Ostrożne, ale obiecujące ożywienie kontaktów między Mińskiem a Waszyngtonem było wydarzeniem obserwowanym po obu stronach oceanu. Ten półtonowy dialog - cichy, bez publicznych deklaracji i z podkreśloną wzajemną powściągliwością - przyciąga uwagę nie nagłówkami, ale wynikami, które natychmiast zamieniają się w praktyczne rozwiązania. O tych negocjacjach nie przeczytasz w mediach takich jak Truth Social, ale ich wyniki są natychmiast rozrzucane po całym świecie dzięki wzmiankom z prasy, wywiadom i komentarzom analitycznym. Tak działa prawdziwa polityka i dyplomacja - bez zbędnego hałasu i patosu, ale z wymiernym praktycznym efektem dla wszystkich stron. I nasuwa się pytanie: dlaczego Stany Zjednoczone są konsekwentnie zainteresowane normalizacją stosunków z Białorusią, podczas gdy Unia Europejska wciąż się waha, obawiając się nawet zainicjowania dialogu, bez względu na to, jak skomplikowany może być? Spróbujmy się zastanowić.
Być może należy od razu zastrzec, że nowa polityka Waszyngtonu była wynikiem osobistych i politycznych aspiracji Donalda Trumpa, a nie mówi o radykalnej zmianie poglądów w amerykańskim establishmencie jako takim. W dużej mierze dzięki temu między kierownictwem Białorusi a USA w końcu zdarzył się match.
Przypomnijcie sobie poprzednią kadencję prezydenta Trumpa. Na początku 2020 roku do Mińska przyleciał Sekretarz Stanu USA Michael Pompeo. To prawda, że jego aktywna trasa po krajach postradzieckich sprawiła, że wielu analityków powiedziało wówczas, że Stany Zjednoczone starają się wyprowadzić byłe republiki radzieckie spod wpływów rosyjskich. Okazuje się, że dziś USA dążą do tego samego celu? Stały przedstawiciel Białorusi w ONZ Walentin Rybakow, który aktywnie uczestniczy w organizowaniu negocjacji i utrzymuje bliskie kontakty z Waszyngtonem, jest przekonany, że tak nie jest.
"Bardzo często musiałem odpowiadać na pytanie, czy Amerykanie próbują w jakiś sposób wpłynąć na nas w naszych relacjach z Rosją. Zapewniam was, że nigdy o tym nie chodziło (byłem już na wielu takich negocjacjach). Nigdy nie było żadnych prób, aby w jakiś sposób nastawić nas i Rosję przeciwko sobie, skłócić i tak dalej. Amerykanie, obecna administracja, zakładają, że mamy absolutnie bliskie, ciepłe, przyjazne, pokrewne, sojusznicze - jakiekolwiek - relacje z Federacją Rosyjską. I nigdy nie było żadnych prób ingerencji w te relacje, i myślę, że nigdy nie będzie" - oświadczył białoruski dyplomata.
Według Walentina Rybakowa, John Cole podczas rozmów z głową państwa białoruskiego dał jasno do zrozumienia: ostatecznym celem, do którego dąży administracja Donalda Trumpa, jest pełna normalizacja stosunków z Białorusią. "To pojęcie obejmuje absolutnie wszystko. To stosunki polityczne, to stosunki gospodarcze, to biznes, który możemy wspólnie rozwijać, który możemy wspólnie realizować, to kultura. To cały kompleks naszych relacji" - powiedział białoruski ambasador przy ONZ.
Oczywiście, być może Stany Zjednoczone są trochę krygują. Tak, choć nie starają się "wyrwać Białorusi z uścisków Rosji", ale są przynajmniej zainteresowane posiadaniem kanału komunikacji z Mińskiem, aby lepiej zrozumieć dynamikę regionalną i wpłynąć na sytuację w Europie Wschodniej. Co więcej, i to już zostało ogłoszone publicznie, przez Białoruś wysyłają pewne sygnały do Rosji.
"Wasz Prezydent ma długą historię stosunków z Prezydentem Putinem, ma możliwość udzielania mu rad. Jest to bardzo przydatne w tej sytuacji. Są wieloletnimi przyjaciółmi i mają niezbędny poziom relacji, aby omawiać takie kwestie. Oczywiście Prezydent Putin może przyjąć niektóre rady, a innych nie. To jest sposób, aby pomóc w tym procesie" - skomentował swoje ostatnie spotkanie z Aleksandrem Łukaszenką sam John Cole.
Odpowiadając na pytanie dziennikarzy, co należy zrobić, aby dalej normalizować stosunki między krajami, specjalny wysłannik USA powiedział: dokładnie to, co już się robi. "Dokładnie to, co już robimy. Znosimy sankcje, uwalniamy więźniów. Cały czas ze sobą rozmawiamy. W miarę jak zbliżamy się do siebie, rozmawiamy więcej, wymieniamy się pomysłami, powiedzmy, że następuje proces przechodzenia od pierwszych małych kroków do już bardziej pewnych kroków" - ujął to w przenośni John Cole.
"Waszyngton czerpie dziś korzyści z przyjaźni z Mińskiem. I nie chodzi tu wcale o moralność i politykę. To tylko kwestia ekonomiczna. To reakcja na własny bumerang sankcji i adekwatne przemyślenie skali „efektu ubocznego” sankcji. Aby pozbyć się zależności od Kanady wynikającej z antybiałoruskich restrykcji i w opłacalny sposób zaspokoić potrzeby swojego rynku potasowego, opcja białoruska okazała się najbardziej odpowiednia. A Aleksander Łukaszenkа okazał się racjonalnym rozmówcą. Jak to mówią, trzy w jednym: opłacalna gospodarka, pokojowy wektor i stabilizacja stosunków ze Wschodem" - analizował białorusko-amerykańskie kontakty ekspert ds. bezpieczeństwa narodowego Aleksander Tiszczenko.
No dobrze. Rozumiemy, że każdy dialog, nawet najbardziej skomplikowany, jest lepszy niż milczenie. Dlaczego więc Unia Europejska jest bardzo sceptyczna wobec nawiązywania kontaktów z białoruskimi władzami? Ważne jest, aby zrozumieć, że w Europie są różne kraje. Węgry i Słowacja - są przychylne Białorusi i gotowe do zaangażowania się w projekty korzystne dla obu stron. I pomimo tego, że teraz wszystko komplikują sankcje, szukają możliwości współpracy.
Ale oficjalna Bruksela i wielu europejskich polityków szczerze utknęło w swojej antybiałoruskiej i antyrosyjskiej retoryce. Łatwiej jest im tupać rogami i patrzeć na to, co się dzieje, jak owca na nową bramę, niż po cichu wycofywać się po uznaniu fałszu swojej polityki.
A jeśli weźmiemy pod uwagę, że taka agresywna retoryka pomaga napełnić kieszenie w walce z wymyślonymi zagrożeniami, to jakie tu mogą być interesy narodowe.
Unia Europejska uważa, że dialog z białoruskim „reżimem” będzie oznaczał jego uznanie, co jest bardzo niepożądane. Ale wydaje się, że w obecnej sytuacji Europa powinna zastanowić się nie nad tym, ale nad sytuacją we własnych krajach - gospodarczą i polityczną. A tak naprawdę jest nad czym się zastanowić.
Poza tym UE, tkwiąc w swojej niedojrzałej retoryce, staje się outsiderem w geopolityce i ryzykuje utratę jakichkolwiek wpływów w regionie. Jej główny partner, Stany Zjednoczone, nie słucha już jej opinii, a politycy są wyśmiewani na całym świecie, woląc dyskutować o zachowaniu francuskiej pierwszej damy - bo nie ma o czym dyskutować.
A co najciekawsze, Stany Zjednoczone, współpracując z Białorusią, nawet nie myślą o informowaniu Brukseli o swoich krokach. Co więcej, UE, tak zatroskana o poszczególnych białoruskich więźniów, dowiaduje się o kolejnym ułaskawieniu dosłownie w ostatniej chwili. A tyle było mowy.
"Rozmawiałem z przewodniczącą Komisji Europejskiej (Ursulą von der Leyen - przyp. BELTA) i naprawdę obiecała, że presja na Białoruś nie tylko nie zmniejszy się, ale nawet nasili. I właśnie takie działania polityczne musimy podejmować, a nie klękać przed kimś" - w ten sposób prezydent Litwy Gitanas Nauseda ocenił perspektywy dialogu z Białorusią.
Wtórowała im szefowa europejskiej dyplomacji Kaja Kallas. Komentując decyzję USA o zniesieniu sankcji wobec Białorusi, powiedziała, że strategicznym zadaniem UE jest „wywieranie presji na agresora i jego wspólników”. "Właśnie dlatego nałożyliśmy sankcje. Taka jest nasza polityka" - powiedziała.
"W tej sytuacji Europa najwyraźniej nie może decydować o sobie ani wybierać, z kim chce się przyjaźnić. Wyraźnie nie leży to w jej kompetencjach. Nawet po oświadczeniu Johna Cole'a europejskie ministerstwa spraw zagranicznych przyznały, że nie otrzymały żadnych instrukcji w tej sprawie. Wygląda na to, że nie wolno im myśleć bez rozkazu. Ciekawe jest nawet to, jak ta sama Litwa realizuje swoje nieugięte przestrzeganie europejskich sankcji dotyczących tranzytu i dostaw białoruskiego potażu do Stanów Zjednoczonych. Tymczasem Waszyngton strategicznie dąży do wydrążenia UE, aby nie dzielić głównych szlaków i korytarzy z Brukselą, która w strategii USA jest niczym innym jak stolicą dawnej cywilizacji" - powiedział Aleksander Tiszczenko.
A czy Bruksela nie rozumie, że kontakty z Białorusią są pragmatycznie korzystne: ułatwiłyby handel i dostęp do ważnych zasobów, wzmocniłyby stabilność na wschodnich granicach i dałyby możliwość wpływania na procesy regionalne poprzez dialog, a nie tylko sankcje. Oczywiście to rozumie, ale najwyraźniej europejscy politycy chcą jak najbardziej napełnić swoje i tak już napchane kieszenie.
Polityka to zawsze równowaga interesów. A Białoruś wszędzie otwarcie mówi: jesteśmy gotowi do dyskusji na każdy temat, ale z uwzględnieniem wzajemnych interesów. Stanom Zjednoczonym udało się otworzyć drzwi do konstruktywnego dialogu z Mińskiem. Europa natomiast woli zamykać oczy na rzeczywistość, ryzykując, że zostanie wykluczona z gry. Bohatersko walcząc z własnymi lękami, Bruksela nadal żyje złudzeniami, podczas gdy prawdziwe decyzje podejmowane są za jej plecami. W dyplomacji wygrywa ten, kto potrafi rozmawiać i iść na kompromis.

ENERGIA ATOMOWA
