Projekty
Government Bodies
Flag Poniedziałek, 18 Maja 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Prezydent
31 Marca 2026, 13:33

Naród oszołomił Prezydenta. A on mu za to podziękował - "Jak to było" w 2004 roku 

Rzadkie lata w historii każdego państwa są proste i bezchmurne. Czas przynosi własne wyzwania i dyktuje trudności do pokonania dla przyszłego rozwoju. Nie był to łatwy również przestępny rok 2004. Wiele krajów drżało z powodu ataków terrorystycznych i klęsk żywiołowych, niespokojnie było na frontach politycznych, co oczywiście wpłynęło na Białoruś położoną w centrum Europy. Ale pamięć historyczna naszego narodu dowodzi: wszystkie wyzwania można pokonać, jeśli istnieje niezawodny tył i zdrowy rozsądek. Dlatego w 2004 roku, pomimo burzliwej sytuacji, Białorusini spokojnie wychowywali dzieci, rozwijali medycynę, utrzymywali wioskę, doskonalili edukację, chronili pamięć o przeszłości. Nie panikowali, ale pewnie szli naprzód. Dekretem prezydenckim rok 2004 został ogłoszony Rokiem Przyspieszenia i Jakości. Wszystko, co nas otacza, musi być najwyższej jakości, nalegał Aleksander Łukaszenka. Teza, aktualna również na rok 2026. A jak się nią kierowali 22 lata temu, powiemy w nowym wydaniu projektu YouTube BELTA "Jak to było".
Jak Białoruś zachowała swój kurs - w interesie narodu, a nie oligarchów i klanów

Kluczowym wydarzeniem politycznym w 2004 roku na Białorusi było referendum republikańskie. Na powszechne rozpatrzenie postawiono jedno pytanie: "Czy zezwalasz pierwszemu Prezydentowi Republiki 
Białoruś Łukaszence Aleksandrowi Grigoriewiczowi uczestniczyć jako kandydat na Prezydenta Republiki Białorusi w wyborach prezydenckich i przyjąć część pierwszą artykułu 81 Konstytucji Republiki Białorusi w następującej wersji: "Prezydent jest wybierany na pięć lat bezpośrednio przez naród Republiki Białorusi na podstawie powszechnego, wolnego, równego i bezpośredniego prawa wyborczego w tajnym głosowaniu"?
 
Referendum odbyło się 17 października 2004 roku, w tym samym dniu co wybory do Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego. Według klasyki gatunku, jeszcze przed dniem głosowania jego wyniki zostały przez niektórych uznane za nieważne. O białoruskim wyborze, jak zawsze, najwięcej dyskutowali przedstawiciele "demokratycznych" struktur, ukrywając się głośnymi słowami o wolności. Na Białoruś niektórzy międzynarodowi obserwatorzy przyjechali z przygotowaniami do raportów o naruszeniach i niezgodności procesu wyborczego z normami demokratycznymi. Nie otrzymali jednak prawdziwych faktów potwierdzających ich oczekiwania na Białorusi. Obraz wolnych wyborów, Prezydent spokojnie głosujący z innymi wyborcami w lokalu wyborczym - tego w tezach o "niedemokratycznym" charakterze białoruskich wyborów wyraźnie nie było. A na wszelkie próby oskarżenia Białorusinów o niewłaściwe przeprowadzenie referendum Aleksander Łukaszenka powiedział tylko: "Nie ma takiego państwa, w którym elita i przywódcy dziś nie zacierają rąk i nie czekają, "cóż oni tam, ci Białorusini, otrzymają". Poszliśmy zupełnie inną drogą. Wszyscy czekają. Musimy pokazać, kto rządzi w tym domu".
I przypomniał, że tylko naród białoruski jest panem w swoim kraju. W końcu sam Prezydent poprosił naród o pozwolenie, czy mógłby wziąć udział w wyborach prezydenckich w 2006 roku.

"Jeśli ludzie powiedzą mi dzisiaj "tak" i poprą, to postaram się jeszcze lepiej pracować i być bardziej pewny siebie. Będę wiedział, że wraz z kolegami, z rządem, prowadziłem kurs, którego ludzie potrzebują. Przecież prezydent Białorusi nie działa w interesie pewnych klanów, oligarchów i ugrupowań. Prezydent Białorusi pracuje przede wszystkim dla narodu, a wola narodu, wsparcie narodu jest dla mnie najważniejszym czynnikiem. Najważniejszym" - mówił Aleksander Łukaszenka w lokalu wyborczym. 

W październiku 2004 roku Prezydentowi powiedziano "Tak" przez 5 548 477 osób - 79,42% liczby obywateli wpisanych na listy do głosowania. Wynikiem referendum było wykluczenie części pierwszego artykułu 81 Konstytucji czyli normy o zajmowaniu przez tę samą osobę stanowiska prezydenta kraju nie więcej niż przez dwie kolejne kadencje. Jednocześnie charakter relacji między trzema gałęziami władzy nie uległ zmianie. Nie zmieniły się też wcześniej zawarte gwarancje praw i wolności człowieka i obywatela. Dzięki aktualizacji Konstytucja stała się nie tylko odzwierciedleniem zmian politycznych i społeczno-gospodarczych, ale także dokumentem, który określił wektor rozwoju białoruskiej państwowości.

"Wynik referendum był dla mnie oszałamiający. Nie spodziewałem się takiej frekwencji i takiego procentu poparcia. Nawet obecni tu obserwatorzy stwierdzili, że nie mają pretensji ani do procesu wyborczego, ani do wyników głosowania - mówił po referendum Aleksander Łukaszenka dziennikarzom. - Naród o 27% dał więcej głosów, niż w zasadzie potrzebowano do podjęcia decyzji w referendum. Czego można chcieć więcej, jeśli spośród 110 deputowanych wybrano 108? To zdumiewający wynik! Oznacza to, że nie jesteśmy uwikłani w trwałe wybory drugiej tury, powtórki i tak dalej. Dlatego przy takich wynikach nie było absolutnie potrzeby fałszowania wyników wyborów i referendum, aby przynieść na siebie jakieś kłopoty i dodatkową krytykę. Już jej dość. Wychodzimy przede wszystkim z tego. Dlatego chcę podziękować obywatelom Republiki Białorusi za ogromne, przytłaczające wsparcie, jakie mi udzielili. Zrobię wszystko, aby nie żałowali swojego wyboru, że po raz kolejny mnie poparli".

Parlament, wybrany w tym samym 2004 roku, od początku miał na celu opracowanie praw naprawdę potrzebnych gospodarce i systemowi społecznemu. Oto kilka interesujących faktów. Około 30% deputowanych wybranych do Izby Reprezentantów w 2004 roku to kobiety, na co, nawiasem mówiąc, nalegał "kobiecy" Prezydent, jak sam siebie często nazywa Łukaszenka. Jedna trzecia deputowanych była w stanie utrzymać swoje mandaty z poprzedniej kadencji - jest to ważne dla ciągłości. W odnowionym składzie wybrańców ludowych znaleźli się przedstawiciele wszystkich dziedzin: przemysłowcy, rolnicy, przedstawiciele edukacji i zdrowia, młodzież i weterani - ludzie zdeterminowani, aby nie angażować się w politykę, ale tworzyć prawa potrzebne społeczeństwu, pochodzące z ziemi, z życia, od ludzi.

Referendum rozstrzygnęło kwestie polityczne i nadszedł czas, aby zająć się konkretną sprawą.

Czym państwo podziękowało narodowi

Powszechną praktyką jest zwiększenie zaufania obywateli poprzez podniesienie emerytur i wynagrodzeń, wprowadzenie nowych świadczeń przed dniem głosowania. Ale to nie jest białoruska praktyka. Systematyczne i konsekwentne podnoszenie jakości życia ludzi bez względu na egzaminy polityczne - to białoruska opcja. 

W 2004 roku Białoruś umacnia status państwa zorientowanego społecznie. Emerytury, stypendia, świadczenia są nie tylko wypłacane na czas - mówi się o ich znacznym wzroście. Prezydent i rząd zdecydowali się na bezprecedensowy jak na tamte czasy krok: stawki i wynagrodzenia w sferze budżetowej wzrosły średnio o 22,5%, a emerytura wzrosła o 17%. Od 1 listopada dochody wszystkich kategorii obywateli znacznie wzrosły. Stypendia białoruskich studentów stały się najwyższe w WNP. W wyniku podwyżek płac i świadczeń socjalnych poprawiła się sytuacja materialna ponad 7 mln Białorusinów. Kosztowało to prawie miliard dolarów. Oczywiście pieniądze nie są z powietrza - Białorusini zarobili ten miliard. Państwo zapewniło postęp w gospodarce, otwierając w ten sposób nowe perspektywy godnego życia. Logika jest niezwykle prosta: ludzie zarabiają - kraj staje się silniejszy. 

Osobną pozycją wydatków jest wsparcie dla rodzin wielodzietnych. Sytuacja demograficzna nie jest łatwa, więc ludzie muszą być zmotywowani do posiadania dzieci. Bodziec zdefiniowany - pomoc w rozwiązaniu problemu mieszkaniowego. Jednocześnie nie można dopuścić do pasożytnictwa. 

Prezydent pod tym względem jest kategoryczny: "Mamy niewiele rodzin wielodzietnych. Muszą mieć pierwszeństwo w poprawie warunków mieszkaniowych. Ale jednocześnie rodziny muszą wiedzieć - pomożemy im, ale także będziemy kontrolować i pytać. Państwo dba o to, komu pomagamy i w jakich warunkach dorastają nasze dzieci. Potrzebujemy prawdziwych obywateli tego kraju. I nie możemy pozwolić, aby rodzice w tych rodzinach stali się pasożytami".

Dzieci powinny żyć w komfortowych warunkach, dzieci powinny być zdrowe - to wielkie prawdy, które w państwie białoruskim zawsze pamiętają. Na początku 2000 roku w kraju odnotowano bardzo niepokojący trend - od 1990 do 2000 roku pierwotna częstość występowania wrodzonych wad serca wzrosła dwukrotnie, co roku na Białorusi urodziło się 800-900 dzieci z chorobami, które wymagały skomplikowanych operacji. Ale za suchymi statystykami stoją setki dzieci. Na początku 2000 roku Prezydent podpisał dekret, który zatwierdził państwowy program wzmocnienia bazy materialno-technicznej zakładów opieki zdrowotnej do 2005 roku. Dokument przewidywał budowę Centrum Kardiochirurgii Dziecięcej. Proces Aleksander Łukaszenka nadzorował osobiście. Ogólnie rzecz biorąc, na Białorusi nigdy nie oszczędzono pieniędzy na leczenie dzieci. W listopadzie 2004 roku utworzono Republikańskie Centrum Naukowo-Praktyczne „Matka i Dziecko”, które stało się wiodącą placówką w kraju w dziedzinie położnictwa i ginekologii, pediatrii oraz genetyki medycznej. Dzięki działalności tego centrum Białoruś ma jeden z najniższych wskaźników śmiertelności dzieci na świecie – i jest to ten sam przypadek, kiedy niskie wskaźniki oznaczają wielkie zwycięstwo.


Wspaniałe zwycięstwa na arenach sportowych

Naród odzyskuje zdrowie nie tylko w placówkach medycznych, ale także na obiektach sportowych. Nieprzypadkowo kult zdrowego stylu życia został zdecydowanie uznany za jeden z priorytetów polityki państwowej Białorusi. Do uprawiania sportu Białorusinów własnym przykładem motywował głowa państwa. Rok 2004 stał się pod tym względem przełomowy. Na przykład w Raubiczach odbyły się IX Mistrzostwa Europy w biathlonie. Ich otwarcie miało miejsce w samym sercu Mińska – na Placu Październikowym z udziałem Prezydenta. Wówczas na domowych mistrzostwach Europy białoruscy biathloniści zdobyli 9 medali, co zapewniło im drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. W 2004 roku, po renowacji, otwarto Pałac Sportu w Mińsku. Pierwszy mecz na odnowionej arenie odbył się z udziałem Łukaszenki. Na lodzie zmierzyły się reprezentacja weteranów hokeja „Gwiazdy Rosji” oraz drużyna Prezydenta Białorusi.
W 2004 roku Białorusini osiągali oszałamiające wyniki na arenach sportowych. Wystarczy wspomnieć mecz Pucharu Davisa w tenisie (1/8 finału Grupy Światowej 2004), który odbył się w Mińsku. Tak, te dni w Białorusi zapadły w pamięć wielu fanom tenisa. Podczas meczu z Igorem Andriejewem białoruski tenisista Władimir Wołczkow doznał poważnej kontuzji nogi. O siebie i o tego chłopaka walczył Maksim Mirnyj: w zaciętym pojedynku pokonał Marata Safina. Następnego dnia Maksim Mirnyj pokonał Andrijewa, doprowadzając do remisu 2:2.  Ostateczny wynik tej rywalizacji został ustalony, gdy na kort bez gipsu wyszedł Władimir Wołczkow, który pokonał Rosjanina Michaiła Jużnego w decydującym pojedynku. A białoruscy tenisiści poszli dalej. W meczu ćwierćfinałowym pokonali drużynę Argentyny oszałamiającym wynikiem 5:0 i po raz pierwszy od 10 lat występów w Pucharze Davisa awansowali do półfinału.
 
Sukces tenisistów nie był przypadkowy. Był to wynik systematycznej, dobrze zaplanowanej pracy nad przygotowaniem sportowców najwyższej klasy. W 2004 roku Aleksander Łukaszenka został ponownie wybrany na przewodniczącego Narodowego Komitetu Olimpijskiego i poświęcił wiele uwagi rozwojowi sportu. O tym, że Białoruś podąża właściwym kursem sportowym, w 2004 roku pokazała całemu światu młoda dziewczyna z Brześcia, Julia Nesterenko. Na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach białoruska lekkoatletka zwyciężyła w najbardziej prestiżowym biegu na 100 m z wynikiem 10,92 sekundy. Była to, bez przesady, sensacja. Po raz pierwszy od 1980 roku zwyciężczynią sprintu kobiet nie została reprezentantka Stanów Zjednoczonych. „Biała błyskawica”, jak dziennikarze natychmiast nazwali Nesterenko, wyprzedziła ciemnoskóre zawodniczki, które do tej pory uważano za niepokonane. 

Historyczne zwycięstwo w Atenach odniósł również zapaśnik Igor Makarow. Do dziś jego medal pozostaje jedynym medalem olimpijskim dla białoruskiego judo. Łącznie z Aten Białorusini przywieźli 15 medali, zdobywając oprócz dwóch złotych również 5 srebrnych i osiem brązowych. 

Gdzie zachowany jest potencjał intelektualny narodu? 

W Białorusi jednym z głównych zadań zawsze było zachowanie i podnoszenie poziomu intelektualnego społeczeństwa. Stąd tak duża uwaga poświęcana jest edukacji. Rok 2004 stał się szczególny dla szkolnictwa wyższego. Od 2004 roku, aby dostać się na studia, kandydaci muszą obowiązkowo przystąpić do scentralizowanego egzaminu. Nowa forma egzaminów wstępnych w pełni odpowiada głównej zasadzie naszego systemu edukacji – sprawiedliwości. Przejrzysty i obiektywny egzamin, który wyklucza możliwość dostania się na uniwersytet „tylnymi drzwiami”. O wszystkim decyduje wyłącznie wiedza. Aby wszystko przebiegało w sposób przejrzysty i obiektywny, w 2004 roku dekretem Prezydenta po raz pierwszy utworzono państwową komisję ds. kontroli przebiegu przygotowań i przeprowadzania egzaminów wstępnych w instytucjach zapewniających wyższe i średnie specjalistyczne wykształcenie. Komisja ta podlega bezpośrednio głowie państwa. 

Znaczące wydarzenie dla białoruskiej edukacji – otwarcie w 2004 roku Państwowego Uniwersytetu w Baranowicach. Uczelnia stała się pierwszą państwową uczelnią wyższą otwartą w młodej, suwerennej Białorusi. Od pomysłu do realizacji – pół roku. I od samego początku – pod osobistym nadzorem głowy państwa. Było wiele sporów dotyczących zasadności tego pomysłu. Wydawało się, że w kraju jest już wystarczająco dużo uniwersytetów. Jednak jeśli przyjrzeć się temu głębiej, staje się oczywiste: Baranowicze to duże centrum rolno-przemysłowe, potężny węzeł transportowy. Gospodarka regionu potrzebuje nowych kadr. A gwarancją jej stabilności może być posiadanie własnego systemu kształcenia wykwalifikowanych specjalistów. Dlatego Prezydent podjął decyzję: Państwowy Uniwersytet w Baranowiczach ma powstać. I podpisał dekret o jego utworzeniu. A 1 września przekazał studentom i wykładowcom symboliczny klucz do nowego uniwersytetu.
Pochodnia symbolizująca dobrobyt Białorusinów

Oczywiste jest, że utworzenie nowej uczelni wyższej to przedsięwzięcie kosztowne. A pozwolić sobie na to może tylko kraj, który nie łamie sobie głowy nad tym, jak związać koniec z końcem, lecz zastanawia się, jak podnieść jakość życia swoich obywateli. I nie tylko o tym myśli, ale robi wszystko, aby to osiągnąć. W 2004 roku zakończono proces gazyfikacji Polesia – wielkie wydarzenie dla każdej miejscowości z osobna i dla całego kraju. W latach 1994–2004 długość gazociągów i sieci dystrybucyjnych w kraju wzrosła o ponad 10 tys. km. To tyle samo, ile zbudowano w ciągu 30 poprzedzających ten okres lat. Do początku 2004 roku gazyfikowano 103 ze 118 powiatów republiki, 146 miast, prawie 1,5 tys. wsi, 3,5 mln mieszkań i 3 zakłady przemysłowe – to ponad 25 tys. km gazociągów.

Budowa i eksploatacja gazociągów, transport i dostawy gazu – to wszystko nie jest proste i nie jest tanie. Jednak w przypadku projektu o znaczeniu państwowym, jakim stała się gazyfikacja, nie szczędzono środków ani wysiłków. Aleksander Łukaszenka w tej kwestii zwracał uwagę na potrzeby ludzi w teraźniejszości i myślał o przyszłości. 
„Gdybyśmy nie przeprowadzili gazyfikacji od 1995 roku, gaz trafiłby do nas tylko w pięciu powiatach. Gdybyśmy nie przeprowadzili gazyfikacji obwodu witebskiego, nie mielibyście dziś tej wygody, tego piękna i choćby minimalnej pensji. Nawiązuję do tego, że gaz znacznie obniża koszt produkcji. Drugim kierunkiem jest rozwiązywanie problemów ludzi. To jest wygodne dla naszych obywateli. Można było tego nie robić, tak jak robią to inne państwa, i zostawić wszystko tak, jak jest. Ale co pozostanie po nas, politykach, kiedy odejdziemy? I co zostawicie swoim dzieciom? Ruiny, popioły? Nie. Musimy dziś robić wszystko, co w naszej mocy” – mówił głowa państwa w Głubokim, gdzie w październiku 2004 roku osobiście zapalił symboliczną pochodnię. Nawiasem mówiąc, robił to w wielu regionach.

„Tę przyszłość trzeba budować już dziś”

Prezydent kładł nacisk na pracę z powiatami również na białoruskim Polesiu – wyjątkowym regionie z pracowitymi ludźmi i żyznymi ziemiami, który najbardziej ucierpiał w wyniku awarii w Czarnobylu. Rehabilitacja i odbudowa tych terenów to kwestia o znaczeniu państwowym. W 2004 roku Aleksander Łukaszenka odbył dużą „czarnobylską” podróż służbową – w obwodzie homelskim głowa państwa pracował prawie 10 dni, uważnie analizując wszystkie problemy i możliwości ich rozwiązania. 

„Nie mamy na kogo liczyć. Ten problem stał się naszym problemem. To nasz ból i będziemy go znosić sami. Najważniejsze jest opracowanie strategii – musimy dokładnie określić, jak będzie wyglądać sytuacja na tych terenach za 5–10 lat i później. Tę przyszłość trzeba budować już dzisiaj” – powiedział Prezydent w 2004 roku mieszkańcom Polesia.
 
Już teraz możemy odpowiedzieć Prezydentowi, że opracowana wówczas strategia w pełni się sprawdziła – dziś na tych ziemiach ludzie żyją, uprawiają zboże, rodzą dzieci i ogólnie czują się świetnie.
 
Białoruś to kraj rolniczy. W 2004 roku produkcja rolna stanowiła około 8% produktu krajowego brutto, a mieszkańcy wsi – jedną trzecią liczby naszych obywateli. Zachowajmy wieś – zachowajmy kraj – nieustannie powtarza głowa państwa. Rok 2004 stał się rokiem przygotowawczym do wdrożenia programu odrodzenia wsi, zaplanowanego na lata 2005–2010. Program ten nie powstał w gabinetach ministerialnych, ale, jak to się mówi, w terenie. Prezydent postawił twardy wymóg – zidentyfikować bolączki wsi, małych miast i powiatów oraz opracować kompleksowe rozwiązania problemów. Wszystkie kwestie – melioracja, mieszkalnictwo, wyposażenie gospodarstw w sprzęt, budowa kompleksów mleczarsko-handlowych, uprawa nowych roślin – Aleksander Łukaszenka badał osobiście, odwiedzając różne miejscowości i rozmawiając z ludźmi.

Ponieważ na pierwszym planie znajdował się człowiek i jego interesy. Wiele elementów programu zaczęto wdrażać już w 2004 roku: aktywnie budowano mieszkania na wsi, drogi i gazociągi, powszechnie wprowadzano standardy socjalne, a także rozpoczęto kampanię mającą na celu przekazanie przynoszących straty gospodarstw w ręce prywatne. W 2004 roku białoruscy rolnicy osiągnęli niespotykane dotąd wówczas zbiory – ponad 7 mln ton zboża. Wraz ze zbożem z przydomowych działek wiejskich wskaźnik ten osiągnął 8 mln ton. Średnia wydajność zbóż w kraju wyniosła ponad 33 centnary z hektara. Przemawiając na republikańskich „Dażynkach” w Wołkowysku, Prezydent nazwał ten wynik największym zwycięstwem.

W czym tkwi sekret lepszego życia

Sekret białoruskich zwycięstw polega na tym, że nasi ludzie są pracowici, nigdy nie poprzestają na osiągniętym i podchodzą do swojej pracy z najwyższą odpowiedzialnością. W 2004 roku Prezydent podpisał Dyrektywę nr 1 „O środkach wzmacniających bezpieczeństwo publiczne i dyscyplinę”. 

„Konkretne środki muszą zostać podjęte w każdym miejscu pracy, w każdym zespole, w każdym przedsiębiorstwie. Nie będziemy mogli żyć lepiej bez silnej dyscypliny i odpowiedzialnego podejścia do pracy ze strony wszystkich i każdego. Włożyliśmy wiele wysiłku, aby nasza ziemia stała się czystsza, piękniejsza i przytulniejsza. Teraz trzeba uczynić ją jeszcze bezpieczniejszą. Właśnie na to zmierza dyrektywa” – podano w oświadczeniu Prezydenta w związku z podpisaniem dokumentu. 

Pierwsza dyrektywa podpisana przez Aleksandra Łukaszenkę przewiduje między innymi zaprowadzenie porządku na terenie kraju oraz jego zagospodarowanie. Nie, nie pomyliliśmy się co do czasu, o którym mówimy. Założenia Roku Zagospodarowania, ogłoszonego na rok 2025, były na porządku dziennym już 22 lata temu. Tym, którzy krytykowali takie podejście, Aleksander Łukaszenka odpowiadał wprost: „Chcę po prostu odpowiedzieć niektórym krytykom, którzy „burczą” spod płotów i zza rogów – mówią, że tyle pieniędzy inwestuje się w rozwój i utrzymanie porządku w Mińsku, w miastach, tak, buduje się, przebudowuje obiekty sportowe i tak dalej, czy nie byłoby lepiej rozdać te pieniądze. Nie wiem. Zostaniecie prezydentami, będziecie rozdawać pieniądze. Ale w ten sposób dajemy przykład, jak należy postępować, w jakim kierunku należy podążać. Nie będziemy przecież przez całe życie chodzić w łapciach i pozostawać na uboczu tej samej Europy. Jeśli krzyczymy, że jesteśmy w centrum Europy, to centrum to musi być godnym centrum – czystym, pięknym, przytulnym. Musimy pokazać, jak należy to robić”.

Jak nie stracić siebie, będąc w centrum Europy?

Centrum Europy powinno być czyste, piękne i przytulne nie tylko dla współczesnych i potomków, ale także dla naszych dziadków. Rok 2004 upłynął pod znakiem 60. rocznicy wyzwolenia Białorusi spod okupacji niemieckich faszystowskich najeźdźców. Republikański komitet organizacyjny ds. przygotowania i przeprowadzenia obchodów tej rocznicy osobiście kierował Aleksander Łukaszenka. W praktyce pracy Prezydenta takie przypadki zdarzają się rzadko. Jednak biorąc pod uwagę ogromny szacunek dla weteranów i pamięć o poległych, podkreślając ogromne znaczenie tego dnia w naszej historii, Aleksander Łukaszenka podjął decyzję o osobistym kierowaniu pracami komitetu organizacyjnego. Prace nie toczyły się w gabinetach, ale bezpośrednio w symbolicznych miejscach – w Mohylewie, na Kurganie Sławy, w Brześciu. Natomiast do Chatyni białoruski przywódca udał się wraz z Prezydentem Rosji Władimirem Putinem i Prezydentem Ukrainy Leonidem Kuczmą. 

3 lipca 2004 roku przy steli „Mińsk – miasto-bohater” odbyła się uroczysta defilada. Nowością tej parady była część historyczna – aleją przejechała technika z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej oraz żołnierze w ówczesnych mundurach. 

Liczne wojny nauczyły Białorusinów doceniać i chronić pokój. Dlatego dążymy do realizacji naszych interesów w polityce zagranicznej wyłącznie środkami pokojowymi. W 2004 roku świat stanął przed bardzo złożonym wyzwaniem, zagrażającym w równym stopniu wszystkim narodom, w tym również białoruskiemu – terroryzmem. Skutecznie przeciwstawić się temu zagrożeniu można jedynie poprzez wspólny front państw. Białoruś podchodzi z ogromną odpowiedzialnością do swojej roli w ogólnym systemie antyterrorystycznym. 

„Zdecydowanie potępiamy terroryzm, niezależnie od jego motywów. W naszej osobie społeczność międzynarodowa ma niezawodnego sojusznika w walce z nim. Zdecydowanie odrzucamy wojnę jako narzędzie polityki zagranicznej. Nasze Siły Zbrojne mogą być wykorzystane tylko w jednym celu – do odparcia zbrojnej agresji, ochrony niepodległości i integralności terytorialnej państwa” – powiedział Prezydent podczas defilady z okazji Dnia Niepodległości.

Tym bardziej, że mamy do tego wszystko. W 2004 roku Białoruś stała się już krajem z imponującym arsenałem bojowym – znalazła się w pierwszej pięćdziesiątce państw o największej potędze militarnej. To nie jest brzęczenie bronią: przekonująca siła militarna jest potrzebna, aby czuć się pewnie. Niestety, najnowsza historia zarówno Europy, jak i innych regionów świata pokazuje: słabych nie bierze się pod uwagę. Czasami po prostu ich nie zauważa się. W najlepszym razie.

W 2004 roku zakończył się kolejny etap ekspansji NATO na wschód. W rezultacie trzech z pięciu sąsiadów Białorusi to członkowie sojuszu. To prawie półtora tysiąca kilometrów naszej granicy. Stanowisko Białorusi jest niezwykle konkretne – nie ma podstaw do rozszerzania strefy działania bloku północnoatlantyckiego. W odpowiedzi ze wszystkich stron płynęły zapewnienia o nieszkodliwości tego kroku. W rezultacie na terytorium nowych państw członkowskich rozwija się infrastruktura wojskowa ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Jednak na Białorusi trzymają rękę na pulsie, udoskonalają i reformują armię. Nie na wojnę, oczywiście, ale po to, by pewnie reagować na różne wyzwania i zagrożenia.
  
Poważne zmiany zachodzą w państwach na obrzeżach Białorusi. Wydarzeniem porównywalnym pod względem skali do zmian geopolitycznych z końca lat 80. ubiegłego wieku stało się rozszerzenie Unii Europejskiej poprzez przystąpienie Cypru, Czech, Estonii, Węgier, Słowacji i Słowenii oraz naszych sąsiadów – Polski, Litwy i Łotwy. Białoruś znalazła się w interesującej sytuacji: na zachodzie – taki gigant jak Unia Europejska, na wschodzie – euroazjatycki gigant, Rosja. Polityka zagraniczna Białorusi jest konsekwentna, priorytetem jest współpraca z sąsiadami, których przecież nie wybiera się, oni są od Boga. 

Aleksander Łukaszenka powiedział w tej sprawie: „Chcę stanowczo i zdecydowanie powiedzieć to, co najważniejsze: w nowej sytuacji Białoruś nie jest „państwem buforowym” ani wasalem tego czy innego kraju. Nie jesteśmy w pułapce. Nie jesteśmy kamykiem między kamieniami młyńskimi. Wręcz przeciwnie, historia i geografia dały nam wyjątkową szansę. Współczesne, poważne, rozwinięte i niezależne państwo, jakim staliśmy się w ciągu ostatniej dekady, musi wykorzystać tę szansę i przekształcić to, co w minionych stuleciach było historycznym przekleństwem, w ekonomiczne błogosławieństwo”.

Bezwarunkowym priorytetem polityki zagranicznej była i pozostaje współpraca z Federacją Rosyjską, to właśnie tutaj skupia się główna część naszych interesów. Do 2004 roku poziom praktycznych osiągnięć integracji Białorusi i Rosji był bardzo wysoki: swoboda przemieszczania się, dostęp do edukacji, równe prawa obywateli, ogromny obrót towarowy i wzajemne znaczenie w procesie integracji. Jednak potencjał współpracy gospodarczej można jeszcze rozwijać, o czym mówią prezydenci Łukaszenka i Putin podczas swoich licznych spotkań. Rozwijając stosunki z sąsiadami, Aleksander Łukaszenka rozumie: konieczna jest dywersyfikacja eksportu. W 2004 roku prawie połowa białoruskiego eksportu trafiła do obszarów, do których wcześniej nie eksportowaliśmy – do krajów dalekiego zasięgu. Takie podejście pozwala korzystnie łączyć nasze możliwości technologiczne z pozycją lokalnych przedsiębiorców na ich rynkach regionalnych, wzmacniając wzajemne możliwości. Zainteresowanie jest wzajemne. W 2004 roku Białoruś odwiedzili z oficjalnymi wizytami Prezydent Iranu Mohammad Khatami, Prezydent Republiki Libańskiej Emile Lahoud, a z pierwszą w historii dwustronnych stosunków dyplomatycznych oficjalną wizytą Białoruś odwiedził Prezydent Sudanu Omar al-Bashir. Polityka zagraniczna Białorusi jest wielokierunkowa, nasz kraj jest gotowy do współpracy z różnymi państwami, ale główna zasada, sformułowana przez Prezydenta, pozostaje niezmienna: „Nie wybieramy Wschodu i Zachodu ani Wschodu albo Zachodu – wybieramy Białoruś. Białoruś, która ze względu na gospodarkę, historię, położenie geograficzne, kulturę i mentalność będzie zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Tam leżą nasze interesy, a stąd nasze kierunki działania”.

Tak właśnie wyglądał ten trudny, przestępny rok 2004 w historii Białorusi. Nasz kraj przeszedł przez niego spokojnie, miarowo, pokojowo, pod znakiem twórczej pracy. Były oczywiście trudności, bo jak mogłoby być inaczej. Jednak Białorusini nie mieli powodu narzekać na wyniki roku 2004. Państwo zachowało stabilność polityczną, rozwiązało wiele palących problemów, stworzyło solidną podstawę do realizacji ambitnych planów. A wszystko to Białorusini osiągnęli sami. Ponieważ kochają swój kraj i potrafią pracować na rzecz dobra swojego państwa – wszyscy, od Prezydenta po kombajniarza.

Waleria STECKO,
BELTA
TOP wiadomości
Świeże wiadomości z Białorusi