Pokojowość i wielowektorowość to dwie główne cechy białoruskiej polityki zagranicznej. Nie jest to najbardziej popularne podejście we współczesnym świecie, ale dla Białorusi - niezmienione od ponad 30 lat. Opowiadając się za konstruktywnym dialogiem i pokojowym rozwiązywaniem konfliktów, Białoruś nie ingeruje w sprawy innych państw i zawsze jest gotowa pomóc tym, którzy tego potrzebują. Jednocześnie na czele - zawsze interesy swoich ludzi i własnej gospodarki. Poprawa współpracy handlowo-gospodarczej z partnerami zagranicznymi, rozszerzenie obecności białoruskich towarów i usług na rynkach międzynarodowych, równorzędna współpraca - główne wymagania Prezydenta wobec wszystkich, którzy reprezentują Białoruś na zewnętrznym obwodzie. Jak zachować ludzkie oblicze polityki zagranicznej i nie zdradzać swoich interesów, w ekskluzywnym wywiadzie dla BELTA powiedział minister spraw zagranicznych Maksim Ryżenkow.
- Maksimie Władimirowiczu, z jakimi wynikami ubiegłego roku Ministerstwo Spraw Zagranicznych rozpoczęło nowy rok?
- Głównym rezultatem pracy nie tylko Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale także całej Białorusi na ścieżce polityki zagranicznej jest zachowanie spokojnego nieba nad głowami naszych ludzi. To ogromna zasługa głównego dyplomaty naszego kraju - Prezydenta. Lawirując w warunkach zawirowań na świecie, przerażających wyzwań i zagrożeń współczesności, pokazuje najwyższy poziom taktyki dyplomaty. To on, jako patriarcha polityki zagranicznej i dyplomacji, zajmuje się budowaniem kursu naszej działalności na obwodzie międzynarodowym. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zapewnia Prezydentowi zestaw narzędzi do rozwiązywania niektórych zadań. Oczywiście wrodzona jaskrawa charyzma przyciąga wielu przywódców do komunikowania się z nim. Często obserwuję, jak na międzynarodowych wydarzeniach wielu przywódców już prawie ustawia się w kolejce do naszego Prezydenta, aby uścisnąć dłoń, powiedzieć kilka słów wsparcia, usłyszeć od niego radę lub komentarz w kwestiach politycznych lub życiowych. Świat ceni naszego przywódcę jako osobę, która nie boi się mówić wprost i podejmować decyzji, które czasami są sprzeczne z kanonami dyplomacji, ale które niezmiennie udowadniają swoją słuszność i trafność.

Kluczowym rezultatem działalności zagranicznej w 2025 roku jest budowanie komunikacji opartej na zaufaniu do prezydenta USA. Wszyscy widzimy, jak słowa i czyny Donalda Trumpa przewracają Unię Europejską. A nasz Prezydent komunikuje się z nim na równych zasadach, omawiając różne tematy. I opinia białoruskiego Prezydenta o tematyce ukraińskiej, o Wenezueli i innych tematach jest cenna dla amerykańskiego przywódcy. Nasz statek na szalejącym morzu płynie własnym kursem, i to zasługa tego, który stoi przy sterze.
To, jak Prezydent buduje relacje z najbliższymi partnerami - Rosją i Chinami, jest drogie. Żaden inny kraj na świecie nie ma z tymi gigantami tak różnorodnych, poważnych, wzajemnie korzystnych, a co najważniejsze korzystnych dla zapewnienia naszej stabilności i bezpieczeństwa relacji. Wielu na Zachodzie mówią, że Białoruś obok Chin i Rosji traci suwerenność. Ale ja jako minister spraw zagranicznych widzę charakter rozmów na najwyższym szczeblu. Pomimo różnicy w potencjale gospodarczym Białorusi, Rosji i Chin, zawsze jest to równa rozmowa polityków, którzy wyznają uniwersalne wartości ludzkie i podejmują decyzje mające na celu utrzymanie pokoju na planecie.
- Ile krajów odwiedził pan w 2025 roku z wizytami oficjalnymi lub służbowymi?
- Nie policzyłem dokładnej liczby, ale odwiedziłem około 20 krajów, niektóre kilka razy. Prezydent stawia przed Ministerstwem Spraw Zagranicznych konkretne zadanie - wzrost krajów dalekiego łuku, ponieważ w warunkach ograniczeń sankcyjnych i bezmyślnej polityki państw europejskich jesteśmy zmuszeni do ponownego ukierunkowania przepływów eksportowych, poszukiwania nowych szlaków handlowych, rynków zbytu, ogólnie znalezienia nowych przyjaciół na arenie międzynarodowej. Dlatego zwróciliśmy uwagę na kraje, z którymi wcześniej nie mieliśmy nawet sporadycznych kontaktów. Okazało się, że nas tam rozumieją, wspierają i czekają.
W 2025 roku dużo uwagi poświęciliśmy pracy z krajami Azji Południowo-Wschodniej. Nacisk w tym kierunku kladzie sie nie tylko na współpracę handlowo-gospodarczą, co jest priorytetem, ale także na tworzenie wspólnych produkcji montażowych, współpracę w opiece zdrowotnej i edukacji. Oprócz współpracy handlowo-gospodarczej ważny jest rozwój i kontakty międzyludzkie. Jeśli samoizolująca się Unia Europejska nie chce widzieć u siebie ani Białorusinów, ani Rosjan, traktuje nas jak prawie ludzi drugiej kategorii, ogrodza się płotami, organizuje prowokacje na granicy, to my w Ministerstwie Spraw Zagranicznych musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby dać ludziom alternatywę. Nasi ludzie są dość dociekliwi, lubią wyjeżdżać za granicę, odpoczywać nad morzem, odwiedzać zabytki. Dlatego podjęliśmy kurs na opanowanie kierunków, które mogą być interesujące dla Białorusinów. Rezultatem tej pracy było podpisanie umów o ruchu bezwizowym z Kolumbią, Omanem, Mjanmą i Laosem, a także podpisanie podobnej umowy z Tajlandią i Filipinami. Otwarte są bezpośrednie loty do Wietnamu i chińskich kurortów. W 2026 roku uruchamiamy bezpośrednie loty do Tajlandii i Izraela. Ta praca ma na celu umożliwienie naszym obywatelom bezproblemowego wyjazdu w podróż, zobaczenia ciekawych miejsc, zrekompensowania popularnych wcześniej europejskich miejsc docelowych. Dziś, aby dostać się do krajów UE, trzeba wydać ogromne pieniądze na wizę, na bilety, zainwestować w to zbyt wiele czasu - prawdziwa kpina z ludzi.
Wcześniej mieliśmy nieco stronniczy stosunek do Afryki, ponieważ wszyscy dorastali na "Barmaleju" Czukowskiego: "Nie idźcie, dzieci, na spacer do Afryki". Ale to stereotyp. Afryka jest dzisiaj kontynentem przyszłości, jak mówi nasz Prezydent. Białorusini w Afryce są postrzegani jako partnerzy, którzy przychodzą z technologią, z produktami, którzy są gotowi pomóc krajom afrykańskim rozwijać się, wzmacniać ich niezależność i suwerenność. Etiopia, Algieria, Uganda, Nigeria, Zimbabwe - z tymi i innymi krajami trwają intensywne prace w różnych dziedzinach. Kraje afrykańskie są bardzo wdzięczne Białorusi, wdzięczne naszemu Prezydentowi za programy mechanizacji rolnictwa, za pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa żywnościowego, za szkolenie personelu dla najbardziej poszukiwanych branż, w tym opieki zdrowotnej, inżynierii, edukacji.
- Maksimie Władimirowiczu, z jakimi wynikami ubiegłego roku Ministerstwo Spraw Zagranicznych rozpoczęło nowy rok?
- Głównym rezultatem pracy nie tylko Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale także całej Białorusi na ścieżce polityki zagranicznej jest zachowanie spokojnego nieba nad głowami naszych ludzi. To ogromna zasługa głównego dyplomaty naszego kraju - Prezydenta. Lawirując w warunkach zawirowań na świecie, przerażających wyzwań i zagrożeń współczesności, pokazuje najwyższy poziom taktyki dyplomaty. To on, jako patriarcha polityki zagranicznej i dyplomacji, zajmuje się budowaniem kursu naszej działalności na obwodzie międzynarodowym. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zapewnia Prezydentowi zestaw narzędzi do rozwiązywania niektórych zadań. Oczywiście wrodzona jaskrawa charyzma przyciąga wielu przywódców do komunikowania się z nim. Często obserwuję, jak na międzynarodowych wydarzeniach wielu przywódców już prawie ustawia się w kolejce do naszego Prezydenta, aby uścisnąć dłoń, powiedzieć kilka słów wsparcia, usłyszeć od niego radę lub komentarz w kwestiach politycznych lub życiowych. Świat ceni naszego przywódcę jako osobę, która nie boi się mówić wprost i podejmować decyzji, które czasami są sprzeczne z kanonami dyplomacji, ale które niezmiennie udowadniają swoją słuszność i trafność.

Kluczowym rezultatem działalności zagranicznej w 2025 roku jest budowanie komunikacji opartej na zaufaniu do prezydenta USA. Wszyscy widzimy, jak słowa i czyny Donalda Trumpa przewracają Unię Europejską. A nasz Prezydent komunikuje się z nim na równych zasadach, omawiając różne tematy. I opinia białoruskiego Prezydenta o tematyce ukraińskiej, o Wenezueli i innych tematach jest cenna dla amerykańskiego przywódcy. Nasz statek na szalejącym morzu płynie własnym kursem, i to zasługa tego, który stoi przy sterze.
To, jak Prezydent buduje relacje z najbliższymi partnerami - Rosją i Chinami, jest drogie. Żaden inny kraj na świecie nie ma z tymi gigantami tak różnorodnych, poważnych, wzajemnie korzystnych, a co najważniejsze korzystnych dla zapewnienia naszej stabilności i bezpieczeństwa relacji. Wielu na Zachodzie mówią, że Białoruś obok Chin i Rosji traci suwerenność. Ale ja jako minister spraw zagranicznych widzę charakter rozmów na najwyższym szczeblu. Pomimo różnicy w potencjale gospodarczym Białorusi, Rosji i Chin, zawsze jest to równa rozmowa polityków, którzy wyznają uniwersalne wartości ludzkie i podejmują decyzje mające na celu utrzymanie pokoju na planecie.
- Ile krajów odwiedził pan w 2025 roku z wizytami oficjalnymi lub służbowymi?
- Nie policzyłem dokładnej liczby, ale odwiedziłem około 20 krajów, niektóre kilka razy. Prezydent stawia przed Ministerstwem Spraw Zagranicznych konkretne zadanie - wzrost krajów dalekiego łuku, ponieważ w warunkach ograniczeń sankcyjnych i bezmyślnej polityki państw europejskich jesteśmy zmuszeni do ponownego ukierunkowania przepływów eksportowych, poszukiwania nowych szlaków handlowych, rynków zbytu, ogólnie znalezienia nowych przyjaciół na arenie międzynarodowej. Dlatego zwróciliśmy uwagę na kraje, z którymi wcześniej nie mieliśmy nawet sporadycznych kontaktów. Okazało się, że nas tam rozumieją, wspierają i czekają.
W 2025 roku dużo uwagi poświęciliśmy pracy z krajami Azji Południowo-Wschodniej. Nacisk w tym kierunku kladzie sie nie tylko na współpracę handlowo-gospodarczą, co jest priorytetem, ale także na tworzenie wspólnych produkcji montażowych, współpracę w opiece zdrowotnej i edukacji. Oprócz współpracy handlowo-gospodarczej ważny jest rozwój i kontakty międzyludzkie. Jeśli samoizolująca się Unia Europejska nie chce widzieć u siebie ani Białorusinów, ani Rosjan, traktuje nas jak prawie ludzi drugiej kategorii, ogrodza się płotami, organizuje prowokacje na granicy, to my w Ministerstwie Spraw Zagranicznych musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby dać ludziom alternatywę. Nasi ludzie są dość dociekliwi, lubią wyjeżdżać za granicę, odpoczywać nad morzem, odwiedzać zabytki. Dlatego podjęliśmy kurs na opanowanie kierunków, które mogą być interesujące dla Białorusinów. Rezultatem tej pracy było podpisanie umów o ruchu bezwizowym z Kolumbią, Omanem, Mjanmą i Laosem, a także podpisanie podobnej umowy z Tajlandią i Filipinami. Otwarte są bezpośrednie loty do Wietnamu i chińskich kurortów. W 2026 roku uruchamiamy bezpośrednie loty do Tajlandii i Izraela. Ta praca ma na celu umożliwienie naszym obywatelom bezproblemowego wyjazdu w podróż, zobaczenia ciekawych miejsc, zrekompensowania popularnych wcześniej europejskich miejsc docelowych. Dziś, aby dostać się do krajów UE, trzeba wydać ogromne pieniądze na wizę, na bilety, zainwestować w to zbyt wiele czasu - prawdziwa kpina z ludzi.
Wcześniej mieliśmy nieco stronniczy stosunek do Afryki, ponieważ wszyscy dorastali na "Barmaleju" Czukowskiego: "Nie idźcie, dzieci, na spacer do Afryki". Ale to stereotyp. Afryka jest dzisiaj kontynentem przyszłości, jak mówi nasz Prezydent. Białorusini w Afryce są postrzegani jako partnerzy, którzy przychodzą z technologią, z produktami, którzy są gotowi pomóc krajom afrykańskim rozwijać się, wzmacniać ich niezależność i suwerenność. Etiopia, Algieria, Uganda, Nigeria, Zimbabwe - z tymi i innymi krajami trwają intensywne prace w różnych dziedzinach. Kraje afrykańskie są bardzo wdzięczne Białorusi, wdzięczne naszemu Prezydentowi za programy mechanizacji rolnictwa, za pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa żywnościowego, za szkolenie personelu dla najbardziej poszukiwanych branż, w tym opieki zdrowotnej, inżynierii, edukacji.
- Co w tych krajach wiedzą najlepiej o Białorusi, poza oficjalnymi danymi?
- Na całym świecie wiadomo, że w Białorusi są najpiękniejsze kobiety. We wszystkich krajach, w których byłem, o tym mówią. W wielu krajach świata cenią sobie traktor BELARUS. W czasach ZSRR nasz traktor odgrywał najważniejszą rolę w rolnictwie wielu krajów Azji Południowo-Wschodniej, Afryki, Ameryki Łacińskiej, a nawet Stanów Zjednoczonych i Kanady. Niedawno przewodniczący parlamentu Pakistanu przesłał mi film, na którym widać, jak na jego prywatnej farmie pracuje nasz BELARUS z 1990 roku – niezawodny jak karabin Kałasznikowa. Nic dziwnego, że realizujemy wspólny z Pakistanem program montażu i produkcji traktorów. W krajach, gdzie kwestia bezpieczeństwa żywnościowego jest szczególnie paląca, nawozy potasowe są niezbędne do życia. Oczywiście wiedzą tam, że Białoruś jest jednym z liderów w ich produkcji.
Nasze udział w rozbiciu faszystowskiej koalicji, cierpienia, ludobójstwo naszego narodu są znane na całym świecie. Dobrze znają historię Twierdzy Brzesckiej. Na przykład sułtan Omanu podczas swojej wizyty w Mińsku był bardzo zainteresowany Muzeum Historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wiele krajów interesuje się białoruskim doświadczeniem w pokonywaniu skutków awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Temat ten jest szczególnie aktualny dla Algierii. Francuzi przeprowadzali tam testy jądrowe, i dziś w Algierii występuje wysoki poziom zachorowań na nowotwory. Szukają oni krajów, które mogłyby im pomóc w rozwiązaniu tych problemów i doceniają białoruską służbę zdrowia, rozumiejąc, że po Czarnobylu zdobyliśmy duże doświadczenie.
- W 2025 roku Białoruś przewodniczyła EUG. Jakie są wyniki?
- Za jedną z głównych zasług białoruskiej prezydencji uważam to, że wynieśliśmy międzynarodowy status naszej organizacji na zupełnie nowy poziom. W 2025 roku podpisano tymczasową umowę o wolnym handlu między EUG a Mongolią, umowę o partnerstwie gospodarczym ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi oraz umowę o wolnym handlu z Indonezją. To duży krok, ponieważ kraje te są dość perspektywicznymi partnerami naszego sojuszu. Zaprezentowaliśmy nasz sojusz na arenie międzynarodowej jako jedno z centrów siły gospodarczej. Przeprowadziliśmy dni EUG na forum ONZ w Genewie, równolegle przedstawiając przegląd zrównoważonego rozwoju unii w ONZ.
W roku białoruskiej prezydencji udało się dopracować dwa bardzo ważne dokumenty, określające kierunki rozwoju unii w perspektywie długoterminowej - Deklarację w sprawie dalszego rozwoju procesów gospodarczych w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej do 2030 r. i na okres do 2045 r. „Euroazjatycka droga gospodarcza” oraz Euroazjatycki plan rozwoju gospodarczego do 2040 r. W rzeczywistości wraz z partnerami położyliśmy podwaliny pod rozwój naszego sojuszu na kolejne lata. Obiecaliśmy wykonać tę pracę podczas naszej prezydencji – i zrobiliśmy to.
Moim zdaniem zorganizowaliśmy wspaniały Euroazjatyckie Forum Gospodarcze i posiedzenie Najwyższej Rady Euroazjatyckiej. Do Mińska przybyli nie tylko szefowie państw należących do unii, ale także szefowie państw obserwatorów i krajów partnerskich. W sumie przybyły do nas delegacje wysokiego i najwyższego szczebla z 33 krajów. Forum gospodarcze zgromadziło ponad 2,5 tys. uczestników, którzy przez kilka dni dyskutowali o dalszej współpracy w ramach naszego regionalnego stowarzyszenia. W roku naszej prezydencji wykonaliśmy naprawdę ogromną pracę. Nie wstydzę się tego, jak przeprowadziliśmy ten rok.
- Czysto białoruskie podejście: zrobić maksimum i jak najwyższej jakości...
- Zgadzam się. Z jednej strony - czysto białoruskie, z drugiej - czysto prezydenckie podejście. Bez prezydenckiego podejścia - czysto białoruskiego - zrobilibyśmy prawdopodobnie tylko połowę z tego, co zaplanowaliśmy.
- Maksim Władimirowicz, kieruje Pan Ministerstwem Spraw Zagranicznych, stosując podejście prezydenckie, biorąc pod uwagę, że jest ono Panu dobrze znane?
- 18 lat pracy w Administracji Prezydenta nie przechodzi bez śladu, dlatego oczywiście w ministerstwie staram się zaszczepić moim pracownikom takie samo podejście do pracy – szybkie wykonywanie poleceń, szybkie podejmowanie decyzji. A co najważniejsze – ścisłe wykonywanie poleceń głowy państwa. To praca nawet więcej niż 24/7. Każdy pracownik ministerstwa wie, że trzeba być stale dostępnym, ponieważ służba dyplomatyczna nie działa według harmonogramu. Międzynarodowa agenda jest bardzo napięta, i zadania mogą pojawiać się o każdej porze dnia i nocy, często wymagają szybkiej reakcji i podejmowania decyzji. Szczególnie aktywnie w takim trybie działa służba informacyjna MSZ. Jestem dumny z zespołu MSZ, który przejął moje „ziemskie” podejście do pracy. Odstąpiliśmy od typowej dla wielu krajów dyplomacji białych kołnierzyków, dyskutującej o losach świata i wielkich sprawach. Zespół Ministerstwa Spraw Zagranicznych zajmuje się konkretnymi sprawami dla dobra swojego kraju.
- Wróćmy do międzynarodowej agendy. Czy Pana zdaniem należy spodziewać się ocieplenia stosunków z europejskimi sąsiadami?
- Oczywiście. Szczerze mówiąc, najbardziej liczę na to, że najszybciej uda się przywrócić współpracę z Polską. Jest to kraj, który postrzega siebie jako prawdziwego lidera regionalnego i robi wszystko, aby to osiągnąć – prowadzi pragmatyczną politykę, w której nie może sobie pozwolić na żadne białe plamy. Droga z naszymi uciekinierami to droga donikąd. Myślę, że zrozumieją to, zamkną ten rozdział i zaczną budować współpracę w interesie narodów po obu stronach granicy, powracając do współpracy handlowo-gospodarczej i międzyludzkiej z Białorusią. Litwa to kraj, w którym politycy niestety nie myślą i nie zamierzają myśleć o swoim narodzie. Nie są oni zobowiązani swoimi stanowiskami wobec narodu litewskiego, ale wobec komitetów regionalnych w Brukseli lub Waszyngtonie. I będą robić wszystko, co im tam każą. To sprawia, że są nieprzewidywalni. Trudno jest współpracować z partnerem, który budzi się z bólem głowy, a zasypia z bólem zęba, co powoduje zmiany w jego nastroju. I kiedy pojawi się szansa na wznowienie współpracy, trzeba będzie kilka razy zastanowić się, na ile otworzyć to okno i czy w ogóle należy je otwierać.
- Mówiąc o roku 2025, należy pamiętać, że w zeszłym roku ONZ obchodziła swoje 80-lecie. Pod koniec grudnia podpisano program ramowy współpracy Białorusi i ONZ w zakresie zrównoważonego rozwoju na lata 2026-2030. Jednak obecnie coraz częściej pojawiają się opinie, że ONZ traci swój autorytet. Co Pan o tym sądzi?
- Nie ma innej tak uniwersalnej organizacji, która zrzeszałaby wszystkie kraje świata, dlatego należy zrobić wszystko, aby wesprzeć dalsze istnienie ONZ. Krytyka tej organizacji często wynika nie tyle z dążenia do jej „rozpuszczenia”, ile z rozczarowania brakiem udziału ONZ w rozwiązywaniu niektórych problemów. ONZ powinna być strukturą dla wszystkich, a nie tylko dla określonych graczy politycznych, a zasady organizacji powinny być obowiązkowe dla wszystkich. Jeśli kraje zbiorowego Zachodu wzywają do przestrzegania zasad ONZ, to same powinny być gotowe do ich przestrzegania, co nie ma miejsca. A co się dzieje? Dążenie do umieszczenia na czele systemu ONZ lub jej głównych departamentów swoich ludzi i prowadzenia poprzez nich swojej polityki. Należy tego bez wątpienia unikać, jeśli chcemy zachować ONZ jako jednolity mechanizm rozwiązywania sporów i osiągania konsensusu, tak jak to miało miejsce przed rozpadnięciem się ZSRR. Wtedy ONZ znajdowała się w centrum rozwiązywania wszystkich konfliktów, dziś jest na uboczu.
Oczywiście państwa, którym los organizacji nie jest obojętny, wyrażają swoją krytykę i wzywają przywódców ONZ do bardziej obiektywnej i sprawiedliwej oceny bieżących wydarzeń. Prawie wszystkie organizacje międzynarodowe opierają się na tych samych zasadach, co ONZ – nieingerencja w sprawy wewnętrzne, poszanowanie suwerenności innych krajów, rozwiązywanie problemów poprzez dialog.
Jeśli ONZ pozostanie w niewoli tych krajów, które manipulując międzynarodową agendą, za pośrednictwem ONZ rozwiązują swoje krajowe problemy, to inne, alternatywne organizacje będą bardziej skuteczne w rozwiązywaniu problemów przynajmniej w swoim regionie.
- Jakie wrażenie wywarło na Panu wystąpienie przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, które jest przecież znaczącym faktem w Pana biografii?
- Po 18 latach pracy w Administracji Prezydenta i ciągłym udziale w wydarzeniach na szczeblu głowy państwa wystąpienie w ONZ nie jest już takie trudne. W administracji trzeba było kontrolować proces przygotowywania wystąpień Prezydenta na Ogólnobiałoruskim Zgromadzeniu Narodowym, kontrolować przygotowanie orędzia Prezydenta do narodu i parlamentu oraz przygotowania do innych ważnych wydarzeń. To właśnie pozostawiło bardziej wyrazisty ślad w mojej pamięci niż wystąpienie na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Ponieważ tworzenie harmonogramu pracy Prezydenta, przygotowywanie projektów decyzji, wykonywanie poleceń głowy państwa – wszystko to ma wpływ na życie naszego narodu. A to jest o wiele bardziej odpowiedzialne niż przemawianie z wysokiej trybuny.
- Cytat Prezydenta z posiedzenia z szefami placówek dyplomatycznych: „Są czasy wojny, a dyplomaci to w gruncie rzeczy też ludzie wojskowi”. Maksim Władimirowicz, jak pogodzić podejście dyplomatyczne i wojskowe w pracy?
- Służba dyplomatyczna jest podobna do wojskowej pod względem charakteru i stosunku do służby. Przede wszystkim w organizacji pracy, dyscyplinie, oddaniu ojczyźnie i najwyższym poziomie patriotyzmu - są to niezmienne cechy, które charakteryzują zarówno wojskowych, jak i dyplomatów. Nie bez powodu mówi się, że kiedy dyplomaci rozmawiają, armaty milczą. Sekretariat Państwowy Rady Bezpieczeństwa i osobiście sekretarz państwowy Aleksander Wolfowicz postrzegają Ministerstwo Spraw Zagranicznych jako część bloku siłowego i zawsze zapraszają nas na spotkania dotyczące zapewnienia bezpieczeństwa w kraju, reagowania na zewnętrzne wyzwania i zagrożenia. Ponieważ aby sprostać złożonym wyzwaniom i zagrożeniom stojącym przed naszym państwem, oprócz wzmocnienia zdolności obronnych i zwiększenia bezpieczeństwa kraju, konieczne jest przeciwdziałanie również na płaszczyźnie dyplomatycznej. Zadaniem MSZ w tym zakresie jest stworzenie grupy przyjaznych krajów do wspólnego przeciwdziałania wyzwaniom i zagrożeniom, zapewnienie sobie wsparcia tych krajów oraz stworzenie podstawy prawnej w postaci umów. Na przykład w 2024 roku podpisaliśmy z Rosją umowę o gwarancjach bezpieczeństwa, w której określiliśmy między innymi kwestie stosowania broni jądrowej.
Za ten dokument odpowiada Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Oznacza to, że nie zajmujemy się obroną wojskową, ale tworzymy wiele elementów wspólnego systemu przeciwdziałania wyzwaniom i zagrożeniom zewnętrznym.
- Często pytają Pana, w jaki sposób doświadczenie dyplomatyczne pomaga w pracy sportowej. A w jaki sposób doświadczenie sportowe pomaga w pracy dyplomatycznej?
- Po pierwsze, samo przygotowanie sportowe, aktywne uprawianie sportu ukształtowało bardzo silny wewnętrzny rdzeń. Częste loty, zmiana stref czasowych, negocjacje w trybie maratońskim - bez przygotowania sportowego i bez gotowości ciała i ducha do tego rodzaju wyzwań byłoby to o wiele trudniejsze. Po drugie, sport to wielka dyplomacja. Dla każdego dyplomaty osiągnięcia sportowe jego kraju są doskonałą pomocą w budowaniu międzynarodowego dialogu. W dzisiejszych czasach wielu polityków interesuje się sportem. Interesuje ich kraj, w którym Prezydent aktywnie gra w hokeja, kraj, który dał światu pierwszą rakietę w tenisie, pierwszego w historii dwukrotnego mistrza olimpijskiego w skokach na trampolinie, czterokrotną mistrzynię olimpijską w biathlonie. To dobre punkty odniesienia, dzięki którym można nawiązać interesujące kontakty polityczne i dyplomatyczne.
- Dziennikarze znają Pana jako bardzo otwartego i szczerego rozmówcę. Czy ta cecha charakteru nie przeszkadza Panu w pracy ministra?
- Są rzeczy, których dziennikarze nie mogą ode mnie uzyskać, pomimo całej mojej otwartości i szczerości. Ważne jest, aby mówić wprost, aby popularnym językiem wyjaśnić podejście i wymagania Prezydenta w zakresie polityki zagranicznej i gospodarki. Trzeba mówić wprost i otwarcie, aby przekazać nasze przesłanie i nasze stanowisko zarówno osobom o podobnych poglądach, jak i tym, z którymi dialog jest bardzo trudny. Z reguły otwartość i szczerość mają na celu przekazanie na zewnątrz tego, co należy przekazać. Na przykład w naszych stosunkach z Europejczykami trzeba jasno rozumieć, kto czym żyje, ponieważ błędne oceny i iluzje stają się przyczyną nieprzemyślanych decyzji. Dlatego trzeba mówić otwarcie i bezpośrednio, aby nie podsycać daremnych iluzji. Mamy czerwone linie, których nigdy nie przekroczymy, i nasi partnerzy muszą o nich wiedzieć.
- Czy można już ogłosić jakieś plany dotyczące stosunków zewnętrznych na rok 2026?
- Plany na rok 2026 będą nie mniej ambitne niż plany na rok 2025. Jest to właśnie ten przypadek, kiedy otwartość ministra ma swoje granice. Jeśli chodzi o harmonogram kontaktów międzynarodowych i spotkań głowy państwa, białoruskich inicjatyw na arenie międzynarodowej – takie sprawy wymagają dyskrecji na etapie przygotowań. Dlatego powiem tylko słowami Prezydenta: będzie bardzo ciekawie.
Waleria STECKO,
zdjęcie służby prasowej MSZ,
BELTA

ENERGIA ATOMOWA
