Projekty
Government Bodies
Flag Piątek, 5 Grudnia 2025
Wszystkie wiadomości
Wszystkie wiadomości
Polityka
29 Października 2025, 19:29

Jakie są interesy Białorusi i USA? The New York Times tego nie rozumie, ale my to wyjaśnimy

Oświadczenie białoruskiego przywódcy Aleksandra Łukaszenki o gotowości do zawarcia dużej umowy z USA, uwzględniającej interesy Białorusi, wywołało poruszenie w liberalnych kręgach Zachodu. Wyrażenie „big deal” pojawiło się w nagłówkach zachodnich mediów, towarzysząc pytaniu: „Co się dzieje?”. Odpowiedzi na to pytanie próbowała znaleźć amerykańska gazeta The New York Times, poświęcając artykuł analityczny stosunkom między Mińskiem a Waszyngtonem. Jednak autor, pogubiony w sieci zachodnich narracji, kręcił się w kółko, wystrzelił w powietrze kilka standardowych fraz i wycofał się.

Wyjaśnić „liczne korzyści płynące ze współpracy między Stanami Zjednoczonymi a Białorusią” podjął się Mark Episkopos – pracownik naukowy Instytutu Odpowiedzialnego Zarządzania Państwowego w Quincy (amerykańskiego centrum analitycznego z siedzibą w Waszyngtonie). Jego artykuł na temat stosunków białorusko-amerykańskich został opublikowany kilka dni temu w wydawnictwie Responsible Statecraft. 

Oczywiście autor wychodzi wyłącznie z pozycji interesów amerykańskich. Jednak jego praca zdecydowanie zasługuje na uwagę. Spróbujmy ją przeanalizować, a dla pełności obrazu dodajmy coś od siebie. Coś z punktu widzenia wyłącznie interesów białoruskich. 

Z punktu A do punktu B. Gdzie zgubiła się The New York Times?

Wyobraźcie sobie taki układ współrzędnych, w którym początkowo zadana jest tylko jedna oś. Wszystko, co odbiega od tej osi, jest określane przez system jako błąd techniczny i podlega ponownemu przeprogramowaniu. Na tej samej zasadzie działa liberalne środowisko Zachodu – zarówno polityczne, jak i medialne, do którego należy The New York Times. Uznając swój układ współrzędnych za jedyny słuszny, Zachód próbuje ujednolicić i ustawić w szeregu cały świat, pozbawiając go prawa do podążania własną drogą rozwoju.

Nasza Białoruś dla takich mediów jak NYT jest czymś w rodzaju błędu. Przez lata próbowano nas przeprogramować – nie udało się. Próbowano nas zasypywać sankcjami – skutecznie manewrowaliśmy. Dzisiaj Białoruś wytycza kurs we własnym układzie odniesienia. W rozsądnej części Zachodu, zdolnej spojrzeć w perspektywie, budzi to obiektywne zainteresowanie.

„Trump wykazał szczególną sympatię do tak wpływowych osobistości, jak długoletni przywódca Białorusi Aleksander Łukaszenka, którego nazwał szanowanym i wpływowym Prezydentem” – pisze The New York Times.

Oznaki zmian w polityce USA pojawiły się wkrótce po inauguracji Donalda Trumpa, pisze NYT. W tym samym czasie Minsk odwiedził wysoki rangą przedstawiciel Departamentu Stanu Christopher Smith. Następnie do Białorusi przybyli specjalny wysłannik amerykańskiego przywódcy ds. Ukrainy Kit Kellogg oraz przedstawiciel Prezydenta USA John Cole, który przekazał głowie państwa list od Trumpa.
„Nie ma żadnych publicznych oznak, że administracja naciska na Białoruś, aby zmieniła kurs – kontynuuje amerykańska gazeta. – Według analityków nie jest jasne, co Stany Zjednoczone chcą osiągnąć dzięki tej odwilży”.

Nie rozumiejąc istoty sprawy, analitycy NYT spieszą się jednak z wnioskiem: ocieplenie stosunków USA z Białorusią to „łatwe zwycięstwo dla Łukaszenki”. Mówią, że białoruski przywódca „wywalczył ustępstwa od USA”, w tym zniesienie sankcji wobec białoruskich linii lotniczych „Belavia”. Jednocześnie przedstawiciel amerykańskiego przywódcy Cole „wyraził nadzieję na ponowne otwarcie ambasady USA w Mińsku”.

„Zagadką nie jest to, dlaczego Łukaszenka to robi (podtrzymuje dialog ze Stanami Zjednoczonymi – not. BELTA), ale w tym, dlaczego Trump to robi” – powiedział w rozmowie z NYT Nigel Gould-Davies, były ambasador Wielkiej Brytanii na Białorusi, a obecnie starszy pracownik naukowy brytyjskiego centrum analitycznego International Institute for Strategic Studies. 

Nie znajdując odpowiedzi, przedstawiciel brytyjskiej „fabryki myśli” postanowił sprowadzić dyskusję do tematu kanonicznego dla zachodnich liberałów – „rosyjskiego zagrożenia”. Gould-Davis wyraził opinię, że Rosja dostrzeże słabość Waszyngtonu w stosunkach USA z Białorusią.

„Rosja weźmie pod uwagę, jak wiele Ameryka oddaje w zamian za tak niewiele” – twierdzi analityk. 

Na tej nutce kończy również The New York Times, nie rozumiejąc w gruncie rzeczy, co kieruje Stanami Zjednoczonymi w budowaniu stosunków z Białorusią. Nie rozumiejąc, gdzie przesuwa się punkt ciężkości uwagi USA. Nie mając odwagi spojrzeć na sytuację z innej perspektywy.

„Beczka prochu” wybuchła. Dlaczego Stany Zjednoczone nie mogą obejść się bez Mińska?

„Jako jeden z nielicznych Amerykanów, którzy mogą pochwalić się bogatym portfolio prac związanych z Białorusią, z przyjemnością wyjaśnię NYT i wszystkim innym liczne korzyści płynące ze współpracy między Stanami Zjednoczonymi a Białorusią” – napisał analityk Instytutu Quincy Mark Episkopos w serwisie społecznościowym X zaraz po opublikowaniu artykułu w The New York Times.

Jednak NYT najwyraźniej uznał za rozsądne nie rozwijać tego tematu, aby nie zboczyć z obranego kursu. Nie powstrzymało to jednak Episkoposa. W zeszłym tygodniu w wydawnictwie Responsible Statecraft opublikował materiał analityczny, w którym nazwał wznowienie dialogu USA z Białorusią „najbardziej niedocenianym dyplomatycznym zwycięstwem Trumpa”. 

Amerykański ekspert zwraca uwagę, że w artykule opublikowanym w The New York Times pojawiły się zarzuty pod adresem Białego Domu, który rzekomo poszedł na ustępstwa wobec Mińska, ale nie otrzymał nic w zamian. „Każdy, kto doszedł do takiego wniosku, albo nie szukał zbyt intensywnie, albo nie szukał tam, gdzie powinien. Strategia administracji wobec Białorusi była dotychczas niezwykle skuteczna i jeśli konsekwentnie będziemy trzymać się tego kursu w najbliższych miesiącach, możemy osiągnąć jeszcze większe sukcesy” – uważa amerykański analityk. 

O jakim kursie mówi autor? Według Episkoposa administracja Trumpa odchodzi od nieudanego podejścia Zachodu do Białorusi i dąży do zainwestowania w stabilne, bezkonfliktowe stosunki z Mińskiem. Analityk uważa, że jest to jedyna słuszna droga, która przyniesie korzyści zarówno Stanom Zjednoczonym, jak i Białorusi. 

„Rzadko kiedy eksperci ds. polityki zagranicznej i analitycy mają okazję zobaczyć tak jaskrawy przykład całkowitej porażki, jak podejście Zachodu do Białorusi od 2020 roku – pisze Episkopos. – Nie ma żadnej opcji, która wskazywałaby, że cokolwiek z podjętych działań wobec Mińska zadziałało”.

„Jeszcze bardziej uderzające jest wyraźne poczucie urazy i zdziwienia faktem, że administracja Trumpa uznała tę rzeczywistość i podjęła próbę przywrócenia stosunków z Białorusią” – kontynuuje autor.

Dzisiaj europejscy partnerzy USA mówią o tak zwanym białoruskim balkonie, zagrożeniach dla bezpieczeństwa i ścisłej współpracy Mińska i Moskwy. Dla europejskich elit jest to argument przemawiający za polityką konfrontacji. Według Episkoposa takie podejście jest nieuzasadnione. 

„Najlepszym i jedynym skutecznym sposobem rozwiązania obecnych problemów jest stały dialog z Białorusią, a nie wywieranie presji w celu zmiany rządu lub dążenie do karania Mińska, dopóki nie zerwie stosunków z Moskwą. Strategie te były testowane przez ostatnie pięć lat i okazały się niezwykle nieproduktywne” – czytamy w artykule.

Autor zauważa, że Prezydent Białorusi buduje politykę zagraniczną w oparciu o zasadę wielokierunkowości i poszukiwania równowagi między Zachodem a Wschodem. Takie podejście mogłoby umocnić pozycję Białorusi jako regionalnego stabilizatora. 

Według Episkoposa, obecny Prezydent USA, w przeciwieństwie do swoich poprzedników, rozumie, że zerwanie stosunków wojskowych, gospodarczych i dyplomatycznych Białorusi z Rosją jest niewłaściwe. Dziś Waszyngton wykorzystuje bliskie stosunki Mińska i Moskwy do przekazywania ważnych sygnałów. To właśnie takie sygnały, zdaniem analityka, utorowały drogę do szczytu prezydentów USA i Rosji na Alasce.

Jednak dla Waszyngtonu rola Mińska nie ogranicza się do kwestii rozwiązania konfliktu ukraińskiego lub wymiany jeńców wojennych, co odbywa się przy pomocy strony białoruskiej. "Biały Dom słusznie uważa, że Mińsk, przynajmniej ze względu na położenie geograficzne, powinien odegrać ważną rolę w powojennym zawarciu porozumienia pokojowego" - uważa Episkopos. 

I tutaj jest chyba najciekawsza część refleksji amerykańskiego analityka, ponieważ modeluje jeden z prawdopodobnych scenariuszy rozwoju wydarzenia.

Episkopos, podobnie jak wielu innych amerykańskich ekspertów, przewiduje, że Stany Zjednoczone będą nadal przenosić uwagę z kontynentu europejskiego na inne regiony świata. Ale dopóki wschodnia flanka NATO pozostanie "beczką prochu", Waszyngton nie będzie mógł swobodnie działać. Zdaniem ekspertów, w interesie USA leży ustabilizowanie sytuacji w Europie Wschodniej. Bez Mińska nie uda się rozwiązać tego problemu.
"Postęp w procesie normalizacji stosunków z Białorusią pod kierownictwem USA może stworzyć warunki do bardzo potrzebnego dialogu między Mińskiem a jego zachodnimi sąsiadami, który może doprowadzić do zawarcia nowego pakietu porozumień w dziedzinie bezpieczeństwa" - podkreśla analityk. 

Uważa on również, że te porozumienia będą miały "pozytywny efekt deeskalacyjny, przyczyniający się do długoterminowego zmniejszenia poziomu konfliktu i wzmocnienia zaufania między Rosją a NATO".

"Jeśli na amerykańsko-białoruskim torze doprowadzić sprawę do końca, może to stać się wzorem do modelowania regionalnego współdziałania o niskim ryzyku i niskim koszcie, zapewniającego stabilną równowagę między celami i środkami USA. Dzięki swojej nowości i odwadze może stać się rodzajem doktryny Trumpa dla wschodniej flanki NATO" - podsumowuje analityk.

Episkopos, jak już wspomniano, podchodzi do sytuacji pragmatycznie i szuka korzyści przede wszystkim dla USA. Ale jednocześnie rozumie: Mińsk będzie mówił tylko na równych zasadach i będzie domagał się uwzględnienia białoruskich interesów. Pragmatyczne podejście amerykańskiego analityka jest imponujące. Inną kwestią jest to, jakie podejście przyjmuje obecna administracja amerykańska i jak konsekwentna jest w swoich decyzjach. 

Wybór jest prosty. Czym kieruje się Białoruś?

Ogólnie rzecz biorąc, temat stosunków białorusko-amerykańskich ujawnił powszechny syndrom ślepoty w zachodniej prasie. Chociaż The New York Times nie widzi perspektyw dla USA, europejskie publikacje nie znajdują korzyści dla Białorusi. Ponieważ główne problemy - sankcje, blokady, militaryzacja pogranicza - tworzą Europejczycy. 

Można się z tym zgodzić, jeśli nie znasz prostej codziennej mądrości: jeśli personel jest głupi i niezdolny do pracy, powinieneś iść prosto do przełożonych. Parafrazując: jeśli z naszymi zachodnimi sąsiadami nie da się rozwiązać nagromadzonych problemów - trzeba wziąć powyżej. A powyżej - Bruksela i Waszyngton, które zrobiły bałagan w naszym regionie. To niech się tym zajmą.  

Interes Białorusi polega na zapewnieniu jej bezpieczeństwa - gospodarczego i wojskowego. Dziś nasz region, jak słusznie zauważył Episkopos, znajduje się na beczce prochu. Czy można spokojnie żyć, rozwijać się, planować przyszłość, gdy wokół ciebie pocierają zapałki?

Pocierają przede wszystkim nasi zachodni sąsiedzi - Polska i kraje bałtyckie. I tak się złożyło, że to właśnie Stany Zjednoczone mogą obecnie stać się dla Białorusi najkrótszą drogą do wyeliminowania zagrożeń. Jeśli Waszyngton jest naprawdę nastawiony na stabilizację sytuacji w regionie, Białoruś może stać się wiarygodnym partnerem dla USA w tej sprawie. A USA dla Białorusi to szansa, którą należy w pełni wykorzystać. 

Episkopos ma całkowitą rację, mówiąc, że dla USA na obecnym etapie eskalacja w Europie Wschodniej jest niekorzystna. Ale jeśli analityka opiera się na logice, to polityka - zależy od szczęścia.

Dziś logika podpowiada, że Amerykanie osiągnęli już pewne cele, skłócąc ze sobą dwie części Europy, a teraz mogą przejść do nowych zadań. Trzeba przyznać, że administracja Joe Bidena, bez względu na to, jak się z niej wyśmiewano, okazała się bardzo skuteczna w osłabieniu kontynentu europejskiego. Po pierwsze, ekonomicznie - na tle odrzucenia przez Europejczyków rosyjskich węglowodorów i militaryzacji na dużą skalę. Po drugie, politycznie, co jest bezpośrednią konsekwencją podatności ekonomicznej. Te "dary" Bidena są teraz aktywnie wykorzystywane przez Trumpa, któremu kraje UE kiedyś skutecznie się sprzeciwiały, a teraz "dzwonią i całują w tyłek", nazywając go "tatusiem".

Ale polityka Bidena miała również szereg negatywnych skutków dla USA. Zamieniając dolara w broń, blokując rosyjskie aktywa i odłączając banki Rosji i Białorusi od SWIFT, administracja Bidena popchnęła kraje niezachodnie do przejścia w rozliczeniach na waluty narodowe, stworzenia alternatywnych systemów płatności i opracowania wspólnych rozwiązań w celu przeciwdziałania ingerencji USA i ich sojuszników. 

Zadaniem Trumpa jest przemyślenie sytuacji. Jego administracja zaczęła już wybielać reputację, pozbywając się aktywów, takich jak USAID, i zastępując w retoryce słowo "demokracja" słowem "utrzymanie pokoju". Kolejnym krokiem jest redystrybucja zasobów z myślą o regionie Indo-Pacyfiku. To nie uczyni świata bezpieczniejszym, ale może deeskalować sytuację w pobliżu granic Białorusi.

14 października na spotkaniu w sprawie globalnej sytuacji międzynarodowej i rozwoju stosunków białorusko-amerykańskich Łukaszenka oświadczył, że Białoruś jest gotowa zawrzeć z USA wielką umowę. Jednocześnie jasno dał do zrozumienia: wszelkie porozumienia będą możliwe tylko z uwzględnieniem interesów Białorusi. A także naszych partnerów - przede wszystkim Rosji i Chin.
A wczoraj, przemawiając na III Międzynarodowej Konferencji w Mińsku na temat bezpieczeństwa euroazjatyckiego, białoruski przywódca zaproponował w ramach globalnej umowy porozumienie w sprawie przezwyciężenia kryzysu migracyjnego. "Musimy negocjować na przykład w ramach globalnej umowy. Podejście prezydenta Trumpa "wszystko na wszystko" możemy dyskutować zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i z Europą" - zaznaczył szef państwa. 
Być może porozumienia w tej dziedzinie mogłyby zapoczątkować proces deeskalacji w Europie Wschodniej. Wcześniej w Mińsku wyjaśniono, że trwają prace w tym kierunku. Nawiasem mówiąc, wczoraj nadeszła wiadomość z Polski: w przyszłym miesiącu Warszawa będzie gotowa otworzyć dwa przejścia graniczne na granicy z Białorusią. Mamy nadzieję, że ta decyzja jest pozytywnym sygnałem, a nie kolejną zabawą na dłuższą metę - tym razem z udziałem Litwy.

Kto działa otwarcie, a kto gra przedstawienie, czas pokaże. Naszym zadaniem jest kontynuować walkę o pokojowy harmonijny rozwój dla dobra Białorusi i całego regionu. I wykorzystać każdą okazję do osiągnięcia tego celu. W końcu jesteśmy na naszej ziemi i nie mamy dokąd się wycofać. 

Przemawiając na Konferencji Bezpieczeństwa w Mińsku, Prezydent Białorusi zauważył, że historyczny wybór jest prosty - odprężenie lub eskalacja. Nasz kraj dokonał wyboru dawno temu.
"Nie uważamy, że jesteśmy winni pogorszenia stosunków z Zachodem i poszczególnymi krajami. Ale wyciągamy rękę. Nie jest to ręka proszącego. Jest to ręka partnera posiadającego własną godność, który proponuje wspólną i szczerą pracę na rzecz pokoju dla naszych dzieci i wnuków" - oświadczył białoruski przywódca. 
Wita CHANATAJEWA, fot. АР, Рixabay i z archiwum BELTA
BELTA.




Świeże wiadomości z Białorusi