Projekty
Government Bodies
Flag Poniedziałek, 20 Kwietnia 2026
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Prezydent
29 Sierpnia 2025, 18:58

Klucz do pokoju, rodzina SOW i doświadczenie Państwa Środka. Wielki wywiad Łukaszenki dla China Media Group 

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka udzielił dużego wywiadu dla China Media Group. W pewnym sensie rozmowa ta zbiegła się z kolejną wizytą białoruskiego przywódcy w Chinach. W dniach 31 sierpnia-1 września głowa państwa weźmie udział w szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w mieście Tianjin, a 3 września - w uroczystych wydarzeniach poświęconych 80. rocznicy Zwycięstwa nad japońskim militaryzmem i zakończeniu II wojny światowej. Prowadzącą wywiad była prezenterka i korespondentka Zuo Yun, która rozmawiała z Aleksandrem Łukaszenką na różne tematy - nie tylko o szczycie SOW i defiladzie wojskowej. O czym Prezydent Białorusi rozmawiał z dziennikarką korporacji medialnej - przeczytaj w dużym materiale BELTA.

"Przyszłość należy do Chin". Słowa o Państwie Środka, które stały się prorocze

Korespondentka chińskiej korporacji medialnej na początku rozmowy zauważyła, że Aleksander Łukaszenka podczas swojej prezydentury był w Chinach 15 razy. W związku z tym Zuo Yun zapytała, z czym wiąże się tak intensywny harmonogram wizyt do Państwa Środka.
Szef państwa zwrócił uwagę, że po raz pierwszy odwiedził Chiny, będąc jeszcze deputowanym. Po powrocie zaproponował parlamentowi, aby przyjrzał się uważnie ścieżce rozwoju, którą obrała ChRL. "Przepraszam za brak skromności, ale wtedy wypowiedziałem prorocze słowa, że przyszłość należy do Chin. Chiny są nam bliskie pod względem rozwoju" – podkreślił Aleksander Łukaszenka.

Białoruski przywódca zaznaczył, że wówczas nie posłuchano go. Prozachodnia nacjonalistyczna opozycja w parlamencie, która choć stanowiła mniejszość, "była najbardziej hałaśliwa". Jej przedstawiciele twierdzili, że droga Chin jest dla Białorusi nie do przyjęcia. Jednak Aleksander Łukaszenka, zostając Prezydentem, zaczął przywiązywać dużą wagę do rozwoju współpracy z ChRL.

"Chiny były bardzo zaprzyjaźnione z Związkiem Radzieckim. Wiele z tego, co mieliśmy wtedy, powtarzaliście, ale my z powodzeniem zniszczyliśmy i zrujnowaliśmy wszystko, co wam proponowaliśmy. A wy z powodzeniem dostosowaliście to do Chin, wnieśliście wiele od siebie i stworzyliście potężne Chiny, które obserwujemy dzisiaj" - powiedział szef państwa.

Prezydent oświadczył, że zaproponował narodowi białoruskiemu model rozwoju Chin i przekonał się, że miał rację, postępując w ten sposób. "Często bywam w Chinach, aby nie stracić wątku rozwoju, którym musimy podążać" – dodał.
Aleksander Łukaszenka podkreślił, że Chiny i Białoruś stale rozszerzają współpracę, dodając nowe kierunki. "Dlatego każda moja wizyta w Chińskiej Republice Ludowej wiąże się z tymi kierunkami rozwoju. Jestem bardzo wdzięczny, że nie postępujecie po chińsku, bardzo otwarcie przystępując do współpracy z nami" – podsumował białoruski przywódca.

"Nie tylko iść, ale biec". O współpracy w lawinowym środowisku międzynarodowym

Prezydent podziękował Chinom za otwartość we współpracy z Białorusią. Jednocześnie zauważył, że ChRL jest bardzo spokojnym krajem, który nigdzie się nie spieszy, prawdziwą cywilizacją.

"Bierzemy to pod uwagę. My, jako Europejczycy, wszystkiego chcemy szybciej, szybciej i szybciej. I ostatnio zauważyłem, że Chiny zaczynają przyspieszać, bo czują, jak lawinowo rozwijają się stosunki międzynarodowe - podkreślił Aleksander Łukaszenka. - Dlatego musimy się spieszyć. Nie tylko iść, ale biec. Również staram się biec".
Szef państwa dodał, że każde spotkanie z przywódcą Chin jest swego rodzaju sygnałem nie tylko dla społeczeństwa białoruskiego i chińskiego, ale także dla stosunków międzynarodowych.

"We wszystkich kwestiach uczymy się od was". Dlaczego Łukaszenka radzi przyjrzeć się Chinom

Dziennikarka zauważyła, że w 2022 roku poziom stosunków dwustronnych między Białorusią a Chinami został podniesiony do wszechstronnego i kompleksowego partnerstwa strategicznego. Przypomniała również wypowiedź Aleksandra Łukaszenki, że z silnymi Chinami będzie silna Białoruś, i zapytała, dlaczego białoruski przywódca tak scharakteryzował stosunki między oboma krajami.

"We wszystkich kwestiach, we wszystkich obszarach, uczymy się od was. To nie jest tylko hołd dla was i tych, którzy będą mnie słuchać. We wszystkich kwestiach uczymy się od was - odpowiedział Prezydent. - Dobrze znam waszą cywilizację. Wiem, że to starożytna cywilizacja. We wszystkich kierunkach, w których rozwija się planeta, świat... Jeśli spojrzeć na to poważnie, to ma swoje korzenie tam, w Chinach. Dlatego jestem przekonany, że nie powinniśmy tylko patrzeć na Chiny, ale wziąć pewne rzeczy i przenieść je do naszej rzeczywistości".

Głowa państwa podał konkretny przykład tego, jak Białoruś przyjmuje niektóre chińskie praktyki. Dotyczy to na przykład historii. Według Aleksandra Łukaszenki, jego najmłodszy syn Nikołaj, który studiuje w Chinach, odwiedził muzeum historii i przywiózł kilka zdjęć. Nikołaj Łukashenka był pod wrażeniem aranżacji muzeum. "I powiedział mi: "Powinniśmy zbudować coś podobnego. Zaczęliśmy budować muzeum historii (chodzi o nowy budynek Narodowego Muzeum Historii - not. BELTA). W tym roku zbudujemy budynek, a w przyszłości stworzymy muzeum historii na wzór tego, jak to jest robione w Chinach".
Prezydent podkreślił, że Białoruś przyjmuje doświadczenie Chin również w innych dziedzinach, takich jak technologie informatyczne i sztuczna inteligencja. "Trochę, czasam w niektórych kwestiach, a czasem nawet w skali globalnej, przyjmujemy wasze doświadczenie. Jako prawdziwi przyjaciele dzielicie się swoimi doświadczeniami. Chociaż w niektórych kwestiach chciałbym, aby zaangażowanie Chin było większe" - dodał.

"Wystarczy jeden telefon". Jak Mińsk i Pekin koordynują sprawy i podejmują wspólne decyzje

Wracając do umowy między Białorusią a Chinami o wszechstronnym partnerstwie strategicznym, Aleksander Łukaszenka nazwał ją bardzo poważną: "Widzimy to, ponieważ jest to w naszej współpracy, przede wszystkim w gospodarce. Jeśli chodzi o politykę, to, daj Boże, nasza gospodarka, nasze stosunki gospodarcze i finansowe powinny osiągnąć poziom stosunków politycznych".

Jednocześnie, zauważył szef państwa, Białoruś i Chiny nie mają żadnych problemów i nieporozumień. "Jeśli musimy uzgodnić jakąś kwestię, podjąć wspólną decyzję, wesprzeć się nawzajem, wystarczy zadzwonić z Pekinu do Mińska lub odwrotnie. I wszystko uzgodnimy w ciągu kilku minut" - zapewnił.

Aleksander Łukaszenka nazwał Chiny i Rosję najbardziej zaawansowanymi państwami w stosunkach z Białorusią i zwrócił uwagę na wsparcie Pekinu, w tym wsparcie humanitarne. Jako przykład Prezydent podał Narodowy Stadion Piłkarski i basen o międzynarodowym standardzie w Mińsku, które określił jako dary dla narodu białoruskiego. "To również mówi o wielu rzeczach. Dlatego bardzo to doceniamy, i naród białoruski bardzo to docenia" - podsumował białoruski przywódca.

O Chinach pod przywództwem Xi Jinpinga jako jednym z filarów planety

Dziennikarka zapytała Prezydenta, jakim przywódcą według niego jest chiński Przewodniczący Xi Jinping. Szef państwa nazwał chińskiego przywódcę silnym liderem, który jest bardzo szanowany na świecie. W związku z tym państwo chińskie jest również szanowane. Według Aleksandra Łukaszenki, Chiny są jednym z filarów naszej planety, obok, na przykład, Stanów Zjednoczonych Ameryki.

"Dzięki niemu (Xi Jinpingowi - not. BELTA) Chiny dokonały ostatnio takiego skoku w swoim rozwoju. Podoba mi się to, że nie wtrąca się w jakieś drobne sprzeczki - powiedział Aleksander Łukaszenka. - Pracuje w poważny sposób, nad dużymi globalnymi kwestiami. Podoba mi się to, można się czegoś nauczyć. Dlatego macie dobrego przywódcę".
Prezydent Białorusi nazwał swoje stosunki z Przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej definiującymi. Wynika to z roli, jaką odgrywają przywódcy Białorusi i Chin. "Co tu ukrywać, są to ludzie, którzy zgodnie z Konstytucją mają bardzo dużą władzę. Wy i my mamy całą władzę skupioną w rękach najwyższych urzędników - zauważył Aleksander Łukaszenka. - Dlatego stosunki między nami (przywódcami Białorusi i Chin - not. BELTA) i podejmowane przez nas decyzje będą w dużej mierze decydować o rozwoju kraju. Cieszę się, że mogę pracować z taką osobą, która rozumie naszą kulturę. Jednocześnie rozumiem i nasi ludzie już w większym stopniu rozumieją kulturę Chińskiej Republiki Ludowej".

Imperium tak potężne jak USA nie może obejść się bez Chin. Łukaszenka wyjaśnił na konkretnym przykładzie, dlaczego

Szef państwa powiedział, że Amerykanie niedawno poruszyli kwestię współpracy między Białorusią a Chinami w negocjacjach ze stroną białoruską. W tym przypadku Prezydent odpowiadział, że Pekin nigdy nie zamykał drzwi przed Mińskiem, czego nie można powiedzieć o Waszyngtonie.   

"Dlatego współpracowaliśmy z Chinami i nadal będziemy to robić. Nigdy nie zdradzimy naszych stosunków i naszej przyjaźni z chińskim narodem i chińskim państwem, z moim przyjacielem Xi Jinpingiem - zapewnił Aleksander Łukaszenka. - W tym okresie sankcji, kiedy kolektywny Zachód nałożył na nas ludożercze sankcje, byłoby nam bardzo trudno, gdybyśmy nie mieli Rosji i Chin".  

Według białoruskiego przywódcy, podczas rozmów próbował przekonać Amerykanów, że Chiny "nie mogą zostać rzucone na kolana ani ugięte". Na potwierdzenie swoich słów przypomniał niedawną próbę podniesienia ceł na chińskie towary przez Prezydenta USA Donalda Trumpa. Przez jakiś czas szef Białego Domu musiał się wycofać.  

"Dlaczego? Ponieważ imperium tak potężne jak Stany Zjednoczone Ameryki nie może obejść się bez Chin. Z Chinami, jak mówię Amerykanom, trzeba negocjować. Chiny przekształciły się w imperium, bez którego niemożliwe jest rozwiązanie jakiejkolwiek globalnej kwestii we współczesnym świecie" - powiedział Aleksander Łukaszenka. 

Prezydent dodał, że przez ostatnie 30 lat uważnie obserwował rozwój Chin. Dlatego jest przekonany, że Chiny "nie dadzą się mocno przycisnąć".
 
 "Jeśli będziecie silni, to i my będziemy silni, ponieważ mamy bliskie stosunki" - podsumował Aleksander Łukaszenka.

Duża i solidna rodzina SOW. Co oznacza dla Białorusi członkostwo w tej organizacji

Dziennikarka zapytała Prezydenta, jak ocenia członkostwo Białorusi w Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Rozmowa zeszła również na temat szczytu SOW, który odbędzie się w chińskim Tianjin. Aleksander Łukaszenka zwrócił uwagę, że w spotkaniu ma wziąć udział ponad 20 szefów państw.  

„To dla nas bardzo ważne – jak pani powiedziała – być częścią tej rodziny – powiedział głowa państwa. - To inspiruje każdy naród, w tym białoruski, że ich Prezydent należy do tej solidnej rodziny”.  

Według Aleksandra Łukaszenki członkami SOW są państwa, które obecnie w dużej mierze determinują rozwój planety. Rodzajem jądra są takie potężne kraje, jak Rosja, Chiny i Indie, wokół których zgromadziły się inne rozwinięte i zaawansowane kraje. Państwa członkowskie SOW dysponują wystarczającymi technologiami i siłą roboczą – dodał Prezydent.  

„Mamy silną walutę, juana, na którą obecnie orientuje się wiele krajów, w tym my. Mamy już więcej rozliczeń w juaniach niż w dolarach. Jest to związane z sankcjami, które bezmyślnie wprowadziły Stany Zjednoczone Ameryki. Rupia, rosyjski rubel, w tym również – to silne waluty. Dlatego też pod względem finansowym mamy pewną siłę. Pod względem gospodarczym i politycznym – bez krajów SOW nie można rozwiązać żadnej z kwestii” – jest przekonany głowa państwa.

„Być może już dawno należało stworzyć własną walutę”. O ekonomicznym komponencie SOW

Dziennikarka zapytała również Prezydenta, jak ocenia członkostwo Białorusi w Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Głowa państwa odpowiedział, że ocenia je „bardzo dobrze”. 
„Moim zdaniem 75% naszego obrotu towarowego stanowi Szanghajska Organizacja Współpracy. Moim zdaniem 85% naszego eksportu trafia do krajów Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Prawie wszystko. Co w tym złego? To świetnie” – jest przekonany białoruski przywódca. 

Aleksander Łukaszenka nazwał kraje członkowskie SOW jedną rodziną, w której omawia się problemy i perspektywy. Jednocześnie liczba ludności Białorusi jest nieporównywalna z liczbą ludności takich państw członkowskich SOW, jak Chiny czy Indie.  

„To bardzo zaszczytne (być członkiem SOW. – not. BELTA), ale także bardzo korzystne dla naszej gospodarki i przemysłu. Szczególnie dla przemysłu. W Chinach otrzymujemy wszystko, co wcześniej kupowaliśmy na Zachodzie: silniki, hydraulikę i części do naszych samochodów” – podał Prezydent jako jeden z kierunków współpracy. 

„Na jednym z posiedzeń skrytykowałem naszych kolegów, że działamy zbyt wolno. Być może już dawno należało stworzyć własną walutę do rozliczeń międzynarodowych. Może będzie to juan, a może jakaś inna wspólna waluta. Ale dopóki nie dostaniemy porządnego kopa, nie możemy się ruszyć. W tym duchu zabrałem głos” – powiedział Aleksander Łukaszenka.

Według Prezydenta, chociaż takie oświadczenie mogło nie spotkać się z poparciem jego międzynarodowych kolegów, zostało ono wysłuchane. Jednocześnie, jak zauważył głowa państwa, Organizacja Szanghajska rozwija się solidnie i spokojnie. „Być może powinniśmy nauczyć się rozwijać się po chińsku, spokojnie i pewnie. Dlatego będziemy podążać w tym kierunku” – powiedział.

O dużym kawałku życia, który zajął „Wielki Kamień”

„Wielki Kamień” to duża część mojego życia i pracy – zaznaczył Prezydent. Mówiąc o historii powstania parku, przypomniał, że na początku były różne opcje, w tym zorganizowanie magazynów i sprowadzanie tam chińskich produktów, a następnie wysyłanie ich do Europy i odwrotnie. Jednak Aleksander Łukaszenka miał własną wizję tego, jak powinien wyglądać wspólny projekt.

„I pomimo tego, że rozumiałem, że Chińczykom nie można przedstawiać tak twardych propozycji i uwag, zaryzykowałem powiedzieć Xi Jinpingowi: Xi, potrzebujemy nie tylko magazynów. Nie mam nic przeciwko temu, aby były tu towary i przeładowywano je z transportu kolejowego na transport samochodowy i odwrotnie, i aby (towary – not. BELTA) trafiały stamtąd do La Manche, do Europy. Nie mam nic przeciwko, ale muszą tam działać przedsiębiorstwa z branży zaawansowanych technologii” – podkreślił Prezydent.

Według niego, przewodniczący ChRL poparł takie podejście i obecnie w „Wielkim Kamieniu” znajdują się przedsiębiorstwa z zaawansowanymi technologiami, z inwestycjami już około j 2 mld dolarów. Dodatkowym bodźcem do rozwoju parku były sankcje nałożone na Białoruś. Wówczas chińskie firmy zaczęły tam produkować na przykład części dla białoruskiego przemysłu motoryzacyjnego (silniki, skrzynie biegów, przekładnie).
Kolejną cechą charakterystyczną parku jest to, że są w nim reprezentowane nie tylko firmy białoruskie lub chińskie. Była to również jedna z propozycji, na których nalegał Prezydent Białorusi. „Musiałem przekonać Chińczyków, że „Wielki Kamień” to nie tylko chińskie technologie, ale wszyscy chętni. Dzisiaj 15 krajów inwestuje i utworzyło tam przedsiębiorstwa. Chińczycy zgodzili się: tak, jesteśmy otwarci. Niemcy chcą – proszę bardzo, Amerykanie chcą – proszę bardzo, Rosjanie, Białorusini – zapraszamy. Ale jest jeden warunek: przychodzicie tam – wysokie technologie. W przeciwnym razie ten preferencyjny system, który tam stworzono, mógłby przyciągnąć wszystkie nasze przedsiębiorstwa (białoruskie, rosyjskie...) i zabrakłoby miejsca. Ale jest jeden sposób - wysokie technologie. Inwestujcie, twórzcie, rozwijajcie się – oto preferencyjny system” – wyjaśnił głowa państwa.

Aleksander Łukaszenka podkreślił dużą rolę strony chińskiej w tworzeniu parku i jego funkcjonowaniu. „Chińczycy zrobili bardzo wiele. W ramach pomocy technicznej sfinansowali i finansują budowę niektórych obiektów, a zwłaszcza mieszkań dla osób, które tam pracują (Smolewicze się rozwijają i tak dalej)” – powiedział.

„Wraz z Xi Jinpingiem stworzyliśmy dobre miejsce dla waszego ruchu w ramach „Jeden pas, jedna droga” do Europy i z powrotem oraz współpracy z Białorusią, Rosją – podsumował Prezydent. – To dobra droga dla rozwoju Chin i bardzo nam się przydaje”.

O chęci zobaczenia najnowocześniejszej broni Chin

Podczas rozmowy pojawił się temat zbliżającej się wizyty głowy państwa w Chinach i jego udziału w uroczystościach z okazji 80. rocznicy Zwycięstwa nad japońskim militaryzmem i zakończenia II wojny światowej, które odbędą się 3 września w Pekinie. Aleksander Łukaszenka był już obecny na podobnych uroczystościach z okazji 70. rocznicy tych pamiętnych wydarzeń i zapytano go, czy tym razem ma jakieś szczególne oczekiwania. 

„Chcę po 10 latach zobaczyć, co osiągnęliście w zakresie wojskowości, zdolności obronnych Chin i porównać to z tym, co było 10 lat temu – powiedział białoruski przywódca. - Wtedy było to bardzo silne, bardzo potężne. Pokazaliście najnowocześniejszą broń. Myślę, że Xi Jinping spełni nasze oczekiwania i nie zawiedzie nas. Pokaże wszystko, co najnowocześniejsze, co macie dziś w Chińskiej Republice Ludowej”. 

O wartości życia i pamięci o przeszłości 

W dalszej części rozmowy podkreślono historyczną wspólnotę narodów białoruskiego i chińskiego, które ucierpiały podczas II wojny światowej. „My i wy straciliśmy wiele osób. Jak to się u nas mówi, na ołtarz Zwycięstwa złożyliśmy 30 milionów ludzi, tyle samo Chińczyków zginęło w tym strasznym czasie. Był to czas nie mniej straszny niż dla nas. Japońscy militaryści zabijali wszystkich, kogo tylko mogli. Po prostu wyniszczali ludność” – powiedział Prezydent. 
Głowa państwa podkreślił, że należy podejmować wysiłki na rzecz zachowania pamięci historycznej, kształtowania wśród nowych pokoleń właściwego rozumienia historii II wojny światowej, aby nic podobnego do tej wojny nigdy więcej się nie powtórzyło. Przyznał jednak, że dla Białorusi temat ten jest bardziej aktualny niż dla Chin. 

„Pomimo dużej liczby ludności w waszym kraju (w Chinach – not. BELTA), wiem, jak cenicie życie ludzkie – podkreślił Aleksander Łukaszenka. – Chiny są krajem i narodem, który nie zapomina o swojej przeszłości. Nigdy nie wymazują tego, co wydarzyło się w historii, nie próbują tego zniszczyć ani usunąć z historii. Dlatego prawdopodobnie zachowanie pamięci historycznej nie jest dla was tak ważne, jak dla nas" – powiedział Prezydent. 

„Mamy tu wpływ różnych sił i inne czynniki, odradzający się militaryzm, europejski rewanżizm: zemsta za porażkę w tamtej wojnie. To wszystko ma wpływ nie tylko na kulturę, ale także na świadomość naszych ludzi – kontynuował. – I tutaj, szczerze mówiąc, musimy się od was uczyć, jak zachować tę pamięć i jak ją chronić, tak jak robią to Chińczycy. W Białorusi nauczyliśmy się tego. Nie mamy ani jednego opuszczonego pomnika, a jest ich tysiące. Pamiętamy wszystko, co się tutaj wydarzyło. A jeśli pamiętamy, to nie powtórzy się to. To na pewno się nie powtórzy. Jeśli zapomnimy, to powróci to do nas”.   

Dlatego narody Białorusi i Chin święcie pielęgnują pamięć o Zwycięstwie. „To było naprawdę największe Zwycięstwo dla rozwoju całej planety. Gdybyśmy przegrali, zarówno wy, jak i my, rozwój potoczyłby się zupełnie inaczej” – zauważył Aleksander Łukaszenka.  

O kluczu do długotrwałego pokoju w Europie 

Jednym z tematów wywiadu była sytuacja na Ukrainie i możliwość rozwiązania konfliktu. Zaznaczono, że kryzys ukraiński skłonił również do refleksji nad tym, jak stworzyć bardziej zrównoważoną, skuteczną i trwałą architekturę bezpieczeństwa europejskiego. Prezydent został zapytany, co jego zdaniem jest kluczem do długotrwałego pokoju i stabilności w Europie. 

„Bezpieczeństwo musi być niepodzielne, musi być wspólne dla nas, Europejczyków. W tym systemie bezpieczeństwa swoją rolę muszą odgrywać wszyscy – od Białorusi i Rosji po Anglię, Niemcy i tak dalej. Być może z udziałem wiodącego kraju – Stanów Zjednoczonych Ameryki” – powiedział Aleksander Łukaszenka.  
W tym kontekście przypomniał o istnieniu OBWE – Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, do której oprócz państw europejskich należą również Stany Zjednoczone i Kanada. „Najbardziej paląca kwestia (obecnie dla bezpieczeństwa europejskiego – not. BELTA), a tej organizacji nie słychać i nie widać. A należałoby zebrać się i poważnie omówić z głowami państw to, co się tutaj dzieje” – słusznie zauważył Prezydent.

„Dlatego potrzebna jest nie tylko organizacja dyplomatyczna, ale także organizacja wojskowo-polityczna – jest przekonany głowa państwa. - A co najważniejsze, potrzebne są gwarancje bezpieczeństwa. Trzeba się dogadywać: oto gwarancje bezpieczeństwa, a jeśli zostaną naruszone, odpowiedź będzie taka a taka”.  

Jednak, jak zauważył Prezydent, w historii były gorzkie doświadczenia, kiedy takie gwarancje istniały na papierze, ale w rzeczywistości nie zadziałały. „Kiedy w Budapeszcie podpisywaliśmy umowę o wycofaniu broni jądrowej z terytorium Ukrainy, Białorusi i Kazachstanu i skoncentrowaliśmy naszą broń w jednym kraju (obecnie Federacji Rosyjskiej), wówczas silne kraje dały nam gwarancje: Ameryka, Wielka Brytania, Rosja i tak dalej. No i co z tego? Wszystko to zostało zapomniane. Dlatego trzeba się teraz dogadać. A wszystko, co będzie potem, będzie zależało od nas, od naszej polityki, od wszystkich na kontynencie europejskim, i nie tylko europejskim” – powiedział białoruski przywódca. 

O spotkaniu na Alasce, rolach Trumpa, Putina i europejskich jastrzębi 

Dziennikarka, mówiąc o kryzysie na Ukrainie podczas wywiadu, zwróciła uwagę, że 15 sierpnia prezydenci Donald Trump i Władimir Putin spotkali się na Alasce, a Aleksander Łukaszenka 15 i 17 sierpnia rozmawiał telefonicznie z jednym i drugim. Szef białoruskiego państwa został zapytany, czy po tym wydarzeniu zmieniła się jego ocena sytuacji na Ukrainie. 

„Jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek wcześniej zakończenia tego konfliktu i osiągnięcia porozumienia pokojowego między Rosją a Ukrainą” – oświadczył białoruski przywódca. 

Podkreślił, że absolutnie nie zgadza się z wnioskami i konkluzjami, które padły z ust niektórych dziennikarzy i różnego rodzaju „specjalistów” po zakończeniu rozmów na Alasce. Rzekomo Putin zyskał tam więcej, a Trump mniej. Lub, jak niektórzy mówią brutalnie, że Putin rzucił Trumpa twarzą o stół i Trump przegrał... „Jeśli nie rozumiesz podstaw dyplomacji, nie powinieneś wydawać ocen. To różni ludzie, różne stanowiska” – powiedział Aleksander Łukaszenka.

Wyjaśnił, że Władimir Putin reprezentował jedną ze stron konfliktu, a Donald Trump w tej sytuacji występował jako pośrednik między stronami konfliktu, aby poznać stanowisko Rosji. „Ameryka, nawet jeśli dostarcza tam broń, nie prowadzi wojny przeciwko Rosji. Ameryka nie jest stroną w tej wojnie. Donald Trump i Ameryka są pośrednikami. Aby głębiej zrozumieć sytuację w tym konflikcie, aby poważniej ocenić sytuację ze strony Rosji i zrozumieć Rosję w tej wojnie, Trump jako pośrednik (trzeba mu za to podziękować) zaprosił Putina na Alaskę” – podkreślił głowa państwa. 

„On jest pośrednikiem. Wyjaśnił stanowisko Rosji w tym konflikcie. Zrozumiał, czego chce Rosja. Ale nawet tego nie powiedział, ponieważ nie jest stroną tego konfliktu. To, co zostało omówione, to konkrety, o których będą rozmawiać Prezydenci Putin i Zełenski, strony konfliktu” – zwrócił uwagę białoruski przywódca.

Jego zdaniem Donald Trump zasługuje na wdzięczność za to, że w ogóle podjął się roli mediatora i dąży do zakończenia konfliktu. Chociaż być może sam nie jest już zadowolony, że się w to zaangażował, sądząc, że ustanowienie pokoju jest znacznie łatwiejsze. „Ostrzegałem Amerykanów słowo w słowo, kiedy byli u mnie na długo przed tymi rozmowami: przekażcie Trumpowi, że nie może się teraz wycofać. Podjął się tego problemu i musi go rozwiązać, i może go rozwiązać, i stara się” – zauważył Prezydent.

Po rozmowach z Władimirem Putinem Donald Trump spotkał się w Waszyngtonie z przywódcami krajów UE i Władimirem Zełenskim, przedstawiając im istotę sytuacji. „I Europejczycy chcą się włączyć do tych rozmów: „Bez nas nic nie może się wydarzyć” – zauważył Aleksander Łukaszenka. 

W związku z tym Prezydent przypomniał, jak w lutym 2015 roku z inicjatywy dużych krajów europejskich do Mińska przybyli przywódcy Niemiec i Francji, odbyły się rozmowy „czwórki normandzkiej” w sprawie rozwiązania kryzysu na Ukrainie. „Kto przeszkodził w ustanowieniu trwałego pokoju? – zapytał retorycznie głowa państwa. - Potem przyznali się: przyjechali tu nie po to, aby ustanowić pokój, ale po to, aby dać Ukrainie możliwość przegrupowania sił. Dlaczego więc dziś obrażacie się, że Trump was nie zaprasza? Po co jesteście potrzebni? Już raz próbowaliście. Ameryka wtedy nie interweniowała, chociaż mówiłem: bez Ameryki nie będzie pokoju, trzeba zaangażować Amerykę. Nie zaangażowali. Sami postanowili ustanowić pokój. Nie udało się. Zrobili to świadomie. Oszukali Rosję. Dlatego Trump ma całkowitą rację, kiedy Ameryka podjęła się tego samodzielnie i próbuje przeforsować porozumienie pokojowe. Myślę, że jest to szczere”.

Chociaż Aleksander Łukaszenka nie wykluczył, że dla USA ogólnie korzystne jest, gdy Europejczycy występują publicznie w roli „jastrzębi”. Daje mu to możliwość pokazania Władimirowi Putinowi i innym, z jakimi trudnościami musi się zmagać: walczy nie tylko o pokój i zbliżenie stanowisk Ukrainy i Rosji, ale także pokonuje opór Europejczyków.

W najbliższym czasie wiele będzie zależało od dalszych kroków Ukrainy i jej zrozumienia rzeczywistej sytuacji. Oczywiście chciałoby się, aby pokój nastąpił jak najszybciej, ale w tym przypadku potrzeba czasu. Na początkowym etapie należy przynajmniej doprowadzić do zawieszenia broni na ziemi i w powietrzu – podsumował białoruski przywódca.

Obecnie, według niego, podejmowane są pewne kroki w celu osiągnięcia pokoju i oczywiście chciałoby się przyspieszyć ten proces. Jednak nie zawsze się to udaje. „Potrzeba czasu. Spokoju, aby zrozumieć sytuację i przynajmniej przestać strzelać do siebie nawzajem, przestać atakować z powietrza. Gdy wojsko zatrzyma się na froncie, przestanie strzelać do siebie nawzajem, ludzie nie będą ginąć, jak to ma miejsce obecnie, wtedy będzie można mówić o pokoju, o powojennym porządku, o metalach ziem rzadkich – o wszystkim, o czym tylko zechcemy, będzie na to czas. Ale oczywiście lepiej zawrzeć pokój, jeśli się uda” – podsumował Aleksander Łukaszenka.

O tym, jak Białorusini postąpili po chińsku 

Odpowiadając na pytanie o to, jak widzi przyszłość Białorusi, szef państwa zwrócił uwagę, że nasz kraj historycznie i geograficznie znajduje się pomiędzy Wschodem a Zachodem, dlatego zawsze jest popychany do wyboru jednej lub drugiej strony. Było to szczególnie odczuwalne w okresie po rozpadzie Związku Radzieckiego. 

„W tamtych czasach, po rozpadzie Związku Radzieckiego, często o tym mówię, Białoruś była najbardziej radziecką republiką. Była najbardziej lojalną republiką w składzie Związku Radzieckiego – zauważył Prezydent. – Nasz naród jest międzynarodowy, przyzwyczajony do życia w przyjaźni i zgodzie”.

Na początku lat 90. gospodarka Białorusi znalazła się w trudnej sytuacji z powodu zniszczenia powiązań kooperacyjnych. Wcześniej sprowadzano tu komponenty i surowce z Rosji, Kazachstanu, Ukrainy i krajów bałtyckich. Na Białorusi wytwarzano produkt końcowy przeznaczony do sprzedaży w Związku Radzieckim i poza jego granicami. „Nawiasem mówiąc, tym właśnie tłumaczy się wysoki poziom rozwoju intelektualnego i edukacyjnego naszego narodu. Ponieważ tworzyliśmy produkt końcowy: traktory, samochody, produkcję rolniczą, chemię, petrochemię i tak dalej. Wszystko było nastawione na tworzenie produktu końcowego” – wyjaśnił głowa państwa. Zwrócił uwagę, że towary produkowane na Białorusi były najwyższej jakości, ponieważ w przeciwnym razie po prostu nie kupowano by ich za granicą.

Przerwanie wszystkich nawiązanych łańcuchów dostaw było bardzo bolesne zarówno dla gospodarki, jak i dla całego kraju. W tym czasie pojawiła się pilna kwestia wyboru – w którą stronę podążać dalej, jaką drogą rozwijać kraj. „Nasi nacjonaliści krzyczeli (którzy, nawiasem mówiąc, doprowadzili Ukrainę do wojny): nie potrzebujemy Chin, nie potrzebujemy Rosji, potrzebujemy własnej drogi, a jeśli już, to z Polakami lub Amerykanami – przypomniał o tych wydarzeniach Prezydent. – Gdybyśmy wtedy nie postąpili po chińsku, tylko rzucili się na Zachód, nie mielibyśmy dziś kraju, po prostu by się rozpadł. Nie mielibyśmy gospodarki. I mielibyśmy, jak w niektórych republikach postsowieckich, ciągłe kolorowe rewolucje. Byłby to prezent dla Zachodu”.

Aleksander Łukaszenka podkreślił, że w Białorusi w sytuacji trudnego wyboru postąpiono, mówiąc obrazowo, po chińsku, to znaczy spokojnie, rozważnie, bez gwałtownych rewolucyjnych decyzji. „Uspokoiwszy się, zrozumieliśmy: nie należy porzucać tego, co mamy. Trzeba to rozwijać, doskonalić, modernizować. Nie należy też tracić naszych przyjaciół, którzy dostarczali nam surowce i zasoby, ani naszych rynków, na których sprzedawaliśmy te produkty” – powiedział Prezydent. Jego zdaniem właśnie w ten sposób Białoruś powinna się rozwijać w przyszłości: cicho, spokojnie, bez żadnych skoków, ewolucyjnie.

O osobliwym komplementem Trumpa pod adresem Łukaszenki 

Według głowy państwa, trudną sytuację, w której z powodów geograficznych i historycznych znajduje się Białoruś, zauważył nawet Prezydent USA Donald Trump podczas niedawnej rozmowy telefonicznej.

"Na świecie nie ma takiego kraju jak my, który byłby w tak trudnej sytuacji. Kiedy rozmawialiśmy z Donaldem (przez telefon 15 sierpnia - not. BELTA), 35 minut rozmawialiśmy gdzieś o pewnych problemach... Prawdopodobnie nie był nastawiony na taką rozmowę. Ale rozmawialiśmy i powiedział mi taką rzecz: życzę ci, mówi, sukcesów, twój kraj jest w tak trudnym miejscu i w tak trudnym okresie, że tylko silny przywódca może sobie z tym poradzić" - opowiedział szczegóły rozmowy Aleksander Łukaszenka.

"Prawdopodobnie, kiedy badał sytuację, poznał Białoruś, zobaczył, że nie jest nam łatwo zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie. Zarówno na południu, jak i na północy nie brakuje nam tych bałtyckich sąsiadów, oszalałych. Zgodził się z tym i powiedział, że w bardzo trudnej sytuacji znajduje się Białoruś" - dodał szef państwa.
O przypadkowym prezydencie i szczególnym obowiązku wobec narodu 

"Często o tym mówię, chociaż moi koledzy i ci, którzy pracują w pobliżu, mówią mi: niech pan tego nie mówi. Jestem przypadkowym prezydentem. To naprawdę (tak jest - not. BELTA). Zaczynam sobie przypominać, co było, oceniać to wszystko i myśleć: ale jak ludzie zaryzykowali mnie, ogólnie niedoświadczonego człowieka, w tym czasie, wybrać na prezydenta? Z pewnością to doceniam i jest to dla mnie główna motywacja do pracy. Nie mogę zawieść tych, którzy są ze mną dzisiaj, i mój naród, nie mogę go zawieść" - powiedział Aleksander Łukaszenka.

Takie poczucie odpowiedzialności powinien mieć każdy prezydent. "Ale ja muszę to mieć szczególnie. Ponieważ ludzie zaryzykowali, wybrali mnie. Zawdzięczam temu narodowi, bardzo dużo zawdzięczam. Chyba jeszcze nie dałem wszystkiego, co mu zawdzięczam. Będę, póki żyję, to robić - podkreślił. - Poza tym musisz kochać swoich ludzi, swój naród. Nie można ich zawieść. Jeśli będziesz miał tę odpowiedzialność, odpowiedzialność przywódcy, wtedy i Pan Bóg ci pomoże".
 
Świeże wiadomości z Białorusi