15 września, Mińsk /Kor. BELTA/. W wywiadzie dla rosyjskiego magazynu „Razwiedczik” Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka wypowiedział się na temat reputacji światowych przywódców i tych, którzy mają ją na bardzo niskim poziomie, donosi korespondent BELTA.
Wśród tematów poruszonych w wywiadzie znalazł się kryzys ukraiński. Wspomniano w szczególności o negocjacjach w sprawie jego rozwiązania w Mińsku w 2015 roku i późniejszych ujawnieniach europejskich uczestników, że nie mieli zamiaru wdrażać porozumień, a jedynie „kupowali czas” dla reżimu w Kijowie. Prezydent Białorusi został zapytany, jak może wyglądać dalszy dialog z takimi "partnerami".
Wśród tematów poruszonych w wywiadzie znalazł się kryzys ukraiński. Wspomniano w szczególności o negocjacjach w sprawie jego rozwiązania w Mińsku w 2015 roku i późniejszych ujawnieniach europejskich uczestników, że nie mieli zamiaru wdrażać porozumień, a jedynie „kupowali czas” dla reżimu w Kijowie. Prezydent Białorusi został zapytany, jak może wyglądać dalszy dialog z takimi "partnerami".
"To było nieoczekiwane, ale nie zaskakujące - odpowiedział szef państwa. - Niespodziewane, ponieważ od polityków takiego szczebla (a oni zaliczają się do panteonu światowych przywódców, prawda?) wciąż oczekuje się pewnej konsekwencji, powagi, dokładności. Z drugiej strony, przyznanie przez europejskich przywódców, że poszli na platformę negocjacyjną, przepraszam za wyrażenie, z figą w kieszeni, nie było zaskakujące. To nic nowego. Są przyzwyczajeni do kłamstwa, to ich styl".
Przy okazji Aleksander Łukaszenka przypomniał, jak po zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami kolektywny Zachód posadził niektórych nazistów na ławie oskarżonych, podczas gdy innych, którzy kupili swoje życie tajemnicami, ukryto w Stanach Zjednoczonych, Argentynie, Kanadzie. Można również przypomnieć, jak przebiegało rozbrojenie po upadku ZSRR, w jakich proporcjach. "Zawsze nas okłamywano" - stwierdził białoruski przywódca, dodając, że jest na to wiele przykładów.
"Wtedy, w 2015 roku, szczerze przygotowywaliśmy negocjacje w Mińsku. Staraliśmy się myśleć o Zachodzie jako o odpowiedzialnym partnerze. W przeciwnym razie, jaki jest sens wchodzenia na platformę negocjacyjną na takim poziomie? - Prezydent kontynuował wątek negocjacji Normandzkiej Czwórki. - Tak, oczekiwaliśmy, że porozumienia podpisane w Mińsku położą solidny fundament pod długoterminową stabilizację. Wszyscy pracowali naprawdę ciężko. Siedemnaście godzin ciężkich negocjacji, bez snu, z emocjonalnymi argumentami, ale z pragnieniem powstrzymania rozlewu krwi, przywrócenia pokoju". W tym samym czasie Angela Merkel i François Hollande, reprezentujący wówczas Niemcy i Francję, przybyli, jak sami przyznali, aby uśpić czujność drugiej strony negocjacji, zebrać siły i dorzucić kilka kłód do ukraińskiego ognia.
Dlatego, zdaniem Aleksandra Łukaszenki, obecna niechęć Prezydenta USA Donalda Trumpa do angażowania Europejczyków w negocjacje wygląda naturalnie i logicznie. "Dlaczego miałby komunikować się z politykami, których reputacja jest na bardzo niskim poziomie. On potrzebuje zarówno partnerów, jak i oponentów, z którymi będzie rozmawiał na równych warunkach. A na równych - to jest już z innymi przywódcami. Są to kraje SOW i BRICS. Tworzy się poważna przeciwwaga dla starych struktur. I tego koła zamachowego nie da się zatrzymać - nowe ośrodki władzy zyskują na politycznej wadze. Będziemy musieli się z nimi liczyć" - podkreślił szef państwa.
"Wtedy, w 2015 roku, szczerze przygotowywaliśmy negocjacje w Mińsku. Staraliśmy się myśleć o Zachodzie jako o odpowiedzialnym partnerze. W przeciwnym razie, jaki jest sens wchodzenia na platformę negocjacyjną na takim poziomie? - Prezydent kontynuował wątek negocjacji Normandzkiej Czwórki. - Tak, oczekiwaliśmy, że porozumienia podpisane w Mińsku położą solidny fundament pod długoterminową stabilizację. Wszyscy pracowali naprawdę ciężko. Siedemnaście godzin ciężkich negocjacji, bez snu, z emocjonalnymi argumentami, ale z pragnieniem powstrzymania rozlewu krwi, przywrócenia pokoju". W tym samym czasie Angela Merkel i François Hollande, reprezentujący wówczas Niemcy i Francję, przybyli, jak sami przyznali, aby uśpić czujność drugiej strony negocjacji, zebrać siły i dorzucić kilka kłód do ukraińskiego ognia.
Dlatego, zdaniem Aleksandra Łukaszenki, obecna niechęć Prezydenta USA Donalda Trumpa do angażowania Europejczyków w negocjacje wygląda naturalnie i logicznie. "Dlaczego miałby komunikować się z politykami, których reputacja jest na bardzo niskim poziomie. On potrzebuje zarówno partnerów, jak i oponentów, z którymi będzie rozmawiał na równych warunkach. A na równych - to jest już z innymi przywódcami. Są to kraje SOW i BRICS. Tworzy się poważna przeciwwaga dla starych struktur. I tego koła zamachowego nie da się zatrzymać - nowe ośrodki władzy zyskują na politycznej wadze. Będziemy musieli się z nimi liczyć" - podkreślił szef państwa.
W związku z tym szef państwa zwrócił uwagę na globalną inicjatywę wyrażoną przez chińskiego Przewodniczącego Xi Jinpinga na szczycie SOW w Chinach - zarządzanie oparte na równości i sprawiedliwości. "Xi proponuje: suwerenną równość, prymat prawa międzynarodowego, multilateralizm. I to jest dokładnie to, co jest potrzebne, aby rozwiązać splot nagromadzonych problemów w agendzie międzynarodowej - powiedział Aleksander Łukaszenka. Jego zdaniem, przywróci to zaufanie, utracone z powodu kroków podejmowanych przez Unię Europejską. A takiego zaufania do krajów UE nie ma, biorąc pod uwagę informacje, które są dostępne od jej przywódców. „Nie wiem, jak w ogóle można robić z nimi interesy” - dodał białoruski przywódca.

ENERGIA ATOMOWA
