Projekty
Government Bodies
Flag Poniedziałek, 9 Marca 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Prezydent
01 Lipca 2025, 22:23

Łukaszenka opowiedział, kto w 2020 roku chciał spalić w Mińsku ludzi, by samodzielnie przewodzić opozycji

1 lipca, Mińsk /Kor. BELTA/. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka opowiedział, jak w 2020 roku po wyborach prezydenckich planowano prowokację do spalenia w Mińsku przedstawicieli opozycji. Szef państwa podzielił się szczegółami po oficjalnej części swojego wystąpienia na uroczystym zebraniu z okazji Dnia Niepodległości, informuje korespondent BELTA.

Rozmowa na ten temat rozpoczęła się w związku z niedawnym ułaskawieniem wielu skazanych, którzy później wyjechali z Białorusi za granicę. O ułaskawieniu dowiedzieliśmy się po wizycie w Mińsku specjalnego wysłannika Trumpa Keitha Kelloga, który w związku z tym przekazał prośbę Prezydenta USA Donalda Trumpa. 

"Normalny do nich (więźniów w miejscach pozbawienia wolności. - not. BELTA) mamy stosunek. Ale więzienie nie jest kurortem. Jak tu jeden szlochał ostatnio (podczas konferencji prasowej za granicą po wyzwoleniu. - not. BELTA). Szlochał! A my wiemy, skąd te szlochy. Wiemy, kto przygotowywał go do tego występu - powiedział Aleksander Łukaszenka. - Muszę przyznać, że Amerykanie obiecali mi: "puścicie ich, nie będą oblewać błotem ani  was, ani kraj, nikt w mediach nie wystąpi". Tylko wypuścili na Litwie z samochodu tego (jednego z ułaskawionych. - not. BELTA) - rano oświadczenie. I wiemy, jak przygotowywano je w nocy: "Tu będziesz mówić, tu szloch, tu płacz, że bili. Pewna tam kobieta, dziennikarka, zadała mu pytanie: "Czy byłeś tam bity, torturowany i tak dalej?"Nawet główny uciekinier powiedział: "Cóż, czasami popchną w ramię ..."

Aleksander Łukaszenka podkreślił, że nikt nikogo nie bił i ogólnie jego wewnętrzne stanowisko jest takie, że zastraszanie jest niedopuszczalne. W związku z tym przypomniał sobie epizod z życia osobistego, kiedy jako zastępca dyrektora fabryki materiałów budowlanych spotykał się z skazanymi, których przyciągano do pracy w produkcji. W tym kogoś wspierał, jeśli uważał, że ich żądania są sprawiedliwe. Pewnego dnia w strefie, w której odbywali karę, doszło do buntu, i Aleksander Łukaszenka został poproszony o przybycie i pomoc w rozwiązaniu sytuacji, o to prosili sami więźniowie. 

"Tutaj już opancerzone transportery ustawiły się w kolejce - zastrzelić, udusić. Przyjechałem tam i tych ludzi udało się uspokoić w ciągu kilku godzin. Poszedłem tam sam - zadymione ogromne koszary, wyrzucone łóżka, stanąłem na tym stołku, żeby wszyscy widzieli - kilkaset osób. Zapytałem, jakie mają pytania, zapisałem i powiedziałem: "To ja rozstrzygnę, to załatwię, to załatwię. Ale to nie będę robić". Znali moją bezpośredniość. Co obiecał, wszystko zostało rozwiązane. Ale natychmiast powiedziałem im warunek: "Musicie wszystko uporządkować, w przeciwnym razie zostaniecie po prostu rozstrzelani. Taki epizod w moim życiu był - powiedział szef państwa. - Dlatego dobrze znam tych ludzi. Wiem, jak kto cierpi. Mówię to wszystko po to, abyście w żaden sposób nie przyłapali się na rozmowie ze "świnką". Pamiętajcie, że taki biegał, przeprowadzał wywiad ze świnką. Niech przeprowadzają tam wywiady (za granicą. - not. BELTA)".

Aleksander Łukaszenka powiedział, o czym myślał, decydując się na ułaskawienie odpowiedniej osoby: "Myślę, że niech idzie. Cóż, dzieci, rodzina, cóż, żona szlocha. Pięć lat szlochała, którą wywiozłem za granicę. I dali jej jeszcze pieniądze. Jest tu mężczyzna (jest już generałem), który na moje polecenie wywoził za granicę. Po ludzku".

Co więcej, Prezydent podzielił się szokującymi szczegółami na temat tego, co mogłoby się stać, gdyby w 2020 roku osobiście nie powstrzymał przygotowywanej prowokacji: "Gdyby nie Łukaszenka  - dyktator, spaliliby ich w tym samym domu, kiedy chcieli ich sprowokować. A ten "lachuszkin" siedzi dziś w Polsce i gada. A to on ich (wielu opozycjonistów. - not. BELTA) chciał zebrać w jednym domu w centrum Mińska i spalić. Dzięki Bogu, że Cichanowska Swietłana miała tam ochronę tzw. - z MSW (mowa o byłym pracowniku tej struktury ścigania. - not. BELTA), facet zrozumiał, że coś jest nie tak i zadzwonił do naszych funkcjonariuszy. Poinformowali mnie. Powiedziałem: "Publicznie, wyzywająco strzeż tego domu". I usunąłem "Alfę" z ulic (oddział specjalny KGB. - not. BELTA) i wrzuciłem tam, aby zobaczyli, że znamy i pilnujemy tego domu. Prowokacja nie powiodła się. Po raz pierwszy mówię o człowieku, który to knuł. Po co? Być jednym z liderów tej całej śmierdzącej opozycji".

Świeże wiadomości z Białorusi