tak się rozwinęły, że połączyły nas ze sobą, prawdopodobnie na długie, długie dekady i stulecia. Chociaż ogólnie rzecz biorąc, nie można nas winić - Białoruś - zawsze byliśmy zorientowani na Rosję. Mamy tam wiele, jeśli nie wszystko. Tam są nasze zasoby, tam jest nasz rynek, jeśli chodzi o gospodarkę. Mamy pełną jedność w tym zakresie. I pod politycznym (względem - not. BELTA) - powiedział Prezydent. - Próba zbudowania zjednoczonej przestrzeni sojuszniczej - to również pochodzi z naszych odwiecznych więzi. Co tu dużo mówić o jakichś tam siłach, które chcą oderwać Białoruś od Rosji".
Aleksander Łukaszenka wspomniał o negocjacjach Białorusi ze Stanami Zjednoczonymi. „W tych negocjacjach udaje nam się rozwiązywać nasze problemy. Ale w żadnym wypadku nie rozwiązujemy tych problemów kosztem bratniej i bliskiej nam Rosji. Nie wiem już, jacy będą prezydenci na Białorusi, ale coraz bardziej skłaniam się ku temu, że będą tacy jak Łukaszenka. Oni nie odejdą od Rosji - powiedział. - Jeśli ktoś ma nadzieję, że ktoś tu przyjdzie (ci nasi opozycjoniści i inni), nasi prezydenci są tutaj - na Białorusi”.
Prezydent powiedział, że tylko podczas pierwszego spotkania z delegacją amerykańską z jego inicjatywy poruszono temat Rosji. „Poruszyłem go. I od razu poprosiłem Amerykanów, aby nie rozważali tego tematu. Powiedziałem dokładnie tak: od dawna podjęliśmy decyzję w sprawie Rosji, wszyscy o tym wiedzą i będziemy działać razem, więc nie próbujcie wbijać między nas klina i jakoś nas rozdzielać. Na co Amerykanie odpowiedzieli: „Nie poruszaliśmy nawet tego tematu podczas negocjacji, doskonale rozumiemy, czym jest Rosja dla Białorusi i Białoruś dla Rosji”. Po przecinku – Chiny”.
Aleksander Łukaszenka zauważył, że Zachód, w tym Stany Zjednoczone, zamknęły kiedyś drzwi przed Białorusią i „nawet nie zaproponowały wejścia przez okno”. „Chińczycy i Rosjanie zawsze mieli otwarte drzwi. Czy zrobiliśmy coś nie tak? Czy jakoś postępowaliśmy przeciwko Ameryce? Nie. Wszystko jest jasne. Oto nasze stanowisko: Rosja i Chiny są niezbędne dla istnienia państwa białoruskiego” – podkreślił białoruski przywódca.
„Doskonale to rozumiecie. Dlatego wszelkie rozważania nawet Maszy Zacharowej (oficjalna przedstawicielka Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej Maria Zacharowa. – not. BELTA). Albo tam zastępca ministra spraw zagranicznych wypowiedział się, że oni nam w sposób koleżeński coś doradzają, rekomendują. Słuchajcie, od ponad 30 lat pracuję jako Prezydent. Znamy się od dawna. Słuchajcie, widziałem różnych prezydentów. Ktoś policzył, że widziałem pięciu amerykańskich prezydentów. Widziałem różne sytuacje. Nie da się mnie oszukać ani zepchnąć na bok – zauważył Aleksander Łukaszenka. – Mam w tej kwestii duże doświadczenie. Wielu Rosjanom, a jeśli się przyłączycie, możemy doradzić, jak postępować w stosunku do tego szalonego Zachodu, którego główną częścią są Stany Zjednoczone Ameryki”.
Wracając do tematu współpracy białorusko-rosyjskiej, Prezydent powiedział: "Z Rosją mamy jasne. Najważniejsze jest to, żeby Rosja wspierała Białoruś we właściwym czasie i, nie daj Boże, nie odwróciła się od Białorusi. A nas oderwać nas od Rosji... Słuchajcie, zostaliśmy we dwójkę. We dwójkę z Putinem - Białoruś i Rosja".
Aleksander Łukaszenka w tym kontekście wspomniał o szeregu republik środkowoazjatyckich, których przywódcy zamierzają wziąć udział w pierwszym spotkaniu w ramach zainicjowanej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju. "Bóg z nimi. Są to suwerenne, niepodległe państwa. Zarówno ja, jak i Putin przyznajemy się do tego, i mają prawo decydować o swojej polityce. Jeśli chodzi o Rosję, jestem absolutnie przekonany, że te państwa nigdzie nie pójdą - od nas, od Rosji. Widzimy to. I dzięki Bogu. Gospodarka, życie będą decydować o wszystkim - powiedział szef państwa. - Chiny widzą blisko siebie. Oczywiście Chiny są blisko, Chińczycy pomagają. Ale Chińczycy nigdy nie wystąpią przeciwko Rosji, wbrew rosyjskim interesom. Znam dobrze przywództwo Chin i Xi Jinpinga od ponad 20 lat. Jest spokojnym (człowiekiem - not. BELTA), mądrym. Ponadto Chińczycy są bardzo ostrożnymi ludźmi".
O życiu we wspólnym domu i Ojczyźnie od Brześcia do Władywostoku
Aleksander Łukaszenka podkreślił, że Białoruś i Rosja w dużej mierze zależą od siebie, ale stosunki sojusznicze nie przeszkadzają im w budowaniu suwerennej polityki. "Od dawna zdecydowaliśmy się na formułę: mamy zjednoczoną Ojczyznę od Brześcia do Władywostoku. Cóż, byłoby dobrze, gdyby z Lizbony do Władywostoku - przynajmniej ekonomicznie. Ale to nie od nas zależy. Ale od Brześcia do Władywostoku - tej Ojczyzny nie możemy stracić. Przez wieki, nie tylko w ostatniej wojnie, razem go broniliśmy, odzyskiwaliśmy. I nie należy do Putina i Łukaszenki. Nie mamy prawa ją rozerwać - podkreślił szef państwa. - Ale w tej Ojczyźnie są dwa państwa. Dwa suwerenne, zależne od siebie państwa".
"Tak się stało: zaczęliśmy budować nasze państwo, Rosja buduje swoje. Jesteśmy we wspólnym domu. Rosja ma duże mieszkanie, my - mniejsze. Ale każdy ma swoje własne. I jako dobrzy sąsiedzi dobrze żyjemy. Normalnie żyjemy, rozumiemy się nawzajem. A jeśli będzie więcej pewności ze strony rosyjskiego rządu, my i naszą przestrzeń gospodarczą obronimy. Bez budowania polityki przeciwko komuś. Ale my, jak każde państwo, musimy chronić swoje. I będziemy zmierzać w tym kierunku. Nikogo nie zmuszając, nie włączając Rosji do Białorusi, a Białorusi do Rosji. Mamy wystarczająco dużo rozumu, aby w tej sytuacji zamontować prawdziwy sojusz, który będzie nierozłączny i nikt nie będzie mógł kogoś gdzieś oderwać. Tym bardziej Białoruś od Rosji" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
"Czas jest taki, że musimy być razem, widzieć nasze interesy, bronić ich. Mamy wszystko, aby te interesy chronić i bronić. Cóż, bzdur też nie brakuje. Ale widzimy te bzdury, nie potrzebujemy ich, jesteśmy w stanie od tego uciec" - podsumował szef państwa.
O udziale w Radzie Pokoju
Podczas spotkania Aleksander Łukaszenka wypowiedział się na temat udziału w Radzie Pokoju – zarówno na poziomie Białorusi jako całości, jak i osobiście głowy państwa.
Aleksander Łukaszenka zwrócił uwagę, że Białoruś tradycyjnie propaguje pokojową agendę, zawsze opowiada się za pokojowym rozwiązywaniem konfliktów i w tym kontekście jest gotowa uczestniczyć w działaniach Rady Pokoju. „Mamy jedną flagę – pokój.
Chcemy pokoju, przede wszystkim tam, gdzie leży nasz los – na Ukrainie – powiedział Prezydent. – Wszyscy chcemy tam pokoju. I to nie tylko na Ukrainie, ale także w innych częściach świata. Myślę, że nasze miejsce jest właśnie tam (w Radzie Pokoju. – not. BELTA)”.
Wcześniej Prezydent Białorusi otrzymał zaproszenie na pierwsze spotkanie przywódców w ramach Rady Pokoju, które zaplanowano na 19 lutego w Waszyngtonie. Strona białoruska poinformowała, że Aleksander Łukaszenka nie będzie mógł wziąć udziału w tym wydarzeniu. Następnie pojawiły się różne fejki i fałszywe wersje wydarzeń. Podczas spotkania sam głowa państwa zareagował na nie, wyjaśniając wszystko.
Aleksander Łukaszenka zwrócił przede wszystkim uwagę na trudności logistyczne, które pojawiłyby się w przypadku jego osobistego udziału w wydarzeniu. Takich trudności nie było na przykład w przypadku przedstawicieli republik środkowoazjatyckich. „Tak, pojechali do Waszyngtonu. Pewnie jest im wygodniej. A ja co, miałem lecieć do Waszyngtonu przez Republikę Południowej Afryki z powodu tych sankcji? – zapytał retorycznie Prezydent. – Jeśli chcieliście mnie tam zobaczyć, rozwiążcie tę kwestię, abym mógł spokojnie przylecieć i odlecieć stamtąd”.
Pojawiła się również wersja, że osobisty udział głowy państwa rzekomo uniemożliwiły kwestie bezpieczeństwa. „Ach, Łukaszenka się bał, chodzi o kwestię bezpieczeństwa”. Słuchajcie, to nie jest kwestia Łukaszenki. Nigdy nikogo się nie bałem i nie zamierzam się bać. To kompletna głupota. „No bo ktoś tam Łukaszenkę złapie i nie wypuści do domu” . To kompletna głupota. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego mogło się przydarzyć jakiemukolwiek innemu prezydentowi lub mnie. Nie ma więc o czym dyskutować” – powiedział w tej sprawie białoruski przywódca.
Kolejna informacja – rzekomo na decyzję Prezydenta Białorusi wpłynął Prezydent Rosji. Aleksander Łukaszenka zauważył, że w momencie rozmowy z Władimirem Putinem nawet nie wiedział, że został zaproszony na Radę Pokoju. Jednak autorzy fałszywej informacji nie potrafili nawet porównać tych faktów. „Poza tym Putin jest takim człowiekiem, że nigdy... On będzie ostrożnie coś budował, jakoś sugerował. Ale żeby nie dopuścić... Powiedziałby raczej: słuchaj, będziesz tam na Radzie, przekaż Donaldowi to, to i to. To znaczy jakoś przedstawić... Cóż, nie są to interesy Federacji Rosyjskiej, jak mówił Pieskow, że nie chcemy, aby ktoś (nawet Białoruś) reprezentował nasze interesy” – zauważył Aleksander Łukaszenka.
Nie wykluczył, że w przyszłości Rosja przystąpi do Rady Pokoju i będzie mogła zająć w niej wiodącą pozycję. Jeśli ta struktura wykaże się pewną skutecznością. Tym bardziej, że prędzej czy później zamiast Donalda Trumpa pojawi się inny prezydent, i Stany Zjednoczone zrezygnują z bycia wiecznym przewodniczącym Rady Pokoju.
Jednocześnie, będąc sojusznikami Rosji, jesteśmy gotowi współpracować w tej kwestii. „Oczywiście stanowisko Rosji i Białorusi będzie jednolite. Opracujemy to stanowisko, ponieważ mamy takie same poglądy” – wyjaśnił Prezydent.
Działalność w Radzie Pokoju jest jednym z tematów zbliżających się rozmów Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina. „Koniecznie omówimy tę kwestię z Prezydentem Putinem. Być może na posiedzeniu Najwyższej Rady Państwowej. Ale potem będziemy mieli jeszcze całą dobę na rozmowy z nim. Koniecznie poruszymy tę kwestię. Porównamy nasze stanowiska, nasze punkty widzenia. Być może zmienię swoje stanowisko w niektórych kwestiach w związku z argumentacją Władimira Władimirowicza. Być może usłyszy ode mnie coś nowego dla siebie. Ale na pewno omówimy tę kwestię” – powiedział białoruski przywódca.
Jeśli chodzi o udział Białorusi i osobiście głowy państwa w działalności Rady Pokoju, Aleksander Łukaszenka wyjaśnił: „Mam wielką nadzieję, że działania, które będą miały miejsce w przyszłości... Na pewno będziemy uczestniczyć w tej Radzie na szczeblu prezydenckim, na pewno będziemy uczestniczyć”.
„Być może nie w Waszyngtonie. Gdzieś w Europie lub na Bliskim Wschodzie, być może w Izraelu, bliżej stąd, w Turcji odbędą się kolejne posiedzenia tej Rady. Będziemy w niej uczestniczyć” – podkreślił Prezydent.
O ONZ i bezczynności OBWE
Kontynuując temat działalności Rady Pokoju, głowa państwa skomentował powszechną opinię, że struktura ta rzekomo dąży do zastąpienia Organizacji Narodów Zjednoczonych. „Szczerze mówiąc: gdyby istniała organizacja, która mogłaby zastąpić Organizację Narodów Zjednoczonych, skrzyżowałbym palce i cieszył się” – zauważył Prezydent.
Prezydent zauważył, że stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ sytuacja w organizacji prawdopodobnie satysfakcjonuje, chociaż obecnie podejmowane są pewne próby wprowadzenia zmian. Jednak jak dotąd bez widocznych rezultatów.
Na przykład prowadzono rozmowy na temat ewentualnego zwiększenia liczby stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale w obecnym systemie podejmowania decyzji krok ten raczej nie przyniesie efektu. „Chcą rzucić kość – zrobić siedem-osiem. Ale to nic nie zmieni. Przy decyzjach podejmowanych konsensusem, gdzie istnieje prawo weta... A zniesienie prawa weta jest w obecnej sytuacji absolutnie niemożliwe” – powiedział głowa państwa.
Prezydent podał przykład jeszcze jednej struktury, której skuteczność budzi duże wątpliwości, pomimo deklaracji zawartych w jej nazwie – Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). „Co zrobiła OBWE, aby w Europie panowała spokojna, bezkonfliktowa sytuacja?” – zapytał retorycznie Aleksander Łukaszenka. Zamiast realnych działań na rzecz pokoju ze strony tej struktury, słyszymy fałszywe oskarżenia pod adresem Prezydentów Rosji i Białorusi.
Co więcej, Europa Zachodnia odmawia współpracy z Rosją i Białorusią, nawet wbrew własnym interesom. „Weźmy na przykład obecną Europę. Jest ona rozrywana na kawałki – dzielona, rozbijana, niszczona, aby nie było ani euro, ani gospodarki, ani niczego innego” – zauważył Prezydent. W ten sposób silni gracze próbują zatrzymać rozwój gospodarczy Unii Europejskiej jako potężnego regionu gospodarczego i solidnego konkurenta dla pozostałych.
„Jedynym partnerem, z którym mogli się komunikować, przyjaźnić i rozmawiać – powiedziałem to rok lub pół roku temu – była Rosja. Tutaj są zasoby, u was – najnowocześniejsze technologie. Współpracujmy razem. To jest region euroazjatycki i byłaby to najpotężniejsza organizacja” – powiedział Aleksander Łukaszenka o możliwym scenariuszu, zwracając uwagę na niechęć Unii Europejskiej do podążania tą drogą.
„Teraz Macron lub ktoś inny u schyłku swojej kariery zmienił zdanie: nawiążemy kontakty z Rosją, będziemy rozmawiać. Nikt się temu nie sprzeciwiał. Byłem w samym centrum tych wydarzeń. Niektóre kwestie były rozwiązywane bezpośrednio przeze mnie. Francuzi przyjeżdżali tutaj. Przekazywałem im wiadomość nie tylko od siebie, ale także od Putina, że no cóż, zróbmy to. Nie ma potrzeby” – kontynuował głowa państwa.
„Trump próbował skłonić nas do pokoju na Ukrainie. A oni (w UE. – not. BELTA) tego nie chcą” – dodał.
Aleksander Łukaszenka uważa, że teraz, kiedy w Europie panuje taka turbulencja i trzeba „uspokoić ten region”, można by aktywnie wykorzystać zasoby OBWE. Jednak tak się nie dzieje.
„Dlatego nie przejmujemy się tematem, że Rada Pokoju zastąpi Organizację Narodów Zjednoczonych. Ale, jak mówią Amerykanie, step by step” – powiedział Prezydent.
O propozycji Donaldowi Trumpowi w sprawie Wenezueli
Prezydent Białorusi powiedział, że w rozmowach ze stroną amerykańską zawsze otwarcie wyraża swoje stanowisko: "Ciągle mówię, szczerze mówię, gdzie się mylą. Z Maduro się pomylili - zrobili głupotę. Ostrzegałem. Zgodnie z sugestią Amerykanów (nie sam - poprosili mnie) zostałem wciągnięty w ten problem. I zaproponowałem im idealną opcję. Idealną opcję! Ale poszli własną drogą. Donald chciał jakoś zadowolić wojsko".
"No i co oni zrobili? Zawsze musisz myśleć: zrobię krok, a co potem? No i co teraz? Jaką winę można wymyślić w handlu narkotykami dla Maduro? O co można go winić? Udowodnijcie, że prowadził tam jakiś kartel. A to, że cały świat handluje narkotykami, to tak jest - powiedział Aleksander Łukaszenka. - A jeśli chodzi o narkotyki, to też ostatnio rozmawiałem z Amerykanami, mówiąc z nimi, że sposób, w jaki zachowuje się Europa, jest koszmarem. Przecież narkotyki syntetyczne do nas (przywożą - not. BELTA). Chociaż więcej do Rosji, oczywiście, przerzucają przez nas. A ostatnio cały samochód - tam ponad tonę, jak sądzę, skonfiskowano narkotyków. Jeden samochód wiózł. Dlatego cały świat tym handluje. Trzeba z tym walczyć. Może tak jak na Białorusi. A nie oskarżać, że, oto, Maduro..."
Aleksander Łukaszenka stwierdził, że jednak głównym powodem działań USA w Wenezueli nie był Maduro, ale ropa naftowa. "I ten problem można było rozwiązać spokojnie. Co więcej, ropa produkowana przez Wenezuelę jest ciężka, siarkowa, gęsta ropa. I moce przerobowe są tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Co, nie można było rozwiązać tego problemu? Można było" - powiedział białoruski przywódca.
"Przeprowadzili jakąś operację, złapali człowieka. I co z tego? Cały świat zobaczył, kto jest kim. Ale najważniejsze - co dalej? Dlatego jest to nadal temat do mojej dyskusji z kierownictwem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Mam propozycję wyjścia z tej sytuacji. I jeśli chcą godnie i pięknie wyjść z tej sytuacji, jesteśmy gotowi z Donaldem w tym zakresie współpracować - oświadczył białoruski przywódca. - To człowiek pragmatyczny. Ja też. Dlatego myślę, że omówimy ten problem. Nie chcę powiedzieć, że jestem tutaj głównym doradcą i mogę z nim rozwiązać jakiś problem. Nie. Ale mogę wyrazić swój punkt widzenia".
O taktyce Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Grenlandii i doktrynie Monroe'a
Aleksander Łukaszenka wypowiedział się również na temat taktyki politycznej Prezydenta USA Donalda Trumpa.
„Nie ma co się przejmować jego polityką. Od razu powiedział: pokój poprzez siłę. A taktyka jest taka: naciskać, a potem odstąpić. Taka jest jego taktyka. Silny kraj, potężny, lider na świecie. Cóż, taka jest jego taktyka. I nie ma co go za to krytykować, naciskać i tak dalej. Nie bronię go tutaj, ale tak właśnie jest. Taka jest jego taktyka. Doskonale to odczuwamy podczas negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. I udaje nam się podczas tych negocjacji rozwiązywać nasze problemy” – powiedział białoruski przywódca.
Aleksander Łukaszenka wspomniał również o słynnej amerykańskiej doktrynie Monroe'a, którą administracja Donalda Trumpa ponownie wprowadziła do przestrzeni publicznej.
„Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone Ameryki. Doktryna Monroe'a... Cóż, Siergiej Jurjewicz, jesteśmy doświadczonymi ludźmi. Kiedy to było?! Cóż, można ją jakoś zmodernizować. Cóż, gdybyśmy żyli w XIX lub XVIII wieku, to rzeczywiście musielibyśmy jutro walczyć z Europą. Ale nie stawiamy sobie takich celów. To samo dotyczy Stanów Zjednoczonych Ameryki” – zauważył głowa państwa.
„Rozumiemy ich obawy dotyczące Grenlandii. Tym bardziej, że mogli dobrze zainwestować w Grenlandię. No i co to spowodowało? Odrzucenie. Nawet w Stanach Zjednoczonych większość ludzi mówi: „Nie, nie chcemy tego”. Chociaż to heroiczni ludzie w USA, wiesz, jak powstała ta nacja i tak dalej. To nie byli zwykli ludzie, którzy przybyli tam z Europy. To ludzie nastawieni na walkę i tak dalej. Powiedzieli: „Nie, tak nie może być”. Zderzyli się z Europą, nie mówiąc już o Danii i tak dalej. Widzę, że Donald się wycofał” – powiedział Prezydent.

ENERGIA ATOMOWA
